Klasy siódme we Wrocawiu


Wszystko zaczęło się tygodnie temu w nauczycielskich głowach - niech oni nie osiądą na laurach w tych szkolnych ławkach. Propozycji było kilka, a wybór ostatecznie padł na Wrocław. Tam wiele jest do zobaczenia, a nawet historia smakuje interesująco.

W końcu przyszedł listopad i upłynął już prawie cały, i nadszedł czas wyjazdu. Pociąg do Wrocławia był wyjątkowo tłoczny, ale podróż w końcu dobiegła końca. Pierwszy poważny punkt programu - znaleźć Hostel. Nie jakiś dowolny - ten nasz - ale trzeba do niego dojść. Mapa w dłoń i do przodu. Poszło to zadziwiająco sprawnie, mimo, że kierownictwo wyjazdu jedynie asystowało przy trzymaniu mapy. ;)

Pierwszy dzień upłynął na oglądaniu wody we wrocławskim Hydropolis - "muzeum wody" na terenie dawnych wodociągów wrocławskich. Nie mogło też zabraknąć spaceru po przepięknej centralnej części miasta wraz z Rynkiem, na którym rozpoczął się już tradycyjnie przepiękny Jarmark Bożonarodzeniowy. To był długi dzień. I choć jeszcze w pokojach słychać było przez jakiś czas rozmowy, stawało się coraz bardziej jasne, że przedwyjazdowe dobre rady "wyśpijcie-się-na-zapas" były jakby ostrzeżeniem.

Kolejny dzień można określić jako zoologiczny. Ten wrocławski ogród charakteryzuje się od kilku lat przede wszystkim imponującym budynkiem Afrykarium. Ale od początku. Po śniadaniu ruszyliśmy spacerem właśnie do Wrocławskiego Zoo. Nasza trasa biegła przez jeden z bardziej charakterystycznych mostów - most Grunwaldzki - i dalej bulwarem wzdłuż Odry. Tu znów odpowiedzialność za użycie mapy została równomiernie rozłożona między kierownictwo i uczestników. Z sukcesem dobrnęliśmy do prawie zupełnie opustoszałego (przynajmniej, jeśli chodzi o zwiedzających) Zoo. Tam każdy szukał czegoś dla siebie. Jedni misia, jak nie brunatnego, to chociaż pluszowego, inni pingwina, wydry. Byli pasjonaci kopytnych, miłośnicy kóz. Te ostatnie, jak się okazało, naprawdę próbują zjadać wszystko - nawet kolczyki z ucha ich właścicielki. ;) A wewnątrz Afrykarium chyba każdy przystanął choć na chwilę pośrodku kanału Mozambickiego, bądź przed Wielką Rafą.

I choć już samo zoo wypełniło nasz czas i skonsumowało mnóstwo energii, to nie był to jeszcze koniec. Po posileniu się cała ekipa rozpoczęła wyprawę w kierunku Ostrowia Tumskiego, wielokrotnie się przy tym przeprawiając przez Odrę. Należy wspomnieć, że raz nawet odbyło się to koleją linową. Po krótkim odpoczynku na charakterystycznej dłuugiej łaaaaaaaaaaaawce przy Bibliotece Uniwersyteckiej i spacerze przez jeden z bardziej malowniczych zakątków, przebyciu wielu kolejnych mostków i kładek dotarliśmy znów na Stare Miasto i Jarmark na Rynku. A wieczór... był bardzo potrzebny na odpoczynek. Choć okazało się, że odpoczynek zszedł na plan dalszy, gdy w grę wszedł czas wspólnego relaksu, relacje, czas spotkań... i długich rozmów... takich o życiu. ;)

A po wyjątkowo intensywnym śnie pora na dzień ostatni i wrocławski punkt obowiązkowy. Panorama Racławicka. To zadziwiające, że stworzono panoramę 360 w 3D - zanim to było modne. Oczywiście nasza ekipa docenia dzieła sztuki i walory historyczne, i wszystko to bierze do serca. No. A po tej uczcie dla ducha ruszyć mieliśmy do Sky Tower, aby rzucić okiem na miasto z góry. Kierownictwo, a przez to i całość ekipy doświadczyło na własnej skórze, jak szybciutko drukowane są bilety komunikacyjne w biletomatach we Wrocławiu. Na szczęście utyskiwań innych pasażerów oczekujących na przystanku nie słyszeliśmy, a koniec końców dotarliśmy do celu. Wprawdzie wjechanie na 49. piętro jedną windą okazało się zdecydowanie trudniejsze niż mogliśmy się tego spodziewać, ale ze względu na skrócenie tej opowieści pozwolę sobie tylko nadmienić, że - udało się.

Potem już tylko z góry na dół, coś do zjedzenia, znów zatłoczony tramwaj... (chwila, to chyba my go tak zatłoczyliśmy), bagaże z Hostelu i na Dworzec Główny we Wrocławiu. I normalnie na tym można by było tę opowieść zakończyć... Ale atrakcji dostarczała nam jeszcze polska kolej. Szczęśliwie mimo mnóstwa podróżnych (i tradycyjnego opóźnienia w trasie) każdy miał gdzie siedzieć, a humory dopisywały. A to, co przeżyliśmy w podróży zostanie na długo w pamięci naszej... i pewnie przynajmniej części współpasażerów.



Dodaj do swoich materiałów
Morze możliwości
na edukator.pl
Narzędzia, zasoby, komunikacja, współpraca. Zarejestruj się. Twórz, gromadź zasoby i dziel się nimi.
Morze możliwości na edukator.pl