Pozytywizm - wprowadzenie


Nazwa "pozytywizm" jako określenie epoki historycznoliterackiej funkcjonuje jedynie w naszym kraju. Na zachodzie termin ten zarezerwowany jest dla występującego po idealistycznej myśli romantycznej nurtu w filozofii. W stosunku do sztuki używa się określenia "realizm". Czasami sytuacja komplikuje się jeszcze dodatkowo, kiedy w zagranicznych podręcznikach jakiś pisarz, którego intuicyjnie postrzegamy jako realistę, figuruje w rozdziale o innym tytule (np. Honoriusz Balzac w romantyzmie).

Światopogląd epoki

 

August Comte (fot.: wikimedia)Na Zachodzie pozytywistyczna wizja świata i człowieka zaczęła zyskiwać uznanie, gdy wśród Polaków wciąż jeszcze triumfowała myśl idealistyczna. Już w roku 1830 (a więc otwierającym najbardziej płodny okres polskiego romantyzmu) zaczęło wychodzić monumentalne - uznane do dziś za prekursorskie - uczone dzieło "Wykłady filozofii pozytywnej". Jego autor, Francuz August Comte, był najprawdopodobniej pierwszym w dziejach ludzkości absolwentem politechniki, który stworzył ogromny, spójny system myślowy, i ten techniczny typ wykształcenia wyraźnie zdeterminował jego poglądy dotyczące całej rzeczywistości.

Według niego każdy człowiek uważający się za pozytywistę powinien być scjentystą, to znaczy uważać, iż jedynymi sensownymi metodami pojmowania czegokolwiek są reguły naukowe funkcjonujące w szeroko rozumianych naukach przyrodniczych. Myśliciel jest zobowiązany wypowiadać się autorytatywnie jedynie o zjawiskach sprawdzalnych empirycznie i racjonalnie, natomiast milczeć, gdy pojawia się jakakolwiek trudność jednoznacznej weryfikacji. Idąc tym tropem, poza obszar rozważań wypchnięto dużą część, a może nawet większość, tradycyjnych problemów filozofów wszystkich czasów: przyczynę i sens życia, obecność absolutu we wszechświecie itp. Tego typu spekulacje uznał Comte za myślowe przeżytki. Według niego dawni uczeni próbowali tłumaczyć rzeczywistość czynnikami nadprzyrodzonymi (teologiczna faza myślenia) lub jakimiś uniwersalnymi ideami (metafizyczna faza myślenia), natomiast szanujący się intelektualista współczesny powinien w ogóle zrezygnować z usiłowania szukania ogólnego sensu wszystkiego (pozytywna faza myślenia), a skupić się na zbieraniu niepodważalnych faktów i odczytywaniu praw, które nimi kierują. Mówiąc prościej: stwierdzamy np. iż różne przedmioty, o ile są odpowiednio blisko Ziemi, spadają na nią, a nie odlatują od niej w przestworza (prawo grawitacji), ale nie mówimy niczego na temat stwórcy i znaczenia takiego porządku natury. Z tego względu światopogląd omawianej epoki nie ma zresztą nic wspólnego nie tylko z religią, ale także z wojującym ateizmem, lecz cechuje go agnostycyzm - pogląd głoszący niemożność odkrycia przez człowieka absolutu (nota bene warto w tym miejscu wspomnieć, iż to właśnie w epoce pozytywizmu rekordy poczytności biło dzieło "Żywot Jezusa" młodszego od Comte'a o ponad dwadzieścia lat Ernesta Renana, opisujące - z całym szacunkiem - najważniejszą postać chrześcijaństwa nie jako Syna Bożego, lecz jako wielkiego, szlachetnego i mądrego moralnego reformatora).

Chociaż z jednej strony pozytywista ogranicza uprawnienia tradycyjnego poszukiwacza prawdy, to z drugiej strony dużo mocniej niż większość dawniejszych myślicieli akcentuje potrzebę - a nawet konieczność - praktycznego wykorzystania posiadanej wiedzy, co ma w konsekwencji prowadzić do coraz wyraźniejszego udoskonalenia życia. Filozof miał stanąć wobec nauk szczegółowych w roli "superarbitra wszystkologa", zarządzając, co warto, a czego nie warto badać, i formułując prawa na pograniczu dyscyplin.

