Plan "Burza" i Powstanie Warszawskie


Geneza planu "Burza"

      Niemal przez cały okres okupacji konspiracja wojskowa uznająca zwierzchność Naczelnego Wodza przygotowywała się do zorganizowania ogólnonarodowego powstania. Miało ono wybuchnąć w chwili, gdy będą ważyć się losy wojny. Zakładano, że kraj przynajmniej częściowo będzie wyzwalany polskimi rękami, rzecz jasna przy współdziałaniu w aliantami. W związku z tym od samego początku istnienia Służby Zwycięstwu Polski, a następnie Związku Walki Zbrojnej postanowiono maksymalnie ograniczyć akcje zbrojne, zarazem koncentrując się na szkoleniu kadr dla podziemnej armii, gromadzeniu dla niej broni oraz prowadzeniu na szeroką skalę akcji o charakterze wywiadowczym. Ponieważ jednocześnie ograniczano liczebność oddziałów partyzanckich, ułatwiło to po wojnie komunistom wysuwanie wobec AK wielce niesprawiedliwego zarzutu "stania z bronią u nogi".

      Tymczasem była to koncepcja głęboko przemyślana, miała bowiem na celu ograniczenie przedwczesnych, niepotrzebnych ofiar i zarazem wyraźne zaznaczenie polskiego udziału w końcowym okresie wojny. Dążono do tego, aby udział AK - stanowiącej część integralną Polskich Sił Zbrojnych w wyzwalaniu Polski nie miał jedynie charakteru symbolicznego. Władzom RP na uchodźstwie zależało na wyraźnym zademonstrowaniu wkładu Polski w zwycięstwo nad III Rzeszą. W roku 1943 pojawił się nowy dodatkowy element. Po wielkich radzieckich zwycięstwach na froncie wschodnim stawało się oczywiste, że to Armia Czerwona będzie wyzwalać Polskę spod okupacji niemieckiej. Bliskie pewności stawało się przeświadczenie, że gdy znajdzie się ona na ziemiach polskich, to korzystając z jej osłony działający za przyzwoleniem, bądź na polecenie Stalina polscy komuniści od razu przystąpią do tworzenia faktów dokonanych, czyli zakładania własnej centralnej i lokalnej administracji państwowej. Aby przeszkodzić im w realizacji takich planów, przygotowano w Londynie zbrojną operację, której głównym autorem był gen. Kazimierz Sosnkowski.

Generał Tadeusz       Plan zweryfikowany nieco przez dowódcę AK. gen. Tadeusza Komorowskiego i opatrzony kryptonimem "Burza" zakładał w razie nie nawiązania stosunków dyplomatycznych radziecko-polskich do czasu, gdy Armia Czerwona znajdzie się na ziemiach Rzeczypospolitej, przeprowadzenie zakrojonych na szeroką skalę akcji dywersyjno-sabotażowych, przybierających charakter lokalnych powstań. Przewidywano, że duże miasta (z planu pierwotnie wyłączona była Warszawa, w której znajdował się zbyt silny garnizon niemiecki) mogą być wyzwalane przy współudziale wojsk radzieckich. Zarazem jednak autorzy planu - poparci w tym przez premiera Stanisława Mikołajczyka - zakładali, że na terenach wyzwolonych wobec wkraczających oddziałów radzieckich ujawniać się będą jako gospodarze na danym terenie przedstawiciele polskiej administracji. Mieli oni występować wobec Sowietów jako reprezentanci legalnego rządu RP i jego Delegatury w Kraju.

      Autorzy planu "Burza" stanęli w obliczu sytuacji, którą niekiedy określa się mianem "diabelskiej alternatywy", kiedy to w praktyce nie ma dobrego i realnego wyjścia. Znajdowali się oni bowiem w obliczu dwóch możliwości.

      Pierwsza z nich, znacznie mniej prawdopodobna, zakładała, że Sowieci uznają polską administrację i nawiążą z nią sojuszniczą współpracę, współdziałając jednocześnie z AK w dalszych walkach z Niemcami. W myśl drugiej - nieporównanie bardziej prawdopodobnej - zakładano, iż Rosjanie nie uznają polskiej administracji ani samodzielności i organizacyjnej odrębności AK. i zdecydują się na jakieś rozwiązanie przy użyciu siły: aresztowania, deportacje do ZSRR, walkę zbrojną z partyzantką AK itd. W tym drugim przypadku liczono jednak na mocarstwa zachodnie, które wobec jawnego gwałtu na Polsce przejrzą wreszcie grę Stalina, przestaną bez zastrzeżeń wierzyć wszelkim jego zapewnieniom w tym względzie i w sposób zdecydowany wystąpią w obronie Polski.


