Biblioteka
[-]

Tristan i Izolda cz. XV


KAHERDYN

La damę chanie dulcement,
Są voiz acorde a 1'estrument.
Les mains sont belles, li lais bons,
Dulce la voix et bas li tons.


Thomas


W kilka dni później diuk Hoel, jego kasztelan i wszyscy łowcy, Tristan, Izolda o Białych Dłoniach i Kaherdyn wyjechali społem z zamku, aby zapolować w boru. Na ciasnej drodze Tristan jechał po lewicy Kaherdyna, który prawą dłonią przytrzymywał cugle rumaka Izoldy o Białych Dłoniach. Owóż rumak potknął się w bajorze. Kopyto jego prysło wodę tak mocno pod suknię Izoldy, iż cała zamokła i uczuła chłód aż powyżej kolan.
Wydała lekki krzyk i ukłuciem ostrogi popędziła konia śmiejąc się tak donośnym i jasnym śmiechem, iż Kaherdyn, który pognał za nią i doścignął ją, zapytał:
- Miła siostro, czemu się śmiejesz?
- Z myśli jednej, która mnie nawiedziła, miły bracie. Kiedy ta woda prysnęła ku mnie, rzekłam jej: "Ej, wodo, na więcej się ważysz, niż kiedykolwiek odważył się śmiały Tristan!", i z tego się śmiałam. Ale już za wiele rzekłam, bracie, i żałuję swej mowy.
Kaherdyn, zdziwiony, przyciskał ją tak żywo, aż wreszcie wyznała prawdę o swych zaślubinach.
Wówczas Tristan zrównał się z nimi i wszyscy troje jechali w milczeniu aż do myśliwskiego domku. Tam Kaherdyn odwołał Tristana na rozmowę i rzekł:
- Panie Tristanie, siostra wyznała mi prawdę o swych zaślubinach. Uważałem cię jako równego mi i druha. Ale ty zdeptałeś mą wiarę i pohańbiłeś me krewieństwo. Z tą chwilą, jeśli nie uczynisz mi zadość, jak się godzi, wiedz, że cię wyzywam.
Tristan odpowiedział:
- Tak, przybyłem między was na wasze nieszczęście. Ale usłysz mą nędzę, miły, słodki przyjacielu, bracie i towarzyszu, a może serce twoje uśmierzy się. Wiedz, że mam inną Izoldę, piękniejszą od wszystkich kobiet, która wycierpiała i cierpi jeszcze dla mnie mnogie niedole. Zaiste, siostra twoja żywi dla mnie
miłość i cześć; ale, dla mej miłości, więcej czci niż twoja siostra mnie świadczy, tamta Izolda świadczy psu, którego dałem jej w podarku. Pójdź, opuśćmy te łowy, pójdź ze mną, gdzie cię zaprowadzę; opowiem ci nędzę swego życia.
Tristan zatoczył koniem i pognał żwawiej. Kaherdyn pchnął dzianeta w jego ślady. Bez słowa pędzili w najdalszą głąb lasu.
Tam Tristan odsłonił swe życie Kaherdynowi. Rzekł mu, jako na morzu wypił miłość i śmierć; opowiedział o zdradzie baronów i karła; o tym, jak królowę zawiedziono na stos i wydano trędowatym. Opowiedział ich miłowanie w dzikim boru; i jak ją oddał królowi Markowi; i jak uciekłszy od niej chciał kochać
Izoldę o Białych Dłoniach; ale poznał obecnie, iż nie może żyć ani umierać bez królowej.
Kaherdyn milczy i dziwuje się. Czuje, jak gniew mimo woli w nim opada.
- Przyjacielu - rzekł wreszcie - słyszę przedziwne słowa. Wzruszyłeś serce moje litością: wycierpiałeś bo takie męki, iż niech Bóg strzeże od nich każdego i każdą! Wracajmy do Karhenia: trzeciego dnia, jeśli zdołam, powiem ci swoją myśl.
W komnacie swojej, w Tyntagielu, Izold Jasnowłosa wzdycha z przyczyny Tristana, którego przyzywa. Kocha go ciągle: nie ma innej myśli, innej nadziei, innej chęci. W nim całe jej pragnienie i oto, od dwóch lat, nie wie nic o nim. Gdzie jest? W jakim kraju? Żyjeli zgoła?
W komnacie swojej Izold Jasnowłosa siedzi i nuci smutną piosenkę miłości. Powiada, jako Gurona pochwycono i zabito dla miłości damy, którą miłował nad wszystko inne, i jak podstępnie hrabia dał do zjedzenia serce Gurona swej żonie, i jej okrutną boleść.
Królowa śpiewa z cicha, dostraja głos do dźwięku harfy. Ręce jej są piękne, piosnka wdzięczna, ton głęboki, głos słodki.
Wtem wchodzi Kariado, bogaty hrabia z oddalonej wyspy. Przybył do Tyntagielu, aby ofiarować królowej służby i wiele razy od czasu przyjazdu przygadywał do niej o miłości. Ale królowa odtrąciła jego żądania i mieniła je szaleństwem. Był to piękny rycerz, wyniosły i dumny, kwiecisty w mowie, ale więcej wart w komnatach niewieścich niż w bitwie. Zeszedł Izoldę, gdy nuciła swą piosnkę.
- Pani, jakaż smutna pieśń, smutna jak zawodzenie orła morskiego! Nie powiadająż, iż orzeł morski śpiewa, aby oznajmić śmierć? Moją to śmierć bez wątpienia zapowiada wasza piosnka: umieram bowiem z miłości dla was!
