+ Pokaż spis treści

VII B w Jachrance

Wiosną trudno w miejscu wysiedzieć, czyli klasa 7B w Jachrance


Wyjazdów rowerowych było już wiele, w tym także pod znakiem Żółtego Roweru i Pana Andrzeja, ale takiego rozmiaru peletonu chyba jeszcze nasze szkoły nie stworzyły. Grupa 19 osób w środowy poranek ruszyła spod szkoły. Etapy rowerowe przeplatane były kolejowymi, a zaczęło się od metra, a następnie pociągu do Modlina. Strategiczne upychanie wszystkich jednośladów do pojazdów szynowych szło dość sprawnie i po dwóch z okładem godzinach cała ekipa wylądowała bezpiecznie na stacji w Modlinie.

Na następne kilka godzin grupa wsparta została dodatkowym jeszcze rowerzystą - Panią Przewodnik po Twierdzy. Tak prowadzeni zaglądaliśmy w przeróżne zakamarki od modlińskich podziemi, na wieży widokowej kończąc. Posilając się jeszcze kiełbaską z ogniska wszyscy ruszyli w stronę Jachranki.

Droga to początkowo wiodąca malowniczą ścieżką zmieniała się to w piaszczyste drogi polne, leśne wąwozy... Przez moment nawet musieliśmy zmierzyć się z poboczem ruchliwej dość drogi. Szczęśliwie jednak i dzielnie cała grupa dotarła wieczorem do Pensjonatu nad brzegiem Narwi.

Po takiej intensywności dnia poprzedniego, dzień drugi musiał być spokojniejszy... I poranek rzeczywiście był. Znalazł się czas na spacer nad Narew, rekreacyjne włóczenie się po okolicy, trochę rekreacji i sportu. Skończyło się na energicznym ganianiu po lesie i skarpie nad brzegiem w pogoni za Flagą.

Popołudnie przeznaczone natomiast było na podbój wód Jeziora Zegrzyńskiego. Do przystani zawinęła jednostka o napędzie mechanicznym, która przeprowadziła rejs rozpoznawczy w kierunku Zegrza. Rozpoznanie skończyło się na stwierdzeniu, że na wodzie Słońce przypieka, wiatr chłodzi, a woda, czy to przy przystani macierzystej, czy nieco dalej, jeszcze jest o tej porze roku dooość ziiiimnaaaaaa. Cała załoga jednak opuszczała pokład zadowolona!

Sam wieczór nie mógł się obyć bez zgromadzenia się wokół ogniska - tym razem już tak klimatycznie, wieczornie, nie jak poprzednio w Twierdzy...

...a na koniec jeszcze - dla niestrudzonych - wieczorna piłka nad brzegiem, w świetle Księżyca... no i jednej latarni.

Dzień ostatni, mimo intensywności wieczoru, rozpoczął się planowo. Emocji jednak tyle było, tyle zaszłości z boju Flagowego, że studzić trzeba było - walką z użyciem balonów wypełnionych zupełnie nie-ciepłą wodą. Za katapulty służyły ręczniki trzymane dwu-osobowo i cztero-ręcznie. Znalazł się też czas na mecz całej klasy. Żeby jednak piłki nie zgubić i w Narwi nie utopić, wzięliśmy taką troszkę, troszeczkę większą.

Czas płynął nieubłaganie i już-po-chwili trzeba było wracać. Oczywiście tu przypomnieliśmy sobie o jednośladach, do tej pory bezpiecznie zaparkowanych w garażu. Po obiedzie ruszyliśmy w kilkunasto-kilometrową trasę do Wieliszewa, by znów spróbować wepchnąć 19 rowerów do pojazdu szynowego - tym razem SKM. Poszło sprawnie, choć to nic w porównaniu z szybkością desantu na stacji docelowej. Wrażenie zrobiliśmy na innych podróżnych, obsłudze pociągu i na samych sobie.

I tak jadąc ze stacji pod budynek szkoły, gdzie zakończyć się miała nasza wyprawa aż żal się robiło, że to tylko tyle...