+ Pokaż spis treści

Polska w latach 1956-1980

Rok 1956 - przełom czy kontynuacja?

 

"Odwilż" i XX Zjazd KPZR

 

System stalinowski w Polsce (jak i zresztą w całym "bloku") nie skończył się nagle z dnia na dzień. Proces jego erozji trwał ponad trzy lata i potocznie nazywany bywa "odwilżą" od tytułu książki liii Erenburga. W styczniu 1955 r. obradowało w Warszawie III plenum KC PZPR, w trakcie którego zarzucono aparatowi bezpieczeństwa "wyłamywanie się spod kontroli instancji partyjnych" i "stosowanie niedopuszczalnych i karygodnych metod w śledztwie i w pracy agenturalnej oraz częste aresztowanie niewinnych ludzi". Z PZPR wykluczono wiceministra bezpieczeństwa publicznego, co - jak się miało okazać - było zapowiedzią polityki zrzucania całej odpowiedzialności za zbrodnie i nieprawości stalinizmu na nielicznych wybranych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa.

 

Winieta tygodnika W marcu w Warszawie w prywatnym mieszkaniu przy ulicy Krzywe Koło (stąd wzięła się późniejsza nazwa Klubu Krzywego Koła) zaczęło zbierać się grono znajomych, którzy dyskutowali na różne tematy, co również było wyrazem postępującej liberalizacji. Z kolei 4 września ukazał się pierwszy "zielony" numer (od koloru winiety) tygodnika "Po prostu", który miał być odtąd aż do likwidacji w październiku 1957 r. "pismem studentów i młodej inteligencji" i plasować się w czołówce sił walczących o liberalizację i demokratyzację życia publicznego w Polsce.

W setną rocznicę śmierci Mickiewicza, 26 XI 1955 r., w warszawskim Teatrze Polskim odbyła się uroczysta premiera Dziadów. Również i to świadczyło o postępującej liberalizacji, jako że przez ostatnich kilka lat dramatu tego - ze względu na zawarte w nim antyrosyjskie akcenty - nie wolno było wystawiać.

Rok 1955 był też ostatnim rokiem Planu Sześcioletniego. W sposób coraz bardziej widoczny kończyła się pewna faza w dziejach systemu komunistycznego. Ludzie mogli wreszcie w większym zakresie korzystać z szeroko rozumianej wolności. Zarazem jednak wyczerpywały się z wolna możliwości dalszego reformowania systemu w istniejących dotychczas ramach, a na bardziej radykalne działania władze nie były jeszcze dostatecznie przygotowane, oczekując na sygnał z Kremla. Dał go obradujący w Moskwie w lutym 1956 r. XX Zjazd KPZR, na którym ogłoszono, iż rozwiązanie KPP w 1938 r. było bezzasadne. Jednak najważniejszym wydarzeniem XX Zjazdu - jak wspomniano już - był wygłoszony przez Chruszczowa 25 lutego na zamkniętym posiedzeniu referat "O kulcie jednostki i jego następstwach". Treść referatu stosunkowo długo pozostała szerzej nieznana i tylko kierownictwo PZPR zdecydowało się powielić jego treść. W ciągu następnych kilku tygodni zapoznały się z nim tysiące członków partii, ale też przy okazji niemało osób bezpartyjnych. Dziś referat Chruszczowa jawi się jako lektura pokrętna, pełna eufemizmów i niedopowiedzeń, ale w swoim czasie - szczególnie w Polsce - odegrał on niemałą rolę. Wielu członkom PZPR po prostu otworzył oczy na ogrom stalinowskich zbrodni, dla wielu był to szok - moment przełomowy w życiu.

Edward Ochab (fot. wikimedia)Nazajutrz po zakończeniu XX Zjazdu polska delegacja powróciła do Warszawy, jednak bez jej przewodniczącego Bieruta. Pozostał on w Moskwie złożony ciężką grypą, do której dołączyło się zapalenie płuc. Zmarł 12 III 1956 r. na atak serca. Cztery dni później został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Na pogrzeb przybył m.in. Chruszczow, który przebywał w Warszawie kilka dni, aby na plenum KC "dopilnować" wyboru nowego I sekretarza. Został nim przez aklamację Edward Ochab.

