"Mała stabilizacja" - władza i społeczeństwo przełomu lat 50' i 60'


Polska po 1956 r.


      Lata następujące po październikowym przełomie Tadeusz Różewicz określił mianem "małej stabilizacji". Nazwa ta przyjęła się dość szeroko, gdyż trafnie oddawała istotę tamtych czasów. Społeczeństwo polskie przestało żyć w tak typowym dla okresu stalinowskiego zagrożeniu, co nie znaczy oczywiście, że władza w ogóle zrezygnowała ze stosowania szykan i represji.


      Mimo systematycznego "przykręcania śruby" co najmniej jednak do połowy lat sześćdziesiątych Polska pozostawała najbardziej liberalnym i otwartym "państwem bloku". Polacy gorzko żartowali, że mieszkają w "najweselszym baraku obozu socjalistycznego". Jakby krytycznie nie oceniać polityki prowadzonej wtedy przez Gomułkę, przyznać trzeba, iż w dziesięcioleciu popaździernikowym w sposób odczuwalny wzrosła stopa życiowa. Oczywiście potrzeby konsumpcyjne społeczeństwa utrzymywane były na relatywnie niskim poziomie. Prywatny samochód osobowy (nawet "Syrena") pozostawał trudnodostępnym artykułem luksusowym. Natomiast popularnym środkiem lokomocji - zwłaszcza na prowincji -stawał się motocykl, przeważnie krajowej produkcji (WFM, WSK, "Junak"). Wyjazdy zagraniczne - teoretycznie możliwe - praktycznie pozostawały udziałem wąskiej grupy osób. Jeszcze w 1964 r. paszporty na indywidualne wyjazdy dla wszystkich obywateli PRL "załatwiane" były w jednym pokoju w Pałacu Mostowskich w Warszawie. Niemniej właśnie po Październiku zaczęto w Polsce nieśmiało rozbudzać aspiracje konsumpcyjne, zwłaszcza wśród lepiej materialnie sytuowanych grup socjalnych. W tym samym czasie znacznemu ograniczeniu uległy też obszary ubóstwa i nędzy społecznej, choć naturalnie w tym zakresie pozostawało jeszcze bardzo wiele do zrobienia.


Wojciech Has (fot. wikimedia)      Równocześnie społeczeństwo polskie w stopniu nieporównywalnym z innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej mogło korzystać z dorobku współczesnej kultury i nauki. Ukazywały się przekłady książek pisarzy do niedawna zakazanych lub przynajmniej nie najlepiej widzianych przez władze. Pojawiły się też nowe interesujące dzieła autorów polskich, rozwijał się polski teatr, prawdziwie "złote lata" przeżywał film. To właśnie wtedy powstała zdecydowana większość dzieł "szkoły polskiej", którą symbolizowały filmy Andrzeja Wajdy, Andrzeja Munka, Jerzego Kawalerowicza czy Wojciecha Hasa.

      Wielkie triumfy międzynarodowe zaczynali święcić polscy jazzmani, którzy co roku mieli okazję konfrontować swoje umiejętności z czołówką światową występującą na Jazz Jambore. Każdego roku też publiczność kinowa Warszawy mogła w ramach Konfrontacji Filmowych obejrzeć najlepsze, a nierzadko po prostu najgłośniejsze i najbardziej kasowe filmy świata. Wszystko to razem nie pozostawało bez wpływu na ogólny poziom społeczeństwa polskiego, które było coraz lepiej wykształcone. Sprzyjał też temu z pewnością dynamiczny rozwój telewizji, która w latach sześćdziesiątych w większym zakresie niż później odgrywała rolę edukacyjną i kulturotwórczą.

      Można by powiedzieć, że po Październiku rządzący zawarli niepisaną umowę zrządzonymi, opartą na zasadzie "my wam dajemy żyć, a wy nam nie przeszkadzajcie w rządzeniu". W myśl tego rozumowania dla władzy najlepsza była bierność polityczna społeczeństwa, które miało być aktywizowane niemal wyłącznie na żądanie PZPR. Sytuacji takiej sprzyjać miała wspomniana liberalizacja i tolerowanie umiarkowanych potrzeb konsumpcyjnych.

