+ Pokaż spis treści

Lublin

JEŚLI LUDZIE ZAMILKNĄ, GŁAZY WOŁAĆ BĘDĄ...


„Z pryszniców chlusnęła lodowata woda – podniósł się wrzask, że zimna. Za parę sekund z sitek runął ukrop wraz z kłębami pary. Chcieliśmy uciekać – nie było gdzie, zaś stłoczonych na skraju kijami i pejczami wganiano pod gotujący się prysznic. Za parę sekund znowu strumień lodowatej wody, byliśmy po kąpieli.”


„(W Wielkanoc 1943) zaraz po apelu rannym przyprowadzili kilka komand i nas na pole III. Ustawili nas jak w kolumny defiladowe wzdłuż całego pola, z jednej strony co kilka metrów stali Blochfuhrerzy, z drugiej kapowie, wszystko z pejczem lub kijem. Na daną komendę: marsz! wszyscy musieli iść na koniec pola, nabrać gruzu do płaszczy i nieść do bramy wejściowej, by usypać twardą nawierzchnię oraz dwie ulice wzdłuż całego pola. W marszu popędzani coraz szybciej, aż po południe marsz stał się biegiem, siły już ustępowały, a bez gruzu iść nie można, bo za to bili, ile wlazło, a choć niosło się, a za wolno, to i tak pejczem po głowach walili. Południe minęło, a praca nie ustawała, coraz częściej kogoś bili, coraz więcej padało po drodze, już i wieczór, i tak bez jedzenia, tylko po tej pół litra rannej kawy. Zupełna ciemność zwolniła nas od tej pracy. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że cały obóz miał podobne święto, a kobiety były w ogóle bez śniadania.”


„Zaczęto wypędzać nagich więźniów, tych, co mogli sami chodzić. Włazili oni na samochody. Po nich nagie ciała żywych i zmarłych leciały rzucone przez oprawców. Chwytano za nogi i ręce i jednym ruchem ramion rzucano na wozy. Załadowano wszystkich, dziewięćdziesięciu kilku mężczyzn, na dwa auta ciężarowe. Jak fama głosiła, a wieść ta była na pewno prawdziwa, powieźli ich do komory gazowej.”


(ze wspomnień więźniów Konclager Lublin)



Najważniejszym punktem naszego listopadowego wyjazdu z cyklu „A to Polska właśnie” były specjalne zajęcia z historii w obozie koncentracyjnym na Majdanku.
 



A tuż przed zmierzchem i tuż po zmierzchu peregrynowaliśmy po Lublinie śladami najsłynniejszych miejscowych legend, podań i najprawdziwszych cudów. A tak konkretnie to podążaliśmy:
 

  • śladami diabelskiej łapy odciśniętej na stole w Trybunale Koronnym Anno Domini 1727 podczas sławetnej rozprawy w obronie oszukanej przez magnata ubogiej kobiety;
  • śladami przynoszącego nieszczęścia kamienia, wyszczerbionego przed wiekami przez ścinającego niewinną ofiarę kata;
  • śladami dębu, pod którym w roku 1282 Leszkowi Czarnemu przyśnił się Michał Archanioł, aby nakazać pościg za uchodzącymi Jadźwingami;
  • śladami ducha świątobliwego ojca Ruszla z zakonu dominikanów, który prawie dwieście lat temu nagłym pojawieniem się, a następnie zniknięciem w ścianie przeraził rosyjskiego żołnierza;
  • śladami wielu jeszcze innych tajemnic, choć ciemności zapadały coraz okrutniejsze.