+ Pokaż spis treści

Pieśń II

Biblioteka
[-]

Iliada - Pieśń II


Wszyscy bogowie i ludzie, walczący z wozów wojennych,
całą noc spali. Dzeus tylko snu kojącego nie zaznał,
ale rozważał w swym sercu, jak by obdarzyć Achilla
sławą, a wielu Achajów wygubić na ich okrętach.
Wreszcie najlepsze mu w duszy wydało się to zamierzenie,
aby do Agamemnona Atrydy ułudne widzenie
posłać. Więc do Onejrosa wyrzekł te słowa skrzydlate:
"Idź, Onejrosie ułudny, do lotnych okrętów Achajów,
wejdź do namiotów ich wodza, Agamemnona Atrydy,
i to mu wszystko rzetelnie, co tobie polecam, oznajmij.
Rozkaż mu, aby uzbroił o bujnych włosach Achajów,
co do jednego, bo mógłby gród Trojan szerokouliczny
jeszcze dziś zdobyć, gdyż wieczni mieszkańcy pałaców Olimpu
różnić przestali się w sądach. Już wszystkich ku sobie skłoniła
Hera swoimi prośbami, a Troi zagraża zagłada".
Tak powiedział. Wyruszył Onejros, gdy słów tych wysłuchał.
Szybko z Olimpu mknąc, przybył pod lotne okręty Achajów
i do Atrydy się udał Agamemnona. Ten leżał,
śpiąc w swym namiocie, sen boski całego bowiem ogarnął.
Stanął nad głową śpiącego - do syna Neleusa, Nestora,
z kształtu podobny. Najbardziej ze starców go czcił Agamemnon.
Taką więc postać przybrawszy, odezwał się boski Onejros:
"Śpisz słodko, synu Atreusa, który był jeźdźcem wybornym!
Temu, co w radzie zasiada, spać całą noc nie przystoi,
wszakże narodom przewodzi i ma kłopotów tak wiele!
Rozważ, co teraz ci powiem, a szybko - jam poseł Dzeusowy,
z dala bóg tobie współczuje i troszczy się bardzo o ciebie:
każe, byś szybko uzbroił o bujnych włosach Achajów,
co do jednego, bo możesz gród Trojan szerokouliczny
jeszcze dziś zdobyć, gdyż wieczni mieszkańcy pałaców Olimpu
różnić przestali się w sądach; już wszystkich ku sobie skłoniła
Hera swoimi prośbami, a Troi zagraża zagłada
z woli Dzeusowej. Strzeż tego w umyśle i niech nie pokona
ciebie niepamięć, gdy pierzchnie sen, który serce weseli".
Tak powiedział i odszedł. Agamemnona zostawił
przy rozważaniu tej sprawy, która nie miała się ziścić.
Sądził on bowiem, że jeszcze Pryjama gród dziś zdobędzie.
Głupiec, nie wiedział nic o tym, co zdziałać Dzeus postanowił,
a ten zamierzał udręczyć straszną boleścią i jękiem
równie Danajów, jak Trojan w zmaganiach bitwy zażartej.
Zbudził się ze snu Atryda. W krąg brzmiało boskie wezwanie.
Dźwignął się z łoża, siadł prosto, wstał, miękki chiton nałożył
piękny i nowy, owinął się wkoło płaszczem szerokim,
piękne przywiązał sandały do nóg oliwą natartych,
miecz przez ramiona przerzucił srebrnymi zdobny ćwiekami,
potem wziął berło po ojcach dziedziczne i wiecznotrwałe
i do okrętów z nim ruszył, do spiżozbrojnych Achajów.
Eos bogini wstąpiła na Olimp błogosławiony,
światło zwiastując Dzeusowi i reszcie bóstw nieśmiertelnych,
gdy dźwięcznogłosym heroldom rozkazał przemożny Atryda
berło trzymając w swym ręku misternej Hefajsta roboty.
Złożył je w darze Hefajstos Dzeusowi, władcy Kronidzie,
Dzeus wszechpotężny je oddał jasnemu Przewodnikowi,
berło to z rąk Hermesowych wziął Pelops, jeździec wyborny,
Pelops je dał Atreusowi, co był pasterzem narodów,
wziął je po śmierci Atreusa Tyestes w stada bogaty,
ten zaś zostawił je w spadku dla króla Agamemnona,
by nad licznymi wyspami i całym Argos królował.
Teraz o berło to wsparty Atryda rzekł do Argiwów:
"Drodzy i bohaterscy Danaje, wychowankowie
boga Aresa! Jak ciężko doświadcza mnie Dzeus Kronida!
Wpierw mi, okrutnik, przyrzekł i obiecywał, że wrócę
jako zwycięzca, zburzywszy Ilion o murach warownych,
teraz podstępny plan powziął i wycofywać się każe
znowu do Argos w niesławie, gdym tyle wojska wytracił.
Tak podobało się widać wszechpotężnemu Dzeusowi,
który już tyle miast zwalił w proch i do szczętu poburzył,
i jeszcze zburzy, olbrzymia jest przecież siła Dzeusowa.
Wprawdzie to hańba jest dla nas: kiedyś usłyszą potomni,
że bezskutecznie tak dumne i liczne wojska Achajów
wojnę daremną toczyły zbyt długo, a przy tym wojując
z mniejszym liczebnie narodem, a końca nie widać wojny.
Gdybyśmy bowiem zechcieli - Achaje wraz z Trojanami -
wierne zaprzysiąc przymierze i zliczyć oba narody,
Trojan pospołu zgromadzić w mieście osiadłych rodzinnym,
nas zaś, Achajów, na drobne dziesiętne hufce podzielić,
potem każdego z trojańskich mężów mianować podczaszym,
wiele by hufców dziesiętnych bez podczaszego zostało.
Tak są liczniejsi o wiele - jak mniemam - synowie Achajów
od zamieszkałych w tym mieście Trojan. Lecz ich sprzymierzeńcy
z miast niezliczonych zebrani, władnący dzielnie włóczniami,
wielką przeszkodą są dla mnie, nie dają mi spełnić pragnienia,
aby nareszcie gród Ilion o wielu mieszkańcach w proch zburzyć.
Dziewięć już lat ponad nami wielkiego Dzeusa przebiegło -
belki drewnianych okrętów zmurszały i liny przegniły,
nasze małżonki szlachetne i dzieci jeszcze nieletnie
siedzą w komnatach, powrotu naszego czekając - a dzieło,
które nas tu sprowadziło, wciąż się nie zbliża do końca.
