Rządy lewicy

Pojęcie koabitacji zadomowiło się w naukach politycznych w latach osiemdziesiątych, gdy we Francji rządził socjalistyczny prezydent Francois Mitterand, a jednocześnie wybory parlamentarne wygrała prawica i na czele rządu stanął Jacques Chirac. Oznacza ono wymuszoną współpracę polityczną dwóch ośrodków władzy wywodzących się z różnych obozów politycznych. W Polsce sytuacja taka po raz pierwszy zdarzyła się właśnie we wrześniu 1993 r. Prezydent Wałęsa został wtedy zmuszony do współpracy z lewicową koalicją SLD-PSL. Od pierwszych chwil mnożyły się incydenty, a prezydent w stosunku do nowego gabinetu zachowywał wyraźny dystans, choć udało mu się przeforsować obsadę MON, MSZ i MSW własnymi kandydatami (tzw. resorty prezydenckie).

Część polityków o "solidarnościowym" rodowodzie skłonna była zresztą uznawać 19 września niemal za dzień restytucji danego systemu w Polsce. Przebąkiwano o rekomunizacji, która miała nastąpić, i choć lider SLD Aleksander Kwaśniewski zapowiadał, że o żadnej "desolidaryzacji" (aluzja do "dekomunizacji") nie może być mowy, obawiano się, że do życia politycznego powrócić może wielu ludzi starego reżimu. Wszelkie te obawy spełniły się tylko częściowo. Ostatecznie w wyniku koalicyjnych ustaleń marszałkiem Sejmu został Józef Oleksy, a premierem ludowiec Waldemar Pawlak.

Wielu obserwatorów polskiej sceny politycznej obawiało się wówczas, że proces reformowania państwa może zostać wyhamowany, albo nawet co gorsza wręcz zatrzymany. Niektórzy obawiali się też reakcji Zachodu na powrót do władzy "starych towarzyszy". Słychać było głosy, że teraz o NATO i Unii Europejskiej Polska nawet nie ma co marzyć. Tymczasem przedstawiciele nowej koalicji dość szybko zaczęli potwierdzać, że strategicznym celem Polski jest jej pełne członkostwo w strukturach euroatlantyckich. l II 1994 r. wszedł w życie układ o stowarzyszeniu Polski z Unią Europejską, a już 8 kwietnia nasz kraj formalnie złożył w Brukseli wniosek o pełne członkostwo w Unii. Jednocześnie Rzeczpospolita została objęta programem "Partnerstwa dla Pokoju", który miał być wprowadzeniem do przyszłego członkostwa w NATO.

Bodaj najpoważniejszą konsekwencją objęcia władzy przez lewicową koalicję było zahamowanie tempa prywatyzacji, zwłaszcza tej powszechnej, która objąć miała ogół dorosłych obywateli. Trudno jednak nie zauważyć, że w wielu punktach nowa koalicja kontynuowała dzieło wcześniejszych, "solidarnościowych" rządów. Systematycznie rosła produkcja i dochód narodowy, powiększały się rezerwy dewizowe państwa. Niemniej tempo reform uległo spowolnieniu, a proces zwalczania inflacji został w praktyce - przynajmniej przejściowo - zahamowany. Być może jednak rząd Pawlaka był mniej krytykowany niż on sam personalnie. Zarzucano mu brak zdecydowania, zwlekanie z kluczowymi decyzjami, prowadzenie polityki partyjnej (tzn. głównie korzystnej dla PSL), a nie państwowej. W efekcie po blisko półtorarocznych rządach Pawlak - głównie za sprawą prezydenta - został zmuszony do złożenia dymisji. Nowym szefem rządu został w lutym 1995 r. Oleksy, a na stanowisku marszałka sejmu zastąpił go dotychczasowy wicemarszałek Józef Zych z PSL. Koalicja została ocalona.

