+ Pokaż spis treści

Zmierzch PRL-u

Szesnaście miesięcy Solidarności

 

Narodziny NSZZ "Solidarność"

 

      7 IX 1980 r. kardynał Wyszyński przyjął Wałęsę i udzielił poparcia tworzącemu się nowemu ruchowi zawodowemu. Dziesięć dni potem w Gdańsku spotkali się delegaci regionalni z całego kraju. Przyjęto propozycję zgłoszoną przez Jana Olszewskiego, by zarejestrować się jako jeden związek zawodowy, dla którego Karol Modzelewski zaproponował nazwę Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność". Jako projekt statutu przyjęto projekt gdański i postanowiono, że na czele Krajowej Komisji Porozumiewawczej stanie Wałęsa.

      Jednocześnie jesienią 1980 r. dokonywał się, proces "odnowy" w szeregu stowarzyszeń i związków twórczych. Do głosu często dochodzili ludzie w poprzednich latach nienajlepiej widziani przez władzę. Odbyły się zjazdy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Związku Literatów Polskich, na których wybrano zupełnie nowe władze tych organizacji. Inteligencja twórcza aktywnie zaangażowała się w proces zmian i jednoznacznie opowiedziała się - w swej masie - po stronie dialogu władzy z nowym ruchem zawodowym. Wielu ludzi ze świata kultury, sztuki i nauki było aktywnymi działaczami NSZZ "Solidarność".

      Ożywiła się również część członków PZPR, którzy domagali się jak najszybszego zwołania nadzwyczajnego zjazdu i przeprowadzenia gruntownych, a nie tylko personalnych zmian. W wielu ośrodkach zaczęły powstawać "struktury poziome", które zwalczał zazdrosny o własną uprzywilejowaną pozycję konserwatywny aparat PZPR.

      W kraju utrzymywała się napięta sytuacja. Władze nie chciały uznać "Solidarności" za autentycznego partnera. Nawet proces rejestracji Związku dokonał się nie bez problemów. Dopiero 10 listopada Sąd Najwyższy rozpatrzył odwołanie NSZZ "Solidarność" i uchylił poprawki bezprawnie wprowadzone do statutu przez Sąd Wojewódzki dla miasta Warszawy.

Zagrożenie radziecką interwencją zbrojną

      Dla milionów Polaków jesienią 1980 r. najpoważniejszym problemem była groźba radzieckiej zbrojnej interwencji w Polsce. Informacje amerykańskiego wywiadu satelitarnego stale potwierdzały wiadomości mówiące o ruchach wojsk radzieckich nad granicą z Polską i znacznych koncentracjach sił w Czechosłowacji i w NRD. Podtrzymywaniu nastrojów niepewności i zagrożenia zbrojną interwencją Układu Warszawskiego sprzyjały wrogie wobec "Solidarności" głosy prasy w "państwach bloku".

Stanisław Kania (fot. wikimedia)      Wreszcie zachodnie media zaczęły informować, iż na początku grudnia 1980 r. rozpocznie się zbrojna interwencja w Polsce. Prezydent Carter wskazał na "bezprecedensowe zgromadzenie sił radzieckich wzdłuż polskiej granicy" i ostrzegł Moskwę, że ewentualna zbrojna interwencja w Polsce negatywnie odbije się na stosunkach amerykańsko-radzieckich.

      5 XII 1980 r. rozpoczęło się w Moskwie spotkanie przywódców Układu Warszawskiego. Na czele delegacji polskiej stał Kania, który miał odradzać Breżniewowi zbrojną interwencję i przekonywał radzieckiego przywódcę, że nie ma w Polsce "zagrożenia socjalizmu". Tłumaczył, iż biorąc pod uwagę historyczne uwarunkowania i silne w społeczeństwie polskim fobie antyrosyjskie i antyradzieckie, w przypadku radzieckiej zbrojnej interwencji należy liczyć się z silnym oporem. ZSRR uwikłany w wojnę w Afganistanie nie bardzo mógł sobie pozwolić na kolejny długotrwały konflikt zbrojny. W efekcie Breżniew odstąpił od planów inwazji, a uczestnicy moskiewskiej narady ograniczyli się do wystosowania odezwy, w której zapewniali, iż "socjalistyczna Polska, Polska Zjednoczona Partia Robotnicza i naród polski mogą bezwzględnie liczyć na braterską solidarność i poparcie krajów uczestników Układu Warszawskiego".