Dalejże! Temu, co powiem, niech będą wszyscy posłuszni:
wraz z okrętami uchodźmy do drogiej ziemi ojczystej,
nie zdobędziemy już bowiem szerokoulicznej Troi".
Tak powiedział Atryda i serca w piersiach poruszył
wszystkich zebranych, tych, którzy zamysłów rady nie znali.
Obradujący ruszyli jak fale morza ogromne
na ikaryjskich obszarach, gdy na nie wiatr południowy
razem ze wschodnim uderzy z chmur ojca Dzeusa i wzburzy,
albo jak kiedy na zboża szeroki łan wiatr zachodni
spadnie gwałtownie z wyżyny i zgina miotane kłosy -
tak poruszyło się pole narady. Ci biegną z okrzykiem
w stronę okrętów, wzbijając spod nóg kurzawę, co chmurą
stoi nad polem, a tamci wzajemnie się ponaglają,
aby uchwycić okręty i zepchnąć na boskie odmęty.
Więc oczyszczają kanały, a wrzawa nieba dosięga -
tych, co pragnęliby wracać. Podpory rwą spod okrętów.
Wówczas Argiwi wbrew losom cofnęliby się spod Troi,
jeśliby Hera Atenie tych słów skrzydlatych nie rzekła:
"Biada nam, córko Kronidy tarczowładnego, Niezłomna!
Czyżby Argiwi do domów, do miłej ziemi ojczystej
mieli stąd umknąć po grzbiecie szerokich morskich przestrzeni,
pozostawiając, ku chwale Pryjama króla i Trojan,
w Argos zrodzoną Helenę, przez którą tylu Achajów
w Troi zginęło okrutnie, z daleka od miłej ojczyzny?
Idźże więc teraz natychmiast do wojska Achajów, nie zwlekaj,
i łagodnymi słowami każdego próbuj powstrzymać,
by nie spychali na morze wielowiosłowych okrętów".
Tak powiedziała. Bogini o jasnych oczach, Atena,
w lot usłuchała. Gwałtownie zstąpiła ze szczytów Olimpu,
prędko przybyła na ziemię pod lotne okręty Achajów.
Tam Odyseja znalazła, co myślą Dzeusowi był równy.
Stał i do swego o pięknych burtach czarnego okrętu
nie rwał się, boleść mu bowiem objęła serce i duszę.
Obok stanąwszy, tak rzekła mu jasnooka Atena:
"Laertiado szlachetny, przebiegły Odyseuszu!
A więc pragniecie do domu, do miłej wam ziemi ojczystej
umknąć po klęsce haniebnej na wielowiosłowych okrętach,
pozostawiając, ku chwale Pryjama króla i Trojan,
w Argos zrodzoną Helenę, przez którą tylu Achajów
w Troi okrutnie zginęło, z daleka od miłej ojczyzny.
Idźże mi teraz natychmiast do wojska Achajów, nie zwlekaj,
i łagodnymi słowami każdego próbuj powstrzymać,
by nie spychali na morze wielowiosłowych okrętów".
Tak powiedziała Atena. Rozpoznał Odysej boginię.
Pędem wyruszył, zrzuciwszy swą chlajnę, lecz zaraz ją herold,
Eurybates z Itaki, podniósł, co śpieszył w ślad za nim.
Spotkał Odysej naprzeciw nadchodzącego Atrydę
Agamemnona. Od niego wziął berło dziedziczne, wieczyste,
i ku okrętom podążył, do spiżozbrojnych Achajów.
Jeśli na króla lub męża znamienitszego natrafił,
zaraz wstrzymywał go, mówiąc doń przyjaznymi słowami:
"Czemu się lękasz, nieszczęsny, jak tchórz, wszakże to nie przystoi?
Siądźże spokojnie i innych z tłumu namawiaj, by siedli!
Jeszcze nic nie wiesz pewnego, co waży umysł Atrydy -
może doświadcza nas tylko, a potem wyłaje Achajów.
Podczas narady przemowę dowódcy nie wszyscy słyszeli.
Strzeżcie się, aby gniew władcy nie spadł na synów Achajów,
dusza jest bowiem gwałtowna u królów szlachetnie zrodzonych.
Cześć ich pochodzi od Dzeusa. Kocha ich Dzeus gromowładny".
Jeśli zaś, idąc, napotkał wśród ciżby któregoś z krzykaczy,
berłem okładał go, przy tym gniewnymi łając słowami:
"Siądźże, nieszczęsny, i tego posłuchaj, co inni rozkażą,
lepsi od ciebie, ty człeku mizerny, niezdatny do wojny;
ani na radzie na ciebie nie można liczyć, ni w bitwie.
Przecież nie mogą panoszyć się tutaj wszyscy Achaje.
Dobrze to nie jest, gdy rządzi zbyt wielu - niech jeden panuje,
jeden król tylko, którego Kronosa syn tajemniczy
berłem i sądem obdarzył, ażeby królował nad nami".
Tak Odyseusz przewodził szeregom. I wszyscy na radę
szybko od lotnych okrętów i od namiotów ruszyli,
z krzykiem podobnym do grzmotu fal nie milknących, gdy tłuką
o brzeg wysoki, a morze z łoskotem dokoła się burzy.
Wreszcie usiedli już wszyscy i na swych miejscach ucichli.
Jeden plótł tylko, Tersytes, co nie znał w języku miary;
przyzwyczajony w swym sercu do gadaniny zuchwałej,
wbrew obyczajom, z królami ośmielał się nieraz wadzić,
tego szukając, co mogło wydawać się śmieszne Argiwom.
Człowiek ten był najszpetniejszym z tych, którzy pod Ilion przybyli:
o krzywych nogach, na jedną utykał nogę; ramiona
miał przygarbione, ku piersiom wygięte mocno; spiczastą
głowę u góry i rzadką wełnistą sierść na łysinie.
Wstrętem napełniał Achilla szczególnie i Odyseusza.
Potem tak do nich przemawiać jął Nestor, jeździec gereński:
"Biada wam! Wszyscy mówicie na radzie podobnie jak dzieci,
które nie mają rozumu, do serca spraw wojny nie biorą.
Gdzie są umowy wzajemne i nasze wierne przysięgi?
Czyżby jak dym się rozwiały narady i mężów zamiary,
sojusz przez wino ofiarne i uścisk rąk potwierdzony?