Walki na Kresach Wschodnich


      Początkowo w Londynie zwlekano jeszcze z wydaniem rozkazu rozpoczęcia planu "Burza", lecz wszelkie ewentualne wątpliwości rozwiał rozwój wydarzeń na froncie. Wkroczenie 4 I 1944 r. na ziemie RP wojsk radzieckich oraz powołanie do życia KRN definitywnie przyspieszyły decyzję o rozpoczęciu "Burzy". Do pierwszych starć zbrojnych doszło w lutym 1944 r. na Wołyniu, gdzie kilkutysięczne oddziały połączono w 27. Wołyńską Dywizję Piechoty AK, dowodzoną przez ppłka Jana Kiwerskiego "Oliwę". Wzięła ona udział wspólnie z Armią Czerwoną w nieudanym ataku na Włodzimierz Wołyński w kwietniu 1944 r. Następnie otoczone oddziały AK kontynuowały walkę zbrojną. W czasie przebijania się z niemieckiego okrążenia zginął płk Kiwerski, a następnie w ciężkich walkach z dużymi stratami dywizja przedarła się na Lubelszczyznę, gdzie w końcu lipca uczestniczyła w realizacji "Burzy" na tym terenie.


      W czerwcu zapadła decyzja o przeprowadzeniu połączonymi siłami okręgów Wileńskiego i Nowogródzkiego operacji "Ostra Brama", stanowiącej część integralną planu "Burza". Gdy w czerwcu 1944 r. ruszyła radziecka ofensywa na Białorusi, sprawujący zwierzchnictwo nad obydwoma tymi okręgami ppłk Aleksander Krzyżanowski "Wilk" zarządził koncentrację wojsk wokół Wilna i podjęcie przygotowań do jego szturmu. Bitwa o Wilno rozpoczęła się 7 lipca, a sześć dni później przy pomocy Armii Czerwonej miasto zostało zdobyte. 17 lipca doszło do spotkania dowódców AK z radzieckimi, na którym tych pierwszych aresztowano, a następnie wywieziono w głąb ZSRR. Żołnierze zaś zostali otoczeni, zażądano od nich złożenia broni. Część podporządkowała się temu (jednych internowano, inni zgodzili się wstąpić do "berlingowców"), część wymknęła się z otoczenia i podjęła próbę przebijania się na zachód.

      23 VII 1944 r. rozpoczęły się walki o Lwów, w zdobyciu którego znaczną rolę odegrało około 3 tys. żołnierzy AK pod dowództwem komendanta Okręgu Lwowskiego płk Władysława Filipkowskiego "Janki". Po zakończeniu walk polscy dowódcy oraz przedstawiciele lokalnej administracji stawili się na rozmowy z Sowietami. Parę dni później zostali aresztowani. Po 20 lipca w ramach planu "Burza" na Lubelszczyźnie siłami AK lub przy ich znacznym udziale wyzwolono spod niemieckiej okupacji m.in. Bełżec, Chełm, Dęblin, Lubartów, Lublin, Puławy.


Geneza Powstania Warszawskiego


1 sierpnia 1944 godzina „W” (17.00). Patrol por. „Agatona” z batalionu „Pięść” (fot. wikimedia)      Napływające do centralnej Polski informacje mówiące o losie dowódców AK na kresach skłoniły władze do podjęcia decyzji o przeprowadzeniu powstania w Warszawie. 21 lipca gen. Komorowski powiadomił rząd RP, że na 25 lipca ustalił początek "stanu czujności do powstania". Wpływ na to oraz na wyznaczenie terminu powstania miały przede wszystkim wydarzenia na froncie, który z każdym dniem zbliżał się do stolicy. W tym czasie niemiecka administracja w sposób dość chaotyczny opuszczała w pośpiechu Warszawę. Jednak 25 lipca proces ten został zahamowany, a hitlerowcy postanowili, iż miasto zostanie umocnione i będzie bronione. Dwa dni później wezwano 100 tys. warszawiaków do kopania okopów. Młodzież obawiała się, że mogłoby to oznaczać początek kolejnej fali wywózek do Niemiec. Dowództwo AK żywiło obawy, iż akcja ta mogłaby spowodować w znacznym stopniu rozbicie konspiracji.