"Puławianie" i "natolińczycy"

Jednocześnie w czasie tego samego plenum pogłębiły się i uzewnętrzniły coraz wyraźniej rysujące się podziały w kierownictwie partii. Na ogół historycy przyjmują, że właśnie wtedy ukształtowały się dwie przeciwstawne koterie w PZPR przezwane później puławską i natolińską. Nazwa pierwszej pochodziła od ulicy Puławskiej, przy której mieszkało kilku przedstawicieli tego skrzydła. Natomiast grupa natolińską wzięła swoją nazwę od pałacu w Natolinie, który był miejscem spotkań niektórych działaczy w potocznej opinii łączonych z tą orientacją.

Kwestia podziałów w PZPR w 1956 r. należy zresztą do najbardziej zmistyfikowanych w całych powojennych dziejach Polski. Niezwykle trudno jest dziś oddzielić to wszystko, co było plotką, insynuacją, pomówieniem, mitem czy legendą, od faktów. Sprawy nie rozjaśniają bynajmniej stosunkowo liczne już wspomnienia i relacje aktorów opisywanych wydarzeń. Jest przy tym zrozumiałe, że ludzie zaliczani do poszczególnych skrzydeł znacznie chętniej mówią o swoich ówczesnych politycznych przeciwnikach i konkurentach do władzy niż o koterii, z którą bywa łączone ich nazwisko. Nierzadko zresztą w ogóle zaprzeczają, by istniała w rzeczywistości ta frakcja, z którą łączono ich osobę. Tak więc dla tych, których uważano za ludzi "Natolina", istniała przede wszystkim grupa puławska, dla "puławian" zaś istniała głównie grupa natolińska. Nie można zresztą w żadnym wypadku traktować obu tych koterii jako monolitów. Pomiędzy ludźmi, których przypisywano do tego samego skrzydła w partii, bardzo często występowały niemałe różnice taktyczne czy nawet strategiczne. Utrzymywały się też - co jest zresztą zupełnie zrozumiałe - normalne sympatie i antypatie.

Z "puławianami" - mniej czy bardziej słusznie - łączono przede wszystkim Jerzego Albrechta, Władysława Matwina, Jerzego Morawskiego i może zwłaszcza Romana Zambrowskiego. Blisko "puławian" należałoby też plasować byłych działaczy PPS: Cyrankiewicza, Henryka Jabłońskiego, i Adama Rapackiego. Z czasem na pewno bliżej tej koterii niż "natolińczyków" znalazł się również Ochab, który nie lubił jednak, by jego nazwisko łączono z którąkolwiek ze zwalczających się frakcji.

Niezwykle trudno nakreślić program lub choćby tylko polityczną platformę "puławian". Niemniej trzeba powiedzieć, że w znacznym stopniu trzon grupy tworzyli działacze aktywni politycznie w pierwszym powojennym dziesięcioleciu. W tym czasie większość z nich zdążyła wyrobić sobie - często w pełni zasłużoną - opinię "dogmatyków" i "stalinowców". Za życia Stalina należeli bowiem do najgorliwszych naśladowców modelu radzieckiego i ich roli w sowietyzacji Polski nie sposób kwestionować. Spora część osób łączonych z tą orientacją spędziła wojnę w ZSRR i do kraju powróciła wraz z Armią Czerwoną. Ponieważ stosunkowo wielu z tych działaczy było żydowskiego pochodzenia, przez co może częściej i chętniej od innych odwoływali się do elementów internacjonalistycznych w doktrynie marksistowskiej, przeciwnicy w partii zarzucali im brak rozeznania nastrojów społecznych, a niekiedy po prostu brak patriotyzmu.