Dawno już bowiem słowami wiedziemy te spory, sposobu
znaleźć nie mogąc żadnego, choć tu jesteśmy czas długi.
Ty więc, Atrydo, jak przedtem w zamiarach swych nieugięty,
prowadź szeregi Argiwów w niełatwych zmaganiach wojennych.
Tamci niech sczezną - ten jeden czy dwóch, co przeciwko Achajom
radzą na boku. Ich plany na pewno się wniwecz obrócą,
aby do Argos powrócić, wpierw nim poznamy, czy zmamił
nas władający egidą Dzeus, czy swój wyrok wypełnił.
Sądzę, że był nam przychylny potężny władca Kronida
w dniu, gdy Argiwi ciągnęli na lotnych w żegludze okrętach,
niosąc Trojanom zagładę i nieuchronny los śmierci,
gdyż błyskawicy pomyślny znak z prawej strony rozświecił.
Niechże więc nikt stąd do domu powracać się nie ośmieli,
zanim nie spocznie przy brance - któregoś z Trojan małżonce,
mszcząc się za ciężkie westchnienia i za zgryzoty Heleny.
Jeśli zaś który tak bardzo zapragnął do domu powrócić,
niechże się chwyta czarnego, o pięknych burtach okrętu,
aby zły los go doścignął dość prędko i śmierć przed innymi.
Rozważ to dobrze sam, władco, i mnie uważnie wysłuchaj,
słowo głoszone przeze mnie nie bywa godne pogardy:
Agamemnonie, spraw szyki zależnie od rodów i plemion,
ród niech pomaga rodowi, a plemię swojemu plemieniu.
Jeśli tak zrobisz i jeśli Achaje ci będą posłuszni,
dowiesz się, który z dowódców jest lichy i które z tych plemion.
Dowiesz się także, kto dzielny, bo będą za swoich walczyli.
Dowiesz się też, czy wziąć miasta z wyroków boskich nie możesz,
czy przez tchórzliwość swych ludzi i brak rozwagi wojennej".
Na to mu tak odpowiedział potężny wódz Agamemnon:
"Starcze, w obradach odniosłeś nad Achajami zwycięstwo.
Gdybym to, ojcze nasz, Dzeusie, Ateno i Apollonie,
takich dziesięciu doradców, jak ty, miał pośród Achajów,
prędko runęłoby w gruzy potężne miasto Pryjama,
wojska naszego rękami na zawsze w proch powalone.
Ale doświadcza mnie ciężko egidodzierżca Kronida
Dzeus, bo mnie rzuca pomiędzy daremne waśnie i spory.
Przecież ja sam z Achillesem skłóciłem się o dziewczynę
nieprzyjaznymi słowami. Ja pierwszy go obraziłem.
Gdybyśmy coś jednomyślnie postanowili, na pewno
już by się Trojan zagłada ani na włos nie odwlekła!
Idźcie posilić się teraz, by wspólnie ruszyć do bitwy.
Każdy niech dobrze naostrzy grot włóczni, obejrzy swą tarczę,
paszę obficie podsypie dla szybkonogich rumaków,
wóz niech obejrzy dokładnie z obu stron, myśląc o bitwie,
by Aresowi strasznemu przez cały dzień zdolny był służyć,
w trudach przez cały dzień bowiem na chwilę nie ustaniemy,
chyba że noc nadchodząca ludzi zajadłość rozłączy.
Zrosi pot znoju w krąg piersi niejedne w boju rzemienie
tarczy chroniącej! Niejedna ręka się włócznią uznoi!
Spoci się koń niejednego, wóz ciągnąc gładko ciosany!"
Jeśli zaś ujrzę którego, kto chciałby z dala od bitwy
przy wydrążonych okrętach pozostać, taki na pewno
stanie się szybko zdobyczą psów głodnych i sępów drapieżnych!".
Tak powiedział. Krzyk wielki Argiwi wznieśli - tak fala
huczy przy stromym wybrzeżu, spiętrzona wiatrem południa
wkoło sterczących skał; zawsze są na nich wzdęte bałwany,
stamtąd czy stąd bezustannie przez wszystkie wichry miotane.
Potem tłum powstał i wszyscy rozeszli się między okręty.
Dymy zasnuły namioty, posiłek w krąg przyrządzano.
Każdy gotuje ofiary innemu z bogów wieczystych,
modląc się, aby uniknąć Aresa znojów i śmierci.
Więc Agamemnon, dowódca wojsk, złożył z wołu ofiarę
pięcioletniego młodego wszechmogącemu Kronidzie.
Skrzyknął starszyznę najwyższą spomiędzy wszystkich Achajów.
Z tych zaproszonych najpierwszy był Nestor i wódz Idomeneus.
Dwaj Ajasowie szli po nich i syn możnego Tydeja.
Szóstym był wódz Odyseusz, rozumem równy Dzeusowi.
Przybył tam też z własnej woli Menelaj o głosie donośnym,
dobrze w swej duszy pojmując, jak jego brat jest strudzony.
Wszyscy w krąg wołu stanęli i jęczmień ofiarny podnieśli.
Wtedy rzekł, modląc się przy nich, potężny wódz Agamemnon:
"Dzeusie przesławny, najwyższy i czarnochmury, w przestrzeni
przebywający! Niech słońce nie zajdzie i zmrok nie zapadnie
wpierw, nim pałacu Pryjama wysokich stropów nie strącę
w popiół zmienionych i ogniem niszczącym wrót mu nie spalę;
zanim pancerza na piersi Hektora wpierw nie rozedrę,
spiżem na wskroś przeszywając; nim krąg przyjaciół tak wielu
jego nie padnie w kurzawę, kąsając ziemię zębami".
Tak powiedział. Jednakże Kronida go nie wysłuchał,
ale, choć przyjął trud jego, straszliwy ból mu gotował.
Gdy ukończyli modlitwy i jęczmień ofiarny rzucili,
karki gnąc bydląt, porżnęli ofiary, ze skóry odarli,
udźce wyborne wycięli i tłuszczem poowijali
z obu stron, z wierzchu pokrywszy mięsiwem drobno krajanym.
Potem na drwach ułożone bezlistnych na ogniu spalili,
a nad ogniskiem na rożen trzewia jadalne zatknęli.
Kiedy już udźce spłonęły i trzewia ofiarne zjedzono,
resztę mięsiwa pocięto, na rożny poosadzano
i upieczono rozważnie, a w końcu z rożnów zsunięto.
