Baza wiedzy

Żeglarz - Akt II

Jerzy Szaniawski - Żeglarz


Akt drugi


Pokój Jana. Dużo starych książek. Trochę starych mebli. Kilka krzeseł, stół. Z boku w niszy staroświeckie łoże, w okolicach łóżka kilka wschodnich makat o wyblakłych kolorach. Na jednej z półek mały żaglowiec. Nie opodal łóżka latarnia - lampa o kolorowych szkiełkach. Wielkie weneckie okno, przez które widać dachy starych'domów i kawałek morza. Drzwi ad schodów wejściowych, drugie naprzeciw do ciemnej alkowy. Widno jeszcze. Dzień. Niedługo jednak zacznie się ściemniać. W pokoju nieobecnego Jana znajduje się Med i zastawia stół jedzeniem. Wchodzi Jan, ponury, zgnębiony. Nie mówi nic. Po chwili spojrzał na stół.


JAN
Co to?


MED.
Nieśmiało
Przyniosłam ci trochę, żebyś zjadł.


JAN
Myślisz, że nie jestem po obiedzie?


MED.
Nie jadłeś obiadu. Będziesz głodny. Proszę cię, zjedz.


JAN
Skąd wiesz, że nie jadłem obiadu?


MED.
Nie gniewaj się...


JAN
A jeżeli nawet nie jadłem. Wiesz, w ogóle ludzie podobno za dużo jadają. Stąd najrozmaitsze choroby.


MED.
Nie zachorujesz.


JAN
Są kraje, gdzie człowiek zjada garstkę ryżu... i już ma dosyć... Dziękuję ci bardzo, ale nie będę jadł. Zrobisz mi wielką przyjemność, jeżeli to sprzątniesz. Mam zresztą dwie butelki, więc się trochę napiję.


MED.
Ano, sprzątnę, jeżeli chcesz...
Sprząta


JAN
Jeżeli już jesteś tak dobra, to wiesz co?... może byś co z tego dała Jakubowi. Czy jest tu?
Wstaje, aby zajrzeć do alkowy


MED.
Jest, teraz pewno śpi. Proponowałam mu, aby coś
Zjadł, ale podziękował.


JAN
Podziękował?


MED.
Powiedział, że jadł już dużo. Nie powiedział, że i pił, ale zdaje się, że i pił dużo.


JAN
Tak? Hm, skąd ma pieniądze, żeby się upijać?... Bałem się nawet, iż będzie miał żal do mnie, że nie mogą go zbyt świetnie ugaszczać. A on... już parę razy zauważyłem, że się upija nie moim winem...


MED
Słuchaj... co ci jest?... Wciąż jesteś smutny... Nie zawsze nawet dobry teraz dla mnie. Choćby przed chwilą: nie chciałeś zjeść tego, co przyniosłam, chociaż sam... I zdaje się, że wiem, dlaczego... Podejrzewasz, że to on chce ci pomóc... Gdyby nawet tak... brat narzeczonej... twój przyjaciel... bo on nie przestał być twoim przyjacielem, tylko ty, jakbyś...


JAN
Med, mogę ocenić twoje dobre serce, ale czy nie rozumiesz, że nie mogę korzystać z pomocy twego brata? On stawia pomnik, który skończy już niedługo, a miałbym korzystać z pieniędzy pobieranych za to ja, który kapitana...


MED.
Więc cóż będzie?... Z czego będziesz żył? Nikt książki od ciebie nie kupi. Teraz w tym czasie nie znajdziesz wydawców. Nikt się nie odważy, nikt nie zechce.


JAN
Ach, tak myślisz... rozumiem. Wiedziałaś, że poszedłem do wydawcy i wracam... myślisz "z niczym"...Nie, wracam z wydawcą... gdzie on? Został na chwilę, aby załatwić coś w drukami, i zaraz miał przyjść do mnie.
Dzwonek
O, dzwoni... to właśnie on... wydawca. Proszę cię,słuchaj uważnie naszej rozmowy.
Idzie otworzyć drzwi, wchodzi Wydawca.
Proszę pana...
Wydawca sklonił się Med i spojrzał pytająco na Jana: "Nie jesteśmy sami?"
Proszę, niech pan mówi swobodnie... to moja narzeczona.


