Quo Vadis rozdz.37 (Henryk Sienkiewicz)

Rozdział 36

Henryk Sienkiewicz - Quo Vadis


Rozdział XXXVII


Winicjusz do Ligii:
"Niewolnik Flegon, przez którego posyłam ci ten list, jest chrześcijaninem, będzie zatem jednym z tych, którzy otrzymają wolność z rąk twoich, najdroższa moja. Stary to sługa naszego domu, mogę więc pisać przez niego z całą ufnością i bez obawy, aby list wpadł w inne ręce niż twoje. Piszę z Laurentum, gdzie zatrzymaliśmy się z powodu upału. Otho posiadał tu wspaniałą willę, którą swego czasu darował Poppei, a ta, lubo rozwiedziona z nim, uznała za stosowne zatrzymać piękny podarek... Gdy myślę o tych kobietach, które mnie teraz otaczają, i o tobie, wydaje mi się, że z kamieni Deukaliona musiały powstać różne, zgoła do siebie nie podobne gatunki ludzi, i że ty należysz do tego, który się zrodził z kryształu. Podziwiam cię i kocham z całej duszy tak, że chciałbym ci mówić tylko o tobie i trzeba mi się zmuszać, bym ci pisał o podróży, o tym, co ze mną się dzieje, i o nowinach dworskich. Cezar był więc gościem Poppei, która w tajemnicy przygotowała wspaniałe przyjęcie. Niewielu zresztą zaprosiła augustianów, ale i ja, i Petroniusz dostaliśmy wezwanie. Po prandium pływaliśmy złotymi łodziami po morzu, które było tak ciche, jak by spało, a tak niebieskie jak twoje oczy, o boska. Wiosłowaliśmy sami, albowiem pochlebiało to widocznie Auguście, że ją wiozą konsularni mężowie albo ich synowie. Cezar, stojąc u rudla w purpurowej todze, śpiewał hymn na cześć morza, który ułożył poprzedniej nocy i do którego dorobił muzykę wraz z Diodorem. Na innych łodziach wtórowali niewolnicy z Indyj, którzy umieją grać na konchach morskich, a wkoło ukazywały się liczne delfiny, jak by istotnie wywabiane z głębin Amfitryty muzyką. A ja, czy wiesz, com czynił? Otom myślał o tobie i tęskniłem za tobą, i chciałem zabrać to morze, i tę pogodę, i tę muzykę, i oddać wszystko tobie. Czy chcesz, byśmy kiedyś zamieszkali nad brzegiem morskim, Augusto moja, z dala od Rzymu? Mam w Sycylii ziemię, gdzie jest las migdałów, które wiosną kwitną różowo, a schodzą tak blisko do morza, że końce gałęzi prawie dotykają się wody. Tam będę kochał ciebie i wielbił tę naukę, której mnie Paweł nauczy, bo to już wiem, że ona nie przeciwi się miłości i szczęściu. Czy chcesz?... Lecz nim odpowiedź z twoich kochanych ust usłyszę, piszę ci dalej, co się zdarzyło na łodzi. Skoro brzeg został już daleko za nami, ujrzeliśmy żagiel w dali przed sobą i wnet powstała sprzeczka, czy to zwyczajna łódź rybacka, czy wielki statek z Ostii. Rozpoznałem go pierwszy, a wówczas Augusta rzekła, że dla moich oczu nie ma widocznie nic skrytego, i spuściwszy nagle na twarz zasłonę, spytała, czy i tak bym nawet ją rozpoznał? Petroniusz odpowiedział zaraz, że za chmurą nawet i słońca dostrzec nie można, lecz ona, niby się śmiejąc, mówiła, iż tak bystry wzrok chyba jedna miłość mogłaby oślepić, i wymieniając różne augustianki poczęła pytać i zgadywać, w której się kocham. Odpowiadałem spokojnie, lecz ona w końcu wymieniła i twoje imię. Mówiąc o tobie

odkryła

znów

twarz

i

poczęła

patrzeć

na

mnie

złymi

i

zarazem

badawczymi

oczyma.

Prawdziwą

wdzięczność

czuję

dla

Petroniusza,

który

pochylił

w

tej

chwili

łódź,

przez

co

uwaga

powszechna

odwróciła

się

ode

mnie,

gdybym

był

bowiem

usłyszał

o

tobie

niechętne

lub

szyderskie

słowa,

byłbym

nie

umiał

ukryć

gniewu

i

musiałbym

walczyć

z

chęcią

rozbicia

wiosłem

głowy

tej

przewrotnej

i

złej

kobiecie...

Wszak

pamiętasz,

com

ci

w

wigilię

wyjazdu

opowiadał

w

domu

Linusa

o

zajściu

na

stawie

Agryppy?

Petroniusz

boi

się

o

mnie

i

jeszcze

dziś

zaklinał

mnie,

bym

nie

drażnił

miłości

własnej

Augusty.

Ale

Petroniusz

już

mnie

nie

rozumie

i

nie

wie,

że

poza

tobą

nie

masz

dla

mnie

ni

rozkoszy,

ni

piękności,

ni

kochania

i

że

dla

Poppei

mam

tylko

wstręt

i

pogardę.

Tyś

już

bardzo

zmieniła

duszę

moją,

i

tak

dalece,

że

do

dawnego

życia

już

bym

nawet

wrócić

nie

umiał.

Lecz

nie

obawiaj

się,

aby

mnie

tu

mogło

spotkać

coś

złego.

Poppea

nie

kocha

mnie,

bo

ona

nikogo

kochać

niezdolna,

i

jej

zachcianki

płyną

tylko

z

gniewu

na

cezara,

który

jest

jeszcze

pod

jej

wpływem

i

który

może

nawet

jeszcze

miłuje,

wszelako

już

jej

nie

szczędzi

i

nie

ukrywa

przed

nią

swego

bezwstydu

i

swych

występków.

Powiem

ci

zresztą

i

inną

rzecz,

która

cię

uspokoić

powinna:

oto

Piotr

rzekł

mi

na

wyjezdnym,

abym

się

nie

obawiał

cezara,

gdyż

włos

nie

spadnie

z

głowy

mojej,

i

ja

mu

wierzę.

Jakiś

głos

mówi

mi

w

duszy,

że

każde

słowo

jego

musi

się

spełnić,

że

zaś

on

pobłogosławił

miłość

naszą,

więc

ani

cezar,

ani

wszystkie

potęgi

Hadesu,

ani

samo

nawet

Przeznaczenie

nie

zdoła

mi

cię

odebrać,

o

Ligio!

Gdy

o

tym

myślę,

jestem

szczęśliwy,

jak

gdybym

był

Niebem,

które

samo

jedno

jest

szczęśliwe

i

spokojne.

Lecz

ciebie,

chrześcijankę,

może

uraża

to,

co

mówię

o

Niebie

i

Przeznaczeniu?

W

takim

razie

przebacz

mi,

bo

grzeszę

niechcący.

Chrzest

jeszcze

nie

obmył

mnie,

ale

serce

moje

jest

jako

czara

próżna,

którą

Paweł

z

Tarsu

ma

napełnić

słodką

nauką

waszą,

tym

słodszą

dla

mnie,

że

jest

twoją.

Ty,

boska,

policz

mi

za

zasługę

choć

to,

żem

z

tej

czary

wylał

płyn,

który

napełniał

poprzednio,

i

że

nie

cofam

jej,

ale

wyciągam

jak

człowiek

spragniony,

który

stanął

u

czystego

zdroju.

Niech

znajdę

łaskę

w

twych

oczach.

W

Ancjum

dni

i

noce

będą

mi

schodziły

na

słuchaniu

Pawła,

który

wśród

moich

ludzi

w

pierwszym

już

dniu

podróży

pozyskał

wpływ

taki,

że

otaczają

go

bez

ustanku,

widząc

w

nim

nie

tylko

teumaturga,

ale

nadprzyrodzoną

niemal

istotę.

Wczoraj

widziałem

radość

na

jego

twarzy,

a

gdym

go

spytał,

co

czyni,

odrzekł

mi:

"Sieję".

Petroniusz

wie,

on

znajduje

się

między

mymi

ludźmi,

i

pragnie

go

widzieć,

jak

również

Seneka,

który

słyszał

o

nim

od

Gallona.

Ale

już

gwiazdy

bledną,

o

Ligio,

a

poranny

"Lucyfer"

świeci

coraz

mocniej.

Wkrótce

jutrzenka

zaróżowi

morze

-

i

śpi

wszystko

naokół,

tylko

ja

myślę

o

tobie

i

kocham

cię.

Bądź

pozdrowiona

wraz

z

zorzą

ranną,

sponsa

mea!"
Rozdział 38

Dodaj do swoich materiałów