Wybory prezydenckie

Do wyborów prezydenckich jesienią 1995 r. stanęło aż 17 kandydatów, reprezentujących wszystkie odcienie życia politycznego. Prawica nie zdołała wystawić wspólnego przedstawiciela; nie uczyniła tego również słabo zintegrowania koalicja rządowa (z jej ramienia stanęli w szranki lider SLD Aleksander Kwaśniewski i Waldemar Pawlak). Zrazu kampania wyborcza toczyła się w niezbyt wysokiej temperaturze politycznej; większość społeczeństwa nabrała wyraźnego dystansu do życia publicznego. Wyniki pierwszej tury (5 XI 1995 r.) ujawniły znaczną polaryzację poglądów i postaw elektoratu. Do ostatecznej rozgrywki przeszli Kwaśniewski, który uzyskał około 35 procent głosów, i Wałęsa (około 33 procent). Dwa tygodnie później w drugiej turze kolejność ta nie uległa zmianie. Do zwycięstwa Kwaśniewskiego przyczyniło się m.in. zmęczenie "wojnami na górze" u jednych, obawa przed twardymi realiami gospodarki rynkowej u drugich oraz lęk przed dominacją Kościoła i konfesyjnym modelem życia publicznego u jeszcze innych. Niemałe znaczenie miała również sprawnie przeprowadzona kampania wyborcza Kwaśniewskiego i monolityczna wręcz jedność demonstrowana na zewnątrz przez SLD, jaskrawo kontrastująca z rozbiciem prawicy i centrum. W efekcie Aleksander Kwaśniewski uzyskał 51,7%, a Lech Wałęsa 48,3% głosów. Zdaniem wielu komentatorów społeczeństwo polskie podzieliło się na dwie prawie równe części.

Wrażenie to mógł pogłębiać fakt rekordowej w dotychczasowej historii III Rzeczypospolitej frekwencji wyborczej w drugiej turze wyborów prezydenckich. Wyniosła ona 68,23%. Obserwatorzy zwracali przy tym uwagę, że w przypadku obu kandydatów znaczna część głosów (nikt naturalnie nie wie jak wielka) padła nie tyle "za" kandydatem, co "przeciw" temu drugiemu. Sporo osób głosowało więc nie na Wałęsę, lecz przeciw Kwaśniewskiemu, uważając iż każdy kandydat byłby lepszy "od tego postkomunisty". Podobnie część osób mając dość modelu prezydentury a la Wałęsa, skłonna była poprzeć każdego innego kandydata, żeby tylko nie on pozostał na drugą kadencję.

Na dalsze pogorszenie atmosfery w kraju wpłynęły zarzuty jakie formowano pod adresem nowowybranego prezydenta. Kwaśniewskiemu zarzucano więc, że skłamał informując Państwową Komisję Wyborczą, iż posiada wyższe wykształcenie, podczas gdy w istocie nie ukończył studiów i nie uzyskał magisterium. Równie niekorzystnie na wizerunek Kwaśniewskiego wpływała sprawa zatajenia przez niego w poselskiej deklaracji majątkowej faktu posiadania przez żonę pakietu akcji Towarzystwa Ubezpieczeniowo-Reasekuracyjnego "Polisa" o wartości prawie pół miliarda starych złotych. Znamienne jest, iż obie te sprawy znane już były społeczeństwu przed wyborami i nie wpłynęły na ich rezultat.

Wraz ze zwycięstwem wyborczym Kwaśniewskiego kończył się też okres pierwszej polskiej koabitacji. Po wyborach już nie tylko rząd, ale i urząd prezydenta miał reprezentować "opcję lewicową", choć sam Kwaśniewski podkreślał, iż chciałby być "prezydentem wszystkich Polaków". Było to jednak w tamtej konkretnej sytuacji po prostu niemożliwe, tym bardziej że nim Kwaśniewski został zaprzysiężony, Polską wstrząsnął kolejny kryzys. Wraz z Wałęsą swoje stanowiska solidarnie opuścili desygnowani przez niego ministrowie obrony narodowej, spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych. Szczególnie ta ostatnia dymisja stała się niezwykle głośna.

