+ Pokaż spis treści

Proporzec


Jan Kochanowski

Proporzec albo Hołd Pruski



Zacny koronny hetmanie,
Wiem, żeć wszytkiego dostanie,
Czego trzeba ku bojowi
Dobremu walecznikowi;
Ale na zamiar co wadzi
Mieć rysztunku i czeladzi?
Przełóż weźami też ode mnie
Nie zbroję kowaną w Lemnie
Albo tarcz nieprzełomioną,
Od cyklopów urobioną -
Lecz proporzec pięknie tkany
I z Helikonu podany
Od córek wdzięcznej Pamięci,
Bez których łaski i chęci
Hetman niech, jaki chce, wstanie,
Sławy trwałej nie dostanie.

Oto w zacnym ubierze i w złotej koronie
Siadł pomazaniec .boży na swym pańskim tronie,
Jabłko złote i złotą laskę w ręku mając,
A zakon Nawysszego na łonie trzymając.
Miecz przed nim srogi, ale złemu tylko srogi,
Niewinnemu na sercu nie uczyni trwogi.
Z Obu stron zacny Senat koronny, a wkoło
Sprawiony zastęp stoi ł rycerstwa czoło.
Przystąp, Olbrychcie młody, zacnych książąt
Który trzymasz w swej władzy piękną pruską ziemię
Z łaski cnych królów polskich; uczyń panu swemu
Winną poczciwość a ślub wiarę dzierżeć jemu.
Co tak ziścisz, jeśli spraw ojca cnotliwego
Trzymać się będziesz, z których on u pana swego
Był zawżdy w takiej wadze, że nie hołdownikiem,
Ale zdał się być jednym państwa uczesnikiem.
Jego tedy postępki mądre uczyniły,
Jego wiara i cnota, że co srodze były
Pruskie kraje strapione ustawicznym bojem,
Wrychle jęły się cieszyć pożądnym pokojem.
Miecze na niezrobione lemiesze skowano,
Szable na krzywe kosy i na sierpy dano;
Morza i drogi bystrych rzek .uspokojone,
Miasta z rumów upadłych znowu wyniesione;
Nieprzyjaciele w łaskę przyjęci; a owi,
Co ku zwadzie skłonniejszy niż ku pokojowi,
Z myśli swej hardej byli do gruntu zniszczeni
I w bojowych powodziach z głową ponurzeni.
Sprawiedliwość wielka rzecz. Tę po sobie mając,
Zacni królowie polscy, a Boga wzywając
Nieprzyjaciele główne mieczem okrócili
I krzywd swoich nad nimi znacznie się pomścili.
Którzy, z płodnej Syryjej niedawno wygnani,
Będąc przeciw poganom na pomoc wezwani
Od pogranicznych książąt narodu polskiego,
Nie ipomniąc dobrodziejstwa dopiero wziętego
Obrócili swe groty, nad łudzicie nadzieje,
Nie na pogany, ale na swe dobrodzieje,
Psów przykładem wyrodnych, którzy z wilki mają
Dobry pokój, a stado zwierzone drapają.
Ale to wszytko na ich głowę się wróciło.
A ja, tego niechając, co iprzed laty było,
Dzień dzisiejszy poświęcić myślę rymem swoim
Za zdarzeniem, o piękna Melpomeno, twoim.

A już więc syn książęcy upadł na kolana
I wyznał swe poddaństwo i zwierzchnego pana,
Obiecując na swą cześć k'temu się znać wiecznie,
A wiarę panu swemu zachować statecznie.
Zatym mu jest do ręku proporzec podany,
Kosztownymi farbami wszytek malowany,
Wielki, świetny, ozdobny, jaki za lat dawnych
W żadnym szyku nie był znan ani w bitwach sławnych.
Ten, jako skoro z drzewa swego był spuszczony,
A potym wzgórę na wiatr wolny wyniesiony,
Pokazały się na nim rozliczne narody,
Króle, wojska, hetmani, rzeki, miasta, grody.