- Dobrze więc - rzecze Izolda - godzę się, aby mój śpiew oznaczał waszą śmierć, nigdy bowiem nie weszliście tutaj, iżbyście mi nie przynieśli bolesnej nowiny. Wy to byliście zawsze orłem morskim lub puszczykiem, aby źle mówić o Tristanie. I dzisiaj jaką wrażą nowinę przynosicie jeszcze?
Kariado odparł:
- Królowo, nie wiem, o co się gniewasz; ale szalony byłby, kto by się wzruszał twymi gadaniami! Jak bądź się mają rzeczy z ową śmiercią, którą jakoby wróży mi morski orzeł, oto zła nowina, którą przynosi ci puszczyk. Tristan, twój przyjaciel, stracony dla ciebie, pani Izoldo. Pojął żonę w innej ziemi. Odtąd
możesz szukać pociechy gdzie indziej, on bowiem wzgardził twą miłością. Pojął z wszelką paradą żonę, Izoldę o Białych Dłoniach, córkę diuka Bretanii.
Kariado odchodzi pogniewany. Izold Jasnowłosa opuszcza głowę i zaczyna płakać.
Trzeciego dnia Kaherdyn przywołał Tristana.
- Przyjacielu, poszukałem rady w sercu. Tak, rzekłeś prawdę, życie, które wiedziesz w tej ziemi, jest zbrodnią i szaleństwem i nic dobrego nie może stąd wypłynąć ani dla ciebie, ani dla siostry mej, Izoldy o Białych Dłoniach. Wysłuchaj tedy, coc rzekę. Popłyniemy zaraz do Tyntagielu; ujrzysz królowę; do-
świadczysz, żali ciągle smęci po tobie i chowa ci wiarę. Jeśli cię zapomniała, może łacniej obrócisz wówczas serce ku Izoldzie, mojej siostrze, skromnej i pięknej. Pojadę z tobą: żali nie jestem ci bratem i towarzyszem?
- Bracie - rzekł Tristan - dobrze to powiadają: serce człowieka więcej warte niż złoto całej krainy.
Wnet Tristan i Kaherdyn wzięli kostur i burkę pielgrzymią, jak gdyby chcieli odwiedzić ciało świętych w dalekiej ziemi. Pożegnali się z diukiem Hoelem i prosili o pozwoleństwo. Tristan wiódł z sobą Gorwenala, Kaherdyn - jedynego giermka. Potajemnie narządzili statek i popłynęli do Kornwalii.
Wiatr był lekki i życzliwy, tak iż pewnego rana przed świtem dobili niedaleko Tyntagielu do odludnej przystani, w pobliżu zamku lidańskiego. Tam z pewnością Dynas z Lidanu, zacny kasztelan, ugości ich i będzie umiał zataić ich przybycie.
Z pierwszym brzaskiem dwaj towarzysze wędrowali w stronę Lidanu, kiedy ujrzeli za sobą człowieka, który łagodnym tructem jechał tą samą drogą. Rzucili się w las, ale człowiek minął ich nie widząc, albowiem drzemał, na siodle. Tristan poznał go.
- Bracie - rzekł po cichu do Kaherdyna - to sam Dynas z Lidanu. Śpi. Bez wątpienia wraca od miłej przyjaciółki i śni jeszcze o niej: nie byłoby grzecznie go budzić, ale idź za mną z dala.
Dognał Dynasa, ujął łagodnie konia za cugle i szedł bez hałasu u jego boku. Wreszcie potknięcie konia obudziło śpiącego. Otwiera oczy, widzi Tristana, waha się.
- To ty, to ty, Tristanie! Niech Bóg błogosławi godzinę, w której cię widzę: tyle się jej wyczekałem!
- Przyjacielu, niech ci Bóg sprzyja! Jakie nowiny powiesz mi o królowej?
- Niestety, ciężkie nowiny. Król miłuje ją i pragnie jej wesela; ale od czasu twego wygnania ona usycha i płacze za tobą. Ach, czemuż powracasz ku niej? Żali chcesz jeszcze szukać jej i swojej śmierci? Tristanie, miej litość nad królową, ostaw ją w spokoju!
- Przyjacielu - rzekł Tristan - przyzwól mi jedną łaskę: ukryj mnie w Udanie, zanieś jej moje poselstwo i spraw, abym ją ujrzał raz, jedyny raz.
Dynas odpowiedział:
- Żal mi twej damy: spełnię poselstwo jedynie wówczas, jeśli się dowiem, iż została ci drogą ponad wszystkie krasawice świata.
- Ach, panie, powiedz jej, że została mi drogą ponad wszystkie: otoć i prawda.
- Pójdź tedy za mną, Tristanie, wspomogę cię w twej potrzebie.
W Lidanie kasztelan ugościł Tristana, Gorwenala, Kaherdyna i jego giermka. Skoro Tristan opowiedział, punkt po punkcie, przygody swego życia, Dynas udał się do Tyntagielu, aby wywiedzieć się o nowiny na dworze. Dowiedział się, iż za trzy dni królowa Izolda i król Marek, cały orszak, wszyscy giermkowie i
myśliwcy opuszczą Tyntagiel, aby rozgościć się w zamku Białej Równi, gdzie narządzono dla nich wielkie łowy. Wówczas Tristan powierzył kasztelanowi pierścień z zielonego jaspisu i poselstwo, które miał zanieść królowej.