WYDAWCA
Niemal szczęśliwy
Ach, tak.


JAN
Może chyba słuchać?... Przypuszczam, tajemnic tu żadnych nie będzie?


WYDAWCA
A więc, proszę pana, wstąpiłem właśnie do drukami i mam do powiedzenia rzeczy niezbyt pocieszające. Przedstawiono mi kosztorys. Suma ogromna.


JAN
Tak.


WYDAWCA
Ja się nawet, mówiąc między nami, nie dziwię, że właściciel drukami żąda dziś za wydrukowanie dzieła sumy ogromnej. Bo czy pan wie, wiele dzisiaj żąda chłopiec, co zamiata drukarnię?


JAN
Ach, panie, co mnie może obchodzić, wiele zarabia chłopak w drukami dzisiaj, a wiele zarabiał za czasów Gutenberga?


WYDAWCA
Słodko
Jeżeli się nie mylę, pan jest w tej chwili nieco rozdrażniony?


JAN
Być może. Przepraszam, niech pan mówi dalej.


WYDAWCA
A przy tym papier... Czy pani szanowna wie, ile dzisiaj kosztuje arkusz papieru?


MED.
Smutno
Nie wiem.


JAN
Słowem, chce pan powiedzieć, że odbicie mojej książki o kapitanie Nucie wyniesie tak dużo, iż nie warto jej drukować.


WYDAWCA
Pan jest dzisiaj nieco rozdrażniony. Rzeczywiście chciałem to mniej więcej powiedzieć.


JAN
Więc proszę, niech mi pan od razu powie: "nie".


WYDAWCA
Pomówmy spokojnie. Może się da coś zrobić, obliczyć..


JAN
Jeżeli interes dla pana niepewny...


WYDAWCA
Narzeczony pani to człowiek kąpany w gorącej wodzie... hę, hę. Interes... zapewne... ale, proszę pana, czyż człowie samym interesem... Człowiek sam siebie nie zna i myśli, że tu... (kładzie rękę na kieszeni) jest tylko pugilares... a tam puk, puk... to serce...


JAN
Cóż tu serce? Mówmy o pugilaresie. Wie pan, myślę, że z wydaniem należy się jeszcze wstrzymać.


WYDAWCA
Jeżeli mamy rzecz o kapitanie wydać, to myślę, że tylko teraz. Bo chociaż nie jest to chwila odpowiednia, ale...


JAN
No więc właśnie, jeżeli chwila nieodpowiednia, to nie wydawać.


WYDAWCA
Nie mówię na pewno, że chwila nieodpowiednia. Tego nigdy na pewno powiedzieć się nie da. Zdaje się czasem człowiekowi, że jest doskonały moment na zrobienie świetnego interesu. Człowiek idzie wesoło, pogodnie, z myślą o tym interesie, a tu - bęc!....


JAN
Co?


WYDAWCA
Słodko
To cegła spada mu na głowę...


JAN
Aa...


WYDAWCA
Ale trzeba czasem i zaryzykować,
(spod oka obserwuje Jana)
Brawo! może byśmy tak od razu...
Tu wyjąl z pugilaresu zaliczkę i kładzie ją na stole


JAN
Wie pan, nie chcę, żeby pan ryzykował. Może pan
zarobić albo i stracić. Nie chcę, aby pan na mnie
stracił.


WYDAWCA
Mam nadzieję, że jednak nie stracimy... Zarobimy: zarobi i pan. A jeżeliby pan uważał, że to, co położyłem w tej chwili, to za mało - moglibyśmy jeszcze coś do
tego dodać, (dodaje) Myślę, że zarobimy nawet nieźle.


