+ Pokaż spis treści

Opozycja demokratyczna - polski papież - "Solidarność"


Komitet Obrony Robotników


      Brutalność z jaką przedstawiciele władzy potraktowali uczestników czerwcowych protestów poruszyła niemałą część społeczeństwa. Jest jednak zrozumiałe, iż tylko nieliczni zdecydowali się wystąpić przeciwko temu otwarcie i jawnie okazać pomoc represjonowanym. W lipcu 1976 r. przedstawiciele środowisk niezależnych i opozycyjnych - głównie wywodzący się z kręgu osób biorących udział w protestach przeciwko zmianom w Konstytucji - zaczęli występować w obronie szykanowanych i represjonowanych uczestników protestów robotniczych. Zaczęły pojawiać się apele i odezwy, których autorzy i sygnatariusze domagali się uwolnienia uczestników robotniczego protestu w Polsce.


      9 IX 1976 r. obradowała Konferencja Plenarna Episkopatu Polski. Ogłoszono komunikat, w którym - w części zakwestionowanej przez cenzurę - czytamy między innymi: "Konferencja Plenarna Episkopatu Polski zwraca się do najwyższych władz państwowych, aby zaniechano wszelkich represji wobec robotników biorących udział w protestach przeciwko zamierzonej przez rząd w czerwcu br. zbyt wygórowanej podwyżce cen artykułów żywnościowych. Uczestniczącym w tych protestach robotnikom trzeba by przywrócić utracone prawa, pozycję społeczną i zawodową, wyrządzone krzywdy odpowiednio wynagrodzić, wobec skazanych zastosować amnestię".


      Te wszystkie głosy protestu przeciwko represjom zostały wymuszone przez falę procesów, w których oskarżonymi byli uczestnicy czerwcowych protestów. Na procesy te przyjeżdżali w charakterze obserwatorów, ale także ze spontanicznie organizowaną pomocą różni, na ogół młodzi ludzie. Trudno dziś precyzyjnie określić, kto był pierwszy, ale warto pamiętać, że wśród inicjatorów tych akcji byłi m.in. Antoni Macierewicz i Piotr Naimski, Zofia i Zbigniew Romaszewscy, Mirosław Chojecki i Henryk Wujec. Dla rodzin aresztowanych zbierano pieniądze, organizowano bezpłatną pomoc prawną, w którą angażowała się grupa warszawskich adwokatów znanych z niezależnej czy może już nawet wtedy opozycyjnej postawy. Pobitym robotnikom udzielano też pomocy medycznej.


      23 IX 1976 r. 14 osób ogłosiło "Apel do społeczeństwa i władz PRL", w którym informowano o powstaniu Komitetu Obrony Robotników. W następnych tygodniach i miesiącach kilka dalszych osób stało się pełnoprawnymi członkami KOR-u. Wszystkie one działały w sposób jawny, choć władze od pierwszej chwili uznawały tę działalność za nielegalną. Owa jawność przejawiała się i w tym, że na łamach wydawanego poza zasięgiem cenzury "Biuletynu Informacyjnego" podawano ich domowe adresy i telefony. Nieporównanie większa była grupa anonimowych współpracowników KOR-u. Wszelako regułą było, że osoby otwarcie angażujące się w pracę w Komitecie były usuwane z pracy i narażały się na mniej czy więcej dotkliwe szykany i represje.


      Jedną z cech działania KOR-u było to, że odwoływał się nie tylko do władz państwowych, ale również do społeczeństwa, do tego celu wykorzystując publikacje ukazujące się poza zasięgiem cenzury. W ten sposób zaczął w Polsce powstawać wydawniczy drugi obieg. Jesienią 1976 r. członkowie KOR-u nie tylko wzywali więc Sejm do powołania specjalnej Komisji Śledczej, która zbadałaby okoliczności stosowania przemocy przeciwko uczestnikom czerwcowych protestów, ale do pisania analogicznych listów zachęcali społeczeństwo. W efekcie w ciągu kilku tygodni na adres Sejmu wpłynęły listy podpisane łącznie przez kilka tysięcy osób. Od jesieni 1976 do wiosny 1977 r. do Prokuratury Generalnej napłynęło też ponad sto podpisanych imiennie indywidualnych skarg na okrucieństwo MO i SB, metody śledcze, torturowanie zatrzymanych. To także był efekt działania KOR-u, który dążył do maksymalnego nagłośnienia sprawy represji. Komitet prowadził ścisłą ewidencję osób, którym udzielano pomocy. Obejmowała ona ponad 1000 nazwisk z Ursusa, Radomia, Płocka, Warszawy, Łodzi, Gdańska, Grudziądza i Poznania. Pomocy finansowej udzielono łącznie 604 rodzinom. Prawie 70% wydanych na ten cel pieniędzy zebrano w kraju. Z zagranicy pieniądze na pomoc dla polskich robotników przekazywały centrale związków zawodowych z Francji, Norwegii, Szwecji i Włoch, organizacja Amnesty International, osoby prywatne, w tym tak wybitni intelektualiści, jak Heinrich Böll, Günther Grass, Eugene Ionesco czy Jean-Paul Sartre. Pieniądze do kraju przekazywała też Polonia.