Sprawa Oleksego

Ustępujący minister Andrzej Milczanowski opierając się na materiałach zebranych przez grupę oficerów z Urzędu Ochrony Państwa oskarżył aktualnie urzędującego premiera Oleksego o współpracę z rosyjskim wywiadem. Premier zdecydowanie odrzucił te oskarżenia i odmówił podania się do dymisji, lecz zarazem przyznał się do utrzymywania przyjacielskich stosunków z byłym oficerem KGB Władimirem Ałganowem. W kraju po prostu zawrzało! Powszechnie domagano się wyjaśnienia całej tej sprawy. Prokuratura Wojskowa wszczęła więc w styczniu 1996 r. śledztwo, a Oleksy ostatecznie zdecydował się podać do dymisji. Kilka dni później w sposób wręcz manifestacyjny został w miejsce Kwaśniewskiego wybrany liderem Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej (SdRP). W kwietniu - zgodnie z przewidywaniami opozycji - Prokuratura Wojskowa w Warszawie umorzyła śledztwo przeciwko Oleksemu. Następnie dokonano czystki w UOP usuwając wielu oficerów zamieszanych w "sprawę Oleksego", a niedługo potem opublikowano w tej "sprawie" tzw. Białą Księgę, która - zdaniem części specjalistów - nic w tym względzie tak naprawdę nie wyjaśniła, mogła natomiast (ze względu na zawarte w niej tajne informacje) doprowadzić do sparaliżowania pracy polskich służb specjalnych.

Następcą Oleksego na stanowisku szefa rządu został Włodzimierz Cimoszewicz, który w 1990 r. był kandydatem lewicy w pierwszych powszechnych wyborach prezydenckich. Gabinet, który z niewielkimi zmianami przetrwał do wyborów parlamentarnych z września 1997 r. świadczył o rosnącej w koalicji SLD-PSL pozycji tego pierwszego ugrupowania. Pozbawione kompetentnych kadr, targane wewnętrznymi konfliktami PSL systematycznie traciło pozycję przetargową. Niezwykle ważną rolę w rządzie odgrywał Leszek Miller, który najpierw był ostatnim szefem Urzędu Rady Ministrów, a po reorganizacji centrum państwa ministrem spraw wewnętrznych i administracji.

Konstytucja RP

Dysponując zdecydowaną większością w parlamencie i ciesząc się pełnym poparciem prezydenta lewicowa koalicja wyraźnie przyspieszyła prace nad nową konstytucją. Dla pozyskania dla tej idei Unii Wolności i Unii Pracy SLD zdecydował się na pewne ustępstwa np. w kwestii preambuły. Ostatecznie 16 I 1997 r. Komisja Konstytucyjna przyjęła projekt, który 2 kwietnia uchwaliło Zgromadzenie Narodowe. Za przyjęciem projektu opowiedziało się 451 posłów i senatorów z SLD, PSL, UW i UP. Przeciwko głosowało 40 parlamentarzystów z "Solidarności", KPN, BBWR i kilku posłów z PSL. Nowa Konstytucja RP została potwierdzona w referendum z 25 V 1997 r., w którym przy frekwencji 42,8% uprawnionych do głosowania, 52,7% opowiedziała się "za" przyjęciem Konstytucji RP.

Wszystkie te liczby mówią jednak bardzo mało o emocjach, jakie towarzyszyły jej przyjęciu. Ugrupowania prawicowe odmawiały prawa do przygotowania tego dokumentu Sejmowi zdominowanemu przez siły "postpeerelowskie". Twierdziły, iż Sejm w tym kształcie jest niereprezentatywny dla polskiego społeczeństwa i nie powinien uchwalać Konstytucji. Co więcej, prawica przygotowała własny, jak mówiono społeczny projekt Konstytucji, pod którym zebrano ponad milion podpisów i domagała się, aby i ten projekt został poddany pod referendum. Przy okazji padały demagogiczne oskarżenia pod adresem sił zaangażowanych w przygotowanie i uchwalenie ustawy zasadniczej. Mówiono więc o "nowej Targowicy" i twierdzono, że Konstytucja ta jest dla Polski takim samym zagrożeniem jak "bolszewicka nawałnica z 1920 roku".

