"Normalizacja" po polsku

 

Latem 1983 r. - już po formalnym zniesieniu stanu wojennego - władze PRL nie posiadały spójnej koncepcji rozwiązania skomplikowanej sytuacji polityczno-społecznej. Ciągle jeszcze pozostając z jednej strony pod silną presją "starców na Kremlu", z drugiej konserwatywnego, wrogiego "Solidarności" i niechętnego autentycznym reformom aparatu i aktywu partyjnego, grupa działaczy skupionych wokół Jaruzelskiego poszukiwała dróg wyjścia z tej niezwykle trudnej sytuacji. Czynili to jednak bojaźliwie i niekonsekwentnie. Zależało im na poprawieniu własnego obrazu w oczach międzynarodowej opinii publicznej, ale jeszcze bardziej bali się gniewu "radzieckich towarzyszy". Trzeba też pamiętać, że od pierwszych chwil stan wojenny, okrzyknięty przez siły demokratyczne w świecie mianem wojskowego zamachu stanu, spotkał się z jednoznacznym potępieniem na Zachodzie. Oficjalne polskie władze znalazły się przez kilka lat praktycznie w politycznej izolacji. W latach 1982-1984 podróże zagraniczne gen. Jaruzelskiego ograniczały się w praktyce do państw Układu Warszawskiego. Dopiero w lutym 1985 r. odwiedził on Indie. Trudno też zapomnieć, że w związku z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego prezydent Reagan ogłosił sankcje ekonomiczne wobec PRL. Wstrzymane zostały amerykańskie rządowe gwarancje kredytowe, nie przydzielono Polsce na 1982 r. uprawnień połowowych na wodach terytorialnych Stanów Zjednoczonych i postanowiono nie przedłużać umowy o komunikacji lotniczej między Stanami Zjednoczonymi i Polską. Wstrzymano eksport do Polski i import z Polski pewnych towarów, a po delegalizacji "Solidarności" Reagan zakomunikował o odebraniu Polsce klauzuli najwyższego uprzywilejowania w handlu ze Stanami Zjednoczonymi.

 

Jednym z pierwszych spektakularnych przejawów "normalizacji" miała być pokazana później w telewizji wizyta wicepremiera Mieczysława Rakowskiego w Stoczni Gdańskiej 25 VIII 1983 r., niemal dokładnie w trzecią rocznicę podpisania tam porozumień. Na spotkanie to przybył też m.in. Wałęsa, który zabierał głos w sposób bardzo pojednawczy, wzywając Rakowskiego do podjęcia dialogu. Miliony ludzi po raz pierwszy od czasu wprowadzenia stanu wojennego mogły zobaczyć w telewizji lidera "Solidarności". Widok wypowiadającego się ze znacznym umiarem i rozwagą przywódcy związkowego, dla wielu członków i sympatyków "Solidarności", był ważnym argumentem wspierającym przeświadczenie o trafności własnych wyborów .Choć władze uparcie powtarzały, że Wałęsa nigdy nie będzie dla nich politycznym partnerem, dla niemałej części społeczeństwa właśnie on pozostawał niekwestionowanym przywódcą.

 

Wszyscy ci ludzie przeżyli swój wielki dzień 5 X 1983 r. kiedy to Komitet Pokojowej Nagrody Nobla ogłosił, że laureatem nagrody za rok 1983 został właśnie Wałęsa. Wielka radość milionów członków i sympatyków "Solidarności" żywo kontrastowała z powściągliwością czy nawet ledwie skrywaną niechęcią władz partyjno-państwowych.

 

13 II 1984 r. Sejm przedłużył swoją kadencję i równocześnie uchwalił ordynację do rad narodowych. Miejsce FJN zajął Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego. Trzy dni potem Rada Państwa ogłosiła, że wybory do rad narodowych odbędą się 17 czerwca. Poprzedziły je "solidarnościowe" demonstracje uliczne organizowane l i 3 Maja w różnych miastach. TKK NSZZ "Solidarność" wydała oświadczenie wzywające do bojkotu zbliżających się wyborów.

