Biblioteka
[-]

Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, Księga II


Rozdział I



Mdłość najprzód, a potem sen, który narzekania moje przerwał, trwał długo. Nie pierwej otworzyłem oczy, aż słońce blaskiem swoim przerażać je zaczęło. Obudziwszy się żałowałem, iżem ostatni raz oczu nie zamknął. Wracały się nieznacznie osłabione siły; a gdy rozmyślać począłem nad moim teraźniejszym stanem, rozpacz jedyną folgę znajdowała w dobrowolnej śmierci. Byłbym zapewne wykonał samobójstwo, gdyby natychmiast wkorzenione z młodu sentymenta religii nie wstrzymały rąk, już do wykonania dżieia tego gotowych. Przerażony zbytkiem niegodziwej r wzniosłem oczy do nieba; wtem promyk słodkiej nstdziei wkradł się w serce moje; wzniosłem ręce i począłem worać ratunku tej Opatrzności, która i powszechnością stworzonych rzeczy rozrządza, i w szczególności najnikczemniejszego stworzenia nie opuszcza.

Wstałem z miejsca i gdy od morza żadnego już wsparcia ani nadziei mieć nie było można, puściłem się wzgłąbsz tej ziemi, na którą mnie nieprzewidziane wyroki zaniosły. Bałem się napaści drapieżnych zwierząt. Widok coraz nowych osobliwości bawił mnie i dziwił. Drzewa albowiem, owoce i zioła wszystkie prawie innego były rodzaju niż europejskie. Jużem był uszedł bardzo gęstym lasem bez znaku namniejszej drogi lub ścieżki prawie pół mile, gdym postrzegł z radością, iż się drzewa zaczynały przerzadzać. Wyszedłem na koniec w pole, a zobaczywszy pilnie uprawne i zbożem już prawie doźrzałym okryte, bardziej jeszcze uradowałem się wnosząc sobie stąd, iż ten kraj nie tylko miał mieszkańców, ale nawet mieszkańców niedzikich, bo znających rolnictwo i w towarzystwie żyjących. Utwierdził te moje zdanie wkrótce widok pożądany wsi czyli miasteczka; domy albowiem nie zdawały mi się być wspaniałe i wyniosłe, ale obszerne i dobrą symetrią rozłożone.

Gdym się ku temu miejscu z jak największą skwapliwością zbliżał, postrzegłem dość wielką ludzi zgraję zapatrujących się na jakoweś widowisko. Ci, skoro postrzegli z daleka strój mój, podobno w tamtych stronach me widziany, ruszyli się wszyscy ku mnie i w oczemgnieniu otoczony zostałem ludźmi przypatrującymi się ciekawie osobie mojej. Wzajemne zadziwienie trwało czas niejaki; w tym przystąpił ku mnie poważny starzec i gdy mi na znak dobrego przyjęcia rękę podał, ja padłem mu do nóg, rzewno płacząc. Podniósł mnie z skwapliwością i mówić począł łagodnie, jakem mógł z miny i gestów miarkować, ale językiem wcale mi niewiadomym.

Na hazard, że może co zrozumie, zacząłem do niego mówić po polsku, po łacinie; po francusku, a gdy i on mnie nie rozumiał, gestami opisywałem mu sytuacją moją teraźniejszą, reprezentując ile możności, jakem płynął morzem z krajów bardzo dalekich, jak się mój okręt rozbił, jak współtowarzysze potonęli, ja na deszce uszedłem śmierci. Zrozumieli, jakem z nich poznał, iż przypłynąłem od morza: ale tego pojąć nie mogli, gdym im nasz okręt opisywał i krainę daleką, z której przyszedłem. Że zaś mi głód zaczynał bardzo dokuczać, prosiłem przez gesta o posiłek; postrzegłszy to ów starzec wziął mnie za rękę i zaprowadził do domu swojego.

Nie był, tak jak i inne, ani wyniosły, ani wspaniały; czystość, porządek i piękna symetria największą była jego ozdobą. Domy wszystkie były drewniane, ale ściany zewnątrz i wewnątrz połyskiwały, jakby napuszczane było drzewo osobliwym pokostem; nie można albowiem było rozumieć, iżby miały być takowe z przyrodzenia. W pierwszej izbie ławy były naokoło, niewiele od podłogi wzniesione; tam mnie gospodarz posadził; przyszła za zawołaniem sędziwa niewiasta, jakom miarkował, żona jego. Ta zadziwiwszy się z początku, gdy jej mąż o moim przyjściu powiedział, pozdrowiła mnie położeniem ręki na sercu. Postawiono przede mną stolik; nie bawiąc przyniesiono potrawy z samych jarzyn, nabiału i owoców, a w naczyniu podobnym do naszych farfurowych wodę.