Wówczas robotę przerwano. Uczta już była gotowa.
Wszyscy zasiedli do jadła. Niczego nie brakło duszy.
Kiedy głód jadłem, a piciem pragnienie zaspokoili,
wtedy odezwał się Nestor, gereński jeździec, w te słowa:
"Wodzu nad wodze, Atrydo przesławny Agamemnonie!
Nie obradujmy dziś dłużej, a także na okres daleki
nie odkładajmy już dzieła, za które bóg nam zaręczył.
Idźmy do bitwy! Heroldzi okrytych spiżem Achajów
niech nawołują tłum, który rozproszył się przy okrętach,
my zaś pospołu przez obóz szeroki achajskich żołnierzy
przejdźmy, by prędzej do walki zaciętej zapał rozniecić".
Tak powiedział. Usłuchał potężny wódz Agamemnon.
Zaraz rozkazał heroldom o dźwięcznych głosach bez zwłoki
wzywać do bitwy zaciętej o bujnych włosach Achajów.
Więc heroldowie wzywali, a tłum się gromadził skwapliwie.
Wkoło Atrydy w tym czasie dowódcy szlachetnie zrodzeni
szyki sprawiali, a z nimi o jasnych oczach Atena,
dzierżąc egidę bez ceny, niezmienną i niezniszczalną.
Chwiało się przy tej egidzie sto chwastów szczerozłocistych,
wszystkie kunsztownie splecione, a każdy wart był stu wołów.
Z nią, tu i tam się zjawiając, kroczyła przez tłum Atena,
nagląc do boju i w sercu każdego męża budziła
niewysłowione pragnienie rozprawy i walki zaciętej.
Wszystkim wydała się słodsza ta wojna niż powrót do domu
w gładko ciosanych okrętach, do miłej ziemi ojczystej.
I tak jak ogień niszczący, gdy las bezkresny zapali
na gór wierzchołkach, a łuna daleko blask rozprzestrzenia -
tak i od spiżu idących oddziałów połyskiwała
łuna, sięgając blaskiem w etery, aż gdzieś do nieba.
I tak jak stada polotne i liczne ptaków skrzydlatych:
gęsi, żurawi czy białych o smukłych szyjach łabędzi,
które na łąkach azyjskich dokoła nurtów Kaystru
to tu, to tam lecą rade, chełpiące się swymi skrzydłami,
i osiedlają się z krzykiem, aż łąka cała rozbrzmiewa -
tak od okrętów szły liczne i od namiotów szeregi,
by na równinę Skamandra runąć. I ziemia huczała
przerażająco w tętencie nóg zbrojnych ludzi i koni.
Wreszcie stanęły oddziały wśród łąk kwitnących Skamandra
nieprzeliczone jak liście i kwiaty bujne o wiośnie.
Albo jak liczne much roje, z pobrzękiem ulatujące
chmurą szarawą, skłębione obok szałasu pasterza
w porze wiosennej, gdy mleko wypełnia wszystkie naczynia -
tylu przeciwko Trojanom o bujnych włosach Achajów
pośród równiny stanęło. Pragnęli ich rwać na kawały.
I jak koźlarze kóz stada pasące się na pastwiskach
łatwo umieją rozdzielić, gdy pomieszają się trzody -
tak i dowódcy z tej strony i z tamtej sprawiali szeregi,
aby wyruszyć do bitwy. Na czele król Agamemnon -
z oczu i z głowy podobny do Dzeusa, co ciska pioruny,
jako bóg Ares - z postawy, a z piersi szerokiej - Posejdon.
I tak jak buhaj kroczący wśród stada o wiele góruje
ponad wszystkimi krowami, bo im na polu przewodzi,
tak dnia owego Atrydę spomiędzy wszystkich wyróżnił
Dzeus. Nad wieloma górował i bohaterów przewyższył.
Teraz powiedzcie mi, Muzy, mieszkanki pałaców Olimpu,
jako boginie obecne wszędzie i wszystkowiedzące,
kiedy my tylko słów pustych słuchamy, nie wiedząc niczego,
jacy wodzowie tam byli Danajów i jacy książęta?"
Nazwać nie zdołam ich wszystkich, nie zdołam ich czynów wysłowić,
choćbym miał dziesięć języków, a także posiadał ust tyle,
głos niespożyty i piersi o jakiejś mocy spiżowej,
jeśli mi nie przypomnicie, Olimpu Muzy i córy
Dzeusa, co dzierży egidę, tych, co pod Ilion przybyli.
Ja ze swej strony okręty i ich dowódców wymienię.
Nad Beotami wódz Lejtos i Peneleos przewodził,
z Protoenorem Klonios, a oprócz nich Arkesilaos.
Byli tam Hyrii mieszkańcy oraz Aulidy skalistej,
Skolu, Schojnosu i z lasów słynnego w krąg Eteonu,
z Grai, Tespei, a także z ziem Mykalesu przestronnych,
którzy w Ejlezjon i w Harmie oraz w Erytrach mieszkali,
także ci, którzy Eleon mieli, Peteon i Hylę,
miasta wzniesione powabnie - Medeon i Okaleję,
Tisbę w gołębie bogatą, gród Kopaj i Eutreyzję,
którzy dzierżyli z łąk słynny Haliartos i Koroneję,
ci, co Platają władali, i ci, co żyli w Glisancie,
również ci, co Hypoteby mieli, gród pięknie wzniesiony,
oraz Onchestos czcigodny, słynny przez gaj Posejdona,
co posiadali bogatą w winnice Arnę, z Midei,
z Nisy przeświętej i z miasta na krańcach ziem, Antedonu.
Ci wyruszyli na wojnę na pięćdziesięciu okrętach,
a stu dwudziestu płynęło z nich w każdym młodych Beotów.
Zamieszkującym Aspledon i Orchomenos minyjski
przewodniczyli synowie Aresa: Askalaf i Jalmen.
Życie im dała Astyocha w domostwie Azejdy Aktora,
godna czci wielkiej dziewica; wstąpiwszy do górnej komnaty
mocy Aresa uległa, tajemnie z nim łoże dzieliła.
Ci wyruszyli na wojnę w trzydziestu gładkich okrętach.
Nad Fokejami miał Schedios dowództwo i Epistrofos,
wielkodusznego Ifita synowie, Naubolidy.