Tam było widać Prusy, a oni wojują
Mazowsze, ludzi wiążą, wsi i miasta psują;
A Konrad przeciwko nim Krzyżaki prowadził
I nad głęboką Wisłą przy Dobrzyniu sadził.
Margrabiowie pomorską ziemię posiadali
I już Gdańsk niedobyty zdradą otrzymali.
Starosta zamku bronił, a temu Krzyżacy
Na ratunek bieżeli i zbrojni Polacy.
Wilkowi owcę odjął pies niepościgniony,
Ale ją sam przedsię zjadł. Zamek obroniony,
Lecz dobrzy zakonnicy Polała wygnali
I starostę, a sami zamek otrzymali,
Aż i wszytko Pomorze; król wojnę gotował,
A Czech się przeciw jemu z Krzyżaki spisował.

Żonę królewicowi z Lirbwy też niesiono
I pokój między państwy wieczny stanowiono.
Mało dalej król wzajem Margrabstwo wojuje,
A cna Krystyna gardłem cześć swą odkupuje
Dobrowolnie, bo słowy poganin zwiedziony
Jej zacną głowę nie chcąc irozdzielił z ramiony.

Tu już burda z Krzyżaki, którzy, swojej mocy
Nie ufając, u Czecha szukają pomocy.
Mazowszanin ściśniony Czechowi hołduje,
A za dobre sąsiedztwo Krzyżakom dziękuje.

Wnet potym Szamotulski przestawa z Krzyżaki,
Ale nawet gdy bitwę stoczyli z Polaki,
Pomógł ich bić; tam Szary leży zmordowany,
Którego barziej boli zły sąsiad niż rany.

Inszy król, insze czasy; ludzie, syci boju,
Dali w moc dwiema królom radzić o pokoju.
Wyrok naszym nie k'myśli, przedsię go trzymają,
Ale się Niemcy czegoś więcej domagają.
Znowu wici roznoszą, lecz papież hamuje,
A przesłuchawszy sprawy, Krzyżaki winuje.
A ci oto zaś z królem znowu się jednają,
Ale polscy biskupi na to nie zwalają.

Tamże piękny majestat był wymalowany,
Na nim król siedział, w myślach swoich rozerwany,
Bo się nazad oglądał, ma to, co się działo
Przed nogami, nie patrząc albo dbając mało.

Po nim Jagiełło Litwę jednoczy z Polaki,
A potym o pokoju rokuje z Krzyżaki.
Próżno podobno; bo patrz, jako wsi gorają,
A zamków między sobą przedsię dobywają.
Widaćże było dalej dwie wojszcze ogromne,
Strzelbę na się składając i kopije łomne;
Stąd Krzyżacy, a z nimi Niemcy i Czechowie,
Stąd Polacy i Litwa, Ruś i Tatarowie.
W bok wojska król dwa miecza od Niemców przyjmuje,
Z drugiej strony Tatary Witułt już hamuje;
Ale ci przedsię serca drugim nie skazili,
Bo Polacy na głowę Niemce porazili.
Malbork zatym obegnan, a pod Koronowem
Dwie wojszcze z sobą czynią obyczajem nowem,
Bowiem w pół 'bitwy z obu stron odpoczywają
Raz i drugi, za trzecim Niemcy się mieszają.

Otóż Krzyżakom k'woli Czech Polskę wojuje,
Ale, wyprowadzony, toż u siebie czuje,
A Niemce znowu przedsię pod Gołubiem gromią,
A ci, w bramę się cisnąc, szyję z mostu łomią.
Tu już zasię Krzyżacy z królem się jednają,
A żmudzką płodną ziemię panom własnym zdają.

Król duński z królem polskim, mając podejrzane
Sąsiady, przysięgają na spiski podane.
Potym Czech wyrok czyni Polakom nachyło,
Ale szczęście Krzyżakom i w tym nie służyło,
Bo miasto izłota, które z wyroku dać mieli,
Srebro kładli, a tego Polacy nie chcieli.
To wniwecz; znowu przedsię radzą o pokoju,
Ale sprawą cesarską przyszło zaś do boju,
Bo Niemcy pod przymierzem do Polski wtargnęli,
A jako Bóg chciał, i talk przedsię klęskę wzięli.

I ty masz tu swe miejsce, mężny Włodzisławie,
Bo widzę, że z Krzyżaki czujesz o rozprawie,
A potym bitwę zwodzisz z poganinem srogim,
Który (ach!) miał się cieszyć twoim duchem drogim.