    
Rozwój opozycji demokratycznej


      W marcu 1977 r. środowiska opozycyjne pragnęły rozszerzyć platformę działania i powołać do życia Komitet Obrony Praw Człowieka i Obywatela. W tym celu środowisko KOR-owskie nawiązało bliższy kontakt z liderem rozbitej aresztowaniami organizacji "Ruch" - Andrzejem Czumą oraz z Leszkiem Moczulskim. Przygotowano już nawet wspólną deklarację - jak się mogło wydawać - zawczasu zaakceptowaną przez wszystkich zainteresowanych.

      Jednak zamiast tego, 26 III 1977 r. Czuma i Moczulski, na zwołanej przez siebie konferencji prasowej, przedstawili się jako rzecznicy powołanego właśnie do życia Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Zebranych dziennikarzy zapoznali z deklaracją ideowo-programową, którą podpisało kilkanaście osób reprezentujących na ogół środowiska prawicowe. Niezależnie od intencji inicjatorów całej akcji dokonał się rozłam w polskiej demokratycznej opozycji, a KOR i ROPCiO stały się grupami konkurencyjnymi wobec siebie. Zresztą w ciągu następnych miesięcy drogą podziałów i rozłamów z ROPCiO wyłoniły się następujące organizacje: ROPCiO (grupa Czumy), Ruch Młodej Polski (grupa z Aleksandrem Hallem na czele), Ruch Niezależnych Demokratów oraz Komitet na Rzecz Samostanowienia Narodu. Ze środowiska ROPCiO -przynajmniej częściowo - wywodziła się też powołana do życia l IX 1979 r. Konfederacja Polski Niepodległej, na czele której stanął Leszek Moczulski.

      Rankiem 7 V 1977 r. w klatce schodowej domu przy ulicy Szewskiej 7 w Krakowie znaleziono zwłoki 23-letniego studenta V roku filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego Stanisława Pyjasa. Zmarł on kilka godzin wcześniej w skutek obrażeń głowy. Tu jednak kończyły się podobieństwa wersji oficjalnej i nieoficjalnej. Pyjas był współpracownikiem KOR-u, któremu w anonimowych listach grożono. Wedle wersji oficjalnej spadł po pijanemu ze schodów i w wyniku tego poniósł śmierć. W myśl wersji nieoficjalnej, ale solidnie udokumentowanej, stał się ofiarą mordu politycznego.

      Uroczystości pogrzebowe przybrały charakter manifestacyjny. Liczący kilka tysięcy osób milczący pochód studencki z czarnymi flagami, zapalonymi świeczkami i zniczami przemaszerował pod Wawel, gdzie odczytano deklarację założycielską krakowskiego Studenckiego Komitetu Solidarności. W następnych tygodniach i miesiącach niezależny ruch młodzieży akademickiej rozprzestrzeniał się pod postacią SKS-ów powstających w większych ośrodkach uniwersyteckich.

      Jeszcze przed pogrzebem Pyjasa władze przystąpiły do aresztowań wśród działaczy KOR. W sumie zatrzymano 11 członków i współpracowników KOR-u. W obronie aresztowanych w imieniu ROPCiO oświadczenie wydali Czuma i Moczulski, a 17 osób ze świata kultury zwróciło się do władz z apelem o wypuszczenie na wolność aresztowanych, a do opinii publicznej o obronę więźniów politycznych w PRL. Najszerszym echem odbiła się głodówka protestacyjna zorganizowana w warszawskim kościele św. Marcina w intencji uwolnienia ostatnich pięciu więzionych uczestników robotniczego protestu z czerwca 1976 r. oraz 11 działaczy KOR-u.

