+ Pokaż spis treści

"Przystanek: komuna"




Dawno, dawno temu, w drugiej połowie XX wieku...


Wiosną 2007 r. dzięki uprzejmości warszawskiego oddziału IPN zorganizowaliśmy wystawę historyczną "Przystanek: komuna. Polska Ludowa 1944-89".

Prezentujemy wideorelację z otwarcia wystawy wyemitowaną przez warszawski oddział TVP w "Telewizyjnym Kurierze Warszawskim" oraz wspominkowy artykuł o tym wydarzeniu autorstwa p. Piotra Skrobeckiego.

Przystanek: komuna

Relacja w TVP


Dawno, dawno temu, w drugiej połowie XX wieku...


Wspomnienia o wystawie historycznej "Przystanek komuna. Polska Ludowa 1944-89" urządzonej w naszej szkole wiosną 2007 roku

Mego dziadka piłą rżnęli
Myśmy wszystko zapomnieli

W latach 90. Jeden z satyryków opublikował rysuneczek przedstawiający następującą scenę – dzieciak, dzierżąc w rękach zeszyt od historii, prosi ojca o pomoc, a ten drapie się w głowę i mamrocze bezradnie: “PRL... PRL... a tak, tak... coś sobie przypominam”.

Tako jest i dziś. O ile można od biedy jeszcze zrozumieć, że datę śmierci Stalina duża część młodzieży umieszcza ogólnie gdzieś pomiędzy rokiem 1920 a 1990, to już bardzo daleko posunięta ignorancja dotycząca na przykład stanu wojennego niepomiernie zdumiewa, bo przecież akurat 13 grudnia musiał być dla rodziców każdego nastolatka czymś znaczącym, niezależnie od tego, czy ktoś siedział wtedy cicho jak mysz pod miotłą, czy też smarował po murach: “Jaruzelski – smok wawelski”.

Być może wina leży po stronie starszych, którzy nie mają czasu albo nie widzą sensu w snuciu domowych gawęd na temat tamtych czasów, a być może po stronie niechcącej słuchać zrzędzenia wapniaków młodzi, jak by jednak nie było, finał jednak jest taki, że przeciętny uczeń więcej wie o bitwie pod Cedynią niż o Solidarności, nie mówiąc już o wcześniejszych latach Polski Ludowej.

Nauczycielom, choćby nie wiadomo jak byli ambitni, nie ułatwia zadania sam rozkład szkolnego materiału. Nasze dzieje wykładane są w szkole chronologicznie (nieroztropnie byłoby to zresztą robić inaczej), więc historia najnowsza przypada zawsze na sam koniec programu nauczania, kiedy większość uczniów ma w nosie Lecha Wałęsę z Jackiem Kuroniem i towarzyszem Rakowskim, bo zwyczajnie albo trzęsie się przed maturą albo ewentualnie rozpaczliwie usiłuje “wyciągnąć fizykę” na dopuszczający z minusem. O nauczycielach mniej ambitnych nawet nie ma co wspominać. Ci z góry oświadczają, że “nie wyrobią się z materiałem” i kończą cykl kształcenia na kapitulacji Niemiec w 1945.

Na taką rzeczywistość można się albo arystokratycznie obrazić albo rozpocząć pozytywistyczną “pracę u podstaw”. My zdecydowaliśmy się spróbować poeksperymentować z tą drugą opcją.

Razem, młodzi przyjaciele

Pomysłodawcą i głównym motorem wystawy: “Przystanek komuna. Polska Ludowa 1944-89” był dyrektor szkoły, Bogdan Wróbel, a wykonawcami... hm... gdyby dokładnie policzyć, to szczegółowych wykonawców wymieniłoby się spokojnie ze stu, a może i więcej. Przez ponad miesiąc trwała zbiórka eksponatów. Wydobyte z domowych szpargałów ciekawostki przynosili nauczyciele, uczniowie, rodzice, znajomi nauczycieli, uczniów lub rodziców, znajomi znajomych nauczycieli, uczniów lub rodziców, znajomi znajomych znajomych nauczy... .

Zasypały nas stare gazety i książki (zarówno pierwszego jak i drugiego obiegu), PRL-owskie medale, stare sprzęty... ktoś przyniósł oryginalne radio “Pionier” z lat 40., ktoś inny udostępnił petardę po gazie łzawiącym z demonstracji 82, jeszcze inny znalazł byłego ormowca, który w dowód sympatii pozwolił wyeksponować swą oryginalną legitymację służbową... Było z czego wybierać.

