+ Pokaż spis treści

Pożegnanie Hektora z Andromachą


[...]
Hektor i Andromacha (fot. wikimedia)Gdy przeszedłszy przez miasto był pod Scejską Bramą
I w pole trzeba było iść drogą taż samą,
Tam bogato posażna zabiega mu żona,
Andromacha, wielkiego córa Ecyjona,
Który dziedziczył Teby lasami okryte,
Nad Cyliki trzymając berło znakomite.
Tę więc sobie poślubił Hektor, mąż chwalebny.
Bieży naprzeciw męża; na rękach służebny
Syn maleńki, jedynak, jak wschodzące zorze.
Tyś go Skamandrym zacny nazywał Hektorze,
Insi Astyjanaktem; sam bowiem od zgonu
Ochraniał wielki Hektor mury Ilijonu.
Patrząc rycerz na syna uśmiechnął się skrycie;
Andromacha zaś, przed nim łzy lejąc obficie,
Bierze za ręce męża i tak mówić pocznie:
"Mężu, męstwo cię twoje zgubi nieodwłocznie.
Nie masz żadnej litości nad dziecięcia głową
Ni nade mną, nędznicą, wkrótce twoją wdową.
Na jednego Achiwi wszystkie złączą siły
I odbiorą ci życie. Ach, mój mężu miły,
Jeżeli cię mam stracić, obym legła w grobie!
Nie masz dla mnie pociechy żadnej już po tobie;
Smutki mię gnębić będą aż do dni ostatka.
Zginął ojciec, kochana zginęła mi matka;
Ojca zabił Achilles, gdy Teby w perzynę
Obrócił, silną możnych Cylików dziedzinę,
Tam potkała ostatnia Ecyjona dola.
Jednak zbroi nie złupił, szanując w nim króla,
Ale ją z ciałem spalił, wysypał grób, który
Okryły drzewem nimfy, pana niebios córy.
Siedmiu braci, rodzeństwa zaszczyt i kochanie,
Wszystkich w jednym dniu posłał w podziemne otchłani
Kiedy paśli na górach liczne ojca woły.
Matkę, z nim berło w Tebach dziedziczącą społy,
Tu z sobą przyprowadził, z innym razem łupem,
Później na wolność puścił za drogim okupem.
Ale bogini lasów na nie się rozżarła
I w domu ojca życie strzałami wydarła.
Tyś mi ojcem, tyś matką, kochany Hektorze,
Tyś mi bratem, ty mężem w dni kwitnących porze.
Zostań tu, zbyt rycerską nie uwodź się cnotą,
Nie zostawiaj mię wdową, a syna sierotą.
Wstrzymaj wojska pod gajem; rada ta niepróżna,
Stamtąd bowiem najłatwiej na mur wstąpić można.
Trzykroć już doświadczali danajscy wodzowie,
Atrydy, Idomenej, Tydyd, Ajaksowie;
Czy oni tam z jakiego wieszczka rady przyśli,
Czy też ich poprowadził własnej zapęd myśli?"
Na to Hektor, największy wódz na krwawe boje:
"Kochana Andromacho, czuję żale twoje,
Lecz by Trojan i Trojek glosy mię przebodły,
Gdybym się z dala boju chronił, jak mąż podły.
Nie, nie może się serce moje upośledzać,
Chcę najżwawsze Trojany do boju uprzedzać,
Moje i ojca chwałę utrzymać przykładnie.
Wiem ja, że przyjdzie ten czas, kiedy Troja padnie,
Kiedy wielki wielkiego ludu król polezę,
A z nim zginą trojańscy, straszni dzidą męże.
Ale nie tak się lękam trojańskiej zaguby,
Nie tak ojca Pryjama i matki Hekuby
Ani kochanych braci, choć nieprzyjaciele
Rycerskich dusz na placu położą tak wiele,
Jako nad stanem twoim serce mi się krwawi,
Gdy cię weźmie wódz grecki, wolności pozbawi.
Pod groźną panią nędzne będziesz życie wiodła,
Z Mesei nosić wodę lub z Hypery źródła:
Tak twardy zgotowany los dla królów córy.
Wtenczas, widząc płaczącą, rzecze z Greków który:
Oto żona Hektora, co niegdy pod Troją
Pierwsze męże przechodził walecznością swoją!
Czym obudzi ból w sercu i męża żądanie,
Który by cię w tak smutnym poratował stanie.
Lecz wprzód niech padnę trupem, niż ujrzę twe płacze.
Niż twe jęki usłyszę lub więzy obaczę."
Rzekł i wyciąga ręce do swojego syna;
Krzycząc, na mamki łonie tuli się dziecina,
Ojca się kochanego przeląkłszy widoku:
Tak miedź błyszcząca straszna niemowlęcia oku
I pióra, co się wznoszą na wierzchu przyłbice.
Uśmiechnęli się z próżnej bojaźni rodzice.
Zaraz Hektor zdjął szyszak, który syna trwożył,
I błyszczące pokrycie na ziemi położył,
A dawszy słodkie dziecku swemu całowanie
I kołysząc go z lekka, bogów prosi za nie:
Jowiszu i bogowie, niech przy waszym względzie
Syn mój między Trojany jak ja sławny będzie,
Niechaj z odwagą berło dziadowskie dziedziczy.
Gdy wróci z boju, pełen zwycięskiej zdobyczy,
Niechaj wtenczas kto powie: on ojca przechodzi.
Niech się tym słowem matce uradować godzi."
To rzekł i syna oddał swojej młodej żonie;
Ta z płaczliwym uśmiechem ciśnie go na łonie.
Widok taki wskroś serce Hektora przeszywa,
Zatem głaszcze ją ręką i tak się odzywa:
"Niech cię, najmilsza żono, los mój tak nie boli,
Nikt mi życia nie weźmie bez wyroku woli.
Od wyroku zaś żaden człek się nie wybiega,
Równie mu i bohatyr, i gnuśnik podlega.
Wróć do domu, weź w ręce kądziel i wrzeciono,
Pilnuj robót służebnic, ukochana żono.
O wojnie męże niechaj Ilijonu pomną,
A najszczególniej Hektor." Rzeki i wraz ogromną .
Przyłbice bierze z ziemi i kładzie na głowie.
Andromacha się wraca po smutnej rozmowie,
Ale biedna za każdym ogląda się krokiem
l rzęsistym oblewa lice leź potokiem.
Skoro weszła w ozdobne Hektora pokoje,
Zastała zgromadzone służebnice swoje.
Przejmują smutek, panią gdy we łzach obaczą,
Żyjącego Hektora rzewnie w domu płaczą,
Bo się nie spodziewały, żeby przed Achiwy
Mógł wybiegać się w polu i powrócić żywy.