Poglądem, będącym w dużym poważaniu w pozytywizmie, był monizm przyrodniczy - teoria głosząca, iż świat rządzi się tymi samymi prawami co i reszta przyrody - dlatego Comte, ubolewając nad zacofaniem organizacji współczesnych państw, stał się prekursorem socjologii - nowożytnej nauki o społeczeństwie. Z typowym dla przedstawicieli epok klasycyzujących optymizmem uważał, iż fachowo badane i urządzane społeczności już wkrótce (tzn. w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu lat) mogą bez problemu osiągnąć satysfakcjonujący wszystkich poziom dostatku oraz szczęścia, i po raz kolejny w historii myśli politycznej zaprezentował niechcący, jak niewiele potrzeba, aby od chęci ulżenia uciemiężonym przejść do niewinnych projektów totalitarnych. W swoim późnym dziele: "System polityki pozytywnej" planował przyszły ustrój, w którym naukowcy będą musieli zajmować się tylko zagadnieniami uznanymi za sensowne przez dyktatorską władzę, a książki "nie dające pożytku" zostaną po prostu spalone. Comte - najpewniej wbrew swoim wstępnym planom - pokazał wszem i wobec, jak wychodząc z przesłanek czysto naukowych stopniowo dojść do jakiejś osobliwej odmiany świeckiej "religii" (nota bene tak traktowali tę teorię niektórzy późniejsi uczniowie "mistrza", a w dziewiętnastowiecznej Brazylii założono nawet zarządzany przez "Apostoła Ludzkości" "Kościół Pozytywistyczny", którego wierni spotykali się w "Świątyni Ludzkości" w Rio de Janeiro).

John Stuart Mill (fot.: wikimedia)Drugim, najważniejszym - obok Comte'a - "apostołem pozytywizmu" okazał się John Stuart Mill. Angielski myśliciel zasłynął szczególnie, propagując etyczną teorię utylitaryzmu (znaną zresztą i dyskutowaną już od pierwszej połowy XVIII wieku), głoszącą, że czyny są dobre wtedy, jeśli przynoszą szczęście możliwie największej liczbie jednostek. Twierdzenie to, zwane też niekiedy zasadą użyteczności, dość dobrze wpisywało się w pozytywistyczną refleksję moralną, gdyż scjentystyczny światopogląd nie mógł rzecz jasna wywodzić fundamentów dobra i zła z przyczyn nadprzyrodzonych, natomiast odczuwane przez człowieka przyjemności wydawały się czymś w miarę namacalnym i weryfikowalnym. Utylitaryzm mimo wyraźnych słabości, jak np. abstrahowanie od motywów czynów, wykluczające ocenę moralną człowieka, czy też praktyczne trudności z dokonaniem tzw. bilansu etycznego, wynikające z niemożności przewidzenia wszystkich długoterminowych skutków jakiegoś działania (czyjś postępek może nam uprzyjemnić życie dziś, ale odbić się niekorzystnie na przyszłym pokoleniu), okazał się myślą na tyle atrakcyjną, że nie zakończył swojej kariery w XIX w., ale nawet dziś jest on w różnych zmodyfikowanych formach akceptowany przez niektórych moralistów.

Drugą najważniejszą pasją Milla było propagowanie społeczno-politycznego liberalizmu, to znaczy systemu państwowego, w którym aparat władzy pełni jedynie funkcję tzw. "nocnego stróża", pozwalając każdej jednostce na pełne korzystanie z wolności dopóty, dopóki nie zagraża ona wolności kogoś innego. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, iż aparat przymusu powinien wkraczać jedynie wtedy, gdy jakiś obywatel pozwala sobie na tradycyjne przestępstwa kryminalne, jak kradzież czy rozbój, gdyż to jawnie gwałci czyjąś swobodę. Dopóki - choćby nawet najbardziej zatwardziały - grzesznik spełnia swoje zachcianki "na własny rachunek" (na przykład korzysta z pornografii, wyprodukowanej rzecz jasna przez kogoś zupełnie dobrowolnie), dopóty inni - choćby nawet uważali go za stuprocentowego zboczeńca, który sam sobie robi krzywdę - muszą mu dać spokój.

