+ Pokaż spis treści

Thomas B. Reed

Thomas B. Reed

  • Thomas Brackett Reed (fot. wikimedia)W latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia najpopularniejszym i najbardziej podziwianym politykiem w Stanach Zjednoczonych był przewodniczący Izby Reprezentantów, Thomas B. Reed. Jego powiedzenia i aforyzmy weszły na stale do słownika polityków amerykańskich. Mówiono o nim, że woli powiedzieć aforyzm niż zyskać przyjaciela.
    A oto kilka przykładów:
    Kiedy wieloletni poseł, gadatliwy kongresmen Springel z Illinois, oznajmił z emfazą Izbie, że ważniejsze dla niego jest mieć słuszność niż zostać prezydentem. Reed wtrącił:
    - To szanowny panie, ma powodu do niepokoju, nie grozi mu nigdy ani jedno, ani drugie.
    O dwóch szczególnie nieudolnych mówcach przewodniczący Izby Reprezentantów, Reed, powiedział:
    - Ilekroć otwierają usta, odejmują coś od sumy ludzkiej wiedzy.

     
  • Reed o demokracji:
    "Cała mądrość świata polega na krzyczeniu z większością."

     
  • O sławach politycznych Reed miał zwyczaj mówić:
    - Mąż stanu to nieżyjący polityk.

     
  • W czasie obowiązywania zasady "pięciominutowej wypowiedzi" przejrzystość i logika przemówienia były szczególnie cenne.
    - Panie Russel - powiedział kiedyś Reed do posła z Massachusetts - nie rozumie pan teorii pięciominutowej debaty. Celem jej jest przekazanie Izbie prawdziwej lub nieprawdziwej informacji.
    Pan zużył dziś po południu kilka okresów pięciominutowych, nie przekazując nic.

     
  • Po pewnej debacie w Izbie, która przewodniczącemu szczególnie nic przypadła do gustu, Reed oddał się swojej ulubionej zabawie czyli znęcaniu się nad głęboko przez niego pogardzaną izbą wyższą - Senatem.
    Oto opowieść na jaką sobie pozwolił:
    - W USA za 50 lat odbywają się wybory (byłyby zatem lata 40-te XX w.) prezydenckie. Według najnowszej poprawki do konstytucji, prezydent wybierany jest przez senatorów i spośród nich. Gdy głosy zostały zebrane i rozłożone zauważono, że sędzia najwyższy, który przewodniczył, waha się, a osoby siedzące najbliżej spostrzegły, że zbladł, jakby się stało coś niezwykłego. Wstał z wysiłkiem i donośnym głosem przez megafon, właśnie wynaleziony przez Edisona, podał tłumnie zebranym zdumiewający wynik wyborów:
    "Każdy z senatorów otrzymał jeden głos."