+ Pokaż spis treści

Trzody Heliosa


Zapowiedź Kirki


Dalej ostrów Trynakii trafisz; tam na łące
Do boga słonecznego stada należące
Pasą się: jest stad siedem owczych, siedm wołowych,
A w każdym po pięćdziesiąt; nigdy liczba owych
Nie zwiększa się, nie zmniejsza. Dwie nimfy je pasą:
Lampecja z Faetuzą, obie cudne krasą.
Helios je miał z Neerą. O swe córki dbała
Matka, gdy już podrosły, daleko wysłała
Aż na ostrów Trynakii, by trzody ojcowskie
I woły ciężkonogie pasły dziewy boskie.
Jeśli, na powrót pomny, oszczędzisz te trzody,
To wrócisz, chociaż nędzarz, do swojej zagrody.
Lecz jeśli je naruszysz, twój okręt z drużyną
Zginąć musi; ty ujdziesz, ale cię nie miną
Nieszczęścia, i choć wrócisz do dom i rodziny,
To późno, biedny bardzo, sam jeden jedyny."

Przygoda


Wymknąwszy się z Charybdy i Skilli przesmyku,
Przybyliśmy do wyspy bożej, gdzie bez liku
Heliosowego bydła na łąkach się pasa;
Moc owiec i jałowic rogatych tam hasa,
Że kiedym był na morzu podał, już się dało
Słyszeć, jak tam w zagrodach to bydło ryczało.
Zaraz na pamięć przyszły i te słowa wieszcze
Wróżbity Tejrezjasza, nie mniej inna jeszcze
Od eejsidej bogini dana mi przestroga,
Abym unikał wyspy słonecznego boga.
Wiec ze ściśnionym sercem rzekłem: "Przyjaciele,
Uważajcie, co powiem! Wróżby wam udzielę,
Którą duch Tejrezjasza dał mi, a i onych
Rad dobrych od eejskiej Kirki udzielonych,
Żeby z dala omijać dla nas niebezpieczny
Ostrów, gdzie stada swoje trzyma bóg słoneczny,
Jakieś bowiem nieszczęście wielkie nas tam czeka.
Więc, chłopcy, opłyniemy ten ostrów z daleka."

Tak rzekłem; oni smutnie pozwieszali głowy.
Lecz Euryloch gniewnymi napadł na mnie słowy:
"Okrutny! Puszysz siłą: ciebie z nóg nie zwali
Trud żaden, członki twoje ukute ze stali.
Przeto drużynie zbitej pracą i niewczasem
Nie dasz wysiąść, pokrzepić się snem i popasem
Tam na ziemi oblanej wodą, i w uporze
Każesz ominąć wyspę, aby w nocnej porze
Tłuc się po mglistym morzu, nie wiedzieć gdzie, po co?
Przecież najsroższe wichry najzwyklej dmą nocą -
Gdzież się skryjem? Jak pewnej możemy ujść śmierci,
Jeżeli burza przyjdzie, a nawą zawierci
Bądź Not wściekły, bądź Zefir? W takiej zawierusze
Wbrew bogów woli giną okręty i dusze.
Poddajmy się więc nocy, nie będzie na zdradzie;
Wieczerzę przyrządzimy tutaj na pokładzie,
A rano znowu wsiądziem pruć bezbrzeżne wody."

Rzekł Euryloch - i drudzy przyklaśli do zgody.
Lecz jam zwietrzył od razu, że bies sprawę gmatwa,
Więc rzekłem: "Eurylochu! Zaprawdę, rzecz łatwa
Przemóc mię, kiedy wszyscy idą na przekorę.
Dobrze, lecz wprzód przysięgę od was tu odbiorę,
Że jeśli na tej wyspie na stada traficie
Jałowic albo owiec, ni jawnie, ni skrycie
Nikt się na nie nie targnie. Głód nas tu nie zmorzy:
Kirka nas opatrzyła w żywność z łaski bożej."
Rzekłem; oni przysięgę świętą wykonali,
Że bydła nie tkną. Zatem, nie płynąc już dalej,
Zawinęliśmy w przystań wydrążoną nawą
Nie opodal wód słodkich i drużyna żwawo
Wyskoczyła, wieczerzę na brzegu przyrządza.
A gdy się już nasyci zgłodniała ich żądza,
Nuż opłakiwać pamięć drogich towarzyszy,
Których Skilla wciągnęła do swoich komyszy;
Aż nareszcie, spłakani, krzepiącym snem zasną.

Trzy części nocy przemkło i gwiazdy już gasną,
Gdy oto chmurowładny Zews wzbudził wichurę,
Pędzącą zewsząd chmury, że aż w jedne chmurę
Ląd zawinął i morze, i spadła ciemnica.
O świcie, gdy Jutrzenka wstała krasnolica,
Wciągnęliśmy łódź naszą w wydrążenie skały,
Gdzie nimfy swoje pląsy i zebrania miały.
Po czym, zwoławszy moich, rzekłem do gromadki:

"Dość żywności i wina jest tu, moje dziatki.
Przeto wara od bydła - nuż licho się czepi!
Tych jałowic i owiec nie tykać najlepiej,
Bo to własność Heliosa te stada na łące;
Groźny pan, słuch ma dobry, oczy wszechwidzące.

Rzekłem; oni uznali moc mego zakazu.
Odtąd Not cały miesiąc dął nam i ni razu
Inny wiatr okrom Eura i Nota nie wiewał.
Więc dopóki zapasy każdy rad spożywał,
To i bydła nie tykał, bo i nie czuł głodu;
Lecz gdy żywność w okręcie wybrano do spodu,
Rozbiegli się po wyspie zgłodniałe biedaki