Choćby mi był zbyteczny głód nie dokuczał, nie mógłbym się był jednak odjeść jarzyn, i smaku, i zaprawy przedziwne; owoce były nierównie lepsze od naszych, chleb podobny do żytnego, ale smaczniejszy. ?yżkę tylko miałem do jedzenia; chcąc chleba ukroić dobyłem noża z kieszeni. Zdziwiło bardzo gospodarza to zapewne w tamtym kraju nie widziane narzędzie. Doglądał nań z ciekawością i zdało mi się, iż się go nie śmiał dotknąć; gdy mu więc do rąk ofiarowałem, wziął za ostrze i obraził sobie palec. Postrzegłszy krew rzucił nóż na ziemię, wołać zaczął; a gdy się domownicy zbiegli, opowiedał im, co się stało. Chciałem zdjąć nóż z ziemi, ale mi nie dopuścili tego i ledwom się mógł od śmiechu wstrzymać, gdy po małej chwili przyniósłszy jakiś instrument na kształt grabi, z daleka mój nóż popychali ku drzwiom; wyrzuciwszy go za drzwi, przypatrowali mu się z daleka, podobno chcąc widzieć, czy się nie rusza; wykopali za tym dołek dość głęboki i tam go pochowawszy przysypali ziemią.

Przyszedł za tym do mnie gospodarz i poznałem z gestów, iż mi wymawiał, żem go wdał w tak wielkie niebezpieczeństwo. Pytał, jeżeli drugiego takiego nie mam przy sobie; odpowiedziałem, że nie; dopiero prosił, żebym zakopanego noża nie ruszał. Obiecałem chętnie, a on mnie, za rękę na znak przyjaźni, wyprowadził za dom do swego ogrodu albo raczej sadu. Drzewa zasadzone byłe w linie; uginały się gałęzie pod rozmaitego rodzaju owocani. Zamiast parkanu lub płotu rowek niewielki dla ścieku bardziej wody niźli warunku odgradzał od sąsiedzkiego. W środku. sadu była sadzawka, przez którą przechodził strumyk, ten w sąsiedzkim sadzie napełniał także sadzawkę; i jakem się potem dowiedział, szły wciąż ogrody z podobną dla wszystkich mieszkańców tek osady wygodą.

Gdy się już zabierało ku zmroku, zapalono lampę wiszącą na środku izby; siedliśmy do wieczerzy, mniej już obfitej niż obiad. Oprócz gospodarza i żony było synów dorosłych trzech i wnucząt podobno dwoje. Gdy wstali od stołu, obrócili się wszyscy ku wschodowi, a gospodarz, wzniósłszy oczy ku niebu, wyraźnym głosem mówił modlitwę dziękczynienia; dopiero, porządkiem ucałowawszy dziatki, wziął mnie za rękę i zaprowadził do izby osobnej; znalazłem tam siennik na kształt materaca, poduszkę i kołdrę obszerną, z nieznajomej mi wszystko materii.


Rozdział II


Gdym się obudził, postanowiłem zaraz u siebie uczyć się języka tego kraju; bez tej albowiem wiadomości trudno by mi było, a prawie niepodobna poznać tamtejsze prawa i zwyczaje, wyrozumieć sposób myślenia obywatelów, stać się im użytecznym przez wdzięczność za tak łaskawe przyjęcie. Uważałem tymczasem pilnie to, co mi tylko pod oczy podpadało .

Osada, w której zostawałem, miała stu dwudziestu gospodarzów; każdy z nich miał dom, pole i ogród, wszystko pod równym wymiarem. Najwięcej dzieci rodzicom służyli, lubo mieli ornych obojej płci domowników, ale w odzieży i wygodzie żadnej nie było między nimi różnicy. Nie znać było najmniejszej podłości w czeladzi; panowie nie patrzyli się na nich surowym okiem, dopieroż kar bolesnych albo obelżywych podobieństwa nawet nie p ostrzegłem. Wzrost obywatelów był mierny, twarzy wesołe, cera zdrowa; kaleki lub zbytecznie otyłych albo chudych nie widziałem. Siwizna, nie zgrzybiałość, oznaczała starych.

Niewiasty może by potrzebowały bielidła, gdyby tysiączne wdzięki nie nadgradzały płci nieco smagławe; żadna zaś czerwona farba me wyrównałaby piękności i żywości ich rumieńca, który wstyd zapalał. W porównaniu twarz malowanych, którychem się niegdyś aż nadto napatrzył, zdawało mi się, iż porzuciwszy kopie bardzo mierne, przypatrywałem się wybornym oryginałom.

Strój mężczyzn bardzo był prosty co do gatunku materii, ale krój wygodny nie krępował po naszemu bez potrzeby członków. Kolor wszystkich sukien był szarawy, biały, według wełny, której me farbowano. Czarnych owiec bardzo mało widziałem; takiego zaś koloru wełnę obracali na kołdry i materace. Krój odzież podobny do tego, który widziemy pospolicie w statuach greckich i rzymskich. Spodnia suknia niżej spadała od kolan; zwierzchnia, daleko dłuższa i obszerna, na kształt płaszcza, zażywana najwięcej bywała od starych albo też i od młodszych w czasiech zimnych lub słotnych. Mężczyźni włosy zapuszczali równo z szyją, z przodu je do góry zaczesywali, żeby nie spadały na oczy. U dzieci obojej płci włosy nisko były strzyżone dla zachowania ochędóstwa.

