W XIX wieku ziemia nadal stanowiła podstawę utrzymania przeważającej części społeczeństwa polskiego. Wielcy właściciele ziemscy z pracą na roli w ogóle się nie stykali, powierzając kierowanie dobrami zarządcom. Drobni ziemianie samodzielnie zarządzali majątkiem, a ich małżonki nadzorowały przynoszące niezłe dochody, ale wymagające dużo wysiłku tzw. gospodarstwo kobiece - czyli sady, warzywniki i przydomową hodowlę zwierząt.


Osobiście na roli - swojej i pańskiej - pracowali chłopi oraz niewiele się od nich różniąca zdeklasowana szlachta. Na początku stulecia we wszystkich zaborach dominowała praca pańszczyźniana, z czasem zastępowano ją najemną. Po oczynszowaniu w okresie żniw często zatrudniano także robotników sezonowych.


W teorii dużą wagę przykładano do organizacji pracy. Specjalne książki i artykuły w prasie radziły jak ją usprawnić poprzez szczegółowe planowanie robót, umiejętne wykorzystywanie kwalifikacji zatrudnionych, a nawet dbałość o ich odpoczynek. W praktyce jednak całą uwagę poświęcano pilnowaniu tempa pracy. Chłopi ze swej strony starali się włożyć jak najmniej wysiłku w zajęcia wykonywane w ramach pańszczyzny.


Dzień roboczy na wsi trwał od wschodu do zachodu słońca, czyli w zależności od pory roku od 7 do 15 godzin. W lecie jednak często wychodzono w pole dopiero jakiś czas po świcie, około godziny 6. W ciągu tak długiego dnia robiono przerwy, na polu również spożywano posiłki.


Praca, szczególnie w okresie żniw, była bardzo ciężka. W gospodarstwach chłopskich i w większości folwarków używano tylko najprostszych narzędzi: zboże ścinano sierpami, młócono cepami. W większych majątkach pojawiły się pierwsze zmechanizowane urządzenia rolnicze - młockarnie i sieczkarnie. Zwiększały one tempo pracy, ale stwarzały duże niebezpieczeństwo dla nieumiejętnie obsługujących je chłopów. Wraz z ich upowszechnieniem rosła liczba poważnych wypadków, przy czym nie istniały żadne przepisy regulujące bezpieczeństwo pracy. Ponadto pracownicy folwarków często padali ofiarą nadużyć ze strony ekonomów starających się maksymalnie przedłużyć czas pracy. Z tego między innymi względu bezrolni chętniej najmowali się do pracy u bogatszych chłopów, gdzie spotykali się z lepszym traktowaniem.


W ciągu XIX stulecia stopniowo wzrastał odsetek ludności zatrudnionej w przemyśle. W jej skład wchodzili przede wszystkim chłopi, lecz także i zubożali rzemieślnicy oraz niekiedy zdeklasowana drobna szlachta. W zakładach położonych na terenie majątków szlacheckich (takich jak kopalnie, huty, cukrownie, gorzelnie) w pierwszej połowie XIX wieku praca oparta była wciąż na pańszczyźnie albo przymusowym najmie. W hutach i kopalniach rządowych większą rolę odgrywał wolny najem.


W manufakturach wiejskich stosowano dłuższy dzień roboczy w lecie, a krótszy zimą. W kopalniach i hutach obowiązywał dwunastogodzinny dzień pracy - od 6 rano do 6 wieczorem, przy czym trochę czasu poświęcano na poranną modlitwę, czynności przygotowawcze i posiłek. W kopalniach soli pracowano najkrócej - tylko 8 godzin. W innych gałęziach przemysłu właściciel dowolnie regulował czas pracy. W większości manufaktur wynosił on 12 - 14 godzin, we włókiennictwie dochodził do 16. W małych zakładach nie dysponujących dobrym oświetleniem czas pracy zależny był od pory roku. Najdłużej, bo 14 - 16 godzin pracowano w warsztatach rzemieślniczych.


Przy produkcji zatrudniano też kobiety i dzieci. Płacono im mniej, gdyż spodziewano się po nich niższej wydajności pracy. W dodatku pracę dzieci zaczęto poddawać ograniczeniom prawnym. Ustawa wydana w Prusach w 1839 roku ograniczała dniówkę dzieci w wieku 9-10 lat do 10 godzin oraz zabraniała zatrudniać je nocą i w dni świąteczne.


Warunki pracy w przemyśle były bardzo ciężkie. W kopalniach było ciemno i duszno, nie stosowano bowiem żadnych urządzeń wentylacyjnych. Węgiel rąbano ręcznie, górnicy najczęściej stanowili też siłę pociągową. Zalegający w korytarzach miał węglowy zwiększał niebezpieczeństwo pożaru. Hutnicy narażeni byli natomiast na zatrucia powstającymi podczas wytopu tlenkami metali. W innych gałęziach przemysłu niebezpieczeństwo stwarzała mechanizacja. Maszyny były prymitywne, a robotnicy przemęczeni i nieobyci z ich obsługą. Dodatkowe zagrożenia dla zdrowia niosło za sobą wprowadzanie do produkcji sztucznych barwników i innych chemikaliów.


Zakłady przemysłowe organizowano zwykle w niedostosowanych do tego pomieszczeniach, zimnych, wilgotnych i źle oświetlonych. Podobnie złe warunki panowały w warsztatach rzemieślniczych. Praktycznie nie istniała też żadna opieka socjalna. Co prawda w Galicji od 1811 roku pracodawca ponosił odpowiedzialność za wypadki przy pracy, zaś w Prusach ograniczono zatrudnianie dzieci, ale w Królestwie Polskim nie obowiązywały w tym względzie żadne regulacje. Kasy brackie zapewniające swym członkom emerytury i pomoc w razie wypadku działały jedynie w górnictwie.


Bezpieczniejsza i nieco lżejsza była praca w handlu. W pierwszej połowie wieku trudno jeszcze mówić o wyspecjalizowanym zawodzie sprzedawcy, duże magazyny dopiero zaczęły się pojawiać. W małych sklepach obsługiwanych przez właściciela i jego rodzinę czas pracy i zakres obowiązków był właściwie nienormowany. Podobnie wyglądała praca handlarzy domokrążnych i przekupek.


Duża grupa ludności pracowała jako służba domowa: lokaje, pokojówki, woźnice, portierzy, kucharki, pomywaczki. Praca ich była - poza najbogatszymi domami - słabo opłacana, a pracodawcy dopuszczali się nadużyć.


W XIX stuleciu ukształtowała się inteligencja - warstwa utrzymująca się z pracy umysłowej. Dominowali w niej urzędnicy - od wysokiej rangi państwowych i miejskich po drobnych oficjalistów w prywatnych domach. Cieszący się prestiżem i dobrze opłacani urzędnicy państwowi pojawili się wraz z biurokracją zaborców i początkowo na ogół byli obcej narodowości. Dużym poważaniem cieszyły się także zawody prawnika i lekarza. Oba zaczęły też w XIX wieku przynosić spore dochody. Utrzymanie na nienajgorszym poziomie zapewniał zawód nauczyciela w szkołach publicznych. Natomiast słabo opłacani nauczyciele prywatni zajmowali niską pozycję społeczną. Na początku stulecia pojawili się na ziemiach polskich inżynierowie zatrudniani przy fortyfikowaniu miast lub w rozwijającym się przemyśle. Do "klasy umysłowej" zaliczano także artystów: pisarzy, malarzy, śpiewaków i aktorów. Profesje związane ze sceną nie cieszyły się jednak szacunkiem i tylko najwięksi aktorzy bywali przyjmowani w towarzystwie.