+ Pokaż spis treści

Szymon Szymonowic

Szymon Szymonowic - wybór


Sielanka dwunasta - Kołacze


Panny, Pań sześć par


Panny


Sroczka krzekce na płocie, będą goście nowi.

Sroczka czasem omyli, czasem prawdę powi.

Gdzie gościom w domu rado, sroczce zawsze wierzą

I nie każą się kwapić kucharzom z wieczerzą.

Sroczko, umiesz ty mówić, powiedz, gdzieś latała,

Z któryjeś strony goście jadące widziała?

Sroczka krzekce na płocie; pannie się raduje

Serduszko, bo miłego przyjaciela czuje.

Jedzie z swoją drużyną panie urodziwy,

Panie z dalekiej strony; pod nim koń chodziwy,

Koń łysy, białonogi, rząd na nim ze złota.

Panno, gotuj się witać! Już wjeżdża we wrota,

Już z koni pozsiadali; wszystko się podworze

Rośmiało jako niebo od wesołej zorze.

Witamy cię, panicze, dawno pożądany!

Czeka cię upominek tobie obiecany,

Obiecany od Boga i od domu tego.

Po obietnicę trzeba wsiadać na rączego,

A ty się gdzieś zabawiasz! Już nam nie zstawało

Oczu wyglądając cię. Winieneś niemało

Sam sobie, a pogonić trudno i godziny.

Co byś rzekł, gdyby to był otrzymał kto iny?

Barzoś się ubeśpieczył! Czyli tak urodzie

Dufasz swojej? Kto dufa nawiętszej pogodzie,

Deszcz go zlewa. Nie trzeba spać i w pewnej rzeczy.

I Bóg nie dźwignie, kto się sam nie ma na pieczy.

Często zazdrość o tobie złe powieści siała,

Ale cnota zazdrości wiary nie dawała.

Trudno stateczność ruszyć; niechaj zły wiatr wieje,

Jako chce, przedsię ona nie traci nadzieje.

Kędyś się nam zabawiał, mój panicze drogi?

Serce przez ciebie mdlało i te piękne progi

Pustkami się widziały. Czyliś na jelenie

Z myślistwem jeździł? Wami, wami, leśne cienie,

Świadczymy, jakeśmy wam częstokroć łajały,

Jako często zabawy wasze przeklinały.

Lubo sroga Dyjanna w surowej karności

Drużynę swoje chowa, ale przy gładkości

Trudna przestroga. Były insze obawania,

Bo i harap ma swoje przykre dojeżdżania,

I od płochego zwierza urośnie nowina.

Jeszcze po dziś dzień płacze swego Adonina

Wenus żałosna: "Ach, ach, młodzieńcze ubogi,

Jako cię dzikiej świnie ząb uranił srogi!"

I tyś, drugi młodzieńcze, w uściech naszych bywał,

Nazbyt-eś, ach, nędzniku, w lesiech przemieszkiwał,

Daleko cię nieszczęsne łowy unosiły,

Aż cię na koniec łaja właściwą skarmiły.

Pełna jest trwogi miłość i w każdy kąt ucha

Przykłada; raz ją bojaźń, raz cieszy otucha.

Czyli cię krotochwile jakie zabawiały?

Nam tu bez ciebie ani dzień widział się biały,

Ani słoneczko jasne. Komuż do wesela

Przyść może, gdzie miłego nie masz przyjaciela?

Czyli nie każdy serce ma jednakie? Czyli

Co z oczu, to i z myśli? A czasem omyli

Oko jasne. O tobie tego nie trzymamy,

I owszem, się pociechy wszelkiej spodziewamy.

Sokół wysoko buja, a bujawszy siła,

Jedno mu drzewko; jedna mu gałązka miła.

Młodość przestrono patrzy i daleko strzela

Z myślami, aż Bóg na wet każdego oddziela

Własną cząstką. Kto na niej przestawa spokojnie,

Wszystkiego ma dostatek, wszystkiego ma hojnie.

I ty myśli uspokój, mój panicze drogi,

Nie darmo cię tu przyniósł twój koń białonogi.

Pryskał we wrota wchodząc; znać, żeśmy-ć tu radzi,

Radziśmy wszyscy tobie i twojej czeladzi.

Już i matka, i panna witać cię wychodzi.