Polska "Solidarności"

      W kraju tymczasem niemal stale pojawiały się poważne konflikty między nowymi związkami zawodowymi, które w niedługim czasie skupiły w swoich szeregach kilka milionów członków, a komunistyczną władzą, która nie potrafiła i nie chciała traktować "Solidarność" jak poważnego partnera politycznego. Obie te siły różniło bowiem właściwie wszystko: kanon wartości, tradycje historyczne do których się odwoływały, doświadczenia polityczne, stosunek do najnowszej przeszłości, a nawet frazeologia. "Solidarność" powszechnie uważana była za główną siłę sprawczą dokonującej się w Polsce "odnowy". Jednocześnie czciła rocznice kolejnych buntów i zrywów społecznych: w grudniu 1980 r. dziesięciolecie tragedii na Wybrzeżu, w marcu 1981 r. po raz pierwszy publicznie rocznicę Marca 1968, a czerwcu ćwierćwiecze robotniczego protestu w Poznaniu i piątą rocznicę zajść w Radomiu i Ursusie. W czasie tych wszystkich uroczystości odsłaniano pomniki bądź tablice upamiętniające tamte, historyczne już wydarzenia. Jednocześnie wyrażano przekonanie - jak się miało niedługo okazać przedwcześnie - że już nigdy Polak nie będzie strzelał do Polaka. Pamiętać o tym mieli rządzeni i przede wszystkim rządzący!

      11 II 1981 r. Wojciech Jaruzelski na stanowisku premiera zastąpił w praktyce niezdolnego do działania Józefa Pińkowskiego. W swoim sejmowym wystąpieniu nowy szef rządu zaapelował o powstrzymanie się od strajków, o "dziewięćdziesiąt spokojnych dni". Apel ten spotkał się z przychylnym odzewem ze strony kierownictwa "Solidarności", które wkrótce "wygasiło" niemal wszystkie ogniska strajkowe w kraju.

Kryzys bydgoski

     Jednak już niedługo sytuacja wewnętrzna uległa drastycznemu zaostrzeniu. 16 marca - w dniu, w którym na terytorium PRL rozpoczęły się manewry Układu Warszawskiego "Sojuz 81" - grupa rolników rozpoczęła strajk okupacyjny w gmachu Wojewódzkiego Komitetu ZSL w Bydgoszczy. Następnego dnia protestujący powołali do życia Ogólnopolski Komitet Strajkowy Rolników, którego głównym postulatem było uznanie NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność" za "społeczno-zawodowego reprezentanta rolników indywidualnych". 19 marca w trakcie sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy nie zostali dopuszczeni do głosu zaproszeni przedstawiciele "Solidarności", którzy chcieli zaprezentować racje strajkujących rolników. Protestujących działaczy milicja siłą usunęła z sali, przy czym niezidentyfikowani cywile w zamieszaniu brutalnie pobili trzech działaczy związkowych, w tym przewodniczącego MKZ Bydgoszcz Jana Rulewskiego.

      Kierownictwo "Solidarności" domagało się wyjaśnienia całej sprawy proklamując na 27 marca czterogodzinny ostrzegawczy protestacyjny strajk generalny. Sytuacja w Polsce stawała się dramatyczna. Załogi szeregu zakładów pracy przygotowywały się do strajku okupacyjnego, a regionalne władze "Solidarności" przenosiły swoje siedziby do największych zakładów przemysłowych na danym terenie.

      Ponieważ rozmowy między przedstawicielami rządu a "Solidarności" nie przyniosły zadowalających rezultatów, 27 marca miał miejsce czterogodzinny strajk generalny, który był największym strajkiem w całej historii Polski, gdyż wedle zachodnich szacunków - razem ze studentami i rolnikami - wzięli w nim udział łącznie około 14 milionów osób. NSZZ "Solidarność" zademonstrował w ten sposób swoją siłę i determinację. Zarazem uzyskał poparcie, jakiego nigdy przedtem ani już nigdy potem nie był w stanie zdobyć. Dlatego też wówczas i przez szereg lat później część aktorów i obserwatorów polskiej sceny politycznej utrzymywało, że nie należało wtedy ustępować, ale podjąć próbę sił i sięgnąć w walce z komunistami po oręż bezterminowego strajku generalnego, czego zresztą domagała się niemała część związkowców.

      Przeważył jednak duch porozumienia i kompromisu, choć przez kilka dni utrzymywała się w Polsce "wojna nerwów", której jednym z elementów było przedłużenie na czas nieokreślony manewrów "Sojuz 81". Ostatecznie 30 marca zawarto w Warszawie porozumienie, zarówno wtedy, jak i później różnie oceniane przez działaczy związkowych, w zależności od własnych zapatrywań politycznych. Dla "radykałów" było ono przejawem kapitulacji Związku, zdaniem "umiarkowanych" świadczyło o politycznej dojrzałości i obywatelskiej odpowiedzialności za losy Polski kierownictwa "Solidarności". Niemniej część działaczy sposób zawarcia tego porozumienia uznała za niezgodny z zasadami demokratycznymi.