      Gdy myśli się o przyczynach wybuchu Powstania Warszawskiego trzeba brać pod uwagę ogólną sytuację w Warszawie i stan społecznych nastrojów. Miasto od prawie pięciu lat znajdowało się pod okupacją. Mnożyły się egzekucje, łapanki, zbrodnie okupanta. Jego mieszkańcy widzieli agonię getta. Niemal każdego dnia doświadczali przejawów pogardy i arogancji. Tłumione uczucia nienawiści i nadzieja zemsty w sposób istotny wpływały na stan umysłów. Wielu młodych ludzi wręcz "rwało się" do walki.

      Na to wszystko nakładały się doniesienia z frontu. W końcu lipca na przedpolach Warszawy od strony Pragi zaobserwowano radzieckie czołgi. Rozpoczęła się wielka bitwa pancerna pod Radzyminem, w której radzieckie jednostki pancerne wspierała piechota. Biorąc pod uwagę dotychczasowe niezwykle szybkie tempo posuwania się Armii Czerwonej, można się było spodziewać, że jej czołówki w ciągu kilku dni osiągną Warszawę.

      30 lipca działająca w ZSRR radiostacja "Kościuszko" zaczęła nadawać apel do ludności Warszawy wzywający ją do zorganizowania w mieście powstania. Dowództwo AK, mając na uwadze stan nastrojów społecznych, nie mogło sobie pozwolić na spontaniczny wybuch powstania, nad którym nie mogłoby zapanować. W pewnym sensie powstanie było więc nieuniknione. Jednak w trakcie kolejnych narad i spotkań (m.in. na posiedzeniu Rady Jedności Narodowej z udziałem delegata i dowódcy AK) nie określono terminu jego wybuchu. Dopiero 31 lipca upoważnieni w tej kwestii przez rząd RP delegat i dowódca AK. wyznaczyli początek Powstania Warszawskiego na godz. 17.00 dnia l VIII 1944 r.
 

63 dni

      Do walki z liczącym około 20 tys. żołnierzy niemieckim garnizonem Warszawy przystąpiło około 25 tys. żołnierzy AK, z których tylko niespełna 10% było uzbrojonych. Mimo zaskoczenia uderzenie powstańców nie przyniosło im spodziewanego sukcesu. Przede wszystkim nie udało się opanować przepraw mostowych na Wiśle, a na Pradze walki ustały po trzech dniach. Nie udało się również zdobyć lotniska na Okęciu, Cytadeli i szeregu innych punktów strategicznych. Niemniej udało się zająć większość Śródmieścia z Powiślem i Starym Miastem, część Mokotowa, Żoliborza, Woli i Ochoty.

      Początkowo głównym celem Niemców było odblokowanie szlaków komunikacyjnych, a zwłaszcza przejazdu przez Warszawę w kierunku wschód-zachód. W pierwszej więc kolejności skoncentrowali się na tłumieniu powstania na Ochocie i Woli. Na masową skalę mordowano tam ludność cywilną. Tylko 5 i 6 sierpnia hitlerowcy zabili na Woli prawie 40 tys. osób, w tym wiele kobiet i dzieci. Część oddziałów AK z Woli i Ochoty przebiła się do Śródmieścia i na Stare Miasto.

Żołnierze AK w czasie Powstania (fot. wikimedia)      Niemcy już 5 sierpnia przejęli inicjatywę i zaczęli sprowadzać do Warszawy posiłki, stosując stałą taktykę postępowania. Po kolei lokalizowali punkty oporu, koncentrując główne uderzenie w kolejnych częściach miasta.
Przez cały czas powstańcom brakowało broni, lekarstw, amunicji, a zrzucane z samolotów alianckich pojemniki często wpadały w ręce wroga. Samoloty startujące z baz we Włoszech wracały na resztkach paliwa, gdyż Stalin odmówił wyrażenia zgody na ich lądowanie na radzieckich lotniskach za linią frontu. Nie pozwolił nawet, aby zatrzymywały się tam maszyny uszkodzone. Dopiero w połowie września, gdy losy powstania były już przesądzone, zgodził się na to, a także nakazał latać ze zrzutami dla Warszawy samolotom radzieckim. Posunięcie to - zdaniem niektórych historyków - obliczone było na sztuczne podtrzymywanie oporu jeszcze przez parę tygodni, co przyniosło dodatkowe zniszczenia, a zwłaszcza straty w ludziach.