Ci Kiparyssem władali, a także Pytoną skalistą,
Krisą czcigodną, miastami Daulidą i Panopeją,
Anemoreją i wkoło zamieszkiwanym Hiampolem,
także nadrzeczni mieszkańcy doliny boskiego Kefizu,
którzy władali Lilają u źródeł wód Kefizowych.
Ci pociągnęli na wojnę w czterdziestu czarnych okrętach.
Wkoło Fokejów obchodząc, wodzowie sprawiali szeregi,
a niedaleko, na lewo, Beoci się uzbrajali.
Ajas, Ojleja syn żwawy, dowodził Lokryjczykami -
mniejszy, nie taki ogromny jak Ajas, syn Telamona,
niższy o wiele. Lecz chociaż drobny, w płóciennym pancerzu,
w rzucie swej włóczni przewyższał Achajów i wszystkich Hellenów.
Ajas wiódł tych, którzy Kynos, Kaljaros, Opunt dzierżyli,
Bessę i Skarfę, a także powabne miasto Augeje,
Tarfę i Tronion leżący około nurtów Boagria.
Z nim wyruszyło na wojnę czterdzieści czarnych okrętów
Lokrów, co mają siedziby naprzeciw świętej Eubei.
A Eubei mieszkańców, dzielnością natchnionych Abantów,
którzy Chalkidę, Eretrię i pełną winnic Histiaję
mieli, i Kerynt nadmorski, i Dion na szczytach górzystych,
oraz tych, co w Karystosie i Styrach zamieszkiwali -
tych Elefenor prowadził, co Aresowi był równy,
wódz wielkodusznych Abantów, możnego syn Chalkodonta.
Żwawi Abanci szli za nim z długimi na karku włosami,
żądzą pałając, ażeby grotami wysmukłych jesionów
wrogom przeszywać pancerze dokoła piersi skrwawionych.
Z nim wyruszyło na wojnę czterdzieści czarnych okrętów.
A ci, co mieli siedziby w Atenach wspaniale wzniesionych,
lud Erechteja o duszy wyniosłej, którego Atena,
córa Dzeusowa, chowała, a gleba pszeniczna zrodziła;
potem w bogatej świątyni w Atenach bogini mu dała
miejsce i tam go zjednuje ofiarą z owiec i wołów
młodzież ateńska w biegnących lat nieskończonym kolisku.
Ateńczykami dowodził Peteja syn, Menesteus;
z ludzi żyjących na ziemi nie zdołał mu nikt dorównać
w sprawianiu wozów bojowych i tarczowników wojennych,
współzawodniczyć z nim tylko mógł Nestor - od niego dojrzalszy.
Wraz z Menesteusem ruszyło pięćdziesiąt czarnych okrętów.
A z Salaminy wiódł Ajas okrętów lotnych dwanaście,
tam je stawiając, gdzie przedtem stanęły ateńskie falangi.
Owi, co Argos dzierżyli, a także Tyrynt warowny,
miasto Hermionę, Asinę w pobliżu zatoki głębokiej,
oraz Ejony, Trojzenę, Epidaur w wino bogaty,
Maset, a także Eginę, odważni młodzieńcy achajscy -
tymi dowodził Diomedes waleczny, o głosie donośnym,
wraz z Stenelosem, ten synem sławnego był Kapaneusa
umiłowanym, z nich trzeci Euryjalos, mąż równy
bogom, a syn Mekisteusa możnego, Talajonidy.
Nimi wszystkimi dowodził Diomedes o głosie donośnym,
a osiemdziesiąt ciągnęło za nimi czarnych okrętów.
Ci, co Mykeny dzierżyli, wzniesione miasto powabnie,
Korynt bogaty i pięknie zbudowane Kleony,
którzy w Ornejach mieszkali i w Arajtyrze uroczej,
i w Sikyonie, gdzie pierwszym królem był władca Adrastos,
co Hyperezją władali i Gonoessą wyniosłą,
którzy Pellenę i Ajgion dokoła zamieszkiwali
obok całego wybrzeża i w krąg Heliki szerokiej -
tych Agamemnon był wodzem i stu przewodził okrętom,
władca Atryda. Z nim liczne, a przy tym najwaleczniejsze
wojska ciągnęły. Ten kroczył w spiżu blaskami siejącym,
sławny najbardziej, bo wszystkich w krąg bohaterów przewyższał
swym dostojeństwem i wojsko najliczebniejsze prowadził.
Ci, co władali głęboką doliną Lakedajmonu,
Spartą, wraz z Faris i Messą bogatą w stada gołębi,
którzy w powabnych Augejach, a także w Bryzejach mieszkali,
co posiadali Amykle i Helos, miasto nadmorskie,
mieli siedziby swe w Laas i w krąg Ojtylu - pod wodzą
szli Menelaja o głosie donośnym, brata Atrydy.
Mieli sześćdziesiąt okrętów i z dala się uzbrajali.
Sam Menelaos oddziały szykował, ufając w swe męstwo
i zagrzewając do walki, bo pragnął głęboko w duszy
pomścić się wreszcie za troski i za westchnienia Heleny.
Ci zaś, co w Pylos mieszkali, a także w Arenie powabnej,
w Tryosie, gdzie płynie Alfejos, i w Ajpy uroczo wzniesionym,
co Kiparysejs, a także Amfigeneję dzierżyli,
oraz Pteleos i Helos, i Dorion - gdzie Muzy kazały
śpiewu zaprzestać na zawsze trackiemu Tamyrisowi,
gdy od Euryta powracał ojchalijskiego z Ojchalii;
twierdził ów bowiem chełpliwie, że zdoła same zwyciężyć
Muzy w śpiewaniu, zrodzone z Dzeusa, co dzierży egidę,
więc odebrały mu w gniewie wzrok i do pieśni natchnionej
zdolność, a w grze na kitarze bezsilnym go uczyniły -
tymi to Nestor dowodził, przesławny jeździec gereński,
z nim dziewięćdziesiąt płynęło okrętów gładko ciosanych.
Tym, co w Arkadii osiedli u stóp Kylleny wysokiej
koło grobowca Ajpyta, gdzie twarzą w twarz walczą męże,
co w Feneosie mieszkali i Orchomenos bogaty
w stada dzierżyli, ci z Ripy, Stratii i wietrznej Enispy,
którzy Tegeą władali i Mantineją powabną,
co posiadali Stymfalos oraz w Parrazji mieszkali -
tym Agapenor przewodził, syn Ankajosa przemożny,
wiodąc sześćdziesiąt okrętów. Na każdy wielu wkroczyło
mężów z Arkadii, a wszyscy ćwiczeni w sztuce wojennej.
