+ Pokaż spis treści

Nimfa Kalypso


Prometeusz mówi Menelaosowi, że Odyseusz jest u nimfy Kalypso


Kalypso, mal. William Hamilton (fot. wikimedia)"Już wiem, co dwóch spotkało, jakiż los trzeciego?
Czy go żywcem na morskim pustkowiu kto trzyma?
Nie taj mi smutnej prawdy. Mów: czy go już nie ma?"

To rzekłem, a z ust starca wyszła mowa taka:
"Trzeci to syn Laerta, gniazdem mu Itaka.
Widziałem go na jednej wyspie, płakał rzewnie
Tam, u nimfy Kalipsy; nie puszcza go pewnie
Ta pani, choć za domem w tęsknicy się skwarzy,
Bo na pustce tej nie ma łodzi ni wioślarzy,
Żeby się przez fal grzbiety mógł dostać do siebie.

Pobyt Odyseusza u nimfy Kalypso


Eos z łoża ślicznego Tytona gdy wstała,
Na bogów i na ludzi zdrój światła wylała,
A na wiecu zasiedli niebianie zebrani,
Śród nich Zews, pan wszystkiego, wszyscy mu poddani.
Atenie na myśl przyszły Odysa cierpienia,
Ninie jeńca Kalipsy, i do zgromadzenia
Rzekła:

"Ojcze Kronidzie, wy, bogowie inni!
Odtąd króle na tronach już by nie powinni
Być łagodni, łaskawi, dobrzy, sprawiedliwi,
Lecz wściekli zapaleńcy, okrutni i mściwi,
Kiedy już zapomniały o Odysie boskim
Ludy, choć nimi rządził berłem tak ojcowskim.
On na wyspie u nimfy Kalipsy tam siedzi
Jeńcem trzyman i smutną dolą swą się biedzi;
Za domem utęskniony, o powrocie marzy,
A tam ani okrętów nie ma, ni wioślarzy,
Co by go chcieli przewieźć przez morskich fal grzbiety.
Teraz mu jedynaka zabić chcą, niestety,
W drodze do domu; właśnie o ojcowskim losie
Jeździł się dowiadywać w Sparcie i Pylosie."

Odpowiedział jej na to Kronid chmurowładny:
"Jakiż to z ust twych wyraz wymknął się nieskładny?
Wszak sama uradziłaś, że gdy Odys wróci,
Krwawym odwetem gachów zuchwalstwo ukróci.
Raczej nad Telemachem czuwać ci należy,
By bez szwanku dopłynął do swojej macierzy,
A gachy z tej zasadzki wrócili jak zmyci."

Potem się do Hermesa zwrócił i pochwyci:
"Hermeju, o mój synu, gończe doświadczony!
Nieś nimfie pięknowłosej wyrok niecofniony,
Że Odys wrócić musi, mąż wielki cierpieniem,
Wrócić niewsparty boskim ni ludzkim ramieniem.
Na tratwie wątłej, bity od wichru i prądu,
W dni dwanaście do Scherii dostanie się lądu,
Gdzie mieszka lud Feaków niebianom pokrewny;
Tam go przyjmą jak bożka, a stamtąd już pewny
Przewóz znajdzie okrętem na Itakę swoją;
Tam miedzi, złota dadzą, w szaty go ustroją,
Że bogatszy powróci, niż żeby łup wzięty
W Ilijonie do domu zawiózł był nietknięty.
Ujrzy więc przyjacioły, zamek swój wysoki,
Swoje pola ojczyste, bo tak chcą wyroki."

Rzekł - a zwinny Hermejas wnet puścił się w czwały:
Już sobie stopy opiął w niebiańskie sandały
Złotolśniące; on nimi ponad wód rozlewem,
Ponad lądów ogromem buja z wiatru wiewem.
Wziął i posoch; posochem tym śmiertelnych oczy,
Czyje chce, ze snu budzi albo też snem mroczy.
Dzierżąc go Argobójca szparkim sunął lotem,
Na Pierii stanął, k'morzu spuszczając się potem,
Szybował nad powierzchnią, podobien rybitwie,
Co nad odmętem zatok w ustawnej gonitwie
Za rybkami we fali nieraz skrzydło zmoczy:
Tą i Hermejas bujał po wodnej roztoczy.