Suknie niewiast odmiennego nieco były kroju niż mężczyzn; materia delikatniejsza. Pudru białego; szarego i szarawego jeszcze była moda w ten kraj nie wniosła; maszczenie włosów pomadą miały tamtejsze damy za nieochędóstwo. Nie idzie za tym, iżby ich strój nie miał być w tamtych stronach przystojny i nawet wytworny. Chęć podobania się powszechnym fest wszędzie tek płci przymiotem.

Odmian mody w tamtym kraju nie, znano; krój sukien od wieków był jednaki: Kolor, jakom wyżej namienił, nigdy się nie odmieniał; nie mieli albowiem sekretu farbowania wełny. Jakoż dowiedziałem się potem, iż gdy moje suknie egzaminowano (była zaś zwierzchnia zielona, kamizelka pąsowa), wnieśli sobie stąd zaraz tamtejsi obywatele, iż owce mojego kraju były zielone i pąsowe.

Kraj ten zewsząd był morzem oblany i całej wyspy powszechne nazwisko Nipu. Język narodu dość łatwy, ale nieobfity: żeby im wytłumaczyć skutki i produkcje kunsztów naszych zbytkowych, musiałem czynić opisy dokładne i dobierać podobieństw. Nie masz u Nipuanów słów wyrażających kłamstwo, kradzież, zdradę, podchlebstwo. Terminów prawnych nie znają. Choroby nie mają szczególnych nazwisk; ale też ani dworaków, ani jurystów, ani doktorów nie masz.

Pod dyrekcją mojego gospodarza trawiłem czas nad nauką tamtejszego języka; Jakoż w kilka miesięcy mogłem się już rozmówić. Przez cały ten czas postrzegałem, iż stronili ode mnie tamtejsi mieszkańcy; obchodzili się, gdy tego konieczna potrzeba wymagała, względem mnie z wszelką ludzkością; odpowiedali na moje pytania w krótkich słowach, ale znać było w tych powierzchownych oświadczeniach jakowyś przymus i odrazę. Martwiła mnie ta ich niewiara i zbyteczna ostrożność; ale sądziłem, iż musiała pochodzić z przyczyn mi niewiadomych, a według ich sposobu myślenia uczciwych i należytych. Sam mój gospodarz, gdym się go wypytywał o zwyczajach, prawach i historii krajowej, zbywał rozmaitymi sposoby ciekawość moją. Bojąc się niedyskrecji milczałem; że zaś pokazywał wielką ciekawość wiedzieć najmniejsze krajów naszych okoliczności, ile możności starałem się o to, żeby tę jego ciekawość nasycić i uspokoić.

Jednego dnia, gdy się przechadzałem zamyślony nad moim teraźniejszym stanem, przystąpił do mnie z wesołą twarzą gospodarz oznajmując, iż dnia jutrzejszego będę przyjęty do powszechnego towarzystwa.


Rozdział III


Powróciwszy do siebie, ciekawie czekałem, jakie będą obrządki przyjęcia mnie do obywatelstwa i wspołeczności Nipuanów; a wiedząc ten naród uprzejmy i obyczajny, ale z drugiej strony, co do nauk, kunsztów i sposobu życia dziki i niewiadomy, wziąłem sobie za punkt największej wdzięczności oświecić ich niewiadomość i prostotę. Na tym więc fundamencie skomponowałem sobie mowę, którą do nich mieć miałem nazajutrz, podając im sposoby, przez które mogliby wyjść z stanu swojej dzikości i wkroczyć w ślady narodów europejskich, wszystkie inne doskonałością i wiadomością rzeczy celujących.

Już się zabierało nazajutrz ku południowi, gdy przyszedł do mnie mój gospodarz i zaprowadził do domu jednego; zastałem tam zgromadzonych wszystkich osady gospodarzów. Przyjęty od nich byłem mile, a gdyśmy z darnia zrobione stoły w chłodzie drzew sadu zasiedli, stawiano przed każdym zwykłe potrawy. Gdy już się miał obiad korzyć, najstarszy z stołowników, zawoławszy mnie do siebie, rzekł:

- Bracie! bądź z nami, używaj darów przyrodzenia, a pamiętaj, że istotne obowiązki towarzystwa: miłość i zgoda.

Ułomawszy więc kawał chleba, rozdzielił go na dwie części, sam jedną włożywszy w usta, mnie drugą oddał; wziąłem z uszanowaniem, a zjadłszy udzielony kawałek, gdym chciał oświecać ten dobry, a dziki naród, mój gospodarz tak zaczął mówić:

- Człowiek ten, którego mi zleciliście, zachował się dobrze u mnie i już pierwsze kroki są uczynione. Sposoby jego myślenia, mówienia, działania są zdrożne, ale trzeba mieć litość nad niewiadomością, prostotą i zaślepieniem człowieka, który zapewne temu niewinien, że się w pośrodku grubych i dzikich narodów urodził i Xaoo właśnie teraz nie ma czeladnika, może go wziąć i na naukę, i do pomocy...