Walka z "rewizjonizmem"

      Po przeprowadzeniu wyborów do Sejmu ze stycznia 1957 r. sprawą najpilniejszą z punktu widzenia kierownictwa partyjnego była pacyfikacja nastrojów społecznych. Gomułka znajdował się pod presją z dwóch stron. Partyjni "dogmatycy", nierzadko będący eksponentami radzieckich interesów w Polsce, zupełnie otwarcie wzywali do zaostrzenia kursu i aktywnego przeciwstawienia się przeciwnikom politycznym. Zdaniem Gomułki i ludzi z jego najbliższego otoczenia to nie "dogmatyzm" jednak, ale "rewizjonizm" był największym zagrożeniem dla PZPR i popaździernikowej Polski.

      "Rewizjoniści" w PZPR należeli do zdeklarowanych zwolenników przemian październikowych i wiązali z nimi wielkie nadzieje. Co więcej, chcieli te przemiany kontynuować i pogłębiać, podczas gdy w owym czasie Gomułkę irytowali wszyscy, którzy - w sposób mniej czy więcej otwarty - lansowali hasło "drugiego etapu". Obawiał się też podnoszonych haseł antyradzieckich, przy czym określano tak również głosy domagające się wyjaśnienia najbardziej ponurych i zagmatwanych momentów z dziejów stosunków polsko-radzieckich. Prasę należało zmusić do milczenia za wszelką cenę. Kiedy nie pomogły upomnienia, prośby i groźby zdecydowano się na czystkę w środowisku dziennikarskim.

      Badacze za "koniec Października" na ogół skłonni są uznawać okoliczności towarzyszące likwidacji niezwykle popularnego i nie bez racji powszechnie uważanego za jeden z symboli ówczesnych zmian tygodnika "Po Prostu", który w czerwcu 1957 r. - jak zwykle w sezonie wakacyjnym - zawiesił działalność. Jesienią władze z powodów cenzuralnych nie wyraziły zgody na jego wznowienie. Odpowiedzią były manifestacje protestacyjne i starcia z milicją na ulicach Warszawy w dniach od 3 do 6 października. Warszawiacy w czasie tych zamieszek po raz pierwszy zobaczyli w akcji utworzone w grudniu 1956 r. wyposażone w hełmy i długie pałki Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej (ZOMO). Brutalne akcje sił porządkowych miały miejsce niemal dokładnie w rocznicę Października, a jedną z konsekwencji zaostrzonego kursu antyliberalnego i antyinteligenckiego było cofnięcie zgody na wydawanie miesięcznika literackiego "Europa". Protestując przeciwko temu zakazowi z PZPR wystąpiła grupa znanych pisarzy: Jerzy Andrzejewski, Stanisław Dygat, Paweł Hertz, Mieczysław Jastrun, Jan Kott, Adam Ważyk i Juliusz Żuławski.

      Na przełomie 1958 i 1959 r. miał miejsce pierwszy w Polsce po Październiku proces polityczny. Oskarżonej zarzucano kolportowanie, a w zasadzie samo posiadanie i "przechowywanie", wydawanego w Paryżu w języku polskim miesięcznika "Kultura" redagowanego przez Jerzego Giedroycia. Została za to skazana na trzy lata więzienia, ale wyszła na wolność po 11. miesiącach, gdy Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Wojewódzkiego.

Jarosław Iwaszkiewicz (fot. wikimedia)      W 1959 r. odsuwano od wpływu na bieg spraw publicznych osoby zaangażowane w demokratyzacyjne przemiany październikowe. Pod naciskiem władz partyjnych dokonano np. zmiany na stanowisku prezesa Związku Literatów Polskich. Piastujący tę godność od 1956 r. Antoni Słonimski ustąpił na rzecz uległego wobec władz politycznych Jarosława Iwaszkiewicza.