Poprzedź ich ręką, tobie poprzedzić się godzi.

I czołem nisko uderz, jest dla czego czołem

Uderzyć, a nie chciej sieść za gościnnym stołem,

Aż otrzymasz, co pragniesz; wszystko z czasem płynie,

Co ma być jutro, niechaj będzie w tej godzinie.

I ty, matko, nie zwłaczaj, czyń, coś umyśliła.

Żadna rzecz się nie kończy, gdzie rozmysłów siła.

Panno, czas już rozpuścić warkocze rozwite,

Czas oblec szaty takiej sprawie przyzwoite!

Storzcie pannę do ślubu, sąsiady życzliwe,

Ślub święty jest i wasze prace świętobliwe.

Wszak też wam tę posługę przedtym oddawano,

Toż i za matek waszych w obyczaju miano.

Kapłanie, gotuj stułę. Zbladłeś nam, panicze.

Ba, i pannie łza za łzą płynie przez oblicze.

Przelękłoś się, panicze, bojaźń to od Boga;

Szczęście tam bywa, kędy bywa taka trwoga.

Nie płacz, panno, bo rzeką, że płaczesz z radości,

Pomyśli ktoś i gorzej, bo siła zazdrości.

Nie pierwsza ty od matki wychodzisz z opieki.

Aboś chciała na łonie jej mieszkać na wieki?

I ona przy matce swej nie wiecznie mieszkała,

I tyś się nie dlatego tak tu wychowała.

Jużeście w stadle świętym, wszyscy wam dajemy

Na szczęście i miłego życia winszujemy:

Bodajeście długi wiek z sobą pomięszkali,

Bodajeście wszelakich pociech doczekali!

Potrawy postawiono. Do stołu siadajcie,

W pośrodku mieśce pannie z panem młodym dajcie.

Im-ci z sobą być: tak więc dwa szczepy zielone

Stoją w nadobnym sadu pospołu sadzone.

Panna nie wzniesie oka, serduszko w niej taje,

A pan młody długiemu obiadowi łaje.

Niech kucharze potrawy dziwne wymyślają,

Niechaj win rozmaitych hojno nalewają,

Kołacze grunt wszystkiemu, a może rzec śmiele:

Bez kołaczy jakoby nie było wesele.

Laską w próg uderzono; już kołacze dają,

A przed kołaczmi panie nadobne śpiewają

I taniec prędki wiodą, i kleszczą rękami.

Zabawmy oczy tańcem, a uszy pieśniami.

Ta, co białym trzewiczkiem błysnęła na nodze,

Jakoby rzekła, że się ja też na coś godzę.


Pierwsza para


Panicze, co tu z panną siedzisz za tym stołem,

Tobie teraz wiedziemy taniec pięknym kołem,

Tobie kleszczemy. Czyli ty nie słyszysz tego?

Ale cię myśl unosi do czegoś inszego.

Tłusty kołacz niesiemy dla twojej zabawy,

Syty kołacz, są jeszcze sytniejsze potrawy.


Wtóra para


Śliczna panno, dziś tylko panną cię witamy,

Jutro z nami porównasz, w tym cię upewniamy.

Dziś się sromasz, jutro się będziesz uśmiechała

I żal ci będzie, żeś tak długo próżnowała.

Pieści matka, a przedsię niesmaczne w pieszczocie,

A z miłym przyjacielem smaczne i w kłopocie.


Trzecia para


Nie dumaj nam, panicze, już kołacz na stole,

Teraz jest twoje żniwo, teraz twoje pole.

Dzieciom kołacz, dla ciebie będzie coś lepszego,

A ty pamiętaj zażyć fortelu swojego.

Morzem ma być młodzieniec, morza żeglarz prosi,

Morze nie słucha, ale gdzie chce, żagiel nosi.


Czwarta para


Panno, już cię to matka z domu precz wyprawia,

Chleb to z domu przed ciebie, nie kołacze stawia.

A chociajby kołacze każdy dzień stawiali,

Dłużej by cię przy sobie już nie zatrzymali.

Jako się mocno trzyma chmiel gęsty przy tyce,

Tak i panna się trzyma przy swoim panice.


Piąta para


Wilczaszku, ozinąłeś owieczkę niebogę,

Ona za tobą bieży, choć ma w sercu trwogę,

Ale to sobie za ten kołacz wymawiamy,

Że ją tu przy taneczku do dnia zatrzymamy.