Tymczasem w 1956 r. to właśnie raczej reformatorsko nastawieni "puławianie", a nie "natolińczycy", wyrażali rzeczywiste nastroje społeczne, przy czym - co jest niezwykle ważne - sami dość często je kształtowali i umiejętnie podtrzymywali. Jednocześnie ze względu na stalinowską przeszłość zwolenników tej orientacji ich opowiadanie się po stronie gruntownych reform i dążenie do liberalizacji oraz demokratyzacji systemu było nierzadko traktowane z nieufnością i podejrzliwością. Przeciwnicy zarzucali im, że ich nowa linia jest nieszczera i nieprawdziwa, że w istocie chodzi im o utrzymanie za wszelką cenę zajmowanych stanowisk i uprzywilejowanej pozycji w państwie. W rzeczywistości czynniki wpływające na postawę "puławian" - jak to zwykle bywa w życiu - były bardziej złożone, choć oczywiście nie można wykluczyć, i to wcale niekoniecznie w odosobnionych przypadkach, zachowań typowo koniunkturalnych.

Konstanty Rokossowski (fot. wikimedia)Wszystko, co powyżej napisano o "puławianach", należy również odnieść do "natolińczyków". To też w żadnym razie nie była grupa sformalizowana, którą tworzyłoby określone, stałe grono osób. Dość często różnice między obu orientacjami miały charakter głównie werbalny i - rzecz można - prestiżowy, choć naturalnie nie brakowało i autentycznych, głębokich różnic dzielących te partyjne koterie. "Natolińczycy" także mieli za sobą stalinowską przeszłość i wielu z nich odgrywało ważną rolę polityczną w "minionym okresie". Za ludzi im bliskich uznawano powszechnie Rokossowskiego i Zawadzkiego.

Reprezentanci tego skrzydła w PZPR opowiadali się za ograniczonymi reformami. Jednak w większym chyba stopniu niż te reformy interesowała ich wymiana personalna na kierowniczych stanowiskach w aparacie partyjnym i administracji państwowej. "Natolińczycy", których na charakteryzował silny syndrom antyinteligencki, nasycony także antysemityzmem i swoiście pojmowanym nacjonalizmem, szukali poparcia dla własnych koncepcji, planów i podejmowanych działań w Moskwie, wykorzystując do tego celu zarówno sprzyjającą im coraz wyraźniej ambasadę ZSRR w Warszawie, jak i inne, mniej widoczne kanały kontaktowe. Jednym z ich ważniejszych łączników z Kremlem był Rokossowski. "Natolińczycy" nie tylko zresztą wychodzili naprzeciw radzieckim oczekiwaniom, ale byli głównymi eksponentami obcych interesów w Polsce i w tym czasie byli bezpośrednio inspirowani i sterowani przez Moskwę.

Poznański "krwawy czwartek"

Wiosną 1956 r. dosłownie każdy dzień przynosił nowe, ważne wydarzenia. Znacznie poszerzył się zakres swobody wypowiedzi; stale zresztą przybywało nowych tematów. Jednocześnie postępowała erozja istniejącego systemu. Kierownictwo partyjne było w znacznym stopniu rozbite i pochłonięte walkami międzyfrakcyjnymi. Rywalizujące ze sobą grupy uważały Ochaba za tymczasowego I sekretarza i szykowały się do decydującego starcia. Coraz pełniejszym głosem chciało też przemawiać społeczeństwo. Towarzyszyło temu przebudzenie Sejmu, który w kwietniu uchwalił ustawę o amnestii, obejmującą w znacznym stopniu przestępstwa polityczne. Kary do 5 lat darowano w całości, do 10 lat w połowie, powyżej 10 lat zmniejszono o 1/3. Prasa podała potem, że do 20 maja na wolności znalazła się prawie połowa z 70 tyś. więźniów. W początkach miesiąca z funkcji członka Biura Politycznego i pierwszego wicepremiera zrezygnował Berman - przez długie lata osoba "numer 2" w Polsce.