Zapomniałem z gruntu oracji mojej słysząc tak niespodziewane słowa. Ja, który prostaków i dzikich uczyć rozumu chciałem, od nich samych osądzony za dzikiego i oddany na naukę, spuściwszy oczy siedziałem w zamyśleniu, gdy ten Xaoo, mój, nie wiem, czy pan, czy nauczyciel, wziąwszy mnie za rękę do domu swojego przywiódł, a oprowadziwszy po gumnie, oborze, stodole i polu, rozdzielił zabawy dnia na dwie części: rano w pole miałem wychodzić do pracy, reszta czasu miała być obrócona na dozieranie domowego gospodarstwa.

Czym się ja mógł tego spodziewać, żebym mógł kiedy przystać za parobka? Trzeba jednak było uczynić z potrzeby cnotę i ten nowy sposób nie tak szkoły, jak nowicjatu odważnie zacząć. Gdyby mi nie dawał przykładu z siebie mój pan i nauczyciel, byłby mi się wydawał mój stan nieznośny; ale widząc podłość prac moich uszlachcioną pana mojego wspołecznictwem, nieznacznie pozbyłem odrazy, a z czasem poznałem niesprawiedliwość uprzedzenia hańbiącego rolnictwo i inne gospodarskiego rzemiosła części i obowiązki.

Czekałem z niecierpliwością jakiegokolwiek przynajmniej podobieństwa nauki, na którą mnie oddano; ale nic takowego z ust nauczyciela nie wychodziło, co by mogło zmierzać do tego celu. Gdyśmy szli razem na robotę, zadawał mi tak jak i pierwszy nieustanne pytania, z których znać było, iż chciał być jak najdokładniej informowanym nie tylko o obyczajach, prawach, dziełach i kunsztach europejskich, ale i o moim sposobie myślenia.


Rozdział IV


Już trzy miesiące mijały mieszkania mojego, gdy wziąwszy mnie z sobą w pole Xaoo a odmieniwszy sposób mówienia, na samych przedtem pytaniach zasadzony, zaczął w krótkości słów zwięźle przekładać, jak wiele każdemu człowiekowi na tym należy ', aby umiał złe swoje skłonności poskramiać i uprzedzenia wykorzeniać. Proste, ale właściwe rzeczom były jego słowa, ułożenie zaś takie, iż jedna rzecz z drugiej wypadała, a dyskurs cały zdawał się być łańcuchem z koniecznie potrzebnych ogniwów złożonym i spojonym. Przyrównał edukacją do rolnictwa:

- Trzeba - rzekł - wprzód poznać ziemią, żeby wiedzieć, jak się wziąć do uprawy, a osobliwie wtenczas, gdy się nowy grunt wydobywa. Jeżeli gdzie ma być pole, były przedtem krzaki i drzewa, nie dość na tym, żeby drzewo ściąć i krzaki zrzynać; trzeba ile możności o to się starać, żeby i drzew, i krzaków korzenie wydobyć z ziemi; inaczej i miejsca wiele zabiorą, i pług będzie się na nich zastanawiał i psował. A do tego, gdy w ziemi trwać korzenie będą, zostanie w nich wigor, który coraz szkodliwe a na nic niezdatne latorośle będzie wydawał. Jeżeli nie będą na nowym gruncie drzewa i krzaki, będą zielska, choć nie tak mocno, gęściej jednak wkorzenione. Uprawnik więc dobry nie będzie żałował pracy, żeby te pasma korzonków pomału wybierał; co większa, korzystać z nich potrafi, gdy popiołem spalonych czczą ziemię otłuści. Obiecywać sobie wykorzenienie namiętności - rzecz płocha i nierozumna. Jak ciało żywiołami, umysł namiętnościami trwa; złe ich użycie czyni nieprawość.

Z rozmaitych twoich odpowiedzi na moje pytania poznałem, jak mi się przynajmniej zdaje, iż w waszych stronach czyli umysłu przeświadczenie, czyli instynkt jakowyś zbawienny i szczęśliwy przywiódł was, a bardziej przynaglił do edukacji młodzieży waszej. Z tym wszystkim śmiem twierdzić, żeście się grubo pomylili i w sposobie, i w szczególnych stopniach wychowania. Co byś mówił o takim budowniku, który by dom od dachu chciał zacząć albo nie postawiwszy ścian robił podłogę? Śmiejesz się z głupstwa cieśli, zdaje ci się niepodobna, żeby taki dom stanął; wiedzże o tym, że ty jesteś tym domem, a ten, co cię uczył, cieślą.

Zepsowany wasz rozum powymyślał wam jakoweś dziwaczne nauki, których my tu z łaski Najwyższej Istności nie mamy i mieć nie chcemy.