JAN
Zarobimy dobrze. A zarobimy dobrze, bo to ludzie kupią... A kupią dlatego, bo ludzie lubią, gdy się bliźniego z imieniem i nazwiskiem obniży. Pan, przepraszam za wyrażenie, może zbyt dobitne, pan, stary wyga, wie dobrze, iż się to opłaci. Zarobimy... Ale potem. Odkładam to na później.


WYDAWCA
Na później? Kiedy już zaczęliśmy grać w otwarte karty... powiem, że to trzeba zrobić teraz, tylko teraz. Chwila odpowiednia. A przy tym i panu, myślę, przyda się trochę grosza, (spojrzał zezem na Med) Narzeczona, ślub się przyspieszy... zawsze są przy tym większe wydatki. I po cóż odwlekać z uwiciem sobie gniazdeczka. Życie rodzinne, mój Boże... Ja sam mam czworo dzieci... podobne do mnie... Człowiek nie jest sam...


JAN
Podobne do pana...


WYDAWCA
Podobne do mnie. Prześliczne dzieciny. Ich szczebiot tak mi pomaga przy pracy. Dziś wszystkim czworgu kupiłem trąbki... Dzieci... ta świadomość, że człowiek nie zejdzie z tego świata, ale żyć będzie dalej w nich... one prowadzić będą dalej dzieło ojca swego...
Podpiszemy dziś, panie, umowę?


JAN
Bardzo jest piękna ta wizja rodzinnego życia. Ten szczebiot dziecięcy, te trąbki... Ale umowy z panem dziś nie podpiszę.


WYDAWCA
Dlaczego?


JAN
Nie. Pan będzie łaskaw zabrać te pieniądze...


WYDAWCA
Ach, pan nie jest dzisiaj w humorze. To bywa... Czy wie pan, ja również nie byłem dzisiaj w humorze. To bywa... Nie będę już więcej państwu zabierał czasu, ale pieniądze te - niech tu zostaną.


JAN
Nie, niech pan je weźmie, i to koniecznie. Proszę o to
bardzo.


WYDAWCA
Wezmę, jeżeli już pan tak koniecznie. Do widzenia
państwu. Myślę, że nie zwróci się pan z propozycją
do kogo innego.


JAN
Nie.


WYDAWCA
Moje uszanowanie.
Już przy drzwiach się odwrócił
A jeżeliby pan uważał, że zaliczka nieco za mała, to
możemy j ą nieco powiększyć.


JAN
Dziękuję panu.


WYDAWCA
Moje uszanowanie panu. Ale radzę nie zwlekać...
Kuj żelazo, póki... hę... moje uszanowanie...
Zniknął, milczenie


JAN
Cóż, Med? Jakież wrażenie? Chcą kupić czy nie?


MED.
Słuchaj, sprzedaj to, aby już prędzej... skończ z tym... Tak długo na ciebie czekam... wyjeżdżałeś... skończ z tym kapitanem...


JAN
Czy to będzie zakończenie podług twojej myśli?
Zdawało mi się, że i ty... kochasz kapitana Nuta?


MED.
Już wszystko mi jedno! Jego już nie ma, a my jesteśmy żywi... żywi... Nie odwlekaj... Weź trochę pieniędzy i bądźmy już ciągle razem. Tak długo-na ciebie czekam. Już dość...


JAN
W uścisku Med.
Kocham cię... kocham cię, Med... Chcę... i ja chcę, żebyś była tu wciąż ze mną.


MED.
Będziemy, będziemy wciąż razem. Przy tobie będzie twoja Med.


JAN
Moja droga, trochę zawsze smutna Med... Przy mnie będzie... Będę czekał na twój uśmiech. Tak lubię, jak się czasem śmiejesz.


MED
Będzie mi dobrze, więc śmiać się będę do ciebie od rana. Mój ty, mój...
Dzwonek

JAN
Znów ktoś idzie. Ano... otworzyć jednak trzeba.
Idzie ku drzwiom, otwiera je starcowi o grubym kiju, który stanąwszy na progu rozejrzał się, po czym mówi.


PAWE
Dodaj do swoich materiałów