 

Według oficjalnych danych w wyborach miało wziąć udział 74,77% uprawnionych do głosowania, co władze uznały za swój sukces. Wiarygodność tych danych od pierwszej jednak chwili była kwestionowana przez środowiska niezależne. 21 czerwca TKK szacunkowo oceniała frekwencję w całym kraju na około 60%. Sukces wyborczy skłonił władze do ogłoszenia z okazji 40-lecia powstania Polski Ludowej kolejnej amnestii. Znów nie objęła ona wszystkich więźniów politycznych, choć na wolność wypuszczono przetrzymywanych bez wyroku sądowego od 13 grudnia 11 działaczy "Solidarności" i KSS "KOR".

 

Śmierć księdza Popiełuszki

 

Ksiądz Jerzy Popiełuszko (fot. wikimedia)19 X 1984 r. duszpasterz "Solidarności" ks. Jerzy Popiełuszko został uprowadzony i zamordowany przez trzech oficerów MSW: Grzegorza Piotrowskiego oraz Waldemara Chmielewskiego i Leszka Pękalę. 3 listopada odbył się w Warszawie w kościele św. Stanisława Kostki uroczysty pogrzeb, w którym uczestniczył kardynał Glemp, delegacje "Solidarności" z całego kraju, na czele z Wałęsą oraz nieprzebrane tysiące osób. Ks. Popiełuszko - w oczach milionów Polaków - stał się męczennikiem za sprawę "Solidarności".

W lutym 1985 r. zapadły wyroki w toczącym się przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu procesie zabójców ks. Popiełuszki. Kapitan Piotrowski i jego bezpośredni zwierzchnik płk Adam Pietruszka otrzymali kary po 25 lat więzienia, a porucznicy Pękała i Chmielewski, odpowiednio 15 i 14 lat więzienia. Proces i wyroki, które zostały orzeczone miały charakter bezprecedensowy w państwach rządzonych przez komunistów. Nie położyły jednak kresu domysłom i spekulacjom na temat, kto stał za bezpośrednimi wykonawcami zbrodni, ani jaki był jej rzeczywisty cel. Oficjalnie deklarowano, że zabójstwo ks. Popiełuszki było wymierzone w politykę ekipy Jaruzelskiego i miało za cel destabilizację sytuacji w kraju. Wielu członków "Solidarności" uważało i nadal tak uważa, że była to jeszcze jedna zbrodnia SB, której jednak tym razem nie udało się ukryć.

W stronę zmian

W latach 1984-1985 znaczną część członków i sympatyków "Solidarności" ogarniała z wolna apatia i zwątpienie. Polityczne podziemie - co zresztą jest zupełnie zrozumiałe - w jakimś przynajmniej stopniu było oderwane od problemów dnia codziennego. Milionom ludzi żyło się ciężko, a wiara w końcowy sukces stawała się udziałem jednostek najsilniejszych i najbardziej zahartowanych. Na politycznej scenie zaczęło się jednak pojawiać nowe pokolenie działaczy, którzy byli zbyt młodzi, aby świadomie i aktywnie uczestniczyć w wydarzeniach lat 1980-1982. Ci młodzi ludzie mieli swoje własne problemy i sprawy do załatwienia, przy czym często na "Solidarność" nie patrzyli tak bezkrytycznie, jak ci którzy uczestniczyli w jej powstawaniu i walczyli o jej przetrwanie. Dla tych młodych jedną z pilniejszych spraw do załatwienia była kwestia obowiązkowej służby wojskowej, której w myśl polskiego prawa nie mogli odpracować ludzie odrzucający wszelką przemoc z powodów religijnych lub moralnych. 14 IV 1985 r. w Krakowie ogłoszono deklarację założycielską Ruchu "Wolność i Pokój", który domagał się dobrowolności przysięgi wojskowej oraz umożliwienia odbywania służby zastępczej, wszystkim tym, którzy nie chcą służyć w wojsku ze względów politycznych lub etycznych. W 1988 r. działalność nękanego aresztowaniami WiP miała zakończyć się pełnym sukcesem; zmianą roty przysięgi wojskowej i wprowadzeniem służby zastępczej.

Mimo że w roku 1985 utrzymywała się w kraju dość napięta sytuacja, a "Solidarność" kilkakrotnie organizowała uliczne demonstracje i strajki, władze uznały, iż nadszedł właściwy czas, żeby przeprowadzić wybory do Sejmu. Odbyły się one 13 X 1985 r. Wedle oficjalnych danych, mimo wezwań "Solidarności" do bojkotu, frekwencja miała wynieść 78,8%. Jednak wyliczenia "Solidarności" mówiły, że była ona niższa i w miastach miała wynieść ok. 66%. Na pierwszym posiedzeniu Sejmu IX kadencji gen. Jaruzelski złożył dymisję z funkcji premiera. Nowym szefem rządu został Zbigniew Messner, a Jaruzelski zastąpił Jabłońskiego na stanowisku przewodniczącego Rady Państwa.