Do wyspy się zbliżając leżącej daleko,
Z wód wychynął i lądem posuwał się lekko
Aż do wielkiej pieczary, boginki siedliska,
Kalipsy długowłosej, którą u ogniska
Samą siedzącą zastał. Zdala już powiewek
Niósł po wyspie zapachy od płonących drewek
Żywicznych cedru. Głos jej wdzięczną brzmiał piosenką
Gdy chodząc wkoło krosien suwała czółenko.
Tę pieczarę maiły różnych drzew gaiki,
To woniące cyprysy, topole, osiki;
W ich liściach długoskrzydiny ptak nocą się skrywa:
Sowa, krogulec, morska wrona też krzykliwa,
Co tak rada się pluskać u przybrzeżnej wody.
Wino rozkosznolistne pięło się na wschody
Głazów sklepiennych, gronne zwieszając jagody.
Z czterech krynic srebrzyste biegły tam poniki,
To razem, to rozpierzchłe tam i sam w wężyki.
Miękkie łąki się słały przetykane kwiatem
Fijołków i opichu. Na miejscu tu, na tem,
Bóg nawet by się ścieszył i stanął jak wryty.
Toż i gończy Hennejas, widokiem podbity,
Stanął i w one wszystkie wpatrywał się czary,
A potem wszedł do pięknie sklepionej pieczary.

Poznała go bogini Kalipso od razu.
Bóstwo nie zapomina twarzy i wyrazu
Innego boga, choćby mieszkał gdzie najdalej.
Lecz Odysa nie zastał. Odys tam się żali,
Siedząc nad brzegiem morza, gdzie zwykle siadywał;
Darł serce westchnieniami, łzami się zalewał,
Wzrok topiąc ciągle w morze pustynne przed sobą.
Kalipso wraz się gościa zajęła osobą,
W promienne krzesło sadzi i tak się odzywa:

"Hermes, z złotym posochem bożek, tu przybywa,
Gość taki, po raz pierwszy zajrzał w me siedlisko!
Mów, czego żądasz? Na twe usługi tu wszystko,
Co tylko w mocy mojej lub co jest możliwe;
Zbliż się tylko, przyjęcię znajdziesz tu życzliwe."



Tak mówiła, trzymając przed bożkiem puchary
Z ambrozją, do niej miesza różowe nektary.
A on jadł i popijał, Zewsowy ten goniec.
Gdy już głód swój nasycił, skrzepiony, na koniec
Mówił do niej te słowa:

"Po co tu przychodzę,
Boginio, pytasz boga? Woli twej dogodzę
I o całej tej sprawie zdam rachunek czysty:
Z Zewsa rozkazu jestem, więc nie osobisty
Cel mię przygnał; bo któż by na pustynię wodną
Puszczał się, gdzie miast nie ma, co by boga godną
Umiały czcić obiatą lub świetnym stuwołem?
Zresztą wiesz, że i bogi muszą kornym czołem
Bić przed piorunnym Zewsem, pełnić rozkaz jego.
Zews mi rzekł, że u siebie masz najbiedniejszego
Z tych herojów, co dziesięć lat burzyli Troję,
A w dziesiątym, gdy z łupem wracali już w swoje
Siedziby, tak zgniewali Atenę, że, wściekła,
Wciąż ich w podróży wichrem i burzami siekła.
Owoż gdy utonęło wszystko, co z nim było,
On ocalał, a morze tu go wyrzuciło.
Przeto rozkaz przynoszę: wypuść go bez zwłoki!
On daleko od swoich nie umrze. Wyroki
Przeznaczyły mu druhów powitać i ściany
Zamku swego oglądać i ojczyste łany."

