Baza wiedzy

W pustyni i w puszczy r. 6 (Henryk Sienkiewicz)

Henryk Sienkiewicz - "W pustyni i w puszczy"

Rozdział VI


A panowie Rawlison i Tarkowski oczekiwali rzeczywiście dzieci, ale nie wśród wzgórz piaszczystych Wadi-Rajan, dokąd nie mieli ani potrzeby, ani ochoty jechać, lecz w zupełnie innej stronie, w mieście El-Fachem nad kanałem tegoż nazwiska, przy którym oglądali dokonane przed końcem roku roboty. Odległość między El-Fachen a Medinet wynosi w prostej linii około czterdziestu pięciu kilometrów. Ponieważ jednak nie ma bezpośredniego połączenia i trzeba jechać na El-Wasta, co podwaja niemal drogę, przeto pan Rawlison, rozglądając się w przewodniku kolejowym, czynił następujące wyliczenia:
- Chamis wyjechał onegdaj wieczór - mówił do pana Tarkowskiego - i w El-Wasta złapał pociąg idący z Kairu, w Medinet jest zatem dziś rano. Dzieci zapakują się w godzinę. Wyjechawszy wszelako w południe, musiałyby czekać na nocny pociąg idący wzdłuż Nilu, a ponieważ nie pozwoliłem Nel jechać nocą, więc wyruszą dziś rano i będą tu zaraz po zachodzie słońca.
- Tak - rzekł pan Tarkowski - Chamis musi trochę odpocząć, a Stasiowi pali się wprawdzie w głowie, jednakże gdy chodzi o Nel, można zawsze na niego liczyć. Zresztą posłałem mu także kartę, by nie wyjeżdżali na noc.
- Dzielny chłopiec i ufam mu zupełnie - odpowiedział pan Rawlison.
- Co prawda, to i ja. Staś przy swych rozmaitych wadach ma prawy charakter i nigdy nie kłamie, albowiem jest odważny, a kłamią tylko tchórze. Energii też mu nie brak i jeśli z czasem zdobędzie się na spokojną rozwagę, to myślę, że da sobie radę na świecie.
- Z pewnością. Co zaś do rozwagi, to czy ty byłeś rozważny w jego wieku?
- Muszę przyznać, że nie - odpowiedział śmiejąc się pan Tarkowski - ale może nie byłem tak pewny siebie jak on.
- To przejdzie. Tymczasem bądź szczęśliwy, że masz takiego chłopca.
- A ty, że masz takie słodkie i kochane stworzenie jak Nel.
- Niech ją Bóg błogosławi - odpowiedział ze wzruszeniem pan Rawlison.
Dwaj przyjaciele uścisnęli sobie dłonie, po czym zasiedli do przeglądania planów i kosztorysów robót. Na tym zajęciu spłynął im czas aż do wieczora.
O godzinie szóstej, gdy już zapadała noc, znaleźli się na stacji i chodząc po peronie rozmawiali w dalszym ciągu o dzieciach.
- Pyszna pogoda, ale chłodno - ozwał się pan Rawlison. - Czy aby Nel wzięła ze sobą ciepłe ubranie?
- Staś będzie o tym pamiętał i Dinah także.
- Żałuję jednakże; że zamiast sprowadzać ich tu, nie pojechaliśmy sami do Medinet.
- Przypomnij sobie, że tak właśnie radziłem.
- Wiem - i gdyby nie to, że mamy stąd jechać dalej na południe, byłbym się na to zgodził. Wyliczyłem wszelako, że droga zajęłaby nam dużo czasu i że bylibyśmy krócej z dziećmi. Przyznam ci się zresztą, że to Chamis poddał mi myśl, żeby je tu sprowadzić. Oświadczył mi, że ogromnie do nich tęskni i że byłby szczęśliwy, gdybym go po oboje posłał. Nie dziwię się, że się do nich przywiązał...
Dalszą rozmowę przerwały sygnały oznajmiające zbliżanie się pociągu. Po chwili w ciemności ukazały się ogniste oczy lokomotywy, a jednocześnie dał się słyszeć zdyszany jej oddech i gwizdanie.
Szereg oświeconych wagonów przesunął się wzdłuż peronu, zadrgał i stanął.
- Nie widziałem ich w żadnym oknie - rzeki pan Rawlison.
- Siedzą może głębiej i zapewne zaraz wyjdą.
Podróżni zaczęli wysiadać, ale przeważnie Arabowie, gdyż El-Fachen prócz pięknych gajów palmowych i akacjowych nie ma nic ciekawego do widzenia. Dzieci nie przyjechały.
- Chamis albo nie złapał pociągu w El-Wasta ozwał się z odcieniem złego humoru pan Tarkowski albo też po nocnej podróży zaspał i przyjadą dopiero jutro.
- Może być - odpowiedział z niepokojem pan Rawlison - ale i to być może, że któreś zachorowało.
- Staś by w takim razie zatelegrafował.
- Kto wie, czy depeszy nie zastaniemy w hotelu.
- Pójdźmy.
Ale w hotelu nie czekała ich żadna wiadomość. Pan Rawlison był coraz niespokojniejszy.
- Wiesz, co się jeszcze mogło zdarzyć? - rzekł pan Tarkowski. - Oto, jeśli Chamis zaspał, to nie przyznał się do tego dzieciom, przyszedł do nich dopiero dziś i powiedział im, że mają jutro jechać. Przed nami będzie się wykręcał tym, że nie zrozumiał naszych rozkazów. Na wszelki wypadek zatelegrafuję do Stasia.
- A ja do mudira Fajumu.
Po chwili dwie depesze zostały wysłane. Nie było jeszcze wprawdzie powodów do niepokoju, jednakże w oczekiwaniu na odpowiedź inżynierowie źle spędzili noc i wczesny poranek zastał ich na nogach.
Odpowiedź od mudira przyszła dopiero koło dziesiątej i brzmiała jak następuje:
"Sprawdzono na stacji. Dzieci wyjechały wczoraj do Gharak-el-Sultani".
Dodaj do swoich materiałów