+ Pokaż spis treści

Tristan i Izolda cz. XVI

Biblioteka
[-]

Tristan i Izolda cz. XVI


DYNAS Z LIDANU

"Bele amie, si est de nus:
Ne vus sans mei, ne jo sans vus."


Marie de France


Dynas wrócił tedy do Tyntagielu, wstąpił po schodach i wszedł do sali. Pod baldakinem król Marek i Izolda Jasnowłosa siedzieli przy szachownicy. Dynas zajął miejsce na zydlu wpodle królowej, jak gdyby przyglądał się grze, i po dwakroć udając, że wskazuje figury, położył rękę na szachownicy. Za drugim razem Izolda poznała na palcu pierścień z jaspisu. Natychmiast odechciało się jej grania. Trąciła lekko ramię Dynasowe w taki sposób, że kilka pieszków przewróciło się.
- Widzisz, kasztelanie - rzekła - zburzyłeś mi grę i to tak, że nie sposób jej podjąć.
Marek opuszcza salę, Izolda chroni się do komnaty, każe wołać kasztelana do siebie.
- Panie miły, jesteś posłańcem Tristana?
- Tak, królowo, jest w Lidanie, ukryty w mym zamku.
- Żali prawda, że pojął żonę w Bretanii?
- Królowo, powiedzianoć prawdę. Ale on upewnia, iż cię nie zdradził; iż ani na dzień nie przestał cię miłować nad wszystkie inne; że umrze, jeśli cię nie ujrzy bodaj jeden raz. Błaga, byś zgodziła się na to w imię przyrzeczenia, które dałaś mu ostatniego dnia, gdy mówił z tobą.
Królowa słuchała przez chwilę, myśląc o drugiej Izoldzie.
Wreszcie odparła:
- Tak, w ostatnim dniu, gdy mówił ze mną, przypominam to sobie, rzekłam: "Jeśli kiedykolwiek ujrzę pierścień z zielonego jaspisu, ani wieża, ani warowny zamek, ani zakaz królewski nie przeszkodzą mi spełnić woli przyjaciela, będzieli to rozsądek czy szaleństwo..."
- Królowo, od dziś za dwa dni dwór ma opuścić Tyntagiel, aby się udać na Białą Równię: Tristan powiadamia cię, iż będzie czekał ukryty przy drodze, w krzaku głogów. Błaga, abyś się ulitowała nad nim.
- Rzekłam: ani wieża, ani warowny zamek, ani zakaz królewski nie przeszkodzą mi spełnić życzenia przyjaciela.
Trzeciego dnia, podczas gdy cały dwór Marka gotował się wyruszyć z Tyntagielu, Tristan i Gorwenal, Kaherdyn i jego giermek wdziali pancerze, wzięli miecze i tarcze i tajemnymi ścieżkami puścili się ku oznaczonemu miejscu. Dwie drogi prowadziły przez las na Białą Równię: jedna piękna i dobrze ubita, którą miał przejeżdżać orszak, druga kamienista i opuszczona. Przy tej drodze Tristan i Kaherdyn pozostawili giermków, aby czekali na miejscu swych panów, strzegąc koni i tarcz. Sami wsunęli się w las i ukryli w chaszczu. Przed tym chaszczom Tristan położył gałązkę leszczyny, do której umocowane było źdźbło przewierś-
cienia.
Niebawem orszak ukazał się na drodze. Najpierw świta króla Marka. Ciągną w pięknym porządku kwatermistrze i wiwandierzy, kucharze i podczaszowie, ciągną kapelani, ciągną psiarkowie wiodący charty i ogary, potem sokolnicy niosący ptaki na lewej pięści, potem łowczowie, potem rycerze i baroni; jadą sobie pomalutku, w pięknym ordynku, parami. Lubo jest widzieć ich bogato odzianych, na koniach o aksamitnych rzędach, wysadzanych kosztownościami. Potem przejechał król Marek; Kaherdyn cudował się widząc poufałych jego jadących obok, dwóch po prawicy, dwóch po lewicy - wszystkich odzianych w złotogłowia i szkarłaty.
Z kolei wysunął się orszak królowej. Dziewczęta służebne od bielizny i pokojów jechały przodem, potem żony i córki baronów i hrabiów. Ciągną jedna za drugą, sznurkiem: młody kawaler towarzyszy każdej z nich. Wreszcie nadjeżdża rumak i niesie jeźdźczynię, piękniejszą od "wszystkich, jakie kiedykolwiek Kaherdyn oglądał na oczy: pięknie ukształtowaną na ciele i licu, w miarę szeroką w biodrach, z pięknie naznaczonymi brwiami, śmiejącymi się oczyma, drobnymi ząbkami; okrywa ją suknia z czerwonego atłasu, misterny łańcuszek ze złota i kamieni zdobi jej gładkie czoło.
