+ Pokaż spis treści

Opowiadanie

 Opowiadanie jest pierwszą formą wypowiedzi, którą poznajesz w szkole. Najpierw uczysz się odtwarzać własnymi słowami przygody bohaterów czytanek i lektur. Jest to opowiadanie odtwórcze. Potem już sam wymyślasz wydarzenia i zapisujesz je (np. Jak potoczyły się dalsze losy Zenka z "Tego obcego"?). Jest to opowiadanie twórcze.

      Opowiadanie najczęściej odtwarza przebieg zdarzeń z przeszłości, ale bywa również, że tematem opowiadania są zdarzenia przyszłe. Pamiętaj, że zawsze między zdarzeniami musi zachodzić związek przyczynowo-skutkowy.

      Opowiadanie, w przeciwieństwie do opisu, jest dynamiczną formą wypowiedzi, koncentruj się więc na wydarzeniach, nie na ich tle. Nie znaczy to, że nie wolno ci napisać, że pociąg, do którego wsiadłeś, był zatłoczony i źle oświetlony, ale szczegóły tego rodzaju wplataj w tok wydarzeń, nie poświęcaj im osobnych akapitów. Musisz w swoim czytelniku wzbudzić przede wszystkim ciekawość "Co dalej?" i utrzymać ją do końca opowieści.

      Opowiadanie ma pewne cechy wspólne z opisem sytuacji, który też jest dynamiczny, ale nie zajmuje się ciągiem zdarzeń, a tylko jednym chwilowym ich układem, bez dociekania jego przyczyn i skutków.

      Opowiadanie powinno składać się z trzech części: wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Każda z nich stanowi oczywiście osobny akapit, przy czym w dłuższych opowiadaniach samo rozwinięcie możesz również dzielić na dowolną liczbę akapitów.

      Aby uniknąć w swym opowiadaniu monotonii i uczynić je barwniejszym , możesz wpleść w nie dialogi, a nawet inne formy wypowiedzi (np. zaproszenie, telegram). Chociaż z reguły w opowiadaniu posługujemy się czasownikami w czasie przeszłym, możesz dla ubarwienia akcji zastosować także czas teraźniejszy.

      W swoim opowiadaniu możesz przyjąć pozycję narratora trzecioosobowego lub pierwszoosobowego, jeśli polecenie nie precyzuje, jaka ma być narracja. Jako narrator pierwszoosobowy możesz być dowolnym bohaterem (np. Robinsonem) lub nawet rzeczą czy zjawiskiem (np. w pracy Opowieść wesołego ognia).

Najczęstsze błędy
  1. Zła kompozycja: pierwsze akapity obszerne i drobiazgowe, dalsze zbyt pobieżne ze względu na brak czasu i chęci;
  2. Powtarzanie tych samych czasowników (poszedł, doszedł, przyszedł) i tych samych konstrukcji (po odrobieniu lekcji, po zabawie, po spacerze, itd.);
  3. Nieodróżnianie zdarzeń głównych od nieistotnych, np.: Powiedziałem, że muszę zapytać o to tatę. Poszedłem do taty. Tata powiedział, że mogę iść do kina. Zamiast: Za zgodą taty wyszedłem do kina.

Przykłady

      Zapoznaj się z opowiadaniem związanym z "Krzyżakami" H. Sienkiewicza: Stare domostwo opowiada historię rodu Gradów. Jego autor doskonale zachowuje proporcje między akapitami, zręcznie wplata dialogi, uwzględnia tło wydarzeń (szczegóły podróży, pory dnia, wygląd Bogdańca) i zaciekawia czytelnika. Zwróć też uwagę na słownictwo i budowę zdań - żadne wyrazy ani konstrukcje nie powtarzają się natrętnie, autor zadbał też o to, by stare domostwo nie opowiadało zbyt współczesnym językiem. Dodatkową wdzięczną ozdobą tej pracy są imiona bohaterów opowieści - zbliżają nas one do świata powieści Sienkiewicza i uzasadniają to nagłe rodzinne zainteresowanie właśnie "Krzyżakami".