Identyczne reguły mają rządzić stosunkami ekonomicznymi, to znaczy nikt nie może zabierać drugiemu jego własności, a więc nawet i administracji państwowej nie wolno na siłę uszczęśliwiać swoich poddanych podatkami na najszczytniejsze nawet cele (wyjątkiem są z wymienionych wyżej względów niewielkie daniny na policję).

 

Gdy analizujemy niektóre konkretne Millowe projekty, zauważamy, że ortodoksyjny liberał nie może być w pełni usatysfakcjonowany (szczególnie studiując późniejsze prace angielskiego filozofa, w których częściowo wycofywał się z wcześniejszego entuzjazmu dla wolnego rynku). Wypada jednak zauważyć, iż w sumie myśl ta - nawet w złagodzonej wersji - jest bardzo odległa od zachwytu Comte'a nad państwem rządzonym przez mędrców według wzoru Platońskiego "Państwa".

 

Karol Darwin (fot.: wikimedia)Pozytywistów bardzo wyraźnie inspirowała też teoria ewolucji, dla której najwięcej róźnorodnych (choć do dziś dnia dyskutowanych) przesłanek przyrodniczych dostarczył zbuntowany angielski teolog Karol Darwin. Według niego poszczególne gatunki roślin oraz zwierząt pojawiały się na Ziemi w sposób absolutnie przypadkowy i w zależności od zdolności przystosowawczych ginęły bezpowrotnie albo też rozmnażały się, zdobywając przewagę nad innymi. Na tym ma polegać bardzo swoista "mądrość natury", sprawiająca, iż dla przyszłości zostaje pozostawiony tylko dobry materiał genetyczny, który istnieje dopóty, dopóki nie zmienią się warunki zewnętrzne, faworyzujące z kolei coś innego. Zrozumiałe opory wzbudziło u ówczesnych chrześcijan przede wszystkim włączenie w ów łańcuch człowieka, prowadzące do hipotezy głoszącej pochodzenie ludzkości od pewnego typu małp.

 

Najbardziej zasłużonym i inteligentnym propagatorem teorii ewolucji był o jedenaście lat młodszy rodak Darwina - Herbert Spencer, którego nie satysfakcjonowało ograniczenie programu badań do gatunków biologicznych, więc według tego samego schematu zaczął analizować wszelkie inne formy bytu, poczynając od całego Układu Słonecznego, a kończąc na ludzkich zbiorowościach. Właśnie ostatnia kwestia szczególnie zainteresowała pozytywistów. Według Spencera każde społeczeństwo to nie żadna hipostaza, ale coś w rodzaju żywego organizmu, co sprawia, iż w toku ewolucji z jednej strony coraz bardziej się ono komplikuje, ale z drugiej ma coraz funkcjonalniejszą organizację. Oznaką zdrowia jest tzw. społeczeństwo organiczne, czyli takie, w którym każdy element (dotyczy to zarówno pojedynczych ludzi, jak i całych instytucji) maksymalnie wykorzystuje się na rzecz całości, pozwalając mu jednocześnie czerpać z tego równie wielkie korzyści dla siebie.

 

W taki oto sposób wypierano idealistyczne romantyczne historiozofie, wpisujące najczęściej losy narodów w jakieś nadprzyrodzone boskie plany, inspirujące do działania natchnione jednostki oraz zbiorowości. Racjonalni pozytywiści woleli w miejsce opatrzności podstawić z jednej strony czynniki geograficzne (ukształtowanie terenu, klimat, zasoby naturalne itp.), a z drugiej elementy czysto ludzkie (np. inteligencja, pracowitość). Najbardziej modelowy pokaz takiego podejścia do dziejów dał Henry Thomas Buckle w słynnym na całą Europę opracowaniu "Historia cywilizacji w Anglii").

Dodaj do swoich materiałów
Morze możliwości
na edukator.pl
Narzędzia, zasoby, komunikacja, współpraca. Zarejestruj się. Twórz, gromadź zasoby i dziel się nimi.
Morze możliwości na edukator.pl