- To królowa - rzekł Kaherdyn po cichu.
- Królowa? - rzekł Tristan - nie, to Kamila, jej służebna. Wówczas nadjeżdża na karym rumaku inna pani, bielsza niż, śnieg lutowy, różowsza niż róża; jasne jej oczy migocą niby gwiazda w źródle.
- Ha! widzę ją, to królowa! - rzekł Kaherdyn.
- Ej, nie - rzekł Tristan - to Brangien, wierna służka.
Wtem droga rozjaśniła się, jak gdyby słońce spłynęło. Nagle przez sitowie wielkich drzew, i ukazała się Izold Jasnowłosa. Diuk Andret, niech go Bóg pohańbi, jechał po jej prawicy. W tejże chwili wzniósł się z krzaka głogowego śpiew piegży i skowronka: Tristan wkładał w tę melodię całą swoją tkliwość.
Królowa zrozumiała poselstwo przyjaciela. Spostrzegła na ziemi gałązkę leszczyny, w której tkwi mocno źdźbło przewierścienia, i myśli w sercu: "Tak i z nami, przyjacielu; ani ty beze mnie, ani ja bez ciebie." Zatrzymuje rumaka, zsiada i podchodzi ku klaczy, która nosiła na sobie budkę bogato ozdobioną kamieniami; tam, na purpurowym kobiercu, spoczywał piesek Miluś. Bierze go w ramiona, głaszcze dłonią, pieści krajuszkiem płaszcza z gronostajów, świadczy mu wszelką czułość. Następnie, złożywszy pieska z powrotem w kołyskę, obraca się w stronę głogowego krza i powiada głośno:
- Ptaszyny tego lasu, któreście mnie oweseliły piosnką, biorę was w najem. Podczas gdy mój pan Marek będzie jechał aż do Białej Równi, ja zatrzymam się w zamku Świętego ?ubinia. Dążcie tam za mną, ptaszyny: dziś wieczór nagrodzę was sowicie jako dobrych minstrelów.
Owóż słuchajcie nowej przygody. W porze gdy przeciągał orszak królewski, tam na drodze, gdzie Gorwenal i giermek Kaherdyna pilnowali koni swych panów, zjawił się rycerz w zbroi, imieniem Bieheri. Poznał z daleka Gorwenala i tarczę Tristanową: "Com ja ujrzał, pomyślał w duchu: to Gorwenal, a ten drugi
to sam Tristan w swojej osobie." Pchnął konia ostrogą ku nim i
krzyknął:
- Tristanie!
Ale już giermkowie zatoczyli konie i umknęli. Bieheri pędząc za nimi powtarzał:
- Tristanie, stój, zaklinam cię na twe męstwo!
Ale giermkowie nie odwracali się.
Wówczas Bieheri krzyknął:
- Tristanie! Stój, zaklinam cię na imię Izoldy Złotowłosej!
Po trzykroć zaklinał uciekających na imię Złotowłosej Izoldy. Próżno: znikli i Bieheri zdołał dosięgnąć tylko jednego z koni, którego zabrał z sobą jako łup. Przybył do zamku Świętego Lubina, w chwili gdy królowa zajęła tam kwaterę. Za czym zdybawszy królowę samą, rzekł:
- Królowo, Tristan jest w tej ziemi. Widziałem go na opuszczonej drodze wiodącej z Tyntagielu. Uszedł przede mną. Po trzykroć wzywałem, aby się zatrzymał, zaklinając go na imię Izoldy Jasnowłosej: ale uląkł się, nie śmiał czekać na mnie.
- Dobry panie, powiadasz kłamstwo i szaleństwo: jakoż Tristan mógłby być w tej ziemi? jakoż uciekałby przed tobą? Jakoż nie zatrzymałby się, zaklęty na me imię?
- Wszelako, pani, widziałem go, i to tak pewnie, iż ująłem jednego z jego koni. Ot, stoi tam, okułbaczony, jeszcze na boisku.
Ale Bieheri ujrzał na licu Izoldy gniew. Żal mu się uczyniło, miłował bowiem Tristana i królowę. Opuścił ją żałując tego, co powiedział.
Wówczas Izolda zapłakała i rzekła:
- Nieszczęśliwa! Zbyt długo żyłam, skoro doczekałam się dnia, w którym Tristan drwi sobie i hańbi mnie! Niegdyś, zaklęty na me imię, jakiemuż nieprzyjacielowi nie stanąłby do oczu? Jest śmiały z przyrody; jeśli uciekł przed Bieherim, jeśli nie raczył zatrzymać się na imię przyjaciółki, ach, to znak, że inna
Izolda nim włada! Dlaczego przybył? Zdradził mnie, chciał mnie jeszcze pohańbić na domiar! Nie dosyćże miał moich ubiegłych męczarni? Niechajże wraca tedy, wzgardzony i on wzajem, do Izoldy o Białych Dłoniach.
Zawołała Perynisa, wiernego służkę, i powtórzyła mu nowiny, które Bieheri przyniósł. Dodała:
- Przyjacielu, poszukaj Tristana na opuszczonej drodze, która wiedzie z Tyntagielu do zamku Świętego Lubina. Powiesz, że go nie pozdrawiam i niech nie waży się zbliżyć do mnie, bo go każę przepędzić strażnikom i sługom...
Perynis puścił się w poszukiwanie, aż znalazł Tristana i Kaherdyna. Przekazał im poselstwo królowej.
- Bracie - wykrzyknął Tristan - co wyrzekłeś? Jakoż mógłbym uciekać przed Bieherim, skoro widzisz sam, nie mamy nawet swoich koni? Gorwenal ich pilnował, nie znaleźliśmy go w umówionym miejscu i szukamy jeszcze.
W tej chwili wrócił Gorwenal i giermek Kaherdynowy: opowiedzieli przygodę.
- Perynis, miły, słodki przyjacielu - rzekł Tristan - wracaj żywo do swej pani. Powiedz, że jej przesyłam cześć i miłość, że nie chybiłem wierze, którą jej jestem dłużen, że jest mi drogą nad wszystkie kobiety w świecie; proś, aby cię przysłała ku mnie z powrotem, iżbyś mi przyniósł jej łaskę; zaczekam tu, aż wró-
cisz.
Perynis pognał tedy do królowej i powtórzył, co widział i słyszał. Ale ona nie uwierzyła.
- Ha, Perynis, byłeś mym bliskim i wiernym i ojciec mój przeznaczył cię, dzieckiem jeszcze, iżbyś mi służył. Ale snadź Tristan-czarownik opętał cię przez kłamstwo i podarki. Ty także zdradziłeś mnie: idź sobie!
Perynis ukląkł przed nią.
- Pani, słyszę twarde słowa. Nigdy nie zaznałem w życiu takiej zgryzoty. Ale mało dbam o siebie: żal mi ciebie, pani, iż czynisz zniewagę panu memu, Tristanowi, i że zbyt późno pożałujesz tego.
- Idź precz, nie wierzę ci! Ty także, ty, Perynis, Perynis Wierny, zdradziłeś mnie!
Tristan czekał długo, aż Perynis przyniesie mu przebaczenie królowej. Perynis nie przybył.
Rankiem Tristan okrył się wielką postrzępioną burką. Umalował miejscami twarz cynobrem i łupką z orzecha, iżby podobny był choremu zżartemu trądem. Wziął do ręki misę drewnianą dla zbierania jałmużny i grzechotkę trędowatego. Wchodzi w ulice grodu .Świętego Lubina i zmieniając głos prosi jałmużny każdego przechodnia. Czy zdoła bodaj ujrzeć królowę?
Wreszcie Izolda wychodzi z zamku; Brangien i inne dworki, słudzy i strażnicy towarzyszą jej. Kieruje się drogą, która wiedzie do kościoła. Trędowaty bieży w trop za służbą, hałasi grzechotką, błaga żałośliwym głosem:
- Królowo, okaż mi łaskę, nie wiesz, jak mi tego trzeba!
Po jego pięknym ciele, po wzroście Izolda poznała go. Dreszcz przebiegł całą, ale nie raczy zniżyć spojrzenia ku niemu. Trędowaty wciąż błaga: doprawdy, litość była słuchać; wlecze się za nią.
- Królowo, jeśli śmiem zbliżyć się do ciebie, nie gniewaj się; ulituj się nade mną, zasłużyłem na to wielce!
Ale królowa woła swoich sług i strażników:
- Pędźcie precz trędowatego! - rzekła.
Słudzy odpychają go, biją. Opiera się i krzyczy:
- Królowo, miej litość!
Wówczas Izolda wybuchnęła śmiechem. Śmiech jej brzmiał jeszcze, kiedy wchodziła do kościoła. Skoro trędowaty usłyszał jej śmiech, odszedł. Królowa uczyniła kilka kroków w nawie kościoła; potem członki jej ugięły się: upadła na kolana, głową o ziemię, z rozkrzyżowanymi ramionami.
Tegoż samego dnia Tristan pożegnał Dynasa z taką rozpaczą, iż zdawało się, że postradał zmysły. Wnet okręt jego rozwinął żagle ku Bretanii.
Niestety! Niebawem królowa pożałowała tego. Skoro dowiedziała się przez Dynasa z Lidanu, iż Tristan odjechał w takiej żałobie, zaczęła wierzyć, iż Perynis powiedział prawdę; iż Tristan nie uciekł, zaklęty na jej imię; iż wygnała go precz bardzo niesłusznie.
"Jak to, myślała, ja ciebie wygnałam, ciebie, Tristanie, przyjacielu! Będziesz mnie nienawidził odtąd i nigdy cię już nie ujrzę. Nigdy nie dowiesz się nawet o mym żalu ani o tym, jaką karę chcę sobie nałożyć i ofiarować ci jako drobny zakład mej skruchy."
Od tego dnia, aby się ukarać za swój błąd i szaleństwo, Izold Jasnowłosa przywdziała włosiennicę i nosiła ją na ciele.