Kolejnym krokiem na drodze "normalizacji" w zamyśle władz miał być zapewne obradujący latem 1986 r. X Zjazd PZPR. Jednak ideologiczne "zaklęcia" i personalne roszady w kierownictwie PZPR nie wzbudziły. większego zainteresowania w środowiskach opozycyjnych i niezależnych. Coraz wyraźniej było widać, że znaczna część społeczeństwa - choć niewątpliwie już zmęczona przeciągającą się walką o reaktywowanie niezależnego ruchu związkowego - liczyła na wyraźniejsze kroki pojednawcze ze strony władzy. Za krok taki dość powszechnie uznano ogłoszoną we wrześniu 1986 r. amnestię, która objęła 225 osób skazanych za "przestępstwa i wykroczenia przeciwko państwu i porządkowi publicznemu". W tej nowej sytuacji Wałęsa powołał pierwszą od stanu wojennego działającą jawnie strukturę kierowniczą - Tymczasową Radę NSZZ "Solidarność". Nie rezygnowano jednak z działalności konspiracyjnej.

W październiku Wałęsa oraz grupa opozycyjnych działaczy i doradców "Solidarności" zaapelowali do władz USA o zniesienie sankcji gospodarczych wobec PRL. Sankcje te były już zresztą częściowo wycofane. Na przełomie lat 1984-1985 Stany Zjednoczone cofnęły swoje veto wobec członkostwa Polski w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i zarazem Banku Światowym, mimo że PRL nie spłacała długu, a nawet odsetek. Formalne przyjęcie nastąpiło w czerwcu 1986 r. W tym samym miesiącu władze Kongresu Polonii Amerykańskiej wystąpiły o zniesienie pozostałych ograniczeń, w tym również o przywrócenie Polsce klauzuli najwyższego uprzywilejowania w handlu ze Stanami Zjednoczonymi.

Władze PRL nie były jeszcze przygotowane do podjęcia poważnego dialogu z opozycją, choć system zaczął z wolna ulegać pewnej liberalizacji. Zmniejszono obowiązujące ograniczenia cenzorskie. Wyrażono np. zgodę na wydawanie w oficjalnym obiegu (na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wydawanego poza cenzurą) miesięcznika "Res Publica".

Od początku 1987 r. stało się też praktycznie regułą, że przybywający do Polski zachodni politycy i dyplomaci oprócz oficjalnych kontaktów z władzami PRL podejmowali półoficjalne rozmowy z Wałęsą i grupą jego współpracowników z niezależnych środowisk intelektualnych.

Władze coraz częściej też powstrzymywały się od ataków przy użyciu siły wymierzonych w rozmaite niezależne inicjatywy. W maju 1987 r. MSW nie przeszkodziło np. w zorganizowaniu przez Ruch "Wolność i Pokój" w warszawskim kościele pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego międzynarodowego seminarium na temat: "Pokój międzynarodowy i Porozumienie Helsińskie". Mimo że tradycyjnie siły porządkowe utrudniały organizowanie niezależnych manifestacji l i 3 Maja, to jednak nie przeciwstawiały się zorganizowanemu l czerwca w centrum Wrocławia pierwszemu ulicznemu happeningowi "Pomarańczowej Alternatywy". Z okazji Dnia Dziecka pod hasłem "surrealizmu socjalistycznego" urządzono występ krasnali połączony z rozdawaniem przechodniom cukierków. Dzień wcześniej mogło też bez przeszkód zebrać się w Warszawie grono intelektualistów i działaczy związkowych zaproszonych na to spotkanie przez Wałęsę. Wydano oświadczenie, w którym zebrani m.in. potwierdzali prawo Polaków do życia w wolności, niepodległości, demokracji, prawdzie, poszanowaniu prawa. Dokument ten podpisały 62 osoby o znanych nazwiskach. W zakończeniu sygnatariusze wyrażali przeświadczenie, że obecność w kraju "Ojca Świętego umocni polskie aspiracje, urealni polskie nadzieje". Ze swej strony deklarowali w działaniu "wyrzeczenie się stosowania przemocy".