Rad byś potym, aby się tańcem zabawiała,

Ty byś rad, ona będzie coś inszego chciała.


Szosta para


Panno, przegrana twoja, chłopięta dowodzą;

Kołacz im z stołu dano i za łeb on chodzą.

Lepsza zgoda niż zwada, zgoda wszystko mnoży,

Niezgoda wszystko kazi i domy uboży.

Panno, miej się do tańca, już wiodę oddają,

A muzycy niechaj co rześkiego zagrają.


[Panny]


Sroczko, z dobrąś nowiną do nas przyleciała,

Bodajeś i u sąsiad także zakrzeczała.






Żeńcy

Oluchna, Pietrucha, Starosta

OLUCHNA

Już południe przychodzi a my.jeszcze żniemy;
Czy tego chce urzędnik, że tu pomdlejemy?
Głodnemu jako żywo syty nie wygodzi:
On nad nami z maczugą pokrząkając chodzi,
A nie wie, jako ciężko z sierpem po zagonie
Ciągnąć się. Oraczowi insza, insza wronie,
Chociaj i oracz chodzi za pługiem, i wrona,
Insza sierp w ręce, insza maczuga toczona.

 

PIETRUCHA

Nie gadaj głosem, aby nie usłyszał tego:
Abo nie widzisz bicza za pasem u niego?
Prędko nas nim namaca; zły, frymark - za słowa
Bicz na grzbiecie, a jam nań nie barzo gotowa.
Lepiej złego nie drażnić; ja go abo chwalę,
Abo mu pochlebuję i tak grzbiet mam w cale.
I teraz mu zaśpiewam, acz mi niewesoło;
Niesmaczno idą pieśni, gdy się poci czoło.
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego:
Ty wstajesz, kiedy twój czas, jemu się zda mało:
Chciałby on, żebyś ty od północy wstawało.
Ty bieżysz do południa zawsze swoim torem,
A on by chciał ożenić południe z wieczorem.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie,
Inakszy upominek chowamy dla ciebie:
Chowamy piękną pannę abo wdowę krasną,
Źle się u cudzych żywić, lepiej mieć swą własną.

 

STAROSTA

Pietrucho, nierada ty robisz, jako baczę,
Chociaj ci nic młodego w pieluchach nie płacze.
Pożynaj, nie postawaj, a przyśpiewaj cudnie,
Jeszcze obiad nie gotów, jeszcze nie południe.

 

PIETRUCHA

Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego.
Ty dzień po dniu prowadzisz, aż długi rok minie,
A on wszystko porobić chce w jednej godzinie.
Ty czasem pieczesz, czasem wionąć wietrzykowi,
Pozwolisz i naszemu dogadzasz znojowi,
A on zawsze: "Pożyńaj, nie postawaj" - woła
Nie pomniąc, że przy sierpie trójpot idzie z czoła.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie!
Wiemy my, gdzie cię boli, ale twej potrzebie
Żadna tu nie dogodzi, chociajby umiała.
Siła tu druga umie, a nie będzie chciała,
Bo biczem barzo chlustasz. Bodaj ci tak było,
Jako się to rzemienie u bicza zwiesiło.

 

STAROSTA

Pożynaj, nie postawaj. I ty byś wolała
Inszego bicza zażyć; tylko byś igrała.
Zażywaj teraz tego! Barzoć widzę śmieszno!
Pociągaj za inszymi i zażynaj śpieszno.

 

PIETRUCHA

Słoneczkó, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego:
Ciebie czasem pochmurne obłoki zasłonią,
Ale ich prędko wiatry pogodne rozgonią,
A naszemu staroście nie patrz w oczy śmiele,
Zawsze u niego chmura i kozieł na czele.
Ty rosę hojną dajesz po ranu wstawając,
I drugą także dajesz wieczór zapadając.
U nas post do wieczora zawsze od zarania,
Nie pytaj podwieczorku, nie pytaj śniadania.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie!
Ni panienka, ni wdowa nie pójdzie za ciebie.
Wszędzie cię, bo nas bijasz, wszędzie osławiemy,
Babę, boś tego godzień, babę-ć narajemy,
Babę o czterech zębach. Miło będzie na cię
Patrzyć, gdy przy niej siędziesz jako w majestacie,
A ona cię nadabnie będzie całowała,
Jakoby cię też żaba chrapawa lizała.