Powiedałeś mi, iż skoro w niemowlęcym wieku zaczynacie gadać, każą wam znowu wszystko inaczej nazywać, niżeliście dotychczas nazywali, a gdy znowu nauczycie się tego inakszego nazywania, znowu inaczej rzeczy nazywać uczycie się. Powiedz. mi, proszę, możeż być większe szaleństwo nad te ? Gdyby jeszcze te coraz inaksze nazywania wiodły was do lepszego poznania rzeczy, sądziłbym ten sposób za niedobrze wymyślony, bo trudny. Ale zapatrzywszy się na skutek jego dobry przepuściłbym wam tę zdrożność; ale gdy, jak sam powiedasz, tę tylko przynosi korzyść, iż możecie tak z jednymi mówić, że was drudzy nie zrozumieją, nie widzę ja w tym żadnego zysku, żadnego dobra; owszem, i złość, i głupstwo. Złość, bo gadać tak, żeby drugi nie rozumiał, jest to mu czynić przykrość, wznawiać podejźrzenie i niewiarę, dać uczuć jakowąś zwierzchność i dystynkcją, upodlającą nierozumiejącego. Głupstwo - samochcąc się tam zatrudniać, gdzie praca żadnego zysku nie przynosi.

Namieniałeś mi coś o księgach, pismach, charakterach, które rozmaite tym sposobem czytać i rozumieć można, a przeto nabierać coraz większej doskonałości. Dajmy to, że tego wszystkiego inaczej nauczyć się nie można, tylko przez charaktery wyrażające brzmienia słów; czemużeście tych charakterów me stosowali do jednego sposobu nazywania rzeczy?

Nauczony tym sposobem od pierwiastków niemowlęctwa swojego, uczeń zamiast prawego rzeczy poznania zaprzątnioną ma pamięć nazwiskanni. Trudnością takowej nauki na pierwszym wstępie przerażony, jeżeli jest z przyrodzenia słabego podęcia, z ciężkością wiadomości takowe nabędzie. Jeśli ma umysł po temu, nauczy się, prawda, tych nazwisk, ale w tej samej nauce dwojaką szkodę poniesie: czas straci, który by na potrzebniejsze rzeczy mógł łożyć, nabierze wstrętu do innych, stanowi swojemu przyzwoitszych wiadomości.

Do objawienia myśli waszych dwa macie sposoby: albo zwyczajnym trybem dyskursu, albo takowym słów ułożeniem, które dźwięk osobliwy czyniąc zarywają coś harmonii muzycznej. Obydwa te sposoby są nam wiadome i nie rozumiej, żebyśmy mieli gardzić tym, co wy nazywacie elokwencją i poezją. Dar mówienia nadto jest wybornym, żeby się nad nim nie miała zastanowić edukacja młodzieży; znamy my to, iż dobre słów ułożenie lepiej myśl obwieszcza i częstokroć słodkim gwałtem zniewala ludzkie umysły. Słyszałeś skład i wdzięk rymotwórstwa w pieśniach tutejszych; ale te zawierają w sobie naszą wdzięczność ku Najwyższej Istności; opiewają przodków cnoty, żeby następców zachęcić do naśladowania. Bylibyśmy zapewne mniej dbali o poezją, gdybyśmy nie uznali, iż skłonność rytmów lepiej wpaja w umysł i pamięć rzeczy, które chcemy, żeby młodzież nasza umiała i mogła pamiętać.

Znajdują się, jakoś mi mówił, takowi ludzie u was, którzy gardzą wymową i nie chcą, żeby się w niej młodzież ćwiczyła. Źle czynią. Ja nie widzę, co by było źródłem takowego błędu; i lubo doskonale nie znam waszego sposobu myślenia, śmiem się jednak domyślać, że to czynią albo dlatego, iż mają osobliwość za przymiot umysłów wielkich, albo zazdroszczą drugim, czego sami nie mają, albo zbyt trwożni, boją się złego użycia wymowy. Gdyby ta ostatnia przyczyna była ważna, trzeba by porzucić cnotę dla bojaźni hipokryzji. Jeżeli to im wstręt czyni, żeby młodzież zamiast wymowy do wielomówstwa nie przywykła, niech z siebie dają przykład młodszym a nie przesadzając w dobieraniu słów nadto wybornych, wyrażeń osobliwych, sposobu nadzwyczajnego niech - jeżeli chcą - ganią wymowę, ale prostym i zwyczajnym mówienia sposobem.

Chcąc dać próbę waszego krasomówstwa powtarzałeś przede mną dyskurs, któryś był do nas nagotował podczas wspólnej uczty. Pamiętam niektóre wyrazy twoje - zdają się być dość gładko brzmiące; ale łożyłeś kilkaset słów na to, co byś mógł był w kilkunastu albo na koniec w kilkudziesiąt zamknąć. Dobrze się stało, żeś twojej mowy nie powiedział. Obwijając albowiem treść rzeczy w tyle słów niepotrzebnych, tyle byś wskórał, iż byłbyś osądzonym za człowieka płochego, który się tylko ułożeniem słów bawi; za nierozsądnego, który rzeczy wyrazić nie umie; za chytrego, który chce prawdę zatłumić; za dumnego, który jedynie pochwały szuka. Nie zastanawiam się nad celem dyskursu twego; uczułeś sam, iż kto siebie i drugich nie zna, temu ani należy, ani przystoi czynić innych dzikimi, a siebie nauczycielem.