      Tę stosunkowo dotąd mało w Polsce rozpowszechnioną formą protestu w następnych latach posługiwano się wielokrotnie, z różnym zresztą skutkiem. W latach dziewięćdziesiątych tą niezwykle dramatyczną formą protestu posługiwano się także w celach ekonomicznych (żądanie podwyżki płac), co niewątpliwie przyczyniło się do upadku znaczenia i moralnego ciężaru gatunkowego tego rodzaju protestów. Niemniej ta pierwsza głodówka przyniosła jej organizatorom autentyczny sukces: 19 lipca Rada Państwa wydała dekret o amnestii, na mocy którego w następnych dniach zostali zwolnieni ostatni skazani za udział w demonstracjach w Radomiu i Ursusie oraz występujący w ich obronie KOR-owcy. Był to niewątpliwy sukces środowisk opozycyjnych i niezależnych choć władze oficjalnie łączyły amnestię nie z protestami społecznymi, ale z kolejną rocznicą powstania Polski Ludowej. Jednocześnie KOR wypełnił w ten sposób swoją misję i we wrześniu został przekształcony w Komitet Samoobrony Społecznej "KOR".

Drugi obieg

      Rok 1977 okazał się przełomowy dla niezależnych inicjatyw wydawniczych. W styczniu ukazał się pierwszy numer kwartalnika literackiego "Zapis", w kwietniu pierwsza broszura pt. "W imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej". W sierpniu pierwsza pozycja opublikowana przez Niezależną Oficynę Wydawniczą "NOWA".

      W październiku zaczęto wydawać pismo literackie "Puls". W tym samym czasie ukazał się też pierwszy numer "Robotnika", który początkowo miał 3 tyś. nakładu, ale począwszy od końca 1978 r. już 20 tyś., by latem 1980 r. sięgnąć nawet 60 tyś. Także w październiku 1977 r. ukazał się pierwszy numer "Głosu". W następnym roku zaczął wychodzić Kwartalnik Polityczny "Krytyka", a w 1979 r. "Res Publica".

      Chociaż krąg oddziaływania publikacji wydawanych poza zasięgiem cenzury był z natury rzeczy ograniczony, to właśnie powstanie w Polsce drugiego obiegu (z perspektywy czasu) można uznać za jedną z największych i trwałych zdobyczy przedsierpniowej opozycji. Nie sposób wręcz przecenić faktu złamania państwowego monopolu w tym względzie. Zasługą niezależnych wydawnictw było m.in. udostępnienie krajowym czytelnikom znacznej części twórczości Czesława Miłosza zanim jesienią 1980 r. uzyskał on literacką Nagrodę Nobla, a jego książki zaczęto oficjalnie publikować w Polsce oraz "Blaszanego bębenka" Günthera Grassa. Nie wolno też zapominać, że "Miazga" Jerzego Andrzejewskiego i "Mała Apokalipsa" Tadeusza Konwickiego pierwotnie ukazały się w końcu lat siedemdziesiątych jako numery specjalne "Zapisu".
 

"Latający Uniwersytet" i Wolne Związki Zawodowe


      Innym ważnym dokonaniem opozycji demokratycznej drugiej połowy lat siedemdziesiątych było organizowanie w prywatnych mieszkaniach wykładów na temat prawa i praworządności, najnowszej historii, ekonomii, socjologii, literatury itd., na które nierzadko przychodziło po kilkadziesiąt, a czasem sto i więcej osób. W pracach tego "Latającego Uniwersytetu" uczestniczyło szereg osób zaangażowanych w akcję protestacyjną przeciwko zmianom w Konstytucji. W styczniu 1978 r. grono to powołało do życia Towarzystwo Kursów Naukowych. Władze nie zamierzały jednak tolerować tej nowej społecznej inicjatywy. Zaczęły się mnożyć brutalne ataki wymierzone w organizatorów i inicjatorów całej tej akcji. Do prywatnych mieszkań, gdzie odbywały się wykłady, wkraczały grupy funkcjonariuszy MSW bądź młodzieżowe bojówki organizowane przez Socjalistyczny Związek Studentów Polskich, a rekrutujące się głównie ze studentów Akademii Wychowania Fizycznego.