Wiosna 1981 r.

      Następne dwa miesiące były okresem stosunkowo najbardziej harmonijnej współpracy władzy z "Solidarnością". 3 kwietnia ukazał się od dawna już oczekiwany pierwszy numer wydawanego w półmilionowym nakładzie ogólnopolskiego "Tygodnika 'Solidarność'", którego redaktorem naczelnym został Mazowiecki. Cztery dni później zakończyły się wreszcie manewry "Sojuz 81", a 12 maja Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował NSZZ RI "Solidarność".

      Dwa wydarzenia przykuły wtedy uwagę milionów Polaków w stopniu dominującym. 13 V 1981 r. w godzinach popołudniowych na Placu św. Piotra w Rzymie dokonano zamachu na życie papieża Jana Pawła II. Rana postrzałowa była groźna i Ojciec Święty pod czujnym okiem lekarzy przez kilka tygodni walczył ze śmiercią. W Polsce strzały zamachowca poraziły opinię publiczną. W kościołach trwały nieustające modlitwy o powrót papieża do zdrowia. W kilku miastach odbyły się "białe marsze" (największy w Krakowie) połączone z modlitwą w intencji wyzdrowienia Jana Pawła II.

      Z kolei 28 maja zmarł kardynał Stefan Wyszyński, który jeszcze na krótko przed śmiercią przeprowadził rozmowę telefoniczną z powracającym do zdrowia Ojcem Świętym. 31 maja z udziałem wielotysięcznych tłumów, specjalnego papieskiego wysłannika, przedstawicieli władz państwowych oraz kierownictwa "Solidarności" odbyły się w Warszawie uroczystości pogrzebowe. 7 lipca papież Jan Paweł II następcą Prymasa Tysiąclecia - jak sam nazwał kardynała Wyszyńskiego - ustanowił dotychczasowego biskupa warmińskiego Józefa Glempa, który już cztery dni później spotkał się z premierem Jaruzelskim.


Zjazd PZPR

 

      Wiosną w partii odbywały się wybory delegatów na pierwszy raz w tym trybie zwoływany Nadzwyczajny IX Zjazd PZPR. W wyborach najwięcej głosów otrzymywali zdeklarowani zwolennicy reform i współpracy z "Solidarnością". Jednocześnie w wyborach "przepadali" często doświadczeni "aparatczycy"; zapowiadała się bardzo gruntowna wymiana kadr w kierownictwie różnych szczebli.

 

      Proces ten brutalnie przerwał opublikowany w polskiej prasie 11 czerwca list KC KPZR do KC PZPR, będący otwartym przejawem mieszania się ZSRR w wewnętrzne sprawy polskie. Dalsze wybory delegatów na Zjazd potoczyły się już na ogół po myśli wystraszonego aparatu. Na Zjeździe znaleźli się prawie wszyscy główni przedstawiciele nurtu zachowawczego zwanego wówczas "betonem". Niemniej wśród delegatów na IX Nadzwyczajny Zjazd PZPR była też grupa zwolenników przemian, w tym kilkuset członków PZPR należących do "Solidarności". Byli oni jednak w mniejszości i ton w partii w coraz większym stopniu nadawali przeciwnicy pojednawczej polityki wobec "Solidarności".

 

      W dniach od 14 do 21 VII 1981 r. obradował w Warszawie IX Nadzwyczajny Zjazd PZPR, który m.in. usunął z szeregów partii działaczy uznanych odpowiedzialnymi za głęboki kryzys polityczny, społeczny i ekonomiczny, w tym Gierka i Babiucha. Zjazd miał dość dramatyczny przebieg, gdyż toczyła się na nim ostra walka polityczna. Ostatecznie jednak górę wzięły siły zachowawcze w PZPR, choć po raz pierwszy w jej historii odbyły się prawdziwie demokratyczne wybory nowego I sekretarza KC przez ogół delegatów. Ponownie został nim Kania.