 

OLUCHNA

Szczęście twoje, że odszedł starosta na stronę:
Wzięłabyś była pewnie na boty czerwone
Abo na grzbiet upstrzony za to winszowanie.
Słyszysz, jakie Maruszce tam daje śniadanie?
A słaba jest, nieboga: dziś trzeci dzień wstała
Z choroby, a przedsię ją na żniwo wygnała
Niebaczna gospodyni. Tak ci służba umie!
Rzadko czeladnikowi kto dziś wyrozumie.
Patrz, jako ją katuje: za głowę się jęła
Nieboga, przez łeb ją ciął, krwią się oblinęła.
Podobno mu coś rzekła, każdemu też rada
Domówi. Tak to bywa, gdy kto siła gada.
Dobrze mieć, jako mówią, język za zębami:
I my mu dajmy pokój, choć, żartuje z nami.
Żart pański stoi za gniew i w gniew się obraca.
Ty go słówkiem, a on cię. korbaczem namaca.

 

PIETRUCHA

Dobrze radzisz. Mnie się on, widzę, nie przeciwi,
Ale lepszy z nim pokój: co się często krzywi,
Złomić się może; przyjdzie jedna zła godzina,
A częstokroć przyczyną bywa nie przyczyna.
Dobry on barzo człowiek, by go nie psowała
Domowa swacha; ta go właśnie osiodłała
I rządzi nim, jako chce, a on się jej daje
Za nos wodzić. Podczas mu ledwie nie nałaje.
Na kogo ona chrap ma, może i od niego
Spodziewać się, że go co potka niesmacznego.
Więc mu nie wierzy; to już zawsze fasoł w domu;
I przemówić do niego nie wolno nikomu.

 

OLUCHNA

To prawda. Niedawnośmy.len. w dworze czosały,
On stał nad nami, tam się z nim coś rozmawiały
Dwie komornice: ona kędyś podsłuchała
Za ścianą; jako jędza do nas przybieżała.
Ni z tego, ni z owego poczęła bić one
Komornice; sam zaraz ustąpił na stronę,
Potem wszystkie łajała, drugie rozegnała;
Nam, cośmy pozostały, jeść przedsię nie dała.

 

PIETRUCHA

By też co było, co by ludźmi nazwać słusza;
Ale też siostra nasza, także w ciele dusza.
A już jej bruzdy dobrze lice przeorały
I przez włosy gęsto się przebija, śron biały.
A przedsię wymuskać się, przedsię z pstrocinami
Czepczyk na głowie, przedsię fartuch z forbotami.
Naśmieszniejsza, gdy owo chce się pieścić z mową;
Świni krząkać, a babie przystoi trząść głową.
A psów niesyta, dosyć jej bywa każdemu,
Nie wybiegać się przed nią parobku żadnemu:
Niedawno dla jednego tylko nie szalała,
Aż ją Czarnucha nasza w zielu obmywała.
Widzi to i starosta, a widząc nie widzi:
Podczas przymówi, ona jawnie z niego szydzi.
Czary wszystko zmamiły; bo ona z czarami
Wstanie i lęże: wszystka diabłowa z nogami.

 

OLUCHNA

Jest tak, a nie inaczej; i samam widziała,
Kiedy na wschodzie słońca nago coś działała.
Kto z tym, mistrzem nakłada, nigdy pociesznego
Końca nie dojdzie; i ją toż potka od niego.
Na przodku to kęs płuży, potem oraz padnie
Wszystko o ziemię. Z Bogiem wszystko idzie snadnie,
Bez Boga wszystko śliźnie: nie masz nic gorszego
Nad diabla, i cóż może on zrządzić dobrego?

 

PIETRUCHA

I koniec, i początek z tym mistrzem niespory.
Tak rok poodchodziły na głowę obory,
Teraz powyzdychały świnie i prosięta,
Ani się gęsi, ani się klwały kurczęta.
Wszystko ginie i w chlewiach, ginie i w komorze -
Ani biednej kokoszy obaczysz we dworze.