      Ważnym dokonaniem demokratycznej opozycji drugiej połowy lat siedemdziesiątych było też powstanie w Polsce niezależnego od władz partyjnych i administracyjnych ruchu zawodowego. W pierwszej połowie marca 1978 r. powstał w Katowicach Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych. Powołały go do życia wspólnie środowiska KSS "KOR" i ROPCiO, a bodaj najbardziej znaną osobą zaangażowaną na tamtym terenie w niezależny ruch związkowy był Kazimierz Świtoń.

      W kwietniu został powołany do życia Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, w którego powstaniu ogromną rolę odegrali m.in. związani ze środowiskiem KOR-owskim Andrzej Gwiazda i jego żona Joanna Duda-Gwiazda, Anna Walentynowicz i Lech Wałęsa. Całej tej akcji w jakimś sensie patronował Bogdan Borusewicz. Działacze KZWZZ oddziaływali na środowiska robotnicze głównie w dużych zakładach przemysłowych, przede wszystkim poprzez kolportaż niezależnej prasy (m.in. "Robotnika"), Działalność w KZWZZ sprowadzała na osoby w nią zaangażowane policyjne i administracyjne szykany i represje. Niemniej krąg oddziaływania systematycznie ulegał rozszerzeniu.
    

Papież Wojtyła


"Habemus papam!" Ogłoszenie wyboru Jana Pawła II (fot. wikimedia)      Wieczorem 16 X 1978 r. - zdaniem wielu Polaków - stał się prawdziwy cud. Konklawe wybrało papieżem 58-letniego metropolitę Krakowa, kardynała Karola Wojtyłę, który przybrał imię Jana Pawła II. W całym kraju w kościołach, w których gromadzili się wierni, dzwony obwieszczały tę radosną nowinę. Inaczej na wybór papieża-Polaka zareagowały władze partyjno-państwowe. Były one po prostu w pierwszej chwili zaszokowane. Dziennik telewizyjny - rzecz zupełnie niezwykła - rozpoczął się w tym dniu z kilkuminutowym opóźnieniem. Niemniej, w niedzielę 22 X 1978 r. Telewizja Polska po raz pierwszy w swej historii przeprowadziła bezpośrednią transmisję Mszy św. Była to transmitowana z Watykanu inauguracja pontyfikatu Jana Pawła II. Miliony ludzi wysłuchały wypowiedzianych po polsku przez Ojca Świętego słów pozdrowienia dla rodaków. Na obserwatorach tamtej uroczystości szczególne wrażenie wywarł moment, gdy do papieskiego tronu zbliżył się prymas Polski i Ojciec Święty serdecznie objął i uściskał klęczącego przed nim kardynała Wyszyńskiego.

      W dniach od 2 do 10 VI 1979 r. papież Jan Paweł II pielgrzymował po Polsce. Na całej trasie obejmującej Warszawę, Gniezno, Częstochowę, Kraków, Oświęcim, Kalwarię Zebrzydowską, rodzinne Wadowice i Nowy Targ witały go miliony wiernych. W trakcie spotkań z papieżem społeczeństwo polskie po raz pierwszy od wielu lat zobaczyło swoją siłę. Ludzie mogli przekonać się, jak wielką siłę stanowią w Polsce katolicy. Władze państwowe starały się oczywiście zdyskontować papieską wizytę propagandowo. W Belwederze Gierek przyjmował papieża Jana Pawła II.

      Papieska pielgrzymka po Polsce może być analizowana i interpretowana w rozmaity sposób. Najważniejszy chyba był jej wymiar duchowy i społeczny. Dla bardzo wielu ludzi był to moment, w którym podnieśli się oni z kolan. Z dzisiejszej perspektywy nie ulega już wątpliwości, że Ojciec Święty "przebudził" rodaków. Żegnając się z nimi na krakowskich Błoniach przekazywał i apelował: "Zanim stąd odejdę, proszę Was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię ťPolskaŤ raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością. (...) abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy". Papież wyjechał z Polski, ale jego pielgrzymka już za rok miała przyczynić się do powstania "Solidarności".