Sam Agamemnon Atryda, władca narodów, okręty
dał im o pięknych pokładach, aby płynęli przez morze
ciemne jak wino, bo przedtem o morskie sprawy nie dbali.
Ci, co Buprazjon i boską Elidę zamieszkiwali,
przestrzeń tę, którą Hyrmina oraz Myrsinos graniczny,
skała Olenii i wreszcie Alejzjon wewnątrz zamyka -
byli pod wodzą aż czterech dowódców. Za każdym z nich dziesięć
lotnych płynęło okrętów z liczną załogą Epejów.
Tym przewodzili Amfimach, syn Kteatosa, i Talpios,
syn Euryta. Ci obaj byli synami Aktora.
Inną załogą kierował Diores Amarynkejda.
Czwartym oddziałem dowodził Polyksejn do bogów podobny,
Agastenesa możnego syn - co był wnukiem Augiasza.
Ci z Dulichionu i którzy Echiny zamieszkiwali
święte, na wyspach leżące za morzem, na wprost Elidy -
szli pod dowództwem Megesa, co Aresowi był równy,
syna Fyleusa. Ten jeźdźcem był świetnym i miłym Dzeusowi;
gniewny na ojca przed laty osiedlił się w Dulichionie.
Z nim wypłynęło na morze czterdzieści czarnych okrętów.
Lud Kefallenów o duszach wyniosłych prowadził Odysej.
Tych, co dzierżyli Itakę i Nerit pokryty lasami,
co w Krokylei mieszkali i w Ajgilipie skalistej,
Zakyntos mieli i Samos bogato w krąg zaludniony,
brzegi naprzeciw wysp oraz ląd stały zamieszkiwali -
tymi dowodził Odysej rozumem Dzeusowi równy.
Z nim purpurowo barwionych płynęło dwanaście okrętów.
Wodzem Etolów był Toas, waleczny syn Andrajmona -
tych, co w Pleuronie mieszkali, w Pylenie i Olenosie,
także w nadmorskiej Chalkidzie i w Kalydonie skalistym.
Synów nie było już bowiem Ojneja o duszy wyniosłej
ani też jego samego i Meleager już nie żył,
więc Toasowi zlecono przewodzić wszystkim Etolom.
Z nim wypłynęło na morze czterdzieści czarnych okrętów.
Kreteńczykami dowodził Idomeneus włócznią wsławiony -
tymi, co Knossos dzierżyli, a także Gortynę warowną,
Lyktos i Milet, i miasto Lykastos lśniące białością,
Fajstos i Rytion, dwa grody ludnością liczną bogate,
oraz nad resztą, co w miastach kreteńskich stu w krąg mieszkali.
Wodzem tych był Idomeneus władaniem włóczni wsławiony
oraz Merion podobny do Enyaliosa zabójcy.
Aż osiemdziesiąt wraz z nimi płynęło czarnych okrętów.
A Heraklida Tlepolem, wódz wielki oraz szlachetny,
z Rodos wiódł dziewięć okrętów walecznych mężów rodyjskich.
Rodyjczycy w oddziały trzy byli uszykowani:
z Lindos, Jalysos i bielą jaśniejącego Kamejros -
tymi dowodził Tlepolem wsławiony rzutem swej włóczni.
Heraklesowej potędze zrodziła go Astyocheja;
tę mąż sprowadził z Efyry, z wybrzeża wód Selleejsu,
wiele zburzywszy wpierw grodów szlachetnej krzepkiej młodzieży.
Ale gdy dorósł Tlepolem w pałacu pięknie wzniesionym,
ojcu swojemu przypadkiem bliskiego krewnego zabił.
Był to sędziwy Likymnios, brat matki, szczep Aresowy.
Tlepolem szybko okręty zbudował, lud uliczny zgromadził,
ruszył na morze i uszedł, zemstą mu bowiem grozili
inni synowie i wnuki Heraklesowej potęgi.
Wreszcie, błąkając się, przybył troskami znękany na Rodos.
Tam osiedlili się trzema szczepami, obdarowani
łaską przez Dzeusa, co władcą jest wszystkich bogów i ludzi.
Nieprzeliczonym bogactwem obsypał ich tam Kronida.
Z Symy prowadził Nireus trzy jednakowe okręty,
syn Charoposa, możnego władcy, i pięknej Aglai,
Nireus, który urodą wszystkich przewyższał Danajów,
tych, co pod Ilion przybyli, oprócz Pelidy bez skazy.
Ale był niezbyt waleczny, wojska niewiele prowadził.
Tych, co Nisyros, Krapatos i Kasos w mocy swej mieli,
Kos, miasto Eurypyla, a także wyspy Kalydny -
otóż tych byli wodzami Fejdippos oraz Antifos,
władcy możnego, Tessala, synowie dwaj, Heraklidy.
Ci prowadzili trzydzieści gładko ciosanych okrętów.
Teraz ci jeszcze, co Argos Pelazgów zamieszkiwali,
którzy Alopę i Alos, a także Trachinę dzierżyli,
Ftyję i żyzną Helladę pięknością kobiet wsławioną,
Myrmidonowie, a zwą ich: Helleni albo Achaje -
mieli pięćdziesiąt okrętów, a wodzem ich był Achilles.
Ale nie brali udziału w walce na śmierć i na życie,
wodza tam bowiem zabrakło, co by szeregom przewodził,
gdyż szybkonogi i boski Achilles trwał na okręcie
wciąż rozgniewany o pięknowłosą dziewczynę, Bryzejdę.
Tę wziął z Lyrnessu po wielu trudach i czynach wojennych,
Lyrness zburzywszy do szczętu i mury tebańskie. Powalił
Epistrofosa z Mynesem przez los przeznaczonych do włóczni,
synów obydwóch Euenosa, możnego Selepijady.
Za nią wzdychając, spoczywał. Niedługo miał się poderwać!
Tymi, co mieli Fylakę i Pyras okryty kwiatami,
piękne dziedzictwo Demetry, a także trzód matkę, Itonę,
Antron nadmorski i świeży od łąk soczystych Pteleos -
tymi poprzednio dowodził Protesilaos waleczny,
jeszcze za życia, lecz teraz już czarna ziemia go skryła.