Walka o lub z Konstytucją RP doprowadziła też jednak do pewnego uporządkowania sceny politycznej. Rozdrobniona prawica zaczęła gromadzić się wokół NSZZ "Solidarność" i w efekcie w czerwcu 1996 r. utworzono Akcję Wyborczą "Solidarność" (AWS), która rok później była najpoważniejszą siłą polityczną obok SLD. Obok bloku zjednoczonej lewicy pojawił się blok zjednoczonej prawicy. Architektem tego porozumienia był przewodniczący NSZZ "Solidarność" Marian Krzaklewski. Udało mu się poskromić ambicje liderów poszczególnych ugrupowań wchodzących w skład AWS, doprowadzić do wypracowania wspólnego programu oraz wystawienia wspólnych list kandydatów w wyborach parlamentarnych.

Nim jednak do nich doszło Polska przeżyła dwa zupełnie różne wydarzenia, które łączyło jedynie to, że wpłynęły na dalszy spadek notowań lewicy. W dniach od 31 maja do 10 czerwca po raz kolejny pielgrzymował po Polsce Ojciec Święty. Masowy udział wiernych w uroczystościach z udziałem Jana Pawła II dowodził, że wypowiadane czasem uwagi na temat kryzysu Kościoła w Polsce po 1989 r. są przesadzone.

Drugim wydarzeniem, które zapewne też nie pozostało bez wpływu na rezultaty wrześniowych wyborów, była tragiczna powódź, jaka w lipcu nawiedziła południowo-zachodnią Polskę. Zginęło w niej ponad 50 osób, a straty materialne oszacowano na wiele miliardów złotych. Szczególnym skandalem było dopuszczenie do zalania czwartego co do wielkości miasta w Polsce: Wrocławia, co było tyleż efektem klęski żywiołowej, co niezaradności, braku wyobraźni i kompetencji administracji lokalnej i centralnej. Rząd Cimoszewicza nie zdał tego trudnego egzaminu, choć można się zastanawiać, czy w konkretnej sytuacji jakikolwiek inny (także prawicowy) rząd poradziłby sobie z kataklizmem, który nie bez przyczyny zyskał miano "powodzi tysiąclecia".

Wybory 1997 r.

Wybory parlamentarne odbyły się 21 IX 1997 r. przy dość niskiej frekwencji 47,93%. Zdecydowanie zwyciężyła Akcja Wyborcza "Solidarność" zdobywając 33,83% głosów, SLD uzyskał 27,13% głosów, Unia Wolności 13,37%, PSL (wielki przegrany tych wyborów) tylko 7,31% i Ruch Odbudowy Polski Jana Olszewskiego 5,56%. Unia Pracy, która zdobyła 4,7%, stała się opozycją pozaparlamentarną.

Prace nad stworzeniem rządu podjęli przedstawiciele AWS i UW, ale dopiero 11 listopada 260 głosami "za" przy 173 głosach "przeciw" gabinet ten ostatecznie został powołany do życia. Premierem został nieznany szerzej jeszcze kilka dni wcześniej działacz "Solidarności" ze Śląska Jerzy Buzek. Wicepremierem i ministrem finansów został lider UW Leszek Balcerowicz, który wracał do rządu po sześciu latach kontynuować reformy wyhamowane nieco przez lewicową koalicję. Ministrem sprawiedliwości została była premier Hanna Suchocka, a resort spraw zagranicznych objął kierujący nieprzerwanie od 1989 r. sejmową komisją spraw zagranicznych Bronisław Geremek.

Przed nowym rządem stanęło szereg trudnych zadań: przeprowadzenie reformy administracyjnej i decentralizacji kraju, przyspieszenie procesu prywatyzacji, dokonanie gruntownej reformy służby zdrowia i ubezpieczeń społecznych, a w wymiarze międzynarodowym wprowadzenie Polski do NATO i wynegocjowanie warunków naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej.