Stare domostwo opowiada historię rodu Gradów


      - Ha! Wakacje z "Krzyżakami"! Mój tata to dopiero ma pomysły - pomyślała Danka, dopakowując do swego plecaka kilka swetrów. Cała rodzina od pięciu minut czekała na nią w przedpokoju. Przed Rysiakami długa i uciążliwa podróż samochodem. Słychać tylko warkot silnika i niski głos ojca streszczającego "Krzyżaków" młodszemu bratu Danusi. Wreszcie koniec, dojechali. Bogdaniec, niewielki gródek, który wygląda, jakby był wycięty z jakiejś starej książki. Oczy pana Rysiaka były pełne podziwu.
      - Jak tu ślicznie - powiedziała z zachwytem jego żona. Danusia zmierzała w stronę domu, w którym mieli zamieszkać. Natomiast jej młodszy brat Jurand zdążył już oskubać jakąś kurę i właśnie sporządzał indiański pióropusz.
      Dzień minął szybko i cała rodzina przeniosła się do drewnianego przestronnego domu, w którym podobno kiedyś mieszkali Maćko i Zbyszko. Wszyscy dobrze się bawili i nikt nie zauważył nieobecności pana Rysiaka. Dopiero przed północą pani Rysiakowa zwróciła się do córki:
      - Danusiu, idź, zobacz, gdzie zapodział się twój tata!
      - Oj, jestem pewna, że zaraz przyjdzie - uspokoiła mamę Danka. Jednak pani Rysiakowa nalegała, więc dziewczynka nie miała wyboru.
      Na dworze było ciemno, dlatego postanowiła najpierw przeszukać dom. Był niebrzydki i miły, choć gdzieniegdzie wiało chłodem. Danka przeszła przez kilka niedużych pokoi i wreszcie trafiła do pomieszczenia, pośrodku którego siedział jej ojciec. Wydawał się myśleć nad czymś lub uważnie kogoś słuchać. Nie zauważył córki. Usiadła przy nim i zamknęła oczy. Wtem usłyszała głos ojca:
      - To bardzo interesujące, mów dalej.
      I inny głos:
      - Od dawna nie spotkałem się z takim zainteresowaniem ze strony turystów. Jeśli pozwolisz, opowiem ci o najszczęśliwszych dla mnie czasach.
      Wybudowano mnie w 1304 roku. Zamieszkał w moich murach rycerz w średnim wieku. Dobrze mu się tu mieszkało, jak i wszystkim innym późniejszym moim panom. Pamiętam go dobrze, gdyż to on pierwszy tu urzędował. Lepiej jednak i milej wspomina mi się jego syn Maćko ze swoim siostrzeńcem Zbyszkiem. Byli to ludzie, dla których bez przymusu utrzymuje się ciepło i porządek oraz nie daje się tak łatwo pokonać wrogom. Wszystko starałem się robić jak najlepiej, by ich nie stracić i chyba nieźle mi to wychodziło, bo wiem dobrze, że Maćko miłował mnie wielce. Gdy wyjeżdżali, niemiłosiernie mi się bez nich cniło, mimo iż opiekowała się mną śliczna panienka z sąsiedztwa, a swego czasu i sam opat.
      Maćkowi jestem bardzo wdzięczny, bo po nim niedużo już pokoleń Gradów tu mieszkało. Mieszkałoby jeszcze mniej, gdyby nie Maćko. Pamiętam jego słowa: "...ale ja tak już myślę, że skoro nas ów stary dom nie poniechał, to i mnie nie godzi się go poniechać" i "...tu zamrę, gdziem się urodził". Gdyby nie on i jego do mnie przywiązanie, byłbym już dawno przez Zbyszkowych synów zburzony.
      Po Maćku, który zmarł tu godnie, bom się o to postarał, miałem jeszcze wielu lubujących mnie gospodarzy, jednak do żadnego z nich tak się nie przywiązałem, jak właśnie do Maćka. On traktował mnie jak drugiego człowieka.
      Danusia otworzyła oczy, spojrzała na rozpromienioną twarz ojca. Ten mrugnął do niej okiem. Z tych wakacji rodzina Rysiaków wróciła bez opalenizny - cały czas spędzała w starym domostwie.