W trakcie trzeciej pielgrzymki do Ojczyzny w dniach od 8 do 14 czerwca papież odwiedził Warszawę, Lublin, Kraków, Tarnów, Gdańsk, na odwiedzenie którego w trakcie poprzedniej pielgrzymki władze stanu wojennego nie wyraziły zgody, Gdynię, Szczecin, Łódź i Częstochowę. W rezydencji biskupa gdańskiego Ojciec Święty przyjął Wałęsę wraz z jego rodziną.

Podobnie jak cztery i osiem lat wcześniej na całej trasie podróży miliony ludzi witały papieża. Na Westerplatte Jan Paweł II spotkał się z młodzieżą, którą zachęcał do cierpliwości i wytrwałości w działaniu. Ponownie - jak w 1983 r. - ludzie poczuli się swobodniej, znów mogli się przekonać, jak wielką stanowią siłę. Na ogół uroczystości przebiegały w spokoju, choć pochód powracający z mszy św. w Gdańsku został brutalnie zaatakowany przez milicjantów.

Strajki 1988 r.

W 1988 r. poszczególne odbudowujące się komisje zakładowe "Solidarności" występowały o rejestrację, co każdorazowo spotykało się w sądach z odmową i pociągało za sobą odwołania. "Solidarność" w sposób coraz bardziej wyraźny zaznaczała jednak swoją obecność w życiu publicznym. Prestiż i autorytet solidarnościowych działaczy wzrósł znacznie, gdy zaczęli oni otwarcie protestować przeciw wprowadzonej l lutego podwyżce cen, która miała otwierać "drugi etap reformy". Przeciwko jej wprowadzeniu protestowało także powstałe w 1984 r. Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych.

24 kwietnia rozpoczął się strajk komunikacji miejskiej w Bydgoszczy. Dwa dni później zaczął się strajk w Hucie im. Lenina, gdzie obok postulatów ekonomicznych pojawiło się żądanie przywrócenia do pracy wyrzuconych działaczy "Solidarności". 29 kwietnia w Hucie Stalowa Wola ogłoszono dwudniowy strajk o podwyżkę płac i ponowne przyjęcie do pracy członków Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność", l Maja znów miały miejsce niezależne manifestacje w Bielsku-Białej, Dąbrowie Górniczej, Gdańsku, Krakowie, Łodzi, Płocku, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu.

2 V 1988 r. zastrajkowała Stocznia Gdańska, gdzie obok postulatów ekonomicznych, pojawiły się wyraźne żądania polityczne, przede wszystkim przywrócenia "Solidarności". Tego samego dnia Krajowa Komisja Wykonawcza NSZZ "Solidarność" wydała oświadczenie, w którym kwestię legalizacji "Solidarności" nazywano "palącą koniecznością". W tym samym duchu wypowiadał się Episkopat: "Jedynym środkiem prowadzącym do przezwyciężenia kryzysu jest dialog władz państwowych i reprezentatywnych grup społecznych". Kościół podjął się mediacji w Nowej Hucie. 4 maja przybyli tam mediatorzy z ramienia Episkopatu; wydawało się, że dojdzie do rozwiązania kryzysu środkami politycznymi. Jednak w nocy z 4 na 5 maja wokół Huty im. Lenina zgromadzono znaczne siły ZOMO, które przy użyciu licznych petard i granatów łzawiących wtargnęły na teren kombinatu. Środków chemicznych użyto także w halach produkcyjnych, w których zgromadzili się strajkujący. Na porządku było brutalne bicie pałkami, zmuszanie ludzi do klękania przed funkcjonariuszami ZOMO, bicie leżących. Tej samej nocy ZOMO-wcy przy użyciu siły włamywali się do mieszkań przywódców strajkowych. Na osoby uznane za "prowodyrów" posypały się kary aresztu i grzywny. Użycie siły w sytuacji, gdy rozwiązanie konfliktu drogą mediacji przedstawicieli władz kościelnych wydawało się bliskie, dość powszechnie uznano za działania o charakterze wręcz prowokacyjnym.