Żona, co twarz rozdrapała z rozpaczy, w Fylace została
i dom na wpół opuszczony. Dosięgnął go mąż dardański,
gdy zeskakiwał z okrętu najpierwszy spośród Achajów.
Choć bez dowódców nie byli, tęsknili za najprzedniejszym.
Sprawia w nich wojska szeregi Podarkes, szczep Aresowy,
syn Ifiklosa znanego z mnogości trzód, Fylakidy.
Bratem był Protesilaosa o duszy wyniosłej Podarkes,
później od niego zrodzonym. A starszy był oraz dzielniejszy
Protesilaos, bohater waleczny. Nie brakło ludowi
wodza, lecz tęsknił wciąż za tym, co był najbardziej szlachetny.
Wraz z Podarkesem płynęło czterdzieści czarnych okrętów.
Tych zaś, co w Ferach mieszkali nad pięknym Jeziorem Bojbejskim,
w Bojbie, Glafyrach, a także w Jaolku pięknie wzniesionym -
tych w jedenastu okrętach prowadził Eumelos, Admeta
drogi syn, co go zrodziła małżonka boska, Alkestis,
swemu mężowi, wśród córek Peliasa z urody najpierwsza.
Tych, co mieszkali w Metonie i w Taumakii powabnej,
co Meliboją władali i Olizoną skalistą -
wiódł z okrętami siedmioma wyborny łucznik Filoktet.
Każdy z okrętów załogę miał z pięćdziesięciu wioślarzy,
także wytrawnych łuczników ćwiczonych w sztuce wojennej.
Lecz sam Filoktet na wyspie spoczywał cierpieniem zmożony,
w Lemnos przeświętym. Synowie Achajów go tam zostawili
w bólu od rany zabójczej przez węża groźnego zadanej.
Leżał tam, jęcząc. Lecz wkrótce mieli już sobie przypomnieć
obok okrętów Argiwi o Filoktecie mocarnym.
Tamci, choć wodza nie brakło, tęsknili za najprzedniejszym.
Medon szeregi ich sprawiał, potomek nieprawy Ojleja;
Rene go miała z Ojlejem, co wiele miast w proch powalił.
Tych zaś, co Trikkę dzierżyli i kamienistą Itomę,
miastem Ojchalią władali ojchalijskiego Euryta -
tych prowadzili synowie dwaj Asklepiosa na wojnę,
dobrzy lekarze obydwaj: Machaon i Podalejrios.
Z nimi płynęło trzydzieści ciosanych gładko okrętów.
Tymi, co mieli Ormenion i Hypereję źródlaną,
miasto Asterion, a także Titanos o białych szczytach -
Eurypylos dowodził, syn Euajmona wyniosły.
Z nim wypłynęło na morze czterdzieści czarnych okrętów.
Tych, co w Argissie mieszkali oraz Gyrtonę dzierżyli,
gród Oloosson białością lśniący, Elonę i Ortę -
tych Polypojtes prowadził nieustraszony. Był synem
Pejritoosa, od Dzeusa ten wieczystego pochodził.
Polypojtesa zrodziła mężowi Hippodameja
sławna, w dniu kiedy pokonał Centaurów o bujnych grzywach,
kiedy z Pelionu ich przegnał, ścigając aż do Ajtików.
Ale nie sam, Leonteus mu pomógł, szczep Aresowy,
syn Kajneidy, Korona możnego o duszy wyniosłej.
Z nimi ruszyło na morze czterdzieści czarnych okrętów.
Z Kyfu Guneus dwadzieścia dwa wiódł na wojnę okręty,
Enieńczycy szli za nim i Perajbowie waleczni -
ci, co w krąg mroźnej Dodony siedziby swe założyli
i nad brzegami wdzięcznego Titaresjosu osiedli,
który swe nurty prześliczne toczy do wód Penejowych,
ale nie miesza z Penejem jak srebro przejrzystym fali,
tylko po wierzchu przepływa rzeki, podobny oliwie,
Styksu odnogą jest bowiem, mściciela strasznej przysięgi.
A Magnetami dowodził syn Tentredona, Protoos -
tymi, co wkoło Penejos i Pelion okryty lasami
zamieszkiwali. Protoos o duszy wyniosłej był z nimi.
Z nim wypłynęło na morze czterdzieści czarnych okrętów.
Tacy więc byli wodzowie i władcy pośród Danajów,
którzy z nich byli najlepsi w boju - ty, Muzo, mi powiedz -
z ludzi i z koni, z tych wszystkich, co z Atrydami ruszyli.
Konie ze wszystkich najlepsze Eumelos miał, Feretiada.
Gdy bystronogie prowadził, podobne ptakom pędziły,
maścią jednakie i wiekiem, pod linię równe grzbietami.
To srebrnołuki Apollon sam w Pierii je wyhodował,
jedną i drugą klacz, postrach Aresa niosły wśród bitwy.
A najprzedniejszy wśród mężów był Ajas, syn Telamona,
póki Achilles trwał w gniewie. Ten był o wiele dzielniejszy,
także i konie, co niosły w boju bez skazy Pelidę.
Ale on przy swych wygiętych, szybkich w żegludze okrętach
leżał wciąż gniewny na ludów pasterza Agamemnona,
syna Atreusa, gdy wojsko nad morzem o brzegi bijącym
rozweselało się dysków rzucaniem, a także włóczni,
oraz łukami. Zaś konie, każdy przy swoim rydwanie,
skubiąc pastewne rośliny rosnące na łąkach wilgotnych,
stały. A władców rydwany porządnie okryte leżały
pod namiotami, gdy oni wciąż tęskniąc za wodzem walecznym,
to tu, to tam po obozie błądzili, nie myśląc o bitwie.
Wojsko zaś szło niby ogień, gdy całą ziemię ogarnie.
Ziemia w głębinach jęczała, jak gdyby Dzeus rozgniewany,
co piorunami się cieszy, wychłostał kraj w krąg Tyfona
w skalnej Arimie, gdzie Tyfon, jak mówią, ma swoją dziedzinę -
tak pod zbrojnymi stopami idących oddziałów w krąg ziemia
głośno jęczała. Z pośpiechem ogromnym przebyli równinę.
Iris tymczasem, o stopach jak wicher lotnych, przybyła
z wieścią żałosną od Dzeusa egidodzierżcy do Trojan.