      Teraz masz przed sobą przykład pracy zupełnie nieudanej - opowiadanie szóstoklasisty na temat: Moje spotkanie z pilotem Pirxem (opowiadanie na motywach utworów S. Lema). Jego autor zagubił się w szczegółowym relacjonowaniu zupełnie nieistotnych czynności. Kolejce do kasy poświęcił cały akapit! Za to Pirx, który miał być tutaj najważniejszy, pojawia się dopiero w połowie opowiadania. Bohater wychodzi razem z nim, ale obaj tak długo jadą przez różne pokłady i przechodzą przez różne pomieszczenia, że w końcu wyczerpał się czas, siły i pomysłowość autora, a opowiadanie skończyło się w momencie, w którym powinno było się na dobre rozpocząć. Zwróć też uwagę, jak uboga jest ta praca pod względem słownictwa. Ciągle powtarzają się w niej czasowniki pójść, zapytać, powiedzieć, odpowiedzieć. Autor nie odważył się wpleść w swoją monotonną opowieść żadnego dialogu, nie uwzględnił zupełnie tła wydarzeń, nie zdołał wzbudzić w czytelniku żadnej ciekawości.

Moje spotkanie z Pilotem Pirxem - opowiadanie na motywach utworów Stanisława Lema.

      Pewnego dnia poprosiłem mamę i tatę, żebyśmy polecieli w Kosmos najnowszym transgalaktikiem, ponieważ wsiądzie do niego pilot Pirx jako pasażer. Mówiłem mamie, że na "Tytanie" jest dużo luksusu, np. basen, kawiarnia, a zamiast ludzi są roboty do obsługi. Po długich narzekaniach rodzice zgodzili się polecieć transgalaktikiem w Kosmos. Tata zapytał się mnie, kiedy odbędzie się ten lot "Tytanem". Odpowiedziałem mu, że trzeba zgłosić się za tydzień, a lot odbędzie się za miesiąc.
      Po tygodniu tata pojechał ze mną kupić bilety na podróż. Gdy dojechaliśmy na miejsce, przestraszyliśmy się, bo była okropnie duża kolejka do kasy. Tata zniechęcił się trochę, ponieważ nie chciało mu się stać w kolejce. Błagałem go, żeby stanął w kolejce i kupił bilety. Po kilku godzinach stania w kolejce tata wykupił ostatnie bilety w kasie. W domu mama pytała nas, gdzie tak długo byliśmy. Powiedziałem, że była okropnie długa kolejka do kasy i że wykupiliśmy ostatnie bilety.
      Po długim miesiącu oczekiwania pojechaliśmy na lotnisko, wsiedliśmy do transgalaktiku i usiedliśmy na swoich miejscach. Wreszcie ruszyliśmy w Kosmos. Zauważyłem, że przed nami siedzi sam pilot Pirx. Zapytałem mamy, czy mogę usiąść koło Pirxa. Mama się nie zgodziła, ale tata ją przekonał, więc pozwoliła mi usiąść koło pilota. Spytałem go, gdzie mieszka i czy opowie mi o swojej najbardziej niebezpiecznej wyprawie w Kosmos. Pirx powiedział, że opowie mi ją w pewnym miejscu. Musiałem się zapytać mamy i taty, czy mogę pójść z pilotem. Tata zgodził się, ale musiał wiedzieć, gdzie będę w razie jakiegoś wypadku. Poszedłem się zapytać Pirxa, gdzie mnie zaprowadzi. Odpowiedział mi, że pójdzie ze mną do przedziału dla gwiezdnego personelu "Tytana". Powiedziałem tacie, gdzie idę i poszedłem z pilotem Pirxem właśnie w to miejsce. Pirx pokazał mi wiele innych rzeczy, które znajdowały się na pokładach "Tytana". Wreszcie dotarliśmy na ostatni pokład, gdzie znajdował się przedział dla personelu. Przed wejściem zapytałem się, czy mogę wejść i czy mnie nie wygonią. Pirx powiedział, że na pewno mnie nie wygonią. Weszliśmy do środka. Okazało się, że sąsiedni prom kosmiczny "Albatros" ma awarię. Żaden z pasażerów "Tytana" oprócz mnie nie wiedział o awarii "Albatrosa". Jednego z mechaników naszego transgalaktiku wystrzelono katapultą w stronę "Albatrosa". Po godzinie nasz mechanik wrócił na statek i można było wracać na Ziemię.
      W szkole opowiedziałem całej klasie o spotkaniu z pilotem Pirxem. Klasa nie wierzyła mi, że widziałem Pirxa i byłem z nim w przedziale dla personelu gwiezdnego.