5 maja zastrajkowali kierowcy autobusów w Szczecinie, lecz ich protest szybko złamano groźbą interwencji ZOMO. W tych samych dniach przez kraj przetoczyła się fala organizowanych przez NZS strajków studenckich w szkołach wyższych. Władze państwowe wyraźnie nie dojrzały jednak jeszcze do podjęcia dialogu z kontestującymi odłamami społeczeństwa. Były nadal zdecydowane siłą łamać wszelkie protesty. Grały na zwłokę, zarazem demonstrując swoją niezłomność. O ile reprezentanci różnych ogniw władzy byli skłonni rozmawiać o kwestiach płacowych i socjalnych, to praktycznie od razu odrzucali możliwość negocjacji na temat ponownego uznania "Solidarności". Tymczasem coraz większą popularność zyskiwało hasło: "Nie ma wolności bez Solidarności". Co ciekawe, pod hasłem tym występowali także młodzi robotnicy, którzy nie uczestniczyli w powstawaniu Związku, ani w jego walce o przetrwanie w stanie wojennym.

 

Ponieważ kolejne ogniska strajkowe wygasały lub były gaszone siłą i szantażem, strajkujący w Stoczni Gdańskiej doszli do wniosku, że skoro nie można osiągnąć postępu w najważniejszej dla nich sprawie przywrócenia do publicznego działania "Solidarności", nie należy zawierać z przedstawicielami władzy żadnego porozumienia. W dramatycznych okolicznościach podjęto decyzję o przerwaniu strajku. 10 maja wieczorem przez sławną bramę nr 2 wymaszerował milczący pochód ponad tysiąca strajkujących, kierujący się do kościoła św. Brygidy, gdzie powitał go proboszcz ks. Henryk Jankowski. Przybył tam też pozdrowić stoczniowców biskup gdański Tadeusz Gocłowski. "Solidarność" nie wygrała kwietniowo-majowej batalii, ale pokazała władzy i przypomniała społeczeństwu, że nadal istnieje i jest poważną siłą polityczną, bez poparcia której trudno będzie myśleć o autentycznej reformie państwa.

 

Rychło zresztą okazało się, że strajki kwietniowo-majowe stanowiły zapowiedź większej burzy. Dla dalszego rozwoju wydarzeń decydujące znaczenie miały protesty na Śląsku. Wieczorem 15 sierpnia zastrajkowała kopalnia Manifest Lipcowy w Jastrzębiu. Po kilku dniach powstał tam Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Sformułowano 21 postulatów, wśród których na poczesnym miejscu znalazło się żądanie legalizacji "Solidarności". Strajki okupacyjne objęły kilkanaście kopalń. 17 sierpnia podjął strajk Port w Szczecinie, a następnego dnia powstał tam MKS. Strajk podjęli tam także pracownicy Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej.

 

20 sierpnia strajk objął Port Północny w Gdańsku, a dwa dni potem powstał gdański MKS skupiający m.in. Stocznię im. Lenina i Stocznię Północną. Tego samego dnia zastrajkowała Huta Stalowa Wola. Z dnia na dzień rozszerzała się fala strajkowa, choć władze uciekały się do polityki zastraszania strajkujących, co najbardziej widoczne było w województwie katowickim: w Jastrzębiu proklamowano godzinę milicyjną i skoncentrowano znaczne siły, w każdej chwili gotowe przystąpić do rozwiązywania politycznego konfliktu przy użyciu siły.

 

W stronę Okrągłego Stołu

 

Upłynęło jeszcze kilka dni zanim gen. Kiszczak 27 sierpnia złożył oświadczenie, w którym stwierdził, że został upoważniony, aby "odbyć w możliwie szybkim czasie spotkanie z przedstawicielami różnorodnych środowisk społecznych i pracowniczych. Mogłoby ono przyjąć formę 'okrągłego stołu'. Nie stawiam żadnych wstępnych warunków - ani co do tematyki, ani co do składu uczestników". Nazajutrz kardynał Glemp wyraził zgodę na udział przedstawicieli kościoła w rokowaniach. Ostatecznie 31 VIII 1988 r., w ósmą rocznicę podpisania porozumień w Stoczni Gdańskiej, doszło w Warszawie do poufnego spotkania Kiszczak-Wałęsa, w którym uczestniczyli też biskup Jerzy Dąbrowski oraz sekretarz KC PZPR Stanisław Ciosek. W czasie tego spotkania postanowiono, że Wałęsa "wygasi" strajki, a w ciągu dwóch tygodni będą podjęte bardziej szczegółowe rozmowy.