Rozdział V


Dyskurs nauczyciela mojego odmienił we mnie sposób myślenia o dzikości. Uznać, żem ja sam był dzikim, byłoby to upokarzać się nadto i czynić przeciw własnemu przeświadczeniu; ale też obywatelów kraju tego sądzić za dzikich nie można było żadnym sposobem po tym wszystkim, com widział i słyszał. Upokarzał mnie rozum Xaoo; nie mogłem tego skombinować, jak to człowiek, który w Warszawie nie był, Paryża nie widział, mógł przecie rozsądnie myślić, mówić i konwinkować nawet człowieka, który nierównie więcej od niego i widział, i słyszał. W tych byłem myślach, gdy przyszedł do mnie Xaoo; szliśmy w pole na robotę, on zaś wczorajszy dyskurs takowym sposobem kontynuował:

- Dnia wczorajszego mówiliśmy o wymowie, naukach języków i poezji; wszystko to zasadza się nad wiadom i ułożeniem słów. Przystąpmy do rzeczy. Kiedym się ciebie pytał, czyli więcej niczego u was nad to nie uczą; zagłuszyłeś mnie prawie wyliczeniem pompatycznych tytułów rozmaitych nauk; żeś zaś najpierwej wyraził historia mniemam, iż ta zwykła przodkować innym.

Wiadomość historii kraju swojego arcypożyteczna jest; opowiedając albowiem dzieła chwalebne przodków wzbudza następców do naśladowania, powiększa uszanowanie i miłość ojczyzny, staje się szkołą obyczajności. Tym przynajmniej sposobem uważana jest i określona u nas historia kraju naszego. My, jak wiesz, nie mamy książek, nie znamy charakterów; ale wierne powieści podmą następującym pokoleniom żywe i dokładne wyobrażenie tego wszystkiego, co się u nas stać mogło. Najstarszy z familii wie dostatecznie, jacy byli od najdalszych czasów przodkowie jego, i każdy naukę, którą dale dzieciom, podsyca przykładami pradziadów. Powaga mówiącego, krwi dzielność, sposób opowiadania, wiek młody słuchających, wszystko to wdraża w umysły niezgluzowaną impresją.

Powiedałeś mi, iż historia u was nierównie ma rozciąglejsze granice. Tyle jest jej rodzajów, mówiłeś, ile sposobów rozmaitego mówienia; ojczysta zaś, według twojej powieści, albo bardzo małą, albo raczej żadnej nie ma nad inne preferencji. Dobra rzecz wiedzieć, co się u drugich działo, żeby z cudzych przykładów brać naukę swoim pożyteczną, ale wiadomość swojej historii najpierwszym powinna być celem nauki każdego obywatela.

Co do historii w powszechności, jeżeli ją zasadzasz na wiadomości, którego roku i dnia co się stać mogło; jeżeli ją zowiesz nauką przezwisk tych ludzi, którzy przed tobą żyli; jeżeli w powszechne tylko wchodząc czyny opuszczasz roztrząsanie charakterów - historia natenczas jest tylko próżnym pamięci zaprzątnieniem, a jej nauka daremną pracą. Jeżeli starasz się wiedzieć, co się działo u sąsiadów, a nie wiesz i wiedzieć nie chcesz o tym, co u ciebie działano, nie jesteś natenczas godnym towarzystwa, w którym żyjesz.

Miarkuję ja z wielu powodów, że towarzystwo, w którym ty byłeś urodzony, nie lubi ani swojego kraju, ani swojego języka. W przyrównywaniu powszechnym rzeczy - te, które są w dzierżeniu naszym, mogą być co do niektórych punktów i okoliczności nie tak doskonałe jak drugie, które inni dzierżą; ale natychmiast przybywać zwykła na pomoc miłość własna, którą zwykliśmy wtenczas zwać miłością ojczyzny. Ta wycieńcza przywary własności naszych, zasłania, hak może, niedostatek, a leżeli roztropna, korzysta z dobroci sąsiedzkiej godziwymi sposoby, żeby swój stan polepszyć.

Wzgarda kraju i języka własnego znaczy letkość umysłu i serce nieprawe. Tym niegodziwym i szkodliwym nader impresjom wianiście sami. Porzucacie swój język, a każecie się dzieciom uczyć jak najpilniej cudzych; zaniedbywacie wiadomości własnych dziejów, a przymuszacie młodzież, żeby koniecznie wiedziała, co się działo za granicą. Cóż stąd za konsekwencja? Oto ta: dziecię widząc, iż własny język nie wyciąga nauki, a cudze potrzebują, mniema je być lepszymi. Zaprzątnione postronnymi przypadkami, opisywaniem - a może i bajecznym - ornych krajów zdziwione, gardzi tym, co ustawicznie widzi, a pragnie widzieć to, co mu natężona imaginacja piękniej maluje, niż jest w istocie.

Te to wy krajów opisanie nazywacie geografią. Też same przyczyny, które usprawiedliwiają ciekawość naszą względem dziejów sąsiedzkich, służą geografii, opisującej położenie krabów, osobliwości w nich znadujące się, stan rządu i inne narodu każdego okoliczności. U nas ta nauka, gdy nie jesteśmy z inszymi towarzystwami w korelacji, nie jest potrzebna; a choćbyśmy mogli być w tej mierze oświeconymi, wolałbym z wielu miar, żebyśmy zostali w dawnej nasze niewiadomości.


