+ Pokaż spis treści

Odżywianie


W XVI wieku powiększył się zestaw dostępnych produktów spożywczych. Nastąpiło to dzięki rozwojowi handlu i urozmaiceniu krajowej produkcji. Niemniej jednak podstawą jadłospisu pozostały wyroby zbożowe. Chleb jadano głównie żytni razowy. Pieczywo pszenne pojawiało się tylko na najbogatszych stołach. Ważną rolę w jadłospisie odgrywały różne kluski i kasze.


Potrawy jadano zwykle palcami i łyżkami metalowymi lub drewnianymi. Noże stołowe i prymitywne widelce pojawiały się tylko na dworach królewskich lub magnackich. Na ilustracji: nóż, widelec i łyżka króla Zygmunta AugustaPopularne było także mleko i jego przetwory - masło i ser. Dużo jadano roślin strączkowych, przede wszystkim groch, rzadziej bób. Spożywano także warzywa: kapustę, rzepę, cebulę, marchew, pasternak. W wyniku ożywionych kontaktów z Włochami pojawiły się także rzodkiewki, jarmuż, szparagi, sałata i kalafiory. Warzywa te rozpropagowane zostały przede wszystkim przez ogrodników królowej Bony, na której zamówienie hodowano te nieznane wcześniej w Polsce rośliny.


Z owoców jadano głównie miejscowe śliwki, jabłka i gruszki, a także wiśnie i czereśnie. Importowano także owoce południowe: pomarańcze i cytryny.


Spożycie mięsa zależało od zamożności. Im człowiek był bogatszy, tym większy był udział w jego diecie białka zwierzęcego. W warstwach najzamożniejszych jego konsumpcja znacznie przewyższała potrzeby organizmu i zdrowy rozsądek. Chłopi i biedota miejska natomiast jadali mięso tylko od święta, czasem ledwie parę razy do roku. Najpopularniejszym gatunkiem mięsa była wołowina, spożywano także wieprzowinę, rzadziej cielęcinę, baraninę i różne odmiany dziczyzny. Powszechnie jadano również drób. Zwyczajnym sposobem przyrządzenia mięsa było gotowanie lub pieczenie. Jedynie na dworze królewskim, u magnatów i najzamożniejszych mieszczan podawano wędliny i pasztety.


Używano wiele importowanych przypraw takich jak pieprz, szafran, imbir, goździki, liście bobkowe, cynamon, kwiat i gałka muszkatołowa. Popularne były przyprawy i zioła krajowe, na przykład kminek, gorczyca, piołun, czy chrzan. Kuchnia polska tych czasów uchodziła w Europie za szczególnie ostrą i aromatyczną.


Podstawowym napojem było piwo o niewielkiej (2-3%) zawartości alkoholu. Stale wzrastał import wina, jednak trafiało one tylko na bogate stoły. Od początku XVI wieku rozpowszechniała się wódka, wyrabiana z żyta, pszenicy i śliwek.


Obfitość posiłków zależała oczywiście od zamożności. Szczegółowe badania ukazały jednak, że w XVI wieku wyżywienie zdecydowanej większości mieszkańców Rzeczpospolitej było wystarczające ilościowo, a także zadowalające jakościowo. Niski status społeczny nie oznaczał ciągłego niedożywienia, a okresowe nieurodzaje nie wywoływały głodów tak tragicznych w skutkach jak w średniowieczu.


Chłopi jadali na ławach, ze wspólnej misy drewnianej lub glinianej, posługując się drewnianymi łyżkami. W domach mieszczańskich i szlacheckich zasiadano przy stołach, nierzadko przykrytych obrusem. Używano misek i talerzy z cyny lub srebra, rzadziej ceramicznych lub szklanych. Zastawa składała się czasem nawet z kilkunastu typów naczyń. Jadano palcami i łyżkami metalowymi lub drewnianymi. Noże stołowe i prymitywne formy widelców pojawiały się tylko na dworach królewskich lub magnackich.


Uczta we dworze szlacheckimUcztowanie było jedną z ulubionych ówczesnych rozrywek. Bez okolicznościowej uczty nie mogły obyć się żadne uroczystości rodzinne, zawodowe czy polityczne. Cudzoziemcy podkreślali polską gościnność i wystawność biesiad. Zaskakiwała ich obfitość posiłków i alkoholu oraz długość biesiad - trwały czasem nawet po 7-8 godzin. Niezłą opinię miała polska kuchnia, zwłaszcza polewki, pieczenie, dziczyzna, ryby, kasze i grzyby. Uznanie w oczach zagranicznych gości budziła także jakość podawanych trunków.


Na dworach królewskich czy magnackich, a nawy w domach średniozamożnej szlachty ustalił się rytuał ucztowania. Stoły ustawiano w podkowę, nakrywano cienkimi, białymi obrusami, czasem haftowanymi. Kobiety siedziały przy osobnym stole, lub rzędem po jednej stronie wspólnego stołu. Nie brały jednak udziału w najbardziej hucznych biesiadach. Dania podawano na półmiskach. Przed każdym biesiadnikiem stawiano talerz, jednak nóż, a nierzadko nawet łyżkę, każdy przynosił z sobą. Każdy gość otrzymywał natomiast ręcznik do wycierania rąk podczas jedzenia. Przed ucztą myto ręce w specjalnie podanych naczyniach. Do stołu zasiadano z nakrytą głową. Czapki i kapelusze zdejmowano tylko do toastów, lub wtedy, gdy dla ochłody głowę odkrył gospodarz, albo jakiś szczególnie dostojny gość. Toasty rozpoczynał gospodarz wznosząc puchar, który przechodził potem z rąk do rąk. Każdy toast pito z innego pucharu. Obowiązkiem gospodarza było także zachęcanie gości do jedzenia. Potrawy i półmiski bogato przybierano. Modne było dowcipne maskowanie potraw tak, aby nie można było poznać jakie to danie.


Podobnie wykwintne były uczty w domach miejskiego patrycjatu. Także ubożsi mieszczanie starali się urządzać wystawne przyjęcia. Spotykało się to jednak z oporem władz miejskich, które wydawały przepisy przeciw zbytkom ograniczające liczbę gości, ilość dań i czas trwania biesiad. Nawet najubożsi chłopi urządzali chrzciny i wesela obfite w jadło i napoje. Uczta weselna na wsi trwała zwykle dwa dni, ale u bogatszych kmieci nawet tydzień.