+ Pokaż spis treści

O trzech składnikach duszy

Platon - "Państwo"


Mit o trzech składnikach duszy



      - Plastyczny obraz duszy ludzkiej stwórzmy myślą, aby wiedział ten, co tamto mówił, co mówił właściwie.
      - Jaki obraz niby? - powiada.
      - Jakiś w tym rodzaju - ciągnąłem - jak to w mitach opowiadają, że bywały dawniej takie natury jak Chimera, i Scylla, i Cerber, a o jakichś innych też opowiadają, w których się wiele postaci zrosło w jedność.
      - A opowiadają - dodał.
      - Więc wymodeluj sobie jedną postać zwierzęcia; niech ono będzie wielobarwne i niech ma wiele głów, naokoło niech ma głowy zwierząt swojskich i dzikich i niech się może przemieniać i wypuszczać to wszystko z siebie jak roślina.
      - Tęgiego rzeźbiarza - powiedział - trzeba do takiej roboty. Ale ponieważ myśl jest bardziej plastyczna niż wosk i podobne materiały, więc niech ci to będzie wymodelowane.
      - I jeszcze jedną postać lwa i jedną człowieka. Ale największe - i to bez porównania - niech będzie to pierwsze, a później to drugie.
      - To już są rzeczy łatwiejsze - powiada - i już są wymodelowane.
      - A teraz te trzy rzeczy spróbuj spoić razem tak, żeby się jakoś ze sobą zrosły.
      - Już są spojone - powiada.
      - A teraz wymodeluj i obuduj naokoło nich postać jedną - człowieka; tak, żeby się to komuś, kto nie może widzieć tego, co w środku, a widzi tylko zewnętrzną powłokę, wydawało jedną istotą żywą: człowiekiem.
      - Już jest wymodelowana powłoka naokoło - powiada.
      - A teraz powiedzmy coś temu, który twierdził, że opłaci
się człowiekowi być niesprawiedliwym, a postępowanie sprawiedliwe pożytku nie przynosi. Przecież on nic innego nie twierdził, jak to, że opłaci się, człowiekowi utuczyć to wielopostaciowe zwierzę, aby było mocne, i tego lwa wraz z jego otoczeniem, a człowieka, zamorzyć głodem i osłabić go, aby go jedno lub drugie z tamtych zwierząt wlokło, dokąd by chciało, i żeby się one z sobą nie zżywały i nie przyjaźniły, tylko niech się jedno z drugim gryzie i niech (się pożerają nawzajem we wzajemnej walce.
      - Ze wszech miar - powiada - tak by mówił ktoś, kto by chwalił niesprawiedliwość.
      - Nieprawdaż, a ten znowu, kto by twierdził, że trzeba postępować i mówić tak, żeby ten człowiek mieszkający we wnętrzu człowieka jak najwięcej sił nabrał i żeby się zajął hodowlą owego stworu wielogłowego, tak jak to robi rolnik, i jego głowy swojskie karmił i obłaskawiał, a dzikim nie pozwalał wyrastać, wziąwszy sobie do pomocy naturę lwa, i troszczył się o wszystko razem, i zaszczepiał między tamtymi przyjaźń wzajemną i siebie samego, i wychowywał je w ten sposób.
      - Całkowicie przecież tak mówi człowiek, który chwali sprawiedliwość.
      - Na wszelki sposób ten, który sprawiedliwość chwali, mówiłby prawdę, a chwalca niesprawiedliwości byłby w błędzie. Bo jeśli brać pod uwagę przyjemność i opinię, i pożytek, zawsze chwalca sprawiedliwości ma słuszność, a kto ją gani, ten ani nie mówi do rzeczy, ani nie wie, co właściwie gani.
      - Nie wydaje mi się - powiada - w żaden sposób przecież.
      - Więc przeciągnijmy go na swoją stronę łagodnie, bo on nie błądzi umyślnie, i zapytajmy go tak: Pokój z tobą, ale powiedz, czy nie zgodzimy się jakoś, że to, co słusznie uchodzi za piękne i za brzydkie, z czegoś takiego pochodzi. To, co piękne, poddaje zwierzęce pierwiastki natury człowieka pod władzę pierwiastka ludzkiego, a może raczej boskiego, a to, co brzydkie, oddaje składnik łagodny w niewolę składnika dzikiego. On się zgodzi na to, czy jak?
      - Jeżeli tylko mnie posłucha, to tak - powiada.