Zmierzch Gierka

      Ostatni rok rządów Gierka charakteryzował się systematycznie nasilającą się "propagandą sukcesu", która nieudolnie próbowała skrywać przed opinią publiczną to, co praktycznie już wszyscy widzieli gołym okiem. Sytuacja ekonomiczna Polski była coraz gorsza. Rosło zadłużenie, o wysokości którego Polacy nie byli zresztą informowani. Widać było wszakże załamanie gospodarcze i fiasko budowy "drugiej Polski". Kryzys gospodarczy dotykał coraz szersze kręgi społeczeństwa, które w latach siedemdziesiątych zdążyło już się przyzwyczaić do tego, że stopa życiowa powinna systematycznie rosnąć. Mimo napływających z różnych stron ostrzeżeń władze w swojej bezgranicznej arogancji zupełnie lekceważyły nastroje społeczne, a te z miesiąca na miesiąc były coraz gorsze. Gierek próbował poprawić swoją sytuację pozbywając się na VIII Zjeździe PZPR w lutym 1980 r. z kierownictwa Jaroszewicza, na którego usiłowano zrzucić całą odpowiedzialność za wszelkie niepowodzenia gospodarcze. Nowym szefem rządu został Edward Babiuch.

      23 III 1980 r. przeprowadzono kolejne wybory do Sejmu i rad narodowych stopnia wojewódzkiego. Według ogłoszonych oficjalnie danych w wyborach wzięło udział 99,8% osób uprawnionych do głosowania, a na listy FJN padło 99,52% ważnych głosów. Podawanie tak wysokich - w praktyce w ogóle nierealnych - wyników wyborców stało się typowe dla państw realnego socjalizmu. Wszelako tym razem - po raz pierwszy od 1947 r. - w jakimś przynajmniej stopniu dysponujemy szacunkowymi danymi pochodzącymi z niezależnych źródeł opozycyjnych. Wynika z nich, że w stosunkowo znacznym stopniu zbojkotowała wybory młodzież, zwłaszcza akademicka. Zdaniem KSS "KOR" frekwencja wyborcza w Warszawie miała wynieść średnio około 80%, a w akademikach kształtować się na poziomie 25-50%. Społeczeństwo było już wyraźnie zmęczone i jednocześnie zdeterminowane.
    

"Polskie lato 1980"


      Ignorując pogarszające się nastroje społeczne l lipca rząd zdecydował się rozszerzyć sprzedaż mięsa i wędlin prowadzoną przez tzw. sklepy komercyjne (droższe) oraz wprowadzić wyższe ceny na mięso i jego przetwory w stołówkach i bufetach zakładowych. Nikt zapewne nie przypuszczał, że ta nie ogłoszona w środkach komunikacji społecznej decyzja stanie się bezpośrednią przyczyną największej w historii Polski fali strajkowej. Już l lipca doszło do "przerw w pracy" w kilku zakładach przemysłowych w różnych częściach kraju. W następnych dniach i tygodniach przez Polskę przetoczyła się fala strajkowa. Tylko w lipcu strajki objęły ok. 80 tyś. osób zatrudnionych w 177 zakładach pracy w różnych częściach kraju. Z dzisiejszej perspektywy nie ulega wątpliwości, że dramatyczne wydarzenia "polskiego lata 1980" wyznaczały początek końca realnego socjalizmu nie tylko w naszym kraju. Postawy opozycyjne - w drugiej połowie lat siedemdziesiątych w sposób otwarty manifestowane przez wąską część społeczeństwa - stały się powszechne. Społeczeństwo polskie przebudzone w 1979 r. pielgrzymką Jana Pawła II postanowiło publicznie zabrać głos i przystąpić do "kapitalnego remontu Ojczyzny".


      Dla dalszych wydarzeń w kraju najważniejszy okazał się strajk na Wybrzeżu, który rozpoczął się rankiem 14 sierpnia w Stoczni im. Lenina. Robotnicy domagali się ponownego przyjęcia do pracy, zwolnionej tydzień wcześniej, działaczki WZZ Anny Walentynowicz oraz podwyżki płac i dodatku drożyźnianego. Wybrano Komitet Strajkowy, na czele którego stanął inny działacz WZZ Lech Wałęsa, który przez płot przedostał się na teren Stoczni. Wkrótce też pojawiły się dalsze żądania (m.in. zbudowania pomnika ofiar Grudnia 1970, gwarancji bezpieczeństwa dla strajkujących, przywrócenia do pracy Wałęsy).