28 VI 1956 r. doszło do wybuchu robotniczego protestu w Poznaniu. Miał on podłoże ekonomiczne i społeczne. Słynąca z przedsiębiorczości i gospodarności Wielkopolska należała do najbardziej "niedoinwestowanych" regionów kraju. W największych zakładach przemysłowych w Polsce, tzn. w poznańskich Zakładach im. Józefa Stalina (Cegielski), w wyniku błędnie naliczanych podatków, zwiększania norm produkcyjnych, likwidacji godzin nadliczbowych i niemal stałych problemów z wykonaniem planu, realne zarobki robotników systematycznie malały. Powodowało to zrozumiałe rozgoryczenie i stopniowo narastającą frustrację. Zgłaszane niejednokrotnie postulaty płacowe pozostawały praktycznie bez odpowiedzi ze strony dyrekcji. W drugiej połowie czerwca, w trakcie wieców zwoływanych na różnych wydziałach, wybrano delegatów, którzy wraz z przedstawicielami dyrekcji, związków zawodowych i zakładowej organizacji partyjnej 26 czerwca udali się do Warszawy na rozmowy w Zarządzie Głównym Związku Zawodowego Metalowców i w Ministerstwie Przemysłu Maszynowego. Minister w zasadzie uznał słuszność robotniczych postulatów, ale następnego dnia w czasie wizyty w fabryce wycofał się ze złożonych obietnic.

Robotnicy poczuli się oszukani i nazajutrz we wczesnych godzinach porannych zastrajkowali. Uformował się pochód, który wyszedł na ulicę i skierował się w stronę placu Stalina, pod Zamek - ówczesną siedzibę władz miejskich. Po godzinie 900 zebrany na placu tłum miał liczyć około 100 tyś. osób. Śpiewano pieśni patriotyczne i religijne, wznoszono okrzyki o treści antykomunistycznej i antyrządowej. Z każdą minutą rosło napięcie wśród zebranych.

W tłumie rozeszła się plotka o aresztowaniu wspomnianej robotniczej delegacji. Duża grupa demonstrantów udała się więc pod więzienie, aby uwolnić rzekomo aresztowanych. Jednocześnie inna grupa wyruszyła pod gmach Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa, gdzie rozpoczął się prawdziwy dramat - z okien na drugim piętrze padły pierwsze strzały do zgromadzonego tłumu. W wielu punktach miasta rozpoczęła się strzelanina, gdyż demonstranci zdobyli broń. Zabrali ją z magazynu więziennego, ze Studium Wojskowego Wyższej Szkoły Rolniczej, z Akademii Medycznej i Politechniki, wreszcie - z mniejszych posterunków i komisariatów MO.

O wszystkich tych wydarzeniach poza Poznaniem właściwie nic nie wiedziano, gdyż miasto zostało izolowane i odcięte od reszty kraju. W Warszawie o godz. 10.00 zebrało się na posiedzeniu Biuro Polityczne, które podjęło decyzję o wysłaniu do stolicy Wielkopolski premiera Cyrankiewicza. Był tam już sekretarz KC Edward Gierek, który potem stanął na czele partyjnej komisji badającej przyczyny, przebieg i charakter wydarzeń w Poznaniu. Na wniosek Rokossowskiego postanowiono również wprowadzić do miasta wojsko, którym na miejscu miał dowodzić wiceminister obrony narodowej gen. Stanisław Popławski. W godzinach popołudniowych i w nocy do Poznania wkroczyło łącznie ponad 10 tyś. żołnierzy, wyposażonych w 360 czołgów (31 zniszczono lub uszkodzono w trakcie walki), setki wozów bojowych, samochodów, motocykli itp. Mimo wprowadzenia w mieście godziny milicyjnej walki trwały w nocy oraz następnego dnia, a pojedyncze strzały rozlegały się w Poznaniu jeszcze rankiem 30 czerwca.

Dokładny bilans starć trudno określić, tym bardziej, że właściwie od pierwszej chwili władze czyniły wszystko, aby pomniejszyć rozmiary tragedii. Niemniej (m.in. ze względu na fakt, że do robotniczego wybuchu doszło w czasie trwania Międzynarodowych Targów Poznańskich - na oczach wielu zagranicznych gości) były zmuszone ogłosić oficjalny bilans "krwawego czwartku". Poinformowano więc opinię publiczną, że w Poznaniu zginęły łącznie 53 osoby. Dopiero w latach osiemdziesiątych udało się opracować imienną listę ofiar śmiertelnych, obejmującą 73 nazwiska. Ze względu na fakt, że wiele osób, które odniosły wówczas obrażenia, nie korzystało z pomocy tzw. uspołecznionej służby zdrowia, a nazwisk innych, którym udzielono pierwszej pomocy, lekarze nie wpisywali do szpitalnych rejestrów (m.in. aby nie ułatwiać funkcjonariuszom UB wyłapywania "prowodyrów" zajść), jeszcze trudniej jest precyzyjnie określić liczbę rannych, których było jednak co najmniej kilkuset.