Ci naradzali się wtedy u wrót pałacu Pryjama
wszyscy jak jeden mąż, wspólnie młodzieńcy wraz ze starcami.
Pośród nich Iris stanęła jak wicher lotna i rzekła,
do Politesa Priamidy z głosu dźwięcznego podobna.
Ten trwał na czatach ze strony trojańskiej, ufny w swe nogi.
Siedział na szczycie grobowca starego Ajsyetesa,
bacząc na chwilę, gdy ruszą od swych okrętów Achaje.
W jego postaci więc Iris o szybkich stopach tak rzekła:
"Starcze Pryjamie, ty lubisz zazwyczaj rozwlekłe gawędy
jak w czas pokoju, a przecież nas wojna dosięgła okrutna.
Wiele już razy w zmaganiach z mężami uczestniczyłem,
lecz nie widziałem oddziałów tak sprawnych i w takiej ilości.
Liściom na drzewach są bowiem i piaskom wybrzeża podobne,
kiedy przechodzą równiną, ażeby na miasto uderzyć.
Tobie, Hektorze, szczególnie to zlecam, co ty masz wypełnić!
Wielu ma bowiem potężny Pryjama gród sprzymierzeńców.
Wszyscy z nich w dali rozsiani władają odrębnym językiem.
Niechże im każdy z ich własnych dowódców wydaje rozkazy,
niechaj ich wiedzie, sprawiwszy szeregi swoje do bitwy".
Tak powiedziała. W jej słowach rozpoznał Hektor boginię.
Zaraz obrady rozwiązał. Kto żyw, popędził się zbroić.
Wszystkie wnet bramy rozwarto i wojsko nimi runęło
piesze i konne. Dokoła gwałtowna wrzawa wybuchła.
Jest przed miejskimi bramami z daleka wyniosły pagórek
pośród równiny, dostępny dokoła z tej i z tej strony.
Ludzie wzniesieniu owemu nadali nazwę Batiei,
a nieśmiertelni - grobowca zwycięskiej w skoku Myriny.
Tam podzieliły się Trojan oddziały i ich sprzymierzeńców.
Trojan wiódł Hektor potężny o hełmie wiejącym kitami,
sławny Priamida. W krąg niego najlepsze i najliczniejsze
wojsko zbroiło się sprawnie, wyborne w rzucaniu włóczni.
Ludem Dardanów dowodził Eneasz, syn Anchizesa,
przez Afrodytę, boginię, Anchizesowi zrodzony.
Idy wąwozy boginię złączyły miłością z śmiertelnym.
Wodzem sam nie był, z nim razem dwaj Antenora synowie
w sztuce wojennej ćwiczeni: Archeloch oraz Akamas.
Zamieszkujące w Zelei na krańcach podnóża Idy,
znane z bogactwa, pijące czarnego Ajsepu wody
plemię trojańskie - pod wodzą sławnego szło Pandarosa,
co Lykaona był synem, a łuk mu dał sam Apollon.
Lud Adrasteją władnący i Apajsosu obszarem,
co Pityeję posiadał i stromą górę Terei -
wiódł Amfios w lnianym pancerzu oraz Adrastos. Obydwaj
byli synami Meropa perkozyjskiego, co wszystkich
sztuką wieszczbiarską przewyższał, więc synom swoim na wojnę
zgubę niosącą zabraniał iść, ale jego rozkazu
nie usłuchali, bo Kery ponurej śmierci ich wiodły.
Tych, co Perkotę i Praktios dokoła zamieszkiwali,
Sestos, a także Abydos, a nadto boską Arisbę -
tych Hyrtakida prowadził Azjos, walecznych dowódca,
Azjos ów, syn Hyrtakosa, ten, co go konie z Arisby,
maści ognistej, ogromne, znad Selleejsu przyniosły.
A Hippotoos prowadził oddział Pelazgów wybranych
przez los do włóczni - tych, którzy w Larisie żyznej osiedli.
Z Hippotoosem Pylajos był wodzem, szczep Aresowy,
Leta Pelazga obydwaj synowie, Teutamidy.
Traków prowadził Akamas, a z nim Pejroos bohater.
Lud ten Hellespont odgradza o prądach bystro płynących.
Wojsko Kikonów walczących włóczniami wiódł Eufemos,
syn Troizena, szlachetnie wychowanego Keady.
Dzielny Pyrajchmes prowadził Pajonów z krzywymi łukami -
z dala ich wiódł, z Amydonu, znad wód Aksjosu szerokich,
rzeki Aksjosu, co piękne nurty po ziemi rozlewa.
Paflagończykom przewodził Pylajmen o sercu walecznym
z kraju Enetów, skąd rodem są muły dziko żyjące.
Ci Enetowie Kytoros i Sezam w krąg osiedlili,
w sławnych mieszkali domostwach na brzegach wód Parteniosu,
w Kromnie, w Ajgialu, a także wśród wzgórz Erytin wysokich.
Halidzonami dowodził Odios, a z nim Epistrofos -
z dala ich wiedli, z Aliby, z ziemi, skąd srebro jest rodem.
Chromis dowodził Myzami, z nim razem Ennomos wróżbita,
ale od Kery go czarnej wróżbiarstwo nie wyzwoliło,
pod Ajakidy padł bowiem szybkonogiego ciosami
w rzece, gdzie także i inni tonęli dzielni Trojanie.
Forkys wiódł Frygów, z nim razem Askanios do bogów podobny -
z dala ich wiedli, z Askanii. Pragnęli starcia wśród bitwy.
Mestles i dzielny Antifos byli wodzami Majonów,
Talajmenesa synowie i Nimfy Jeziora Gygai -
ci prowadzili Majonów u stóp Tmolosu osiadłych.
Nastes dowodził Karami o barbarzyńskim języku.
Tych co władali Miletem i górą Ftejron lesistą,
nurt posiadali Meandra i strome szczyty Mykali -
tych prowadzili do bitwy Amfimach dzielny i Nastes;
sławni synowie Nomiona obaj, Amfimach i Nastes,
który do bitwy szedł złotem okryty niby dziewczyna.
Głupiec, bo to nie ustrzegło go od żałosnej zagłady,
pod Ajakidy padł bowiem szybkonogiego ciosami
w rzece, a złoto wziął Achill w rzemiośle biegły wojennym.
Lyków prowadził Sarpedon, a razem z nim Glaukos bez skazy -
wiedli ich z Lykii dalekiej, znad brzegów Ksantu krętego.