      W początku lat sześćdziesiątych Klub Krzywego Koła dożywał swych dni. W popaździernikowej Warszawie Klub pełnił rolę salonu, w którym "pokazywanie się" - w określonych środowiskach - należało do dobrego tonu. Wśród części warszawskiej inteligencji pojawił się nawet swoisty snobizm na bywanie w Klubie Krzywego Koła, w którym zawsze można było spotkać ciekawych ludzi, porozmawiać, podyskutować, a nawet wymienić najnowsze plotki. Jednocześnie wraz z odchodzeniem przez władze od bardziej liberalnej polityki z okresu Października, Klub Krzywego Koła stawał się jednym z nielicznych miejsc, gdzie można było prowadzić naprawdę swobodne dyskusje.

      Władze partyjno-policyjne miały już dość jego niezależności i nie chciały tolerować nadal znacznej różnorodności ideowej wśród członków Klubu Krzywego Koła, który w końcowym okresie istnienia liczył blisko 300 członków, l II 1962 r. miało miejsce ostatnie - jak się później okazało - zebranie Klubu, który rozwiązany został na mocy decyzji władz administracyjnych.

      Począwszy od początku lat sześćdziesiątych coraz większa część społeczeństwa odnosiła się z rosnącym krytycyzmem wobec prowadzonej przez ekipę Gomułki polityki. Zwłaszcza intelektualiści i młodzież akademicka nie chcieli pogodzić się z systematycznym odchodzeniem od bardziej liberalnej polityki z okresu Października. Z wolna narastała więc fala krytycyzmu - zresztą tylko w zupełnie wyjątkowych przypadkach otwarcie uzewnętrzniana.


Gospodarka po Październiku


      Pogłębiającemu się odczuciu rozczarowania mogła też sprzyjać ekonomiczna stagnacja i powolny wzrost stopy życiowej. Oba te zjawiska, coraz silniej odczuwane przez znaczną część społeczeństwa, były efektem zaniechania istotnych zmian w stylu i sposobie gospodarowania. Gomułka bowiem w sposób równie doktrynerski, w jaki odnosił się do intelektualistów i polityki kulturalnej państwa, traktował kwestie ekonomiczne. O ile w latach 1945-1948 jego udział w polityce gospodarczej kraju był znikomy, o tyle po 1956 r. zajął się nią w stopniu bardzo poważnym (z czasem decydującym), a nie posiadał odpowiedniej wiedzy ekonomicznej. Odrzucając w 1957 r. propozycję poważnej strukturalnej reformy gospodarczej wysuniętą przez Radę Ekonomiczną składającą się z najwybitniejszych polskich ekonomistów (m.in. Czesław Bobrowski, Włodzimierz Brus, Michał Kalecki, Oskar Lange, Edward Lipiński), skazywał się na doraźne manewry i posunięcia mające na celu usprawnienie systemu zarządzania i produkcji. Krokom tym towarzyszyły zwykle podwyżki cen artykułów pierwszej potrzeby. Podporządkowana ideologicznym kanonom RWPG i pozostająca praktycznie poza głównym nurtem światowego handlu gospodarka polska - z woli Gomułki dążąca do samowystarczalności - dławiła się i raz po raz zacinała. Zresztą Polska stosunkowo szybko wytraciła dynamikę rozwoju. Choć w latach 1956-1960 zanotowano szereg osiągnięć na gruncie gospodarki (m.in. płace realne wzrosły o prawie 30%), to jednak nie udało się zrealizować wielu innych ambitnych zamierzeń planu 5-letniego. Ponad plan rosła natomiast globalna produkcja przemysłu, zwłaszcza środków produkcji.