Październik

Wydarzenia 1956 r. w Polsce miały własną dynamikę, ale i własną logikę. 15 października w posiedzeniu Biura Politycznego uczestniczył Gomułka, nie będący nawet członkiem KC i zaledwie 10 tygodni wcześniej ponownie przyjęty do partii. Postanowiono wówczas, że powszechnie oczekiwane VIII plenum K.C zbierze się 19 października. Podjęto też decyzję o dokooptowaniu do K.C Gomułki, Spychalskiego, Kliszki oraz Logi-Sowińskiego.

Tymczasem sytuacja w kraju stawała się coraz bardziej napięta. Jedna plotka goniła drugą i dziś historycy nie zawsze są w stanie ustalić, co stanowiło realia Października, a co jedynie jego legendę? Niemniej faktem jest, że podległe Rokossowskiemu wojska polskie zostały postawione w stan gotowości bojowej, a wojska radzieckie zaczęły przemieszczać się z Pomorza i Dolnego Śląska w kierunku Warszawy. 18 października rozeszła się pogłoska, że "natolińczycy" przygotowali listę proskrypcyjną przewidzianych do aresztowania głównych zwolenników przemian demokratycznych w Polsce. Jednocześnie oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego - wierne rządowi i dowodzone przez osoby opowiadające się za demokracją - przystąpiły do obsadzania obiektów ważnych ze strategicznego punktu widzenia (Polskie Radio, lotnisko, centrala telefoniczna, gmachy publiczne) oraz patrolowania ulic.

Wieczorem 18 października ambasador radziecki poinformował telefonicznie Ochaba, że następnego dnia rano przyleci do Warszawy delegacja na czele z Chruszczowem. Polacy chcieli, aby ta "wizyta" odbyła się po VIII plenum, gdyż było jasne, że powszechnie będzie - nie bez racji - odczytywana jako przejaw mieszania się ZSRR w wewnętrzne sprawy polskie.

 

VIII plenum rozpoczęło się w planowanym terminie. Na początku zebrania Ochab poinformował zgromadzonych, że do Warszawy przyleciała delegacja Prezydium KC KPZR. KC podjął w tej sytuacji decyzję o zawieszeniu obrad. Postanowiono, że w rozmowach z delegacją radziecką będzie uczestniczyć Biuro Polityczne w dotychczasowym składzie oraz Gomułka.

 

Władysław Gomułka (fot. wikimedia)Rozmowy prowadzone w Belwederze były niezwykle trudne i nie skończyły się - jak przewidywano - do wieczora, lecz były kontynuowane przez prawie całą noc. Były niezwykle dramatyczne, ale kierownictwo PZPR konsekwentnie występowało w nich solidarnie i udało mu się w końcu przekonać Chruszczowa do Gomułki jako najlepszego kandydata na stanowisko I sekretarza K.C PZPR.


20 października rano delegacja radziecka odleciała do Moskwy i wznowiono obrady VIII plenum. Nazajutrz, plenum dokonało wyborów do zmniejszonego Biura Politycznego oraz Sekretariatu KC i przez aklamację powierzyło Gomułce funkcję I sekretarza.

 

Przez cały czas trwania VIII plenum w wielu zakładach pracy i uczelniach odbywały się wiece poparcia dla zwolenników dokonujących się przemian. Do Warszawy przyjeżdżały delegacje z poparciem dla Gomułki, który stał się wielką nadzieją nie tylko partii, ale niemal całego społeczeństwa. W gorących dniach października bardzo wielu Polaków widziało w nim prawdziwego bohatera narodowego. Cieszył się ogromnym autorytetem i zarazem zwykłą ludzką sympatią. Jego wybór na stanowisko I sekretarza powszechnie uznano za sukces partyjnych reformatorów.