Patrzą jże tu Prusaków, jako zamki psują,
A wygnawszy Krzyżaki, Koronie hołdują;
Niemcy do kupy, naszy bitwę śmiele dali,
Ale sprawy nie było; nie dziw, że przegrali.
Zamki zatym służebni królowi podają,
A dawno zatrzymany swój żołd odbierają.
Krzyżacy przedsię znowu swego szczęścia kuszą,
Lecz za Pańską pomocą ustępować muszą.
Tu pokój zasię poseł papieski stanowi,
A Krzyżak czołem bije polskiemu królowi.
Biskup niedobrej myśli, bo infaiłę kładzie,
Potym ,go z mistrzem widzę i z Prusaki w radzie.
Matyjasz do Prus godzii, lecz mu drogi bronią,
A Krzyżacy powinnej przysięgi się chronią,
Przeto znowu niepokój: Firlej zamki wali,
Wsi i miasta gorają, Niemcy już ustali.

Na końcu Olbrycht klęczy w książęcym ubierze,
A od króla chorągiew rozpuszczoną bierze.
Na niej skrzydła roztoczył czarny orzeł śmiały
Niosąc w sercu zwycięzcę wielkiego znaki mały.

Srzodkiem tego wszytkiego srebrna rzeka płynie,
Którą, leżąc pod skałą przy powiewnej trzcinie,
Rozciąłgła Wisła leje krużem marmórowym,
Głowę mając odzianą wieńcem rokitowym;
A do morza przychodząc drze się na trzy części.
Tam okręty, a przy nich delfinowie gęści,
Po wierzchu wody grają połyskując złotem;
Brzegi burstynem świecą. - Pierwsze lice o tam.
Z drugiej strony zaś tenże mistrz początki dawne
I dzieje był wyraził, na wszytek świat sławne,
Słowieńskie: naprzód, jaiko mężne Amazony
Od Termodonta przybił wiatr w scytyjskie strony;
Potym, jaiko mieszkance tamtych ziem trapiły,
A na koniec od ojców syny rozmówiły
I szły z nimi;, nabrawszy wszelakiego plonu,
Ku północy, i siadły po obu stron Donu.
Z tego gniazda waleczny naród wstał za laty,
Grekowie starodawni zwali Sauromaty.
Ci w Europie i w pięknej Azyjej władali
I przezwiska obiema Sarmacyjom dali.
Nie widziałeś tam zamku ani miasta zgoła,
Ani ztooża na polu, ani w jarzmie woła;
Aleś widział namioty rózino rozsadzone
I koni niezrobionych stada niezliczone.
A sami, tak mężczyzna, jako białogłowy,
Luk i szablę przy boku niosąc jadą w łowy;
Albo sąsiada budzą, jeśli gdzie, ospany,
Kosimate capy pasie i wielkie ozabany.
Widać je przy wysokim wierzchu Prometowym,
Widać je z drugiej strony, przy morzu lodowym;
I orły pograniczne rzymskie płocho siedzą,
Bo i przez wielki Dunaj oni drogę wiedzą.

To Wineci, skąd Morze Wimecikie nazwano;
To Rossani, skąd ruski naród mianowano;
To Laksi, skąd ?ach rzeczom; to możni Cekowie,
Od których imię mają dzisiejszy Czechowic;
To Bulgary, co naprzód płyną po Dunaju;
Po nich dzielni Słowacy, jednegoż rodzaju:
Więc Serby, Antowie, Bosnacy za nimi
I Karwaci waleczni z chorągwiami swymi.
Przeciwko tym cesarze wojska zasadzają
Ze wszytkich stron, ale tył zawżdy podawają
Nie mogąc gwałtu strzymać; a naród słowiański
Nie oparł się aż o brzeg Wielki adryjański.
Patrzże, jako się sobią; broń nieuchroniona
W jednej ręce, a w drugiej kielnia ogładzona.
Owi na wszytki strony czujną straż trzymają,
A ci zasię Obronne mury zakładają.
A kitórzy zaś na zachód słońca się chynęli,
Aż za wodę głęboką zimnej ?aby wzięli;
Tak iż był niemal wszytko jeden opanował
Naród, co Bóg trojakim Neptunem warował.