 

      W owym czasie społeczeństwo polskie w coraz mniejszym jednak stopniu pochłaniały walki wewnątrzpartyjne. Większość Polaków miała już dość rządów komunistycznych, choć ciągle jeszcze stosunkowo nieliczni byli ci, którzy wyrażali to w sposób zupełnie otwarty. Niemniej kiedy minister handlu wewnętrznego podjął decyzję o zmniejszeniu kartkowych przydziałów mięsa na osobę, ustalonych zaledwie cztery miesiące wcześniej i równocześnie zapowiedział podwyżkę cen żywności, w wielu polskich miastach zorganizowano tzw. marsze głodowe, z których chyba największy rozgłos uzyskał przemarsz z transparentami kilku tysięcy osób (głównie kobiet z dziećmi) głównymi ulicami Łodzi.

 

      Sytuacja uległa dalszemu zaognieniu, gdy 3 sierpnia władze nie dopuściły, żeby protestująca w Warszawie kolumna pojazdów z biało-czerwonymi flagami i transparentami przedefilowała przed gmachem KC. Kolumna została zablokowana przez MO w samym centrum stolicy na skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich. Blokadę ronda zakończono po dwugodzinnym strajku powszechnym w Regionie Mazowsze 5 sierpnia w południe. W środkach masowego przekazu nasiliła się kampania wymierzona w "Solidarność", której zarzucano dążenie do przechwycenia władzy w państwie. Ze swej strony Związek domagał się szerszego dostępu do środków komunikacji społecznej, a zwłaszcza do telewizji.

 

I Krajowy Zjazd NSZZ "Solidarność"

 

      W dniach od 5 do 10 IX 1981 r. odbyła się pierwsza część I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ "Solidarność". Ponieważ kierownictwo Związku nie doszło do porozumienia z szefami telewizji, co do warunków prezentowania Zjazdu, organizatorzy nie wpuścili przedstawicieli Telewizji Polskiej i w efekcie w Dzienniku Telewizyjnym były pokazywane materiały filmowe rejestrowane z serwisu Eurowizji. Był to jedyny tego typu przypadek świadczący o dalszym pogarszaniu się stosunków na linii: władza-"Solidarność".

 

      Obrady Zjazdu były burzliwe, a dyskusje tonęły w dziesiątkach szczegółów i sporów proceduralnych. Część delegatów starała się bowiem zwrócić na siebie uwagę licytując się w politycznym radykalizmie. Na Zjeździe podjęto szereg uchwał, lecz niewątpliwie najszerszym echem odbiło się "Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej". Zjazd deklarował m.in. poparcie dla tych wszystkich, którzy "zdecydowali się wejść na trudną drogę walki o wolny ruch związkowy. Wierzymy, że już niedługo wasi i nasi przedstawiciele będą mogli się spotkać celem wymiany związkowych doświadczeń". W chwili ogłoszenia tego dokumentu, władze uznały go za przejaw "politycznego awanturnictwa" i ingerencji w wewnętrzne sprawy "państw zaprzyjaźnionych". Również wielu członków i sympatyków "Solidarności" uznało ten dokument za przejaw zupełnie niepotrzebnego mieszania się Związku w sprawy czysto polityczne. Przez szereg lat ocena roli i znaczenia "Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej" w bardzo znacznym stopniu uzależniona była od politycznej orientacji osób, które to czyniły. Można powiedzieć, że "radykałowie" utrzymywali iż "Posłanie" było potrzebne, "umiarkowani" zaś uważali je za przejaw nadmiernej aktywności "Solidarności". Komuniści - co jest zrozumiałe - przez cały czas mieli do niego jednoznacznie negatywny stosunek. Z perspektywy wydarzeń roku 1989 w Europie Środkowo-Wschodniej nabrało ono jednak nowego znaczenia i może być odczytywane jako przejaw dalekowzroczności jego autorów, choć naturalnie trudno powiedzieć, czy i ewentualnie w jakim stopniu inspirowało do działania środowiska niezależne w "państwach bloku".

      Na Zjeździe uchwalono program zatytułowany "Samorządna Rzeczpospolita", w którym odwoływano się do etyki chrześcijańskiej i tradycji robotniczej, nie używając jednak - o co władze miały pretensje - pojęcia socjalizmu. Mowa była o demokracji w "Solidarności" i budowie porządku w państwie opartego na zasadach demokratycznych i samorządowych. W czasie Zjazdu dokonano też wyborów władz NSZZ "Solidarność". Wałęsa wygrał, już w pierwszej turze zbierając ponad 55% głosów. Wraz z jego triumfem zwycięstwo odniosły siły "umiarkowane" w kierownictwie "Solidarności", ludzie, którzy opowiadali się za kontynuowaniem "samoograniczającej się rewolucji".