Rozdział VI


Z gustem niewypowiedzianym słuchałem dyskursów nauczyciela mojego. Te zwyczajnie poprzedzone bywały pytaniami. Nim zaczął mówić o naukach, kunsztach lub innych okolicznościach tyczących się krajów naszych, powtarzał najprzód definicje albo opisy tychże, przedtem jemu ode mnie czynione. Zadawał nowe pytania pragnąc coraz większego objaśnienia w rzeczach, o których miał ze mną mówić; dopiero kiedy już mniemał, iż miał należytą informacją, traktował o każdej materii uważnie, zarzutów moich cierpliwie słuchał; a gdym się nie odzywał, pobudzał mnie sam do tego, abym mu odkrywał wątpliwości i zdania nie zgadzające się z moim sposobem myślenia. Nie umiał on brać na siebie postaci wspania-łoponurej; nie umiał ustawicznie myśleć albo udawać myślącego; dystrakcje, które tak zdobią i dystyngwują mędrców naszych, me były mu wiadome; ton głosu lego nie był wyniosły; nie definiował tego, na czym się nie znał. Ale to był człowiek dziki.

Gdym mu filozofią według przemożenia mojego opisywał, a przyszło do tej części, która o obyczajach traktuje, zawołał z radością:

- Otóż to nasza nauka, w tej szkole jesteś. Jej maksymy święte, jej reguły proste ja nie w pamięć, ale w serce twoje wrazić pragnę. Może u was ta nauka na słowach zawisła, my mniej dbamy o definicje, bylebyśmy wypełniali obowiązki.

Filozofia, która jakoś mi powiedział, z nazwiska znaczy miłość mądrości, powinna by brać za cel najpierwszy wiadomość obowiązków człowieka i ich wypełnienia. Nauka ta względem waszego zdania jest bardzo trudna i najwięcej rozum wysila. Nie dziwuję się temu, gdy poznaję, co wy pod tym powszechnym nazwiskiem mieścicie. W metafizyce 1 zapędzacie się ku rzeczom zmysłom nie podległym. Musi być niezmiernie ciężka ta nauka, kiedy wygórowana nad naturalne pojęcie.

Fizyka traktuje o przyrodzeniu rzeczy, ale i w niej nadto się zapuszczacie. Umysł wasz, zbyt dumny, chce odchylać zasłonę wyrokiem przedwiecznym zapuszczoną. Chcecie wmawiać w mniej wiadomych, żeście ją odsłonili, i zamiast istoty rzeczy odkrytych opowiedacie wasze sny i przywidzenia. Latacie po niebach; niekontenci z miłego widoku gwiazd i planet, chcecie je mierzyć; ciekawość wasza zuchwała zapędza się za metę wyznaczoną opuszczając częstokroć to, co ma przed sobą i co by za pracowitym staraniem mogła odkryć i pojąć; jak zaś wszystkie natury rozrządzenia są przedziwne, tak to wiedzieć macie, iż cokolwiek wam Najwyższa Istność pojąć dopuszcza, wszystko to wam nowy pożytek przynieść może. Widzisz ziemię okrytą ziołami; nie dla samej pieszczoty oka zeszły; kryje się wśród nich zbawienna dla twego dobra tajemnica. Jej dociekać, jej probować i doświadczać - to godziwa, to zabawna i razem pożyteczna ciekawość. Szklni się firmament gwiazdy; głupia hardość zrobiła go prorocką księgą i z jednostajnych obrotów chciała wyczytać ukrytą przyszłość.

Natura - nic nie czyniąca nadaremnie - gdy nadała umysłom chęć docieczenia, chciała, żeby nią roztropność tak kierowała, aby cel ciekawości naszej zmierzał jedynie do tych rzeczy, które docieczone być mogą, a docieczeniem pożytek przynieść. Inaksze zapędy są próbą hardości i niedoskonałości naszej.

To, co nazywasz logiką, jest to właściwy przedmiot umysłu fraszkami i przeświadczeniem nie zaprzątniętego.

Niech tylko imaginacja twoja zbytnie nie buja, niech umysł jednego się celu statecznie trzyma, choć bez formy argumentów, będą iść myśli twoje właściwym pasmem.

Po tym wszystkim, cośmy o waszej edukacji i naukach mówili, następują uwagi z źródeł tych wypływające: Najprzód, iż edukacja wasza i co do celu, i co do sposobów jest zdrożna. Zatrudniacie sobie fraszkami sposób nabycia doskonałości; zbyt dufacie rozumowi własnemu; ten rozum wielorakim przeświadczeniem skażony jest; niestateczność i płochość kieruje wami i rządzi; ambicja, a wcale niesłuszna, oślepiła was wszystkich, na koniec, tak dalece, iż zbyt dobrze o sobie trzymając, z jednej strony rozumiecie, iż wam co do wewnętrznej doskonałości na niczym nie schodzi, zaś co do zewnętrznej szczęśliwości wszystkiego brakuje.