      Następnego dnia strajk rozprzestrzeniał się na inne zakłady Trójmiasta. Pojawił się też jednoznaczny w swojej wymowie postulat polityczny utworzenia niezależnych "od partii i dyrekcji zakładu pracy" Wolnych Związków Zawodowych. Strajkujący upomnieli się również o zwolnienie więźniów politycznych i domagali się zrównania zasiłków rodzinnych do poziomu istniejącego w MSW i wojsku. Tego samego dnia Gierek przerwał swój urlop na Krymie. Władze nie rozumiały chyba, że przyjęta metoda postępowania (ustępstwa w kwestiach płacowych i brak jakichkolwiek poważnych propozycji rozwiązań politycznych) prowadzi do nikąd. Kondycja polskiej gospodarki była fatalna już przed falą strajków z lata 1980 r., lecz w wyniku strajków przeciągających się z winy władz partyjno-państwowych uległa dalszemu wyraźnemu pogorszeniu.


      Dniem przełomowym okazał się 16 sierpnia. Komitet Strajkowy doszedł do porozumienia z dyrekcją i proklamowano koniec strajku. Wtedy pojawiły się wśród części załogi głosy, że w ten sposób pozostawiono same sobie mniejsze, nie posiadające takiej siły przebicia zakłady. Wałęsa zmienił więc decyzję i proklamował dalszy strajk, choć na terenie stoczni pozostało nie więcej niż tysiąc osób. Część pracowników powróciła jednak, a poza tym do stoczni zaczęli napływać delegaci z innych zakładów. W nocy przedstawiciele 21 przedsiębiorstw proklamowali powstanie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, na czele którego stanął Wałęsa. Sformułowano też ostatecznie listę 21 postulatów, na pierwszym miejscu domagając się prawa do tworzenia wolnych związków zawodowych.


      18 sierpnia wybuchł strajk w Szczecinie, gdzie także utworzono MKS. Na jego czele stanął Marian Jurczyk. W ciągu kilkudziesięciu godzin praktycznie całe polskie Wybrzeże objął strajk powszechny.


      21 sierpnia 64 intelektualistów wystosowało do władz i do strajkujących apel wzywający do podjęcia dialogu i nawołujący do kompromisu. Nazajutrz dwaj sygnatariusze apelu Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki dostarczyli list do strajkującej Stoczni Gdańskiej. Prezydium MKS powierzyło Mazowieckiemu zadanie utworzenia komisji ekspertów mających wspomagać delegatów robotniczych w rozmowach z Komisją Rządową, na czele z wicepremierem Mieczysławem Jagielskim. Równocześnie wraz z rozszerzeniem się fali strajkowej na inne regiony kraju nasiliły się aresztowania wśród działaczy demokratycznej opozycji. Władze nie bez racji w tym środowisku upatrywały oparcie i zaplecze dla strajkujących.


      24 sierpnia zebrało się w Warszawie IV plenum KC PZPR, które wysłuchało informacji odpowiedzialnego w kierownictwie partii za sprawy wojska i bezpieczeństwa Stanisława Kani na temat sytuacji w kraju. Rozpoczęły się również personalne przetasowania. Ze składu Biura Politycznego odwołano sześciu członków oraz zastępców członków Biura, w tym m.in. premiera Babiucha. Z Sekretariatu KC odwołano trzy osoby, ale tylko w przypadku Józefa Pińkowskiego, który na mocy decyzji Rady Państwa tego samego dnia na stanowisku premiera zastąpił Babiucha, posunięcie to oznaczało awans. Dokonano też kilku innych zmian w składzie rządu.


      Normalnie w państwie realnego socjalizmu tak daleko idące zmiany na kierowniczych stanowiskach wzbudziłyby duże zainteresowanie społeczne. Latem 1980 r. sytuacja w Polsce nie była jednak normalna. Cała ta personalna roszada nie zrobiła na strajkujących większego wrażenia. Coraz więcej osób rozumiało, że czas Gierka minął bezpowrotnie. Coraz większa część kierownictwa partyjno-państwowego rozumiała też, że wraz z rozprzestrzenieniem się na inne regiony kraju fali strajkowej słabnie pozycja przetargowa władz, a rośnie pozycja strajkujących. Dziś wiemy też jednak, że część kierownictwa - inspirowana i podtrzymywana w tym względzie przez przywódców radzieckich - rozważała możliwość rozwiązania kryzysu przy użyciu siły.