Wraz z powstaniem gabinetu Buzka rozpoczęła się druga polska koabitacja, tym razem lewicowego prezydenta z prawicowym rządem. Nowa koalicja nie dysponowała odpowiednią większością parlamentarną, by odrzucać ewentualne prezydenckie veta i rządzić wbrew Kwaśniewskiemu. Rychło więc okazało się, że rząd w kluczowych sprawach musi współpracować z prezydentem, nawet jeżeli niektórym politykom prawicowym taka współpraca jest nie w smak. Współpraca ta była tym bardziej potrzebna, jako że rząd podjął cztery wielkie reformy zaniechane przez poprzednią koalicję: administracyjną, ubezpieczeń społecznych, służby zdrowia i edukacji. Każda z nich z osobna była już wyzwaniem, razem zaś tworzyły program niezwykle, a zdaniem niektórych przeciwników zbyt nawet ambitny. Opozycja przekonywała, że Polski po prostu nie stać na równoczesną realizację czterech reform, ale rząd uznał, iż dłużej nie można zwlekać ze zmianami, gdyż czas nagli. Trzy pierwsze reformy miały wejść w życie l I 1999 r., natomiast reforma edukacji narodowej począwszy od początku roku szkolnego 1999/2000.

Największa emocje - głównie zresztą o charakterze prestiżowym - wywoływała reforma administracyjna. Polegała ona na przywróceniu zniesionego przez ekipę Gierka trójstopniowego podziału administracyjnego kraju. Obok województw i gmin znów pojawiły się powiaty. Wielkie emocje społeczne wywołała zwłaszcza kwestia liczby przyszłych województw. Rząd pierwotnie planował, że będzie ich dwanaście, ale pod naciskiem społecznym (blokowanie dróg, demonstracje pod Sejmem, pisanie petycji, angażowanie w spory prezydenta Kwaśniewskiego) ostatecznie zdecydował, iż nowych województw będzie szesnaście, a powiatów ponad 300. Nowy podział administracyjny kraju zaczął obowiązywać od l I 1999 r.

Jednocześnie trwały prace nad pozostałymi reformami. Zdecydowano się na rozpoczęcie reformy systemu emerytalnego. W spadku po PRL pozostał bowiem system niewydolny i niesprawiedliwy czyniący z emerytów tradycyjnie ludzi najbiedniejszych, przy czym wysokość emerytury w praktyce nie była uzależniona od wysokości składek przez całe zawodowe życie odprowadzanych do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Oczywiście reforma systemu emerytalnego jest zadaniem na dziesięciolecia i jej skutki będą odczuwalne dopiero za kilkanaście lat, ale najważniejsze, że została zainicjowana, choć w praktyce dotyczyć będzie tylko obywateli urodzonych po 31 XII 1948 r. Osoby starsze będą otrzymywać świadczenia na dotychczasowych zasadach. Młodszym stworzono natomiast możliwość wyboru Funduszu Emerytalnego, którego zadaniem ma być drogą inwestowania powiększanie kapitału czyli w przyszłości wysokości emerytury danej osoby.

Również dwie pozostałe reformy: służby zdrowia i edukacji przyniosą rezultaty dopiero za jakiś czas. Pierwsze miesiące reformy służby zdrowia zaowocowały przede wszystkim ogromnym chaosem i falą protestów lekarzy i pielęgniarek, głównie zresztą na podłożu płacowym. Wielu pracowników służby zdrowia liczyło bowiem, że wraz z komercjalizacją usług medycznych i powołaniem do życia wojewódzkich kas chorych wzrosną ich zarobki - tradycyjnie należące do najniższych w kraju, a tak się nie stało. Polska służba zdrowia jest w takim samym lub podobnym stopniu niedofinansowana jak i inne dziedziny życia publicznego, w tym właśnie i oświata.

Mimo braku dostatecznych środków finansowych Ministerstwo Edukacji Narodowej zdecydowało się jednak wprowadzić radykalną reformę systemu oświatowego. Szkoła podstawowa została skrócona z ośmiu do sześciu lat i wprowadzono jednocześnie obowiązkowe trzyletnie gimnazja. Nauka w liceum ogólnokształcącym została skrócona z czterech do trzech lat. Ponadto obniżeniu uległ wiek dzieci rozpoczynających naukę w szkole z siedmiu do sześciu lat. Zapowiedź likwidacji części wiejskich szkół podstawowych i posyłania dzieci do oddalonych niekiedy o kilkanaście kilometrów gimnazjów, w niektórych regionach kraju wywołała gwałtowne protesty rodziców, niejednokrotnie połączone z okupowaniem lub pikietowaniem szkolnych budynków.