      W PRL przez prawie cały czas utrzymywano, że radziecka ofensywa została zatrzymana nad Wisłą, gdyż jednostki radzieckie zbytnio oddaliły się od swoich baz i wydłużyły się nadmiernie ich linie zaopatrzenia. Mówiono też, iż Armia Czerwona po kilkutygodniowej ofensywie była zbyt zmęczona, aby ją kontynuować, a poza tym wyczerpać się miały jej zapasy w stopniu, który nie pozwalał na dalsze prowadzenie walki. Dziś wiadomo, że Stalin celowo zatrzymał ofensywę, żeby pozwolić Niemcom na krwawą rozprawę z AK w stolicy.

      Dopiero 14 września wojska radzieckie i polskie zajęły Pragę i wyszły na brzeg Wisły. W dniach 16-21 września oddziały l Armii WP sforsowały rzekę, zdobywając dwa przyczółki: na Czerniakowie i Żoliborzu. Ponieważ tylko niewielka część żołnierzy była przygotowana do prowadzenia walk ulicznych i nie udało im się nawiązać stałego współdziałania z powstańcami, a przede wszystkim nie otrzymali oni należytego wsparcia ze strony Armii Czerwonej, przyczółków nie udało się utrzymać, a większość żołnierzy w tych starciach poległa.

      Po zdobyciu przez Niemców Starego Miasta część jego obrońców po wydostaniu się kanałami kontynuowała walkę w Śródmieściu. Straty wśród powstańców i ludności cywilnej były coraz większe. Brakowało już nie tylko broni i amunicji, ale coraz częściej także wody, podstawowych lekarstw i środków opatrunkowych. 27 września ustały walki na Mokotowie, trzy dni później skapitulował Żoliborz. Dalszą walkę z militarnego i politycznego punktu widzenia uznano za bezcelową. Podjęto więc rozmowy na temat warunków zaprzestania walki, które ostatecznie podpisano 2 X 1944 r., po 63 dniach krwawych zmagań. Ich bilans był wręcz niewyobrażalny. Zginęło około 18 tys. powstańców, 25 tys. odniosło rany. Straty ludności cywilnej szacuje się na około 140 tys. osób. Niemców zginęło co najmniej kilkanaście tysięcy. Miasto, które po powstaniu było planowo palone i niszczone, już w wyniku walk zostało zamienione w rumowisko. Zniszczeniu uległy zabytki bezcennej wartości: pałace, kościoły, muzea, uczelnie - dorobek wielu pokoleń.


      Ocena realizacji "Burzy" i Powstania Warszawskiego nie może być jednoznaczna. Wydaje się, że - mimo wszelkich strat - akcje te przyniosły więcej w wymiarze militarnym niż politycznym. Zbrojne wystąpienie w "obronie przegranej sprawy" miało też swój ogromny walor moralny i stanowiło swoisty zaczyn oporu na okres powojenny. Dla kolejnych pokoleń Polaków stało się symbolem walki o wolną i niepodległą Polskę. Powstanie Warszawskie wpisywało się też w sięgający jeszcze wieku XIX spór o sens narodowych zrywów i zbrojnej walki o niepodległość; dylemat: bić się czy nie bić?


      Klęska Warszawy stanowiła jednak w ostatecznym rozrachunku także klęskę Stalina. Stalin swoją taktyką osiągnął oczywiście to, że inteligencja polska, która w głównej mierze walczyła w szeregach AK, bądź poległa w walkach, bądź też wpadła do niewoli. Jednak poza tym z góry przewidzianym sukcesem, rezultat powstania warszawskiego jest dla bolszewizmu zdecydowanie negatywny.


      Przeważająca większość narodu polskiego była od dawna nastawiona antybolszewicko. Z jednej strony bowiem dostatecznie poznała reżim bolszewicki, z drugiej zaś wśród Polaków od zawsze panowała nienawiść do wszystkiego co rosyjskie. Szerokie kręgi ludności polskiej były jednak gotowe przejść do porządku dziennego nad tymi animozjami i zaakceptować ze względów taktycznych sojusz z bolszewizmem. Liczono bowiem, że w ten sposób można będzie pozbyć się władzy niemieckiej. Również ta koncepcja okazała się teraz całkowicie fałszywa, jest bowiem faktem, że Stalin nie tylko nie przyszedł z pomocą, ale praktycznie stał z bronią u nogi, również w ostatnich dniach powstania, gdy powstańcy AK. podjęli jeszcze raz rozpaczliwy atak.