    
Porozumienia w Szczecinie, Gdańsku i Jastrzębiu


      Wojna nerwów trwała jeszcze kilka dni, choć stawało się coraz bardziej widoczne, że - o ile nie sięgną po "rozwiązanie siłowe" - władze PRL będą musiały ustąpić i przystać na żądania strajkujących. Ostatecznie 30 sierpnia w Szczecinie Jurczyk i wicepremier Kazimierz Barcikowski podpisali porozumienie. Komisja Rządowa w praktyce uznała wszystkie postulaty wysunięte przez MKS. Proklamowano więc zakończenie strajku na tym terenie. Nazajutrz w Gdańsku porozumienie podpisali Wałęsa i Jagielski. Największą zdobyczą strajkujących było uzyskanie zgody na tworzenie niezależnych, samorządnych związków zawodowych, wyposażonych w prawo do strajku. Zwycięstwa strajkujących w Szczecinie i Gdańsku nie oznaczały zresztą końca głębokiego kryzysu polityczno-społecznego. Od 29 sierpnia trwał bowiem strajk powszechny na Śląsku. Ze względu na znaczenie województwa katowickiego dla gospodarki narodowej "wygaszenie" strajku na tym terenie władze uznały za najpilniejsze zadanie. l września powołano Komisję Rządową, która dwa dni potem podpisała porozumienie z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym w Jastrzębiu.

      Latem 1980 r. robotnicze protesty spotkały się z entuzjastycznym wręcz poparciem większości środowisk inteligenckich. Polskich robotników wspierali liczni artyści, pisarze, aktorzy, naukowcy, dziennikarze, którzy nie chcieli dłużej żyć w kłamstwie. Społeczeństwo polskie wystąpiło wówczas zgodnie, jak bodaj nigdy przedtem w PRL. Ze względu na zależność Polski od Związku Radzieckiego oraz ówczesny stopień świadomości społecznej nie formowano wtedy jeszcze żądań w sposób otwarty, na ogół odwołując się do języka oficjalnego. Wykorzystywano przy tym fakt podkładania pod te same określenia odmiennej treści niż zwykli to czynić komuniści. Stąd może wzięła się stosunkowo znaczna - w pierwszym okresie po Sierpniu - popularność hasła: "Socjalizm - tak; wypaczenia -nie!". Od samego też początku dynamika ruchu społecznego była zupełnie świadomie wytłumiona. Proces ten nazwano z czasem "samoograniczającą się rewolucją". Gierek sądził, że wystarczą drobne retusze i zmiany personalne i Polacy zaakceptują dalszy "dynamiczny rozwój". Tymczasem stawało się oczywiste, że jeżeli PZPR jeszcze raz ma ubiegać się u społeczeństwa choćby o cień zaufania, to jednym z warunków tego, jest zmiana na stanowisku I sekretarza KC.
    

Odejście Gierka


      W nocy z 5 na 6 IX 1980 r. zebrało się w Warszawie VI plenum KC PZPR. "W związku z chorobą" zwolniono z zajmowanego stanowiska Gierka, nowym I sekretarzem KC PZPR wybierając jednogłośnie dotychczasowego członka Biura Politycznego i sekretarza KC Stanisława Kanię. Dokonano też dalszych zmian kadrowych w kierownictwie PZPR. Niemniej sytuacja polityczna nadal była trudna, a dodatkowo komplikowała ją postawa przynajmniej części partyjnego aparatu i aktywu, nie rozumiejącego, iż nie da się dłużej rządzić Polską po staremu.

      W różnych częściach kraju Komitety Strajkowe z wolna przekształcały się w komitety założycielskie nowych związków zawodowych. Tymczasem stosunkowo wielu lokalnych działaczy głosiło, iż na "ich terenie" nie będzie żadnych niezależnych i samorządnych związków zawodowych. Również władze centralne początkowo zachowywały się tak, jakby porozumienia ze Szczecina i Gdańska miały dotyczyć wyłącznie Wybrzeża. Ponadto władze znów obiecywały podwyżki zarobków tylko tym, którzy strajkowali. Rozlewała się więc fala strajkowa, a postulaty ekonomiczne (powszechne domaganie się dodatków drożyźnianych przezwanych "wałęsówkami") mieszały się z postulatami politycznymi, a bodaj jeszcze częściej branżowymi i lokalnymi. Choć niewątpliwie malejąca, fala ta miała się jeszcze utrzymać przez kilka tygodni. Zresztą część strajków wybuchała pod byle pretekstem, właściwie tylko po to, żeby "nie być gorszym" i "pokazać się". Jednocześnie w różnych częściach kraju - niezależnie od postawy zajmowanej przez lokalne władze - powstawały komitety założycielskie nowych związków zawodowych, o czym jednak na ogół środki komunikacji społecznej nie informowały lub informowały wybiórczo i tendencyjnie.