Rząd Buzka przyspieszył też procesy prywatyzacyjne wyhamowane nieco w okresie rządów koalicji SLD-PSL oraz sprzyjał zagranicznym inwestycjom w Polsce. Tylko w 1998 r. ich wartość przekroczyła 10 mld dolarów, to znaczy stanowiła ok. 25% wartości wszystkich obcych inwestycji w Polsce po 1989 r. Rząd mógł się też pochwalić sukcesami na polu zwalczania inflacji: rok 1998 był pierwszym od dwudziestu lat, w którym stała się ona jednocyfrowa. Niestety, jednocześnie znów zaczęło rosnąć w Polsce bezrobocie, co było jednym z ubocznych skutków tzw. schładzania gospodarki czyli zmniejszania tempa rozwoju w sytuacji zagrożenia kryzysem.

Jerzy Buzek jest najdłużej urzędującym polskim premierem po 1989 r. W czasie jego rządów Polska w marcu 1999 r. stała się pełnoprawnym członkiem NATO i w listopadzie 1998 r. zainicjowała oficjalne negocjacje na temat członkostwa naszego kraju w Unii Europejskiej. Władze deklarują, że Polska będzie w pełni gotowa do członkostwa w Unii 1 I 2003 r.

W dziesięć lat po Okrągłym Stole i historycznych wyborach z czerwca 1989 r. mimo wielu problemów i trudności Polska jest na jak najlepszej drodze do rodziny najbogatszych i najwyżej rozwiniętych państw świata, choć krajowy produkt brutto na głowę jest ciągle dwa razy niższy niż w najbiedniejszych państwach Unii Europejskiej: Grecji i Portugalii. Od połowy lat dziewięćdziesiątych zaznacza się jednak stały wzrost produktu krajowego brutto przeciętnie o ponad 5% w skali rocznej. Wiele już zrobiono, ale jeszcze więcej jest ciągle do zrobienia. Na przykład w 1998 r. oddano do użytku prawie cztery razy mniej mieszkań niż dwadzieścia lat wcześniej i nierozwiązany problem mieszkaniowy nadal należy do najbardziej bolesnych. Około dwóch milionów polskich rodzin nie posiada samodzielnego mieszkania. Rząd postanowił podjąć jednak i to wyzwanie i zapowiedział plan, w ramach którego w ciągu czterech lat miano by zbudować w kraju około 600 tyś. mieszkań.

W sześćdziesiąt lat po wybuchu II wojny światowej i w dziesięć lat po zainicjowaniu przekształceń ustrojowych Polska znajduje się w tak korzystnym położeniu, w jakim nie była od może trzystu lat. Jest członkiem najsilniejszego sojuszu polityczno-wojskowego w dziejach ludzkości, może realnie ubiegać się o członkostwo w elitarnym klubie najwyżej rozwiniętych państw Europy, posiada przyjazne lub co najmniej dobre stosunki ze wszystkimi swoimi sąsiadami, jej gospodarkę charakteryzuje stały wzrost, systematycznie znika cywilizacyjna przepaść dzieląca jeszcze kilka lat temu nasz kraj od bogatych państw Zachodu i - co może najważniejsze - nasza przyszłość w stopniu nieporównywalnym z wcześniejszymi okresami zależy od nas samych; od naszej cierpliwości, zaradności, przedsiębiorczości, pracowitości itd. Mówiąc krótko, nasza przyszłość zależy od nas samych, w tym także od tego, czy i jak będziemy potrafili wyciągnąć wnioski z przeszłości.


Wybrane pozycje literatury przedmiotu:

     
  • Dudek Antoni, Pierwsze lata III Rzeczypospolitej 1989-1995, Kraków 1997.     
  • Gabinety koalicyjne w Polsce w latach 1989-1996, red. Marek Chmaj i Marek Żmigrodzki, Lublin 1998.     
  • Majcherek Janusz A., Pierwsza dekada III Rzeczypospolitej 1989-1999, Warszawa 1999.     
  • Polityka w Polsce w latach 90. Wybrane problemy, pod red. Andrzeja Antoszewskiego i Ryszarda Herbuta, Wrocław 1998.