Szkielet ekspozycji stworzyliśmy dzięki uprzejmości Warszawskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, skąd wypożyczyliśmy 40 okazałych - metr szerokości i ponad dwa wysokości - tablic (wchodzących w skład, eksponowanej w różnych miastach Polski, a swojego czasu nawet na Białorusi, wystawy: “PRL – tak daleko, tak blisko) z fotografiami przedstawiającymi najważniejsze – nie tylko polityczne - wydarzenia kolejnych lat Polski Ludowej (np. Rok 1946: odgruzowywanie Warszawy, trumny z ofiarami pogromu kieleckiego, przesiedleńcy ze wschodu jadący pociągiem na “ziemie odzyskane”; Rok 1964: Gomułka w otoczeniu pisarzy, bieg Ireny Szewińskiej; Rok 1987: agitacja przed referendum, demonstracja ruchu “Wolność i Pokój”, katastrofa samolotu w Lesie Kabackim).

To jest komuna na miarę naszych możliwości

Wokół wyżej wspomnianych tablic zakomponowaliśmy nasze aranżacje: np. zdjęcie wyborów 1947 uzupełniał plik ówczesnych gazet “opluwających” Stanisława Mikołajczyka oraz wielki czerwony transparent: “Wszyscy manifestacyjnie i jawnie głosujemy w dniu 19 stycznia na listę nr 3”; a zdjęcie wiecu z 1956 na Placu Defilad makieta Pałacu Kultury i trybuny (z której przemawiał oczywiście niezapomniany towarzysz Wiesław) oraz skromniutkie pudełeczko z kopiami ówczesnych banknotów, do którego zbierane były datki na lekarstwa dla Węgrów).

Oczywiście, ponieważ dziś każde nowoczesne muzeum musi być multimedialne, w całym budynku porozstawialiśmy monitory, na których w kółko i w kółko można było oglądać kilkadziesiąt fragmentów dokumentalnych i fabularnych filmów. Jeśli kogoś znudziły migawki z wizyty Nikity Chruszczowa, mógł za chwilę popodziwiać ładniutkie kształty Miss Polonia 57, kiedy zmęczyły przechwałki Edwarda Gierka, mógł wejść do sali papieskiej, i posłuchać słów: “Niech zstąpi Duch Twój...” .

Podczas urządzania ekspozycji najbardziej cieszyło to – uwaga, teraz wyjdzie ze mnie pan pedagog – że uczniowie nie chcieli ograniczyć się tylko do ról maszynek do malowania transparentów i wieszania plakatów, lecz na wyścigi proponowali własne rozwiązania. Dzięki temu na przykład serce rosło, kiedy wchodziło się do sali “karnawału Solidarności”, w której zdjęcia i plakaty z tamtych czasów przyczepione były do ogromnej, zajmującej prawie całą białą ścianę, czerwonej płachty i wyglądało to tak, jakby komunistyczny sztandar opadał i z trudem zaczynała się tworzyć biało-czerwona flaga. Podobnie rewelacyjną uczniowską konstrukcją była szafka przerobiona na groteskowy symbol czasów kryzysu - na półce pyszniły się butelki z octem i torby z solą, zewsząd straszyły zdjęcia kolejek i kopie kartek żywnościowych, a nad głowami tryumfalnie dyndał obiekt pożądliwych westchnień w latach 80. – nawleczone na sznurek rolki papieru toaletowego.

Prosimy dotykać eksponaty

13 marca, na uroczystym otwarciu, było i mądrze (profesor Jerzy Eisler z IPN-u wygłosił wykład o PRL-u) i ludycznie – można było od gburowatego urzędnika pobrać kartkę żywnościową i zrealizować ją w szkolnym barze (“Pan tu nie stał, won z kolejki!”, “Maryśka, trzy razy leniwe!”, “Masło wyszło, jest tylko smalec, można co najwyżej zagryźć ogórcem”).

Po jednym dniu leniwe się skończyły, smalec zresztą też (jak to w Polsce Ludowej), ale i tak odwiedzający nas nie narzekali na brak atrakcji. Wystawę zwiedzać można było zarówno ekspresowo, czego domagali się niektórzy opiekunowie odwiedzających nas szkolnych wycieczek (“przegońcie ich panowie w trzy kwadranse, żeby coś niecoś liznęli”), jak i dostojnie, odbywając refleksyjną wędrówkę od wiszącego w głównych drzwiach Manifestu PKWN aż do ukoronowanego orła z podpisem 1 stycznia 1990.

Eksponaty nie były zamknięte w gablotach, więc nic nie stało na przeszkodzie, żeby poczytać prasę z dni po zamachu na Jana Pawła II, czy z okresu “propagandy sukcesu” albo przewertować “Plan odbudowy stolicy” Bieruta czy też “Historię WKP(b)” Stalina. Jeśli kogoś to bawiło, mógł włożyć hełm ZOMO, ująć tarczę i pomachać sześćdziesięciometrową szturmówką (byle ostrożnie, bo tym można zabić!), włączyć stary rzutnik przezroczy, a nawet nalać wody do pralki “Frania” i wyprać sobie koszulę.