Osądziwszy się sami za najdoskonalszych, chcielibyście to mieć, czegoście godni, godni zaś jesteście wedle waszego przeświadczenia najwyborniejszych darów natury Stąd pochodzi, iż kraj wasz niewart takich, jakimi jesteście, obywatelów. Język zbyt podły, żeby górne myśli wasze abjł i wyraził. Urodzenie, że nie najjaśniejsze, nieprzyzwoite. Zgoła, im się wyżej cenicie, tym jesteście nieszczęśliwsi. Jeżeli więc to, czym wy jesteście, doskonałością jest i polorem, to czym my, dzikością, prostotą i grubiaństwem -mnie się zdaje, że lepiej być dzikim po naszemu.


Rozdział VII


Namieniłem wyżej, iż osądzony za dzikiego, oddany byłem gospodarzowi mojemu na naukę. Nimem miał satysfakcją słyszeć jego maksymy, przez czas dość długi odbywałem wszystkie powinności parobka bardziej, niż ucznia. W tej szkole nauczyłem się pierwej żąć i kosić niż reguł, według których siać, żąć i kosić trzeba. Widząc lud gospodarny pytałem się raz wśród roboty mistrza mojego, czyli też oni spekulizują nad agronomią i mają swoje efemerydy. Wspojźrzał się na mnie z zadziwieniem i strząsnąwszy głową, żął jak w najlepszą.

Gdyśmy około południa w cieniu drzew jedli, pytał mnie się, co to ja rozumiałem przez agronomią. Odpowiedziałem, iż to jest nauka arcypotrzebna, przez którą kunszt się rolnictwa doskonali, bogactwa przymnażają, zgoła cokolwiek do uszczęśliwienia w powszechności kraju, w szczególności obywatelów należy, wszystko to ta nauka w sobie zawiera.

- Szkoda - rzekłem dalej - iż ten skarb był dotąd zakopany; zapewne nie byłoby tyle na świecie nieszczęść i rewolucyj, ile nam historie nasze opowiedają.

- Któż ten kunszt rolnictwa wydoskonalił? - rzecze Xaoo. - Zapewne jaki pracowity rolnik, który długim nauczony doświadczeniem, poznał niektóre w tek mierze, innym jeszcze współrolnikom niewiadome tajemnice.

- Mylisz się - rzekłem - te rzeczy są opisane w księgach, a nasi rolnicy pisać nie umieją. Ci, którzy nam te tajemnice odkryli, po większej części może i nie widzieli, jak się grunt uprawia, i z tej samej przyczyny tym większego uwielbienia godni, że samym umysłu swojego natężeniem dociekli tego, czego ich przodków ustawiczna praca dokazać nie mogła.

Śmiech jego przerwał mój dyskurs. Rozgniewałem się na takie wytwornych wieku naszego wynalazków nieuszanowanie; pomyśliwszy jednak sobie, że trzeba mieć kompasją nad prostotą, nie chciałem go zawstydzać i upokarzać niezwyciężonymi argumentami. Poszliśmy zatem do snopków, które on, prosty starzec, lubo niewiadomy agronomii, przecież lepiej i prędzej ,wiązał niż ja.

Że do rolnictwa doskonałego wykwintnych spekulizacji nie potrzeba, nauczył mnie przykład Nipuanów. Mieli oni proste swoje, ale doświadczone obserwacje. Były zaś wszystkie do pojęcia łatwe, w sposobach niekosztowne, w wykonaniu nietrudne. Skutek usprawiedliwiał dobry ich sposób gospodarowania: nie było tam słychać o głodzie. Jeżeli zaś rok który nie był urodzajny, nie dał się uczuć niedostatek zapaśnym w przeszłoroczne krescencje.

Zabawa rolnictwa jak pożądane za sobą prowadzi skutki, uczułem własnym doświadczeniem. Praca, która z początku zdawała mi się nieznośna, stała się z czasem zabawą przyjemną. Spazmy, wapory, rumatyzmy, z których mnie nie mogły wyprowadzić wody salcerskie i karlsbadzkie, ustąpiły dobrowolnie z rzęsistym potem. Apetyt, który soczystymi bulionami musiał wzbudzać i krzepić z początku mój kucharz, Chrystian, Niemiec, dalej jegomość pan Sosancourt, Francuz - sam się powrócił; a rzepa po pracy lepiej smakowała niż przedtem podlaskie kuropatwy.

Praca i myśl wolna wzmocniły słaby niegdyś mój temperament. W niedostatku zwierściadła gdym się w wodzie przezierał, postrzegłem płeć moją, prawda, przyczerniona ale twarz pełną i rumieniec żywy. Sen smaczny a nieprzerwany orzeźwiał strudzone dzienną robotą członki, a czerstwość samą się pracą pomnażała.


Rozdział VIII


Przechodząc się raz po sadzie z nauczycielem, postrze głem ów dołek, w którym mój nóż pochowano, i w tym punkcie nie mogłem się wstrzymać od uśmieehnienia. Postrzegł to czujny Xaoo i natychmiast rzekł:

- Śmiech twój jest sprawiedliwy i tym bardziej mnie nie obraża, ile że widzę, żeś go pokryć chciał. U sic z niewiadomości cudzej rