Pan Wołodyjowski r.18 (Henryk Sienkiewicz)

Rozdział 17

Henryk Sienkiewicz - Pan Wołodyjowski

Rozdział XVIII


Odgadli po owym wykrzyku Zagłoba z panią Makowiecką tajemnicę serca małego rycerza i gdy on, zerwawszy się nagle, opuścił izbę, spoglądali czas jakiś na się w osłupieniu i niepokoju, aż na koniec pani Makowiecka rzekła:
- Dla Boga! idź waćpan za nim, perswaduj, pociesz, a nie, to ja pójdę.
- Nie czyń tego waćpani - odrzekł Zagłoba. - Nie żadnego z nas, ale Krzysi tam by potrzeba, co gdy nie może być, lepiej go w samotności ostawić, bo pociecha nie w porę do większej jeszcze desperacji doprowadza.
- To już widzę jako na dłoni, że on do Krzysi chciał. Patrzże waćpan Wiedziałam, że lubił ją bardzo i kompanii jej rad szukał, ale żeby się tak w niej zapamiętał, to mi nie przyszło do głowy.
- Musiał tu z gotowym przedsięwzięciem przyjechać, w którym szczęśliwość swoją upatrywał, a tymczasem jakoby piorun w to strzelił.
- To czemuż o tym nikomu nie wspomniał, ni mnie, ni waćpanu, ani Krzysi samej? Byłaby może dziewczyna nie uczyniła ślubu...
- Dziwna to jest rzecz - odrzekł Zagłoba - ze mną on przecie konfident i ufa mojej głowie więcej jak swojej, a nie tylko mi nic o owym afekcie nie wyznał, ale rzekł mi nawet kiedyś, że to jest amicycja, nic więcej.
- Zawsze on był skryty!
- To waćpani, chociażeś siostra, chyba go nie znasz. Serce u niego, jak oczy u karasia, na samym wierzchu. Nie spotkałem człeka szczerszego. Ale przyznaję, że teraz postąpił inaczej. Jeno czy waćpani jesteś pewna, że on i z Krzysią nic nie mówił?
- Mocny Boże! Krzysia panią swej woli, bo mój mąż, jako opiekun, tak jej powiedział: "Byle człek był godny i krwi zacnej, możesz i na substancję nie zważać." Gdyby Michał był z nią przed wyjazdem mówił, to by mu odpowiedziała: tak! albo: nie! - i wiedziałby, czego się spodziewać.
- Prawda, że to niespodzianie w niego uderzyło. Waćpani dajesz swoje białogłowskie racje wcale do rzeczy.
- Co tam racje! Tu radzić trzeba!
- Niech bierze Basię!
- Kiedy tamtą widać woli... Ha! żeby mi to choć do głowy przyszło!
- Szkoda, że waćpani nie przyszło.
- Jakże mnie miało przyjść, gdy i takiemu Salomonowi jak waćpan nie przyszło?
- A skąd waćpani wiesz?
- Boś Ketlinga raił.
- Ja? Bóg mi świadek, nikogom nie raił. Mówiłem, że się ma ku niej, bo była prawda; mówiłem, że Ketling godny kawaler, bo była i jest prawda; ale swaty białogłowom zostawuję. Moja pani! toż na mojej głowie pół Rzeczypospolitej spoczywa! Zali ja mam nawet czas myśleć o czym innym jak de publicis.
Dodaj do swoich materiałów