Po tym wszytkim Boreas Orytyją niesie,
A gdziekolwiek przeminął, znać gościniec w lesie,
Sośninę wywróconą, dęby powalone,
A rzeki lodowymi mosty utwierdzone.
Która powieść, bądź za rzecz prawdziwą twierdzona
(Bo kto tego nie wspomniał!), bądź też tak zmyślona,
Znaczyła, że za laity miał wsteć lud z północy,
Którego kraj południ nie miał zdołać mocy.

Malowaniem proporzec takim ozdobiony
Wziął natenczas od króla Olbrycht przerzeczony.
Zatym w trąby i w głośne bębny uderzono,
A zarazem i strzelbę ognomną puszczono.
Jako więc piorun trzaska w niepogodne czasy,
A niebo chmurne huczy i wzruszone lasy,
?yskawice z obłoków czarnych wynikają,
A śmiertelne narody gromu się lękają:
Taki huk wstał natenczas; a kiedy król potym
Ruszył się z majestatu swego, w płaszczu złotym,
Ruszyli się z nim wszyscy. Tam, jateo więc rany
Zefir na cichym morzu podnosi bałwany
Na pierwszym słońca wschodzie, które póki czują
?askawy wiatr, leniwo naprzód postępują,
Potym za duższym duchem coraz gęstsze wstają,
A płynąc przeciw słońcu, daleko błyskają:
Tym kształtem ludzie wtenczas z miejsca się ruszali,
A ku swemu mieszkaniu społem pochadzali.

Ostatek dnia biesiady sobie przywłaszczyły
I tańce, i myśl dobra, i dźwięk lutnie miły.

Aleś ty, wielki królu, wtenczas o biesiady
Mało dbał, i owszemeś pilnie szukał rady,
Jakobyś przywiódł w jedność dwa wielkie narody
Życząc Litwie i Polszcze wiekuistej zgody.
Na co przodkowie twoi acz grunt założyli,
Ale tobie twoje część przedsię zostawili,
Bo co waży pargamin i gęste pieczęci
Przy piśmie zawieszone, jeśli nie masz chęci?
Co tedy prawem inszy, co nas przysięgami
Wiązali, ty nas sercem zepni i myślami!
A niechaj już Unijej w skrzyniach nie chowamy,
Ale ją w pewny zamek do serca podamy,
Gdzie jej ani mól ruszy, ani pleśń dosięże,
Ani wiek wszytkokrotny starością dolezę,
Ale synom od ojców przez ręce podana
Nieogarnione lata przetrwa nie stargana.

A przypatrując się ja twej dzielności i tej
Chęci, którą masz przeciw Rzeczypospolitej,
Mam zupełną nadzieję, że w ten cel uderzysz,
Łaski Pańskiej wzywając, do którego mierzysz.
Ku czemu droga tobie, królu, tym łatwiejsza,
Im rzecz, której podajesz, sama jest ważniejsza;
Bo gdzie ludzie pewniejszy zdrowia i swobody?
Jeno tam, .gdzie się 'mocne zbuntują narody.
Miał Niemiec i z Polaka, i z Litwina siły,
Póki te dwa narody spoinie się trapiły;
Ale skoro się zjęły, Niemcom śmiech oddali,
Którzy, cudzego pragnąc, swego postradali.

Tymże fortelem i dziś postąpić musiemy,
Jeśli nieprzyjaciela sweg!o pożyć chcemy;
Albowiem przeciw mocy potrzebna jest siła.
A siła co innego, jeno gdzie ich siła?
Przetoż i każdy człowiek ma to z przyrodzenia,
Ze chciw do towarzystwa i do zgromadzenia;
Czyim by go był na przodku Bóg nie obwarował,
Źle by się był sam dzikim źwierzom odejmował.
Stąd zbory, stąd urosły miasta znamienite,
Stąd prawa i porządne rzeczypospolite;
Nad co ku zachowaniu ludzkiej społeczności
Nie ma świat nic lepszego z boskiej opatrzności.

Za powodem samego tedy przyrodzenia,
Królu zacny, ludzkiego szukaj pomnożenia,
A ludzi jednej wiary i pana jednego
Przywiedź do związku węzła nieroztargnionego.
Tym nieprzyjacielowi serce masz zepsować,
A Rzeczypospolitej pokój ugruntować
I bezpieczeństwo całe; swemu imieniowi
Zjednasz cześć nie podległą żadnemu końcowi.