 

24 października na plac przed Pałacem Kultury i Nauki przybyły nieprzebrane tłumy na spotkanie z nowym kierownictwem, a zwłaszcza z Gomułką, któremu spontanicznie śpiewano "sto lat". Jednak I sekretarz zaczął się obawiać, że bieg wydarzeń wymyka mu się spod kontroli i może właśnie dlatego ludziom zebranym, by cieszyć się z odniesionego zwycięstwa, oświadczył: "Dość wiecowania, dość manifestacji. Czas przejść do codziennej pracy". Polityczne przesilenie już się dopełniło, choć ludzie jeszcze o tym nie wiedzieli, a w każdym razie wiedzieć nie chcieli. Dla wielu bowiem Październik '56 był początkiem przemian: pierwszym etapem. Dla Gomułki i jego najbliższego otoczenia był zwieńczeniem pewnego procesu.

 

Stosunki z Kościołem katolickim

 

W tej gorącej atmosferze uwolniono z klasztoru sióstr Nazaretanek w Komańczy kardynała Wyszyńskiego, którego uwięzienie w oczach milionów katolików symbolizowało stosunki Kościół-państwo w "minionym okresie". 28 października prymas powrócił do Warszawy i praktycznie od razu rzucił się w wir życia publicznego, a spraw do załatwienia od zaraz było co nie miara. Spotykał się z katolikami świeckimi, którzy w tej nowej sytuacji wyraźnie się zaktywizowali. Jednocześnie dążył do normalizacji stosunków z władzami państwowymi. Komuniści pragnęli bowiem wówczas możliwie jak najszybszego uregulowania stosunków z Kościołem. Z więzień zwalniano duchownych bezprawnie tam wtrąconych w poprzednich latach. Wyrażono też zgodę na tworzenie Klubów Inteligencji Katolickiej, choć ostatecznie mogły one działać tylko w Krakowie, Poznaniu, Toruniu, Warszawie i Wrocławiu. Gomułka przystał również na to, by w nowym Sejmie, do którego wybory miały być przeprowadzone 20 I 1957 r., znalazła się symboliczna reprezentacja katolików, a wśród nich trzy osoby (Stefan Kisielewski, Stanisław Stomma i Jerzy Zawieyski) ze środowiska "Tygodnika Powszechnego", zwróconego właśnie prawowitej redakcji. Po wyborach Koło "Znak" skupiało ostatecznie jedenastu posłów, a Zawieyski - zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami - został członkiem Rady Państwa.

 

Jesienią 1956 r. przywrócono też w szkołach naukę religii jako przedmiotu nadobowiązkowego. Wreszcie 31 grudnia w miejsce dekretu z 1953 r. władze państwowe ogłosiły nowy dekret "o organizowaniu i obsadzaniu stanowisk kościelnych", w którym przyznawały sobie mniejsze niż uprzednio uprawnienia. W konsekwencji tych zmian władze kościelne zdecydowały się na wezwanie wiernych do udziału w styczniowych wyborach do sejmu.

Zmiany w stosunkach ze Związkiem Radzieckim

 

Tymczasem w wymiarze międzynarodowym wydarzenia w Polsce zeszły na dalszy plan w kontekście krwawego Powstania Węgierskiego, które wśród Polaków wywołało żywe reakcje sympatii i ludzkiej solidarności. Otwarcie manifestowano tu poparcie dla Węgrów i masowo oddawano krew dla ofiar walk, zbierano pieniądze, lekarstwa, koce itd. Radziecka agresja była dla milionów Polaków prawdziwym szokiem.

 

Jednocześnie dla kierownictwa PZPR stała się sygnałem, że narastający wręcz lawinowo ruch rewindykacji społecznych należy powstrzymać za wszelką cenę, gdyż Sowieci nie będą tolerować zbyt gruntownych zmian.