 

Rzeczywiście - nie bez kłopotów, nierzadko w dramatycznych okolicznościach rzucając na szalę cały swój autorytet - w ciągu paru dni Wałęsa doprowadził do przerwania strajku. Szczególnie trudne zadanie spotkało go w kopalni Manifest Lipcowy, gdzie nastroje były bojowe. Huta Stalowa Wola przerwała strajk tylko dlatego, żeby nie podkopywać autorytetu Wałęsy. Ludzie bali się, że po raz kolejny zostaną wymanewrowani przez komunistów. Nie było to zresztą udziałem wyłącznie robotników. Także w środowisku intelektualistów, doradców i współpracowników Wałęsy, było sporo obaw i wątpliwości. Podejmując rozmowy z przedstawicielami rządu Wałęsa znacznie ryzykował; brakowało bowiem rozeznania rzeczywistych intencji obozu władzy. Niemniej trudno było nie podjąć dialogu, skoro przez szereg lat domagało się, by reprezentanci władzy podjęli wreszcie rozmowy z "Solidarnością". Po zakończeniu strajków rozpoczęły się trudne i toczące się krętymi drogami przygotowania do rozpoczęcia rozmów Okrągłego Stołu. 16 września doszło do pierwszego spotkania w Magdalence pod Warszawą. W następnych tygodniach i miesiącach jeszcze kilkakrotnie dochodziło do tego typu poufnych spotkań, nim oficjalnie i formalnie rozpoczęły się rozmowy przy "okrągłym stole".

Jednak przygotowaniom do nich nie sprzyjały niektóre posunięcia władz. 19 września Messner podał się do dymisji, a 27 września na czele nowego gabinetu stanął Rakowski, niegdyś uważany za partyjnego liberała, ale w 1988 r. w oczach wielu działaczy "Solidarności" uchodzący za jej zdeklarowanego przeciwnika, l listopada Rakowski podjął zresztą kontrowersyjną decyzję o likwidacji Stoczni im. Lenina. Oficjalnie motywowano ją względami ekonomicznymi, lecz nie tylko zdaniem Wałęsy można ją było interpretować "jako polityczną prowokację wymierzoną w ideę porozumienia". Podobnie odbierało ją wiele osób, dopatrując się w niej chęci swoistej zemsty Rakowskiego na Stoczni Gdańskiej "za ťSolidarnośćŤ". Decyzja ta wyraźnie przyhamowała rozmowy przygotowawcze do obrad Okrągłego Stołu. Dodatkowym utrudnieniem była postawa władz, które usiłowały ingerować w skład delegacji "Solidarności" i dość długo nie godziły się na udział w rozmowach Kuronia i Michnika.

 

4 listopada w Gdańsku Wałęsa spotkał się z przebywającą w Polsce z oficjalną wizytą premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Fakt ten dodatkowo wzmocnił jego pozycję przetargową w prowadzonych rozmowach przygotowawczych. Jednak nieporównanie silniejszego poparcia bezwiednie dostarczył Wałęsie członek Biura Politycznego KC PZPR i zarazem przewodniczący OPZZ Alfred Miodowicz, który zaproponował mu publiczną debatę transmitowaną bezpośrednio przez telewizję.

 

Prezydent francji, Francois Mitterand (fot. wikimedia)30 listopada wieczorem miliony Polaków zasiadły przed telewizorami, żeby zobaczyć tę niezwykłą polityczną polemikę. W zgodnej opinii starcie to zdecydowanie wygrał Wałęsa, który zaprezentował się jako polityk poważny i odpowiedzialny.

 

W grudniu w towarzystwie Geremka przebywał we Francji na zaproszenie prezydenta Francois Mitterranda. Była to pierwsza podróż zagraniczna przewodniczącego "Solidarności" od 1981 r. W jej trakcie osobiście poznał w Paryżu innego laureata Pokojowej Nagrody Nobla, wybitnego radzieckiego dysydenta Andrieja Sacharowa.

 

Partyjni reformatorzy zdecydowani już na podjęcie poważnego dialogu z "Solidarnością" mieli duże problemy z przekonaniem do tego konserwatywnego w swej masie aktywu i aparatu partyjnego. Nastąpiło to w styczniu w trakcie dramatycznego posiedzenia plenum KC PZPR, na którym Jaruzelski wraz z premierem Rakowskim oraz ministrami spraw wewnętrznych i obrony narodowej zagrozili członkom KC własną dymisją, jeżeli Komitet nie wyrazi zgody na podjęcie rozmów z przedstawicielami NSZZ "Solidarność". Taka bezprecedensowa zbiorowa rezygnacja musiałaby wywołać poważny kryzys w obozie władzy. KC wystraszył się i ustąpił.