Co autor chciał przez to powiedzieć?

Kiedy w dniu otwarcia pewna dziennikarka na swoje pytanie: “Jaka jest wymowa ideowa wystawy?”, otrzymała ode mnie odpowiedź, że chcieliśmy w skondensowany sposób pokazać obiektywny obraz Polski Ludowej, wyraźnie nie uwierzyła. No bo przecież owszem znalazło się miejsce i na “polską szkołę filmową”, współzawodnictwo pracy, czy Czerwone Gitary, ale w sumie to co chwila atakowały zwiedzającego przede wszystkim obrazy rozpędzania demonstrantów, wrzaskliwej komunistycznej propagandy i kartki na buty.

Znaleźliśmy się w sytuacji Josepha Conrada, który tłumaczył kiedyś coś w tym stylu, że chciałby napisać książkę o ludzkiej wielkości i pięknie, ale ponieważ koniecznie chce przedstawiać prawdę, więc wychodzą mu zwykle utwory o małości i brzydocie. My na pewno nie szukaliśmy specjalnie wielkości i piękna PRL-u, ale ideał prawdy przyświecał nam przez cały czas przygotowań, z tym że, chcąc upchnąć w naszym budynku prawie pół stulecia historii sporego państwa, musieliśmy zdecydować się na rzeczy najważniejsze i odzwierciedlające specyfikę tamtych czasów, a te elementy rzadko były, naszym przynajmniej zdaniem, chwalebne.

I tak, jeśli od razu w pierwszej sali (lata 1944-50) główną “ozdobą” była nie na przykład makieta trasy WZ, lecz imitacja ubeckiego pokoju przesłuchań, a na monitorze pokazywaliśmy filmy pokazujące mordy sądowe na Danucie Siedzikównie i Witoldzie Pileckim, to dlatego, że odbudową i modernizacją stolicy zająłby się po wojnie każdy – z wyjątkiem hitlerowskiego – rząd, natomiast nie każdy wyrywałby paznokcie i miażdżył jądra własnym obywatelom, więc właśnie to, że się tak wyrażę, “danie firmowe” nowej władzy wyeksponowaliśmy.

Albo dla przykładu stan wojenny. Może ktoś z niewyjaśnionych powodów nie zauważył brutalności i samowoli milicji, ale jeśli nie stracił sił i zdrowia w sklepach, ganiając z wywieszonym językiem w poszukiwaniu kostki masła, to zaopatrywał się w Pewexach lub na Polnej i nie jest reprezentatywny. Naprawdę, na naszej wystawie nie wyssaliśmy z palca choćby jednego najskromniejszego hasełka. Nawet – brzmiący wyjątkowo chamsko – napis: “Kardynale Wyszyński, konstytucja PRL obowiązuje wszystkich!” jest dokładną kopią transparentu niesionego na pochodzie pierwszomajowym w 1966 roku.

To nie my, to duch dziejów

Nie nam oceniać, czy “byt nie określił naszej świadomości”, chociaż jest faktem, że nasi przygotowujący wystawę nauczyciele za “starych dobrych czasów” nie zajmowali pozycji “tam, gdzie stało ZOMO”, a nawet często było wręcz przeciwnie (pan od matematyki za działalność w Solidarności dostał nawet trzyletni wyrok w zawieszeniu oraz zakaz wykonywania zawodu). Pewnie ekspozycja urządzona przez byłych przewodniczących Podstawowych Organizacji Partyjnych wyglądałaby zupełnie inaczej. My takiej zrobić nie umieliśmy.

Przy okazji artykułu o naszej wystawie pan profesor Tomasz Nałęcz wygłosił komentarz: “Młodzież lubi okres PRL-u, bo te czasy przedstawiane są jedynie w czarnym kolorze. Tymczasem był to okres ciężki, ale równocześnie szczęśliwy dla wielu ludzi” (Życie Warszawy, 14.03.2007). Aż ciarki przechodzą po plecach. Jeśli tak rzeczywiście jest, to przedstawienie przez nas lat 1944-89 – może nie tylko, ale jednak z przewagą czarnego koloru - zaowocować może tym, że młodzież zakocha się w Polsce Ludowej na zabój.

 

Piotr Skrobecki
nauczyciel języka polskiego

 


Do odwiedzenia naszej wystawy zapraszaliśmy w marcu i kwietniu 2007 roku.
W tym czasie odwiedziło nas mnóstwo zorganizowanych wycieczek ze szkół różnego typu oraz wielu zwiedzających indywidualnie.

Wszystkim bardzo serdecznie dziękujemy.