 

Ponieważ jednak już od ponad roku istniał Układ Warszawski, który pozwalał Sowietom na kontrolę Wojska Polskiego, Moskwa zgodziła się na powrót Rokossowskiego i wielu innych radzieckich oficerów oraz doradców do ZSRR, co nastąpiło jesienią 1956 r. Stosunkom polsko-radzieckim nadano też bardziej sformalizowany i prawny charakter. Temu m.in. służyła listopadowa wizyta polskiej delegacji partyjno-rządowej w Moskwie. W wyniku przeprowadzonych tam rozmów strona polska uzyskała umorzenie długu w ZSRR według stanu na l XI 1956 r. oraz nowy kredyt na zakup 1,4 mln ton zboża. Miało to być zadośćuczynienie za dostarczanie Związkowi Radzieckiemu w latach 1945-1953 polskiego węgla po wyjątkowo niskich cenach. Ustalono też wstępne zasady stacjonowania w Polsce wojsk radzieckich, co potwierdził układ dwustronny podpisany 17 grudnia w Warszawie, stanowiący m.in., że obecność tych wojsk "w niczym nie może naruszać suwerenności państwa polskiego i nie może prowadzić do ich ingerencji w wewnętrzne sprawy PRL". Choć pojęcie suwerenności rozumiano i interpretowano w sposób typowy dla komunistów, niemniej sam fakt podpisania tego typu umowy stanowił nowość. W czasie listopadowej wizyty w Moskwie porozumiano się również w sprawie repatriacji Polaków ze Związku Radzieckiego. W marcu 1957 r. podpisano formalną umowę, na mocy której w ciągu następnych dwóch lat powróciło do Polski 224 tyś. osób.

 

Zmiany w popaździernikowej Polsce

 

Jesienią 1956 r. dokonywała się ideowa "odnowa" w niemal wszystkich głównych organizacjach politycznych i społecznych oraz zawodowych. Powszechnie - mniej czy bardziej gruntownie - rozliczano się z przeszłością, wybierano nowe władze, czasem wprowadzano zmiany statutowe, niektóre organizacje, jak np. Front Narodowy, zastępowano nowymi, choć praktycznie bliźniaczo podobnymi. W tym wypadku był to Front Jedności Narodu, którego pierwszym zadaniem stało się przygotowanie i przeprowadzenie wyborów do Sejmu według nieco tylko zmienionej, lecz nadal niedemokratycznej ordynacji. W tym samym czasie dożywał też swoich dni istniejący od 1948 r. Związek Młodzieży Polskiej - organizacja skupiająca w swych szeregach zdecydowaną większość ludzi młodych. Na jego gruzach zimą powstało kilka środowiskowych organizacji młodzieżowych, z których w miarę trwale w krajobraz polityczny PRL wpisały się Związek Młodzieży Socjalistycznej oraz Związek Młodzieży Wiejskiej. Większą - choć daleko niepełną - autonomię i odrębność odzyskał Związek Harcerstwa Polskiego.

 

W szybkim tempie zmieniała się polska wieś. Władze praktycznie nie były w stanie przeciwstawić się spontanicznej dekolektywizacji. Do końca 1956 r. z ponad 10 tyś. istniejących wcześniej spółdzielni produkcyjnych ostało się nie więcej niż 20 procent. Zresztą właśnie rezygnację z przymusowej kolektywizacji i w ogóle szerzej - nową (w jakimś przynajmniej stopniu) politykę wobec rolnictwa zwykło się uważać za jedno z trwałych osiągnięć Października.


Inną trwałą zdobyczą okazała się zmiana w stosunkach z Kościołem katolickim, które niezależnie od wszystkich późniejszych konfliktów, już nigdy nie przybrały form tak drastycznych jak w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych.

 

Spory o Październik

 

W 1956 r. PRL znacznie się zmieniła, a społeczeństwo uzyskało większy zakres obywatelskiej swobody. Na tamte wydarzenia można wszelako patrzeć w różny sposób. Część badaczy skłonna jest szczególnie akcentować międzyfrakcyjną walkę w PZPR, w wypadkach skrajnych traktując nawet ówczesne wydarzenia jako jedną wielką manipulację ze strony części partyjnych działaczy. Inni z kolei akcentują społeczny wymiar procesu i zaangażowanie wielu tysięcy ludzi w dokonujące się zmiany. Przedmiotem sporu pozostaje też czerwcowa robotnicza rewolta w Poznaniu. Czy stłumienie jej przy zastosowaniu na szeroką skalę środków represji należy zaliczyć w poczet zbrodni stalinizmu, czy też do okresu przejściowego? Nie brak wszakże takich, którzy nie bez racji wpisują to w długi ciąg zbrodni i nieprawości dokonanych przez komunistów w powojennej Polsce. Ocena wydarzeń 1956 r. w znacznym (decydującym?) stopniu jest też uzależniona od tego, kto jej dokonuje. Jest w pełni zrozumiałe, że ludzie, którzy byli w tamtym okresie aktywnie zaangażowani w walkę o demokratyzację i liberalizację systemu i dla których było to nierzadko najważniejsze doświadczenie w ich publicznym życiu, mają tendencję do pewnego idealizowania tamtych wydarzeń i nierzadko są skłonni przypisywać im może nawet przesadną rolę.