      W sumie były to jednak osiągnięcia mogące napawać optymizmem. Inaczej wyglądała sytuacja w pięciolatce 1961-1965. Choć globalna produkcja przemysłowa wzrosła o ponad 50% - co było głównie efektem przyrostu zatrudnienia o prawie 1,3 miliona osób (powojenny wyż demograficzny zaczął wkraczać w wiek produkcyjny), to jednak wiele innych wskaźników ekonomicznych prezentowało się znacznie gorzej. Szczególne frustracje społeczne budziła stabilizacja na niskim poziomie płacy realnej, która w pięcioleciu 1961-1965 wzrosła zaledwie o 8% (zamiast planowanych 23%), a więc w sposób praktycznie w ogóle nieodczuwalny. Brak autentycznych sukcesów na polu gospodarczym w połączeniu ze znacznym zakłamaniem życia publicznego sprzyjał mnożeniu mniej czy więcej prawdopodobnych plotek. Stwarzał też wdzięczne pole dla działalności polskojęzycznych rozgłośni radiowych, zwłaszcza Radia Wolna Europa, które przez kilkadziesiąt lat było głównym źródłem informacji dla milionów Polaków. Być może i dlatego - mimo wysiłków wielokrotnie podejmowanych przez reprezentantów władzy - proces atomizacji polskiego społeczeństwa przebiegał z oporami i nigdy nie udało się definitywnie zniszczyć nieformalnych więzi międzyludzkich.


"List 34" i represje wobec inteligencji


      W 1963 r. sytuacja społeczno-polityczna w kraju uległa pogorszeniu. W lipcu w przemówieniu wygłoszonym na plenum KC PZPR Gomułka pouczał twórców, czym powinni zajmować się i w jaki sposób mają ukazywać polską współczesność. Równocześnie mnożyły się ingerencje cenzury, a przy tym w owym czasie ruch wydawniczy przeżywał okres stagnacji, przekształcający się w długotrwały kryzys. Najtrudniejsza stawała się więc sytuacja ludzi pióra, tym bardziej, że państwo z rosnącym wysiłkiem zaspokajało rozbudzone w pierwszym powojennym dziesięcioleciu - między innymi za sprawą tanich popularnych wydawnictw - społeczne zainteresowanie książką.


Antoni Słonimski (fot. wikimedia)      W takiej oto atmosferze doszło do wystosowania przez grupę pisarzy i uczonych listu do premiera. Był to pierwszy tego typu dokument już w prawie dwudziestoletniej wówczas historii Polski Ludowej. Nigdy też potem inicjatorem żadnego listu protestacyjnego adresowanego do władz nie udało się zebrać tak wspaniałej grupy wybitnych sygnatariuszy.


      14 III 1964 r. Antoni Słonimski złożył w kancelarii premiera w Urzędzie Rady Ministrów list podpisany przez 34 pisarzy i naukowców, w którym w umiarkowany sposób wyrażali oni swoje zaniepokojenie z powodu ograniczeń w wydawaniu książek. Władze zareagowały szykanami pod adresem sygnatariuszy: zrywano umowy wydawnicze, zakazywano im występowania w Polskim Radio, odmawiano paszportów, a "Tygodnikowi Powszechnemu" zmniejszono o 25% przydział papieru. Z kolei te działania represyjne sprowokowały na Zachodzie liczne głosy solidarności z szykanowanymi polskimi intelektualistami oraz falę protestów przeciwko polityce kulturalnej władz PRL.


Melchior Wańkowicz (fot. wikimedia)      W związku ze sprawą "Listu 34" w początku października 1964 r. został aresztowany jeden z jego sygnatariuszy Melchior Wańkowicz. Władze zarzucały mu, że niektóre audycje Wolnej Europy na ten temat pokrywały się w swojej treści z przechwyconą przez władze bezpieczeństwa jego prywatną korespondencją. Wańkowiczowi wytoczono proces, który odbywał się przy drzwiach zamkniętych i ostatecznie skazano pisarza na 3 lata więzienia, ale na mocy amnestii od razu wyszedł na wolność.


      Z kolei w 1965 r. prokuratura przygotowała proces przeciwko innemu sygnatariuszowi "Listu 34" Stanisławowi Mackiewiczowi, który "został zdekonspirowany" jako współpracownik paryskiej "Kultury". Bodaj najszerszym echem odbił się jednak w tamtych latach proces Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego w lipcu 1965 r. Oskarżano ich o "sporządzanie i rozpowszechnianie opracowań zawierających szkodliwe dla interesów państwa polskiego, fałszywe wiadomości dotyczące stosunków politycznych i społeczno-gospodarczych w Polsce". Modzelewski został wówczas skazany na 3,5 roku więzienia, Kuroń na 3 lata.


