+ Pokaż spis treści

Odżywianie


Podstawą pożywienia wciąż pozostawały zboża. Wyrabiano z nich kasze oraz mąkę, z której wypiekano chleb. W XV wieku dodatkowo upowszechniła się jeszcze kasza gryczana. Ważną rolę odgrywały także rośliny strączkowe, przede wszystkim groch. Najpopularniejszym warzywem pozostawała kapusta, rzadziej jadano rzepę (duszoną, pieczoną lub wędzoną), znano także marchew uprawną o bladożółtym kolorze (obecnie zwana pastewną), pasternak i rzodkiew. Duże znaczenie w jadłospisie posiadał również nabiał: jajka, mleko i ser.


Mięso (ze zwierząt hodowlanych lub dziczyzna) gościło częściej na stołach osób zamożnych. Ubożsi jadali zapewne gorsze części ubitych zwierząt oraz podroby. Wiadomo na przykład, że na pewnym chłopskim weselu w 1472 roku podano ozór wołowy i kołacze obłożone siekanym mięsem (a więc pozostałym po wykrojeniu lepszych fragmentów na sprzedaż).


Ryby słodkowodne były wówczas pożywieniem dość łatwo dostępnym. Rybołówstwo i hodowla w sadzawkach dostarczały wiele ich rodzajów. Szlachetniejsze gatunki, takie jak jesiotr, łosoś wiślany, czy znacznie tańszy szczupak, pojawiały się głównie na stołach osób zamożnych.


Jadłospis wyższych warstw społecznych w tej epoce znamy stosunkowo dobrze. Charakterystyczne było wysokie spożycie mięsa (właściwie codzienne poza długimi okresami postów przepisanych przez Kościół). Jadano głównie wołowinę, drób i wieprzowinę, tę ostatnią zwykle przerobioną na kiełbasy, kiszki, szynki czy farsze. Znaczny był także udział dziczyzny - saren, jeleni, dzików, łosi i żubrów. Za luksusowe uchodziły również niektóre gatunki dzikiego ptactwa: głuszce, kwiczoły, bażanty, kuropatwy, cietrzewie. Najbogatsi mogli sobie również pozwolić na pieczywo pszenne, wypieczone z właściwie zmielonej i starannie przesianej mąki. Produkowano rozmaite gatunki pieczywa luksusowego, takie jak jajeczniki, sadlniki, mazańce, twarożniki, grzybki, biszkopty, kraple, miodowniki i tłuczeńce.


Importowane przyprawy trafiały przede wszystkim na stoły najbogatszych. O ile pieprz, szafran i kmin były dość popularne nawet wśród ludności miejskiej, to tylko możnowładcy i dwór monarszy stosowali imbir, goździki, cynamon, gałkę i kwiat muszkatołowy, anyż, rodzynki, migdały i figi.


W kraju hodowano takie owoce jak wiśnie, śliwki, jabłka, gruszki i orzechy laskowe. Dopiero w XV wieku zaczęto importować cytryny i pomarańcze, stosowane jednak wówczas jako przyprawy.


Oprócz podstawowego napoju jakim było piwo, wyższe warstwy powszechnie spożywały miód pitny oraz wino. Już na przełomie XI i XII wieku zakładano w Polsce winnice, które dostarczały wina przede wszystkim na potrzeby kultowe. Część wina krajowego trafiało jednak również na stoły świeckie. Wiadomo, że w końcu XIV wieku winnice w Zagości w Sandomierskiem produkowały na potrzeby króla, a na dworze Wielkiego Mistrza zakonu krzyżackiego pijano wino z okolic Chełmna i Torunia. Większość wina jednak importowano, głównie z Węgier i Austrii, lecz również z Grecji (tzw. małmazję - najdroższe wówczas wino na polskim rynku), Włoch, Frankonii.


Trudno powiedzieć ile razy jadano i w jakich godzinach. Warstwy uprzywilejowane spożywały prawdopodobnie dwa zasadnicze posiłki dziennie (pierwszy między 9 a 12, drugi między 15 a 18) i być może jeden lżejszy wieczorem lub wcześnie rano.


Do przygotowywania posiłków używano tańszych naczyń glinianych i droższych metalowych. Potrawy podawano w miskach głębszych lub płytszych, czasem też na płaskich talerzach. Jadano palcami bądź łyżkami; do krojenia używano noży. Do picia służyły czarki, kubki, puchary i kielichy wykonane z gliny, drewna, czasem nawet szkła. W bogatych domach stoły pokrywano obrusami, nieraz bogato zdobionymi. Indywidualne nakrycie dla każdego z biesiadników było swego rodzaju luksusem, nie osiągalnym chyba nawet dla całej warstwy rycerskiej. Zwykle korzystano z jednej misy ogólnej, z której jadło naraz parę osób.


Kręgi rycerskie oraz bogate mieszczaństwo dbały o właściwe maniery przy stole. W dobrym tonie było nabieranie jedzenia z misy dwoma tylko palcami. Nie wypadało natomiast gmerać w niej w poszukiwaniu lepszych kąsków, ani odkładać na wspólny półmisek nadgryzionych kawałków.