Trzeba wszakże powiedzieć, że choć PRL po 1956 r. pozostała państwem nie w pełni suwerennym i nadal była w najważniejszych kwestiach uzależniona od ZSRR, to jednak stopień i charakter podległości wyraźnie się zmienił. Jednocześnie, mimo iż władza nie wyrzekła się stosowania przemocy, skala i zakres szykan i represji z okresu stalinowskiego nigdy już się nie powtórzyły. Zresztą system komunistyczny, który do połowy lat pięćdziesiątych rozszerzał się i umacniał, po Październiku wkroczył w fazę zstępującą. Naturalnie proces ten przebiegał powoli i dość krętymi drogami, niemniej dynamika systemu, wstrząsanego wybuchami społecznego niezadowolenia, stopniowo wygasła. Władza, która do 1956 r. starała się uchodzić za wszechmocną, po Październiku musiała zrezygnować -przynajmniej przejściowo - ze swojej omnipotencji.

 

Czy zatem rok 1956 przez wielu badaczy słusznie jest uważany za moment przełomowy i zwrotny w powojennej historii Polski? Na pytanie to w sposób odpowiedzialny nie można odpowiedzieć jednym słowem. Na pewno zamykał on definitywnie okres stalinowski w Polsce, ale w żadnym razie nie oznaczał też końca systemu zaprowadzonego tu w wyniku II wojny światowej. Można najwyżej powiedzieć z dzisiejszej perspektywy, iż był początkiem końca systemu. Wszelako ten "koniec systemu" rozciągnięty był w czasie na ponad 30 lat i w żadnym razie nie przebiegał bezkonfliktowo.

 


Proponowane pozycje literatury przedmiotu:


  • Dudek Antoni, Marszałkowski Tomasz, Walki uliczne w PRL 1956-1989,Kraków 1999.
  • Eisler Jerzy, Kupiecki Robert, Na zakręcie historii - rok 1956, Warszawa 1992.
  • Jedlicki Witold, Klub Krzywego Koła, Warszawa 1989.
  • Kula Marcin, Paryż, Londyn i Waszyngton patrzą na Październik 1956 r. w Polsce, Warszawa 1993.
  • Lopieńska Barbara, Szymańska Ewa, Stare numery, Warszawa 1990.
  • Machcewicz Paweł, Polski rok 1956, Warszawa 1993. Październik '56. Wstęp, wybór i opracowanie Marek Jaworski, Warszawa1987.
  • Październik 1956. Pierwszy wyłoni w systemie. Bunt, młodość i rozsądek, Warszawa 1996.
  • Polska 1956 - próba nowego spojrzenia. Materiały sesji naukowej zorganizowanej przez Instytut Historii PAN, Polskie Towarzystwo Historyczne i Instytut Studiów Politycznych PAN w Warszawie w dn.21-22 października 1996 r. "Polska 1944/45-1989. Studia i materiały" nr 3, Warszawa 1997.
  • Poznański czerwiec 1956, pod red. Jarosława Maciejewskiego i Zofii Trójanowiczowej, Poznań 1990.
  • Rykowski Zbysław, Władyka Wiesław, Polska próba. Październik "56, Kraków 1989.
  • Tarniewski Marek (Jakub Karpiński), Porcja wolności, Paryż 1979.
  • Władyka Wiesław, Na czołówce. Prasa w Październiku 1956 roku, Warszawa - Łódź 1989.
  • Władyka Wiesław, Październik '56, Warszawa 1994.