      W połowie lat sześćdziesiątych środowiska intelektualne w coraz większym stopniu były świadome pogłębiającego się w kraju marazmu. Systematycznie rósł społeczny krytycyzm. Coraz więcej osób dostrzegało, że władze zaprzepaściły "dorobek Października". W ciągu dziesięciu lat Polska zmieniła się bardzo, ale nie wszystkie zmiany dałoby się zapisać po stronie osiągnięć i sukcesów. Nie wszystkich też zadowalało ich tempo, ale bodaj jeszcze bardziej mógł czasem niepokoić ich ogólny kierunek.


      Tymczasem w dziesięciolecie Października grupa studentów Uniwersytetu Warszawskiego postanowiła na Wydziale Historycznym zorganizować spotkanie, na którym przedyskutowano by jego trwały i nietrwały dorobek, zwłaszcza na gruncie wolności twórczych. Wśród organizatorów zebrania znajdował się Adam Michnik, który po aresztowaniu Kuronia i Modzelewskiego z wolna wyrastał na nieformalnego lidera grupy młodych ludzi, przez czynniki partyjne przezwanej z czasem mianem "komandosów". Nazwa ta wzięła się stąd, że ci inteligentni, młodzi ludzie, pojawiali się regularnie na zebraniach partyjnych i ZMS-owskich i tak jak prawdziwi komandosi działający na zapleczu nieprzyjaciela dezorganizują jego szyki, tak oni swoim nonkonformistycznymi wystąpieniami (a byli na ogół dobrymi mówcami) zakłócali z góry ustalony porządek obrad.


      W trakcie wspomnianego spotkania prof. Leszek Kołakowski wygłosił referat zatytułowany "Kultura polska w ostatnim dziesięcioleciu". Była to ostra krytyka polityki kulturalnej i szerzej nawet polityki społecznej prowadzonej przez gomułkowskie kierownictwo. Drugi referat wygłoszony wówczas przez Krzysztofa Pomiana był podobny w tonie. Następnie miała miejsce burzliwa dyskusja, a parę dni po tym spotkaniu władze partyjne postanowiły obu referentów karnie usunąć z PZPR. Decyzja ta spotkała się ze sprzeciwem wśród części intelektualistów. Grupa pisarzy, członków - PZPR wystosowała do KC list protestacyjny, w którym domagano się przywrócenia Kołakowskiego w prawach członka partii. Władze uznały to za niesubordynację i w efekcie PZPR opuściło kilkunastu pisarzy, w tym m.in.: Jacek Bocheński, Marian i Kazimierz Brandysowie, Tadeusz Konwicki, Igor Newerly, Julian Stryjkowski, Wisława Szymborska i Witold Woroszylski. W ciągu kilku tygodni PZPR sama pozbawiła się kilkunastu wybitnych intelektualistów. Był to najliczniejszy odpływ z partii pisarzy, od czasu, gdy jesienią 1957 roku Gomułka nie zgodził się na wydawanie miesięcznika "Europa".

 



Proponowane pozycje literatury przedmiotu:

  •       Eisler Jerzy, List 34, Warszawa 1993.
  •       Eisler Jerzy, Marzec 1968. Geneza, przebieg, konsekwencje, Warszawa 1991.
  •       Fijałkowska Barbara, Sumienie narodu? Sprawy i ludzie kultury w Polsce Ludowej, Wrocław 1985.
  •       Fik Marta, Kultura polska po Jałcie. Kronika lat 1944-1981, Londyn 1989.
  •       Friszke Andrzej, Opozycja polityczna w PRL 1945-1980, Londyn 1994.
  •       Landau Zbigniew, Polska Gomułki, Warszawa 1995.
  •       Machcewicz Paweł, Władysław Gomułka, Warszawa 1995.
  •       Syzdkowie Eleonora i Bronisław, Cyrankiewicz. Zanim zostanie zapomniany, Warszawa 1996.
  •       Tarniewski Marek (Karpiński Jakub), Krótkie spięcie, Paryż 1977.