 

OLUCHNA

Z komory ręka nosi, diabeł tam nie bierze,
A z strony gospodarstwa więcej ja w tej mierze
Winuję zaniedbanie niźli gusłowania,
Bo o czym pilnej pieczy nie masz i starania,
Bez szkody tam nie bywa; przy Bogu i ręki
Potrzeba: pilnej ręce Bóg daje przez dzięki.
Tak rok bydła, oczy na to nasze patrzały,
Za własnym zaniedbaniem powyzdychywały.
Ani ich od powietrza ochronić umiano,
A ledwie, gdy zdychały, o tym wiedzieć chciano.
Gdzie chłop w głowię, już się tam rząd dobry nie zmieści;
Zawsze w tym błędzie rozum szwankuje niewieści.
Co mi za gospodyni? Jako żywo krowy
Ręką swą nie doiła; gadać o tym słowy
Tylko umie a stroić po domu fasoły,
Kucharkom łająć. Z pustej nie wyjdzie stodoły
Jedno sowa. Ogórki wczora kwasić chciała;
Tak to robiła, że się wszystka czeladź śmiała.
A w karczmie abo w tańcu ptak jej nie doleci,
Gdy podołek rozpuści, wymiecie i śmieci.

 

PIETRUCHA

Rzadka to rzecz na świecie dobra gospodyni,
Zwłaszcza bez męża rzadko która nie łotryni.
I lata nie uskromią: zarówno szaleje
I ta, co na świat idzie, i ta, co siwieje.
Nie masz, jako przy mężu małżonka cnotliwa,
Ta i mężowi wierna, i panu życzliwa?
Ta i czeladkę, i dom porządnie sprawuje,
Ta i dostatki wszystkie wcześnie opatruje.
Nie idzie nic na stronę, bo się Boga boi,
Pamięta, że nad nią sąd i kaźń boża stoi.
Ućciwy stan przynosi ostrożne sumienie,
Za tym Bóg błogosławi, za tym dobre mienie
Za tym spokojne życie i wszystko się wiedzie.
Kto bez Boga chce wskórać, sadzi się na ledzie.

 

OLUCHNA

Nie wiedziałam, Pietrucho, abyś tak zabrnęła
Głęboko w rozum i tak mądrością pachnęłą.
Musiałaś kędy bywać miedzy żaki w szkole.
I ciebie w oczy młody parobek nie kole.

 

PIETRUCHA

Jam sługa: insza sługa, insza gospodyni;
Ja sobie grzeszę, ona nie na swój karb czyni,
Ale wszystek dom gubi; i ja bym życzyła,
Abym nigdy płochego nic nie popełniła.
Ale starosta do nas znowu przystępuje,
Kwaśno patrzy, z nahajką na nas się gotuje.
Zaśpiewam ja mu przedsię, rad on pieśni słucha.
Patrzy na nas i stanął, i nadkłada ucha.
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Naucz swych obyczajów starostę naszego:
Ty piękny dzień promieńmi swoimi oświecasz
I wzajem księżycowi noc ciemną polecasz;
Jako ty bez pomocy nie żyjesz na niebie,
Niechaj i nasz starosta przykład bierze z ciebie.
Na niebie wszystkie rzeczy dobrze są zrządzone:
Księżyc u ciebie żoną, niech on też ma żonę.
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Naucz swych obyczajów starostę naszego:
Gdy ty na niebo wchodzisz, gwiazdy ustępują,
Gdy księżyc wschodzi, z nim się gwiazdy ukazują.
Siła gospodarz włada, siła w domu czyni,
Ale czeladka lepiej słucha gospodyni.
Niechaj ma żonę: będzie się domu trzymała,
Czeladka, nie będzie się często odmieniała,
J nam do dwora będą otworzone wrota.
Wszystkich do siebie wabi przyjemna ochota.
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Naucz swych obyczajów starostę naszego:
Ty nas ogrzewasz, ty nam wszystko z nieba dajesz,
Bez ciebie noc, z tobą dzień jasny, gdy ty wstajesz;
Niech i on na nas zawsze patrzy jasnym okiem,
Niech nas z pola wczas puszcza, nie z ostatnim mrokiem.

 

STAROSTA

Pietrucho, prawieś mi się sianem wykręciła:
Ta nahajka mocno się na twój grzbiet groziła.
Kładźcie sierpy, kupami do jedła siadajcie,
W kupach jedzcie, po chrustach się nie rozchadzajcie.