+ Pokaż spis treści

Ostatnia wojna XIX wieku


Konflikt, w którego ogniu rodził się dwudziesty wiek, mocno jeszcze osadzony był w realiach dziewiętnastowiecznego pola walki. Wprawdzie w toku działań wprowadzono nowe typy uzbrojenia, znaleziono nowe wykorzystanie dla znanych już uprzednio broni, to jednak przez cztery lata walk znaczącą rolę odgrywały tradycyjne metody i środki walki.


Szokujące może się przede wszystkim wydawać upodobanie do archaicznych mundurów i elementów wyposażenia. Francuskim strzelcom ułatwiały celowanie do niemieckich piechurów lśniące, duże orły na operetkowych pikielhaubach.


Żołnierze kajzera natomiast z dala dostrzec mogli Francuza strojnego w błękitną bluzę oraz czerwoną czapkę i spodnie; równie wyborny cel stanowili kirasjerzy Republiki błyszczący pancerzami, pamiętającymi czasy napoleońskie. Cóż powiedzieć o żółtych szarfach zdobiących piersi oficerów armii cesarsko-królewskiej? Doprawdy, drogo kosztowała walczące armie skłonność do barwnej fanfaronady w pierwszych miesiącach walk. Dość prędko jednak porzucano dawne upodobania, dostosowując mundur do wymogów nowoczesnej wojny.


Nieco wolniej odchodziły w niebyt takie pamiątki przeszłości jak transport konny, czy kawaleria. Ta ostatnia na froncie zachodnim, wepchniętym do okopów, w zasadzie nie odegrała większej roli. Na froncie wschodnim korzystano z niej jednak z powodzeniem, by wspomnieć chociażby przerwanie frontu przez jazdę niemiecką pod Święcianami we wrześniu 1915 r.


Na frontach Wielkiej Wojny kończyła się epoka konia jako podstawowej siły pociągowej wojska. Nastręczające kłopotów furażowanie, fatalny stan dróg w strefie przyfrontowej, ograniczona wytrzymałość zwierząt sprawiały, że stopniowo rezygnowano z wykorzystywania konnych zaprzęgów. Trudności w zapewnieniu zaopatrzenia w paliwo do samochodów czy ciągników powodowały, że konie były jednak obecne na polu walki do końca działań wojennych.



Konie i ludzie odpoczywają. Szybkie niemieckie jednostki kawaleryjskie siały popłoch w pierwszych dniach wojny na terenie Belgii i północnej Francji. Wyposażeni w szable i czterometrowe lance jeźdźcy sprawnie posuwali się naprzód, aż do chwili, gdy ich szarże załamały się pod ogniem Belgów pod Brukselą i pod szablami Anglików pod Soignies. Choć więc początek wojny był dość tradycyjny, w późniejszym czasie - zwłaszcza na Zachodzie - jazda nie odgrywała już większej roli.Kawaleria niemiecka po zdobyciu alianckich okopów - wiosna 1918 roku. Takie widoki należały w końcowym okresie wojny do rzadkości. Jazdę wprowadzano do walki na Froncie Zachodnim wówczas, gdy podjęta ofensywa rzeczywiście wypierała przeciwnika z zajmowanych przezeń pozycji.Niemiecki zaprzęg artyleryjski latem 1915 roku. Rodzajem broni, który długo nie mógł się obyć bez wykorzystywania koni jako podstawowej siły pociągowej, była artyleria. Szczególnie na wschodzie, gdzie zmasowane ofensywy wymagały znacznej mobilności wojsk, konie stale towarzyszyły bateriom armat i haubic.Artyleria konna na bezkresnych przestrzeniach Imperium Rosyjskiego. Słabo rozwinięta sieć kolejowa, brak dostatecznej ilości ciągników samochodowych, kłopoty z zaopatrzeniem w paliwo, a przede wszystkim łatwość i szybkość manewrowania na polu walki - oto główne powody stałego wykorzystywania koni w walkach w Europie Wschodniej.Tabory niemieckie na serbskich bezdrożach. Zwierzęta były nieodzowną siłą pociągową wszędzie tam, gdzie nie była sobie w stanie poradzić nowoczesna, choć bardzo jeszcze niedoskonała technika...Oddziały bawarskie podczas walk w Mezopotamii. Na odległych frontach, w trudnych egzotycznych warunkach, gdy brakło koni, wykorzystywano dla ciągnięcia ciężkich armat nawet woły.Zaopatrzenie dla angielskich okopów. Na linii frontu, gdy w głębokim grząskim błocie trzeba było dostarczyć żołnierzom żywność lub amunicję, armia brytyjska używała często osłów i, przedstawionych na fotografii, mułów. O wiele mniej wymagające, bardzo wytrzymałe, dobrze sprawdzały się w ekstremalnych warunkach.Zniszczony zaprzęg. Mówi się, że Pierwsza Wojna Światowa zabiła konia. Choć jest to przenośnia (w istocie jazda i tabory zaczęły odgrywać coraz mniejszą rolę) to rzeczywiście pod ogniem artylerii i karabinów maszynowych padało na froncie bardzo wiele zwierząt.Rozbity ambulans. Ogień artyleryjski był ślepy w swej sile zniszczenia. Dosięgał, chronione konwencjami międzynarodowymi, służby medyczne, zabijał konie. Uprzątnięcie szczątków padłych zwierząt dostarczało niemało kłopotu - ich zaleganie na polach bitew stanowiło wielkie zagrożenie sanitarne. Trudno było w strefie przyfrontowej utrzymać we właściwym stanie żywe konie, trudno było pozbyć się ich, gdy zostały zabite.