 

Okrągły Stół

 

Obrady okrągłego stołu (fot. wikimedia)Obrady Okrągłego Stołu rozpoczęły się 6 II 1989 r. w Pałacu Namiestnikowskim przy Krakowskim Przedmieściu. Po dwóch miesiącach dramatycznych i skomplikowanych rozmów doszło do podpisania zupełnie wyjątkowego w dziejach realnego socjalizmu porozumienia, w którym przedstawiciele strony "partyjno-rządowej" uznawali oficjalnie istnienie legalnej opozycji, która uzyskała prawo udziału w wyborach do Sejmu i nowoutworzonego Senatu. 7 kwietnia Sejm dokonał zmian w Konstytucji PRL sankcjonujących ustalenia Okrągłego Stołu. Porozumiano się więc co do tego, że zostanie utworzony urząd prezydenta PRL. Miał on być na sześć lat wybierany przez Zgromadzenie Narodowe (połączone Izby Sejmu i Senatu) i posiadać szeroki zakres kompetencji oraz być "najwyższym przedstawicielem państwa polskiego w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych". Prezydent miał stać na straży "suwerenności i bezpieczeństwa państwa, nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium oraz przestrzegania międzypaństwowych sojuszy politycznych i wojskowych". Do kompetencji prezydenta należeć miało m.in. zarządzanie wyborów do Sejmu, Senatu i rad narodowych, mianowanie i odwoływanie pełnomocnych przedstawicieli Polski za granicą i przyjmowanie listów uwierzytelniających i odwołujących akredytowanych przy nim przedstawicieli dyplomatycznych obcych państw. Prezydent zostawał zwierzchnikiem sił zbrojnych i przewodniczącym Komitetu Obrony Kraju, miał prawo występować do Sejmu z wnioskiem o desygnowanie lub odwołanie premiera, mógł w określonych przypadkach rozwiązać Sejm i Senat, podpisywał ustawy posiadając zarazem prawa veta zawieszającego, nadawał ordery, odznaczenia i tytuły honorowe, posiadał prawo łaski i szereg innych uprawnień.
 

Było oczywiste, że - w zamyśle komunistów - prezydent, który miał być kandydatem obozu władzy, miał gwarantować ewolucyjny i dość powolny charakter zmian w Polsce. Zarazem na wypadek, gdyby z punktu widzenia dotychczasowej władzy wydarzenia wymknęły się spod kontroli, prezydent mógł na okres trzech miesięcy na części lub całości terytorium państwa wprowadzić stan wyjątkowy.

 

Wybory z 4 VI 1989 r.

 

Wybory do Senatu miały być całkowicie wolne i odbywać się w oparciu o nowo przyjętą ordynację większościową. Można więc było spodziewać się, że w liczącym 100 miejsc (po 2 senatorów z każdego województwa + po 3 z województwa warszawskiego i katowickiego) Senacie "Solidarność" uzyska zdecydowaną przewagę. Ponieważ w myśl kontraktu zawartego przy "okrągłym stole" strona "koalicyjno-rządowa" rezerwowała dla siebie w Sejmie 65% mandatów, a 35% miało przypaść opozycji, można było oczekiwać, że i tam "Solidarność" zyska silne oparcie. W konkretnej sytuacji oznaczało to, iż poważne-zmiany konstytucyjne w przyszłym parlamencie nie mogły być przeprowadzane przynajmniej bez przyzwolenia, jeżeli nie poparcia ze strony dotychczasowej opozycji.

 

l maja w wielu miastach odbyły się legalne pochody "Solidarności". W Warszawie na czele liczącego prawie 100 tyś. osób pochodu kroczyli kandydaci "Solidarności" na posłów i senatorów ze stolicy. W zupełnie niezwykłej atmosferze pogodni i uśmiechnięci ludzie skandowali: "Koniec wojny!".

