+ Pokaż spis treści

Rowerowa złota jesień

JAKO ZAŚ CYKLISTA POSIADA PAN LEKARSTWO MOCNIEJSZE...


- Słucham pana doktora..


- Ponieważ nerwy pańskie są przepracowane, więc muszą odpocząć. A ponieważ muskuły są zaniedbane, więc - trzeba je gimnastykować. Jako zaś cyklista, posiada pan lekarstwo mocniejsze od wszelkich narkotyków... to jest rower. Gdy zacznie pan jeździć na rowerze, byle z rozwagą, nie męcząc się, wówczas muskuły będą pracowały, a nerwy odpoczną..


- I odzyskam sen?...


- Jestem prawie pewny... Byle nie drażnił się pan niepotrzebnymi rozmyślaniami. To jedno mogłoby się stać niebezpiecznym...-


- Ale wspomnienia, które mnie dniem i nocą prześladują!... — westchnąłem.


- Przeciw wspomnieniom — odparł doktor — sam znalazł pan lekarstwo. Jeżeli wizerunki natury, tylko wizerunki, oglądane tam w poczekalni, odwróciły uwagę pańską od wspomnień, to tym bardziej pochłonie uwagę sama natura, gdy wyjedzie pan za rogatki.


(Bolesław Prus „Ze wspomnień cyklisty”)



Postanowiwszy osiągnąć stan, w którym muskuły będą pracowały, a nerwy odpoczną, a także chcąc skorzystać z być może ostatnich chwil pięknej jesiennej pogody, rowerowa wyprawa pod dowództwem Pierwszego Cyklisty Rzeczypospolitej, czyli p.Andrzeja Wegnera wyjechała za rogatki, po czym przejejechała przez mazowieckie czasem lasy, a czasem pola, czasem małe, a czasem większe miejscowości, zaliczając na trasie między innymi: Las Kabacki, Konstancin-Jeziornę, Lasy Chojnowskie, Zalesie Górne. Średnie tempo oscylowało gdzieś pomiędzy turystyczno-spacerowym a Tour de Pologne.