 

 


 


Proponowane pozycje literatury przedmiotu:

 

  • Armia Krajowa. Dramatyczny epilog, Warszawa 1994.
  • Banasikowski Edmund, Na zew Ziemi Wileńskiej, Warszawa-Paryź 1990.
  • Bartoszewski Władysław, Dni walczącej Warszawy. Kronika Powstania Warszawskiego, Warszawa 1989.
  • Bór-Komorowski Tadeusz, Armia Podziemna, Warszawa 1994.
  • Ciechanowski Jan M., Powstanie warszawskie. Zarys podłoża politycznego i dyplomatycznego, Warszawa 1986.
  • Erdman Jan, Droga do Ostrej Bramy, Londyn 1984.
  • Fijałka Michał, 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK, Warszawa 1986.
  • Fikus Dariusz, Pseudonim "Łupaszka". Z dziejów V Wileńskiej Brygady Śmierci i Mobilizacyjnego Ośrodka Wileńskiego Okręgu AK, Warszawa 1989.
  • Kirchmayer Jerzy, Powstanie Warszawskie, Warszawa 1984.
  • Korab-Zebryk Roman, Operacja wileńska AK, Warszawa 1990.
  • Kunert Andrzej Krzysztof, Rzeczpospolita Walcząca. Powstanie Warszawskie 1944. Kalendarium, Warszawa 1994.
  • Kwiatkowski Maciej Józef, Polskie Radio w Powstaniu Warszawskim, Warszawa 1994.
  • Przygoński Antoni, Stalin i Powstanie Warszawskie, Warszawa 1994.
  • Stalin a Powstanie Warszawskie, oprac. Tomasz Strzembosz, Warszawa 1994.
  • Steiner Jean-Francois, Warszawa 44. Powstanie, Warszawa 1992.
  • Węgierski Jerzy, W lwowskiej Armii Krajowej, Warszawa 1989.
  • Zawodny Janusz Kazimierz, Powstanie Warszawskie w walce i dyplomacji, Warszawa 1994.
  • Żenczykowski Tadeusz, Samotny bój Warszawy, Lublin-Paryź 1990.

    

 Teksty źródłowe:


Sprawozdanie końcowe gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwisa Fischera dla Hansa Franka na temat Powstania Warszawskiego. Listopad 1944 r. (fragmenty)

Zwycięstwa w Warszawie nie należy jednak oceniać wyłącznie z punktu widzenia militarnego. Znacznie ważniejsze było polityczne znaczenie tego wydarzenia.

Wzniecając powstanie polski ruch oporu miał na celu zlikwidowanie władzy niemieckiej w Warszawie i po osiągnięciu zwycięstwa zmierzał do rozpętania powstania w całej Generalnej Guberni, aby w ten sposób utworzyć nowe państwo polskie. Ta "wolna Polska" miała być wywalczona przed podejściem bolszewików, aby móc wobec Sowietów stanąć jako samodzielne państwo, które wyzwoliło się własnymi siłami.

Że taki był cel powstania, świadczą jednomyślne oświadczenia licznych przywódców powstańców.

Rezultat walki wskazuje, że cel ten bynajmniej nie został osiągnięty. Za to milionowa Warszawa, uprzednio metropolia państwa polskiego, została doszczętnie zniszczona, że przedstawia ona obecnie jedno wielkie rumowisko (...)

Klęska Warszawy stanowiła jednak w ostatecznym rozrachunku także klęskę Stalina.

Stalin swoją taktyką osiągnął oczywiście to, że inteligencja polska, która w głównej mierze walczyła w szeregach AK, bądź poległa w walkach, bądź też wpadła do niewoli. Jednak poza tym z góry przewidzianym sukcesem, rezultat powstania warszawskiego jest dla bolszewizmu zdecydowanie negatywny.

Przeważająca większość narodu polskiego była od dawna nastawiona antybolszewicko. Z jednej strony bowiem dostatecznie poznała reżim bolszewicki, z drugiej zaś wśród Polaków od zawsze panowała nienawiść do wszystkiego co rosyjskie. Szerokie kręgi ludności polskiej były jednak gotowe przejść do porządku dziennego nad tymi animozjami i zaakceptować ze względów taktycznych sojusz z bolszewizmem. Liczono bowiem, że w ten sposób można będzie pozbyć się władzy niemieckiej. Również ta koncepcja okazała się teraz całkowicie fałszywa, jest bowiem faktem, że Stalin nie tylko nie przyszedł z pomocą, ale praktycznie stał z bronią u nogi, również w ostatnich dniach powstania, gdy powstańcy AK podjęli jeszcze raz rozpaczliwy atak.