 

W stronę konfrontacji

 

      17 października na IV plenum KC PZPR Kania zrezygnował z funkcji I sekretarza KC. Nazajutrz nowym przywódcą PZPR został Jaruzelski, który jednocześnie utrzymał stanowiska premiera i ministra obrony narodowej. W powojennej historii Polski żaden polityk nie skupił w swoich rękach naraz tylu tak ważnych stanowisk. Wydaje się, że właśnie wtedy przesądzono ostatecznie kwestię rozwiązania kryzysu za pomocą siły. Tego samego dnia przedłużono bowiem o dwa miesiące zasadniczą służbę wojskową żołnierzom, którzy jesienią 1981 r. mieli przejść do rezerwy.

 

      24 X 1981 r. rząd powołał Wojskowe Terenowe Grupy Operacyjne, które - jak oficjalnie deklarowano - miały zwłaszcza na prowincji pomagać ludziom i administracji, a których faktycznym celem był rekonesans przed wprowadzeniem stanu wojennego. 20 listopada WTGO zostały wycofane, lecz już po tygodniu ponownie skierowano je do pracy w terenie.

 

      4 XI 1981 r. miało miejsce "spotkanie trzech", w którym uczestniczyli Glemp, Jaruzelski i Wałęsa. Nie przyniosło ono żadnych rozstrzygnięć, bo przynieść po prostu nie mogło. Intencje stron konfliktu były przeciwstawne, a sytuacja w kraju stawała się zwolna rozpaczliwa. Jesienią 1981 r. mnożyły się konflikty społeczne. Przez Polskę przetoczyła się m.in. fala strajków studenckich. Objęły one większość cywilnych szkół wyższych w kraju. Strajk okupacyjny zorganizowano też począwszy od 25 listopada w warszawskiej Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarnictwa. Podchorążowie, którym wsparcia udzielały m.in. regionalne władze "Solidarności", domagali się przede wszystkim, żeby ustawa o szkolnictwie wyższym objęła również i ich szkołę.

 

      2 grudnia m.in. przy użyciu śmigłowców i sprzętu bojowego oddziały specjalne milicji spacyfikowały budynek WOSP. Niemało osób odbierało to posunięcie jako próbę sił; z perspektywy stanu wojennego może zaś być ono oceniane jako próba generalna.

 

Ostatnie 48 godzin przed stanem wojennym

 

      11 grudnia w Teatrze Dramatycznym w Warszawie rozpoczął obrady zorganizowany siłami społecznymi i przewidziany na trzy dni Kongres Kultury Polskiej. Wśród gości znaleźli się przedstawiciele najwyższych władz partyjnych i państwowych. Wygłoszono szereg referatów, ale Kongres został przerwany trzeciego dnia w niedzielę rano. Część uczestników Kongresu wraz ze związkowcami z "Solidarności" znalazła się w obozach dla internowanych.

 

      11 i 12 grudnia w Gdańsku obradowała Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność". W sobotę wieczorem do obradujących zaczęły napływać sygnały mówiące o znacznym ożywieniu milicji. Zaczęły krążyć różne niepotwierdzone wiadomości, niemniej około północy obrady "krajówki" zakończyły się i większość delegatów i ekspertów rozjechała się do hoteli. Wałęsa wrócił do siebie do domu.

 

      Od kilkudziesięciu minut przerwane już były w kraju połączenia telekomunikacyjne, rozpoczynały się też pierwsze aresztowania. Z wyjątkiem osób zaangażowanych bezpośrednio w tę akcję ogół Polaków nie wiedział jeszcze, że właśnie rozpoczynał się stan wojenny. Przeprowadzono bezprecedensową w czasach pokoju akcję policyjno-wojskową, której głównym celem była - jak to głosił partyjny slogan - "obrona socjalizmu jak niepodległości". W rzeczywistości broniono monopolu władzy komunistycznej.

 

      Kolejna próba zreformowania realnego socjalizmu i nadania mu bardziej ludzkiego oblicza skończyła się niepowodzeniem. Po 13. grudnia znacznie wzrosła liczba Polaków, którzy przestali wierzyć w to, iż system ten jest reformowalny. Jeżeli bowiem realny socjalizm pozbawić hegemonii partii komunistycznej, prewencyjnej cenzury, rozbudowanej Służby Bezpieczeństwa, gospodarki nakazowo-rozdzielczej, ateistycznej indoktrynacji na wszystkich szczeblach nauczania i kształcenia, ingerencji władz politycznych we wszystkich praktycznie sfery ludzkiego działania, to system nie zostanie zreformowany, ale w praktyce zmieniony. Wydarzenia z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych potwierdziły tę tezę w całej rozciągłości.