 

Przedstawiciele "Solidarności" w związku z kampanią wyborczą uzyskali ograniczony dostęp do radia i telewizji. 8 maja ukazał się pierwszy numer kierowanego przez Michnika niezależnego dziennika "Solidarności" - "Gazety Wyborczej", a 2 czerwca pierwszy numer reaktywowanego "Tygodnika ťSolidarnośćŤ", którego redaktorem naczelnym ponownie został Mazowiecki.

 

W zupełnie niezwykłej dla państw rządzonych przez komunistów atmosferze walki wyborczej (plakaty, ulotki, transparenty itd.) 4 VI 1989 r. odbyły się wybory do Sejmu i Senatu. Były to pierwsze od kilkudziesięciu lat wybory w Polsce, których wyników nie sfałszowano. Frekwencja wyniosła 62%. Kandydaci Komitetu Obywatelskiego "Solidarność" , z których prawie każdy sfotografował się z Wałęsą, już w pierwszej turze zdobyli 252 na 261 możliwych do uzyskania miejsc w Sejmie i Senacie. Pozostali z jednym wyjątkiem dołączyli po drugiej turze. Wybory zakończyły się spektakularną porażką dotychczas rządzących i nie przewidywanym chyba przez nikogo w tej skali triumfem "Solidarności". Wielu historyków uważa więc czerwcowe wybory za moment przełomowy: wyznaczają one zarazem kres monopolu władzy komunistycznej w Polsce, jak i początek przemian ustrojowych, które już niedługo miały zaowocować narodzinami Trzeciej Rzeczpospolitej.

 


Proponowane pozycje literatury przedmiotu:


          
  • Bereś Witold, Skoczylas Jerzy, Generał Kiszczak mówi... prawie wszystko,Warszawa 1991.     
  • Dubiński Krzysztof, Magdalenka. Transakcje epoki. Warszawa 1990.     
  • Dudek Antoni, Pierwsze lata III Rzeczypospolitej 1989-1995, Kraków 1997.     
  • Dudek Antoni, Marszałkowski Tomasz, Walki uliczne w PRL 1956-1989, Kraków 1992.     
  • Gebert Konstanty, Mebel, Londyn 1990.      
  • Holzer Jerzy, Leski Krzysztof, "Solidarność" w podziemiu. Łódź 1990.      
  • Kowalski Sergiusz, Narodziny III Rzeczypospolitej, Warszawa 1996.      
  • Marody Mirosława, Długi finał. Warszawa 1995.     
  • Pernal Marek, Skórzyński Jan, Kalendarium "Solidarności" 1980-1989,Warszawa 1990.     
  • Rakowski Mieczysław F., Jak to się stało. Warszawa 1991.     
  • Skórzyński Jan, Ugoda i rewolucja. Władza i opozycja 1985-1989, Warszawa 1995.     
  • Tajne dokumenty Biura Politycznego i Sekretariatu KC. Ostatni rok władzy1988-1989, oprac. Stanisław Perzkowski, Londyn 1994.     
  • Wałęsa Lech, Droga do wolności. 1985-1990 decydujące lata, Warszawa 1991.

 

Teksty źródłowe:


Wspomnienie Wojciecha Giełżyńskiego z wyjścia strajkujących ze Stoczni Gdańskiej 10 V 1988 r. (fragmenty)

I nagle wibrujący głos dzwonu od Brygidy. Zwija się pospiesznie druga zapora milicyjna. Pochód kroczy bez okrzyków, bez pieśni, bez pośpiechu. Bariera trzecia, przy Wałowej - a za nią szał! Znienacka gęstnieje szpaler na chodnikach, ludzie biegną na oślep z sąsiednich ulic, otwierają okna, wylęgają na balkony - szał, szał entuzjazmu. Zewsząd huczy zakazane słowo "Solidarność", a przez jego rytm przebija się skandowanie: DZIĘ-KU-JE-MY!

Orszak idzie w zawziętym milczeniu. (...) Miarowy, dudniący krok po moście na Raduni. Już gęstwa na chodnikach ulicy Stolarskiej, frenezja, kwiaty, i SO-LI-DAR-NOŚĆ! SO-LI-DAR-NOŚĆ! - głośniejsza niż dzwon. Tysiąc dłoni w górze, ze znakiem zwycięstwa. Tylko z pochodu nie podnosi się ani jedna ręka, to nie jest dzień stoczniowej chwały, nie wygrana, to bitwa. To tylko rozejm. Nie święci się rozejmów.