Tak mówił, a boginię strach ogarnął na te
Wyrazy, więc mu słowa rzuciła skrzydlate:

"Bogowie! Okrutniejsi od ludzi jesteście,
Za złe mając nam, każdej bogini niewieście,
Jeśli sobie za męża znajdzie śmiertelnika.
I tak: różana Eos z Orionem gdy zmyka,
Poty bogami zemsta miota nieustanna,
Aż w Ortygii Artemis, zlototronna panna,
Chyłkiem podszedłszy, cichą zabiła go strzałą.
Znowu kiedy z Jazonem Demetrze się chciało
Użyć pieszczot na skibie trzykrotnie zoranej,
Sprawka ta doszła Zewsa, a on, rozgniewany,
Rozmachniętym piorunem Jazona zastrzelił.
Teraz w oczy was kole, że łoże tu dzielił
Ze mną człowiek, któregom wydarła z rak śmierci,
Gdy łódź jego bóg gromem roztrzaskał na ćwierci
W środku mórz, a on sam się z falami borykał
Dzierżąc belkę, bo druhów już mu popołykał
Morski gardziel. Rozbitek dążył więc do lądu
I tu był wyrzucony od burzy i prądu.
Przyjęłam go, okryłam opieką serdeczną,
Przyrzekłam nieśmiertelność i młodość dać wieczną;
Darmo, kiedy Kroniona woli tej wszechwładnej
Oprzeć się nie potrafi nawet z bogów żądny!
Zews każe mu stąd jechać - to niech sobie płynie
Mokrym pustkowiem, lecz ja tego nie uczynię,
Bym go wysłała, flisów nie mając ni łodzi,
Co by go przewieźć mogły przez morskie powodzi.
Chyba radą go wesprę, tego nie utaję,
Niech bezpiecznie w ojczyste powraca się kraje."

Na to jej Argobójczy odpowiedział goniec:
"Wyprawże go natychmiast, pomnąc, jaki koniec
Spotkałby cię od gniewu Kronida żałosny."
To powiedziawszy, odszedł Hermes wieścionośny.

Nimfa, słysząc ten wyrok Kronionowej woli,
Poszła szukać Odysa onej sprawie gwoli.
On siedział tam na brzegu płacząc; jego oczy
Nie osychały od łez, a pobyt uroczy
Truła ciągła tęsknica, bowiem do bogini
Serce stracił; a chociaż nocą sypiał przy niej,
To gwałt był, lecz nie z jego, a tylko z jej strony.
Na urwisku więc siedział w dzień, osamotniony,
Serce trapiąc westchnieńmi, lamenty, żałobą,
Wzrok topiąc ciągle w morze pustynne przed sobą.

Teraz rzekła boginią zbliżywszy się k'niemu:
"Biedny mój! Wnet się skończą te smutki, bo czemu
Miałbyś żywot swój skwasić? Wszak jestem gotową
Stąd cię puścić. Więc tratwy zajmiesz się budową:
Rąb wielkie drzewa; miedzią gdy pospajasz tramy,
Dasz pokład z desek; my zaś chleba, wody damy
I czerwonego wina, byś nie umarł z głodu,
Damy wiatr dobry, suknie chroniące od chłodu.
Mocna tratwa wytrzyma bijące bałwany
I ty bez szwanku wrócisz do ziemi kochanej,
Jeśli bogi pozwolą, co w niebie tam siedzą,
A mocniejsi ode mnie, niż ja więcej wiedzą."

To rzekła, a Odysejs stał wszystek zdrętwiały.
Po chwili z ust mu takie słowa wyleciały:

"Coś innego w zanadrzu swoim chowasz pono,
Gdy chcesz, bym w tratwie przebył otchłań
niezmierzoną Strasznych mórz, kędy nawet i wielkimi sudny,
I przy wietrze pomyślnym przejazd bywa trudny.
Na tratwę wbrew twej woli nie wstąpiłbym nogą,
Chybabyś mi przyrzekła pod przysięgą srogą,
Że w tym nie ma podrywki na zgubę mą żadnej."
Boginią śmiechem zbyła ten posad szkaradny
I, ręką pogładziwszy, rzekła doń te słowa:
"Szpakamiś ty karmiony, nie od kształtu głowa,
Gdy w każdym słowie wietrzysz jakby cel ukryty,
Lecz świadkiem bądź mi, ziemio! Świadkiem nieb błękity!
Stygu wodo podziemna! - Straszna to przysięga,
Przed nią nawet i bogów zgina się potęga -
Więc przysięgam, że zgubić nie pragnę ja ciebie,
Tylko myślę i mówię, jakbym sama siebie
Ratować chciała, będąc w takim położeniu.
Twego chcę dobra, czystą czuję się w sumieniu
I litości mam wiele w sercu niezależnym."

Rzekłszy to, nimfa krokiem pośpieszyła bieżnym,
Przodek biorąc, a Odys szedł w tropy bogini,
I nimfa wraz z kochankiem stanęła w jaskini.
Każe siąść Odysowi w tym samym prestole,
Gdzie Hermes siedział; przed nim co żywo na stole
Stawi jadło, napitek, zwykłą ludzką strawę,
A sama wprost Odysa zajęła też ławę,
Więc służebne ambrozję i nektar podały.
I wzięli się palcami spożyć te kordiały,
A gdy się już najedli, napili do syta,
Boginka głos zabrała i tak go zapyta:

"Zacny mój Laertydo, przemądry Odysie,
Zatem chcesz jak najprędzej z wyspy wymknąć mi się
I wrócić do ojczyzny? Szczęśliwej ci drogi!
Lecz żebyś mógł przewidzieć, jakie los złowrogi
Przeznacza ci opały, nim staniesz u celu,
Zostałbyś w tej pieczarze ze mną, przyjacielu,
I nieśmiertelność przyjął, jakkolwiek stęskniony
I niecierpliwy pragniesz powrócić do żony,
Od której pośledniejszą nie jestem ja przecie
Ni wzrostem, ni urodą. Czyż marnej kobiecie
Rzecz podobna, mnie, bóstwu, chcieć urodą sprostać?"

Na to on, nie chcąc dłużnym odpowiedzi zostać:
"Uśmierz gniew - rzekł - o nimfo! Jażbym to nie wiedział,
Że między Penelopą a tobą jest przedział?
Że się równać nie może z twym wzrostem, urodą?
Prosta to śmiertelniczka, a tyś wiecznie młodą!
Mimo to tęsknię do niej, tęsknię coraz więcej,
Aby się dnia powrotu doczekać najprędzej;
Choćby mię znów bóg jaki pogrążył w bałwany,
Zniosę mężnie, w cierpieniach jam wypróbowany.
Tyłem już przebył, takie przechodził katusze
Na wojnie i na morzu, że i to znieść muszę!"

Rzekłszy to - zaszło słońce i nastał mrok szary.
Oboje pod sklepienia weszli tej pieczary,
Rozkoszując miłością spali cbok siebie.

Lecz gdy różana Eos błysnęła na niebie,
Odys w chlenę i chiton odział się, a ona
Także wstała, w fałdzistą szatę obleczona
Z lśniącej tkanki; więc biodra ująwszy w pas złoty,
Pod namiotką ukryła włosów bujne sploty -
I myśli, jak Odysa wyprawić na morze.
Jakoż data mu topór; ostrze w tym toporze
Podwójne a spiżowe, mocna w nim osada,
Gładkim trzonem oliwnym ręka dobrze włada;
Dodała i siekierę; więc spiesznymi kroki
Wiodła go na kraj wyspy, kędy bór wysoki
Sokorów, olch i jodeł z wyniosłymi szczyty
Daje towar wyschnięty, na łódź wyśmienity;
A wskazawszy mu miejsce, kędy był las siary,
Powróciła Kalipso do swojej pieczary.

I Odys ścinał drzewa- praca szła mu sporo,
Dwadzieścia zwalił; topór gałęzie ciał z korą,
A siekiera równała pod sznur one dyle.
Aż Kalipso mu świdry przyniosła za chwilę:
Wiercił dziury, toż belki ze sobą szykował,
I tak tratwę wziął w kluby i goźdźmi ją skował.
Jak wielki spód korabiu, co go cieśla biegły
W duży obwód założy, tak równie rozległy
Był i statek Odysa przezeń budowany.
Dal też pomost, o boczne oparłszy go ściany,
Nakrył burtą, ochroną od fal dostateczną.
W środku wzniósł maszt i reją opatrzył poprzeczną,
A dla kierunku rudel zrobił na ostatku.
Wićmi zaś z wikła boki obwarował statku
Od wełn napaści. Na dno narzucał do łodzi
Różnych ciężarów. Już też boginka nadchodzi
Niosąc płótna; z nich żagle uszył ręką zwinną;
Jedną liną maszt związał, do żagla dał inną
I drągami łódź zepchnął w święte wody słone.

Gdy w dniu czwartym te prace były pokończone,
Więc go w piątym boginka wyseła już w drogę;
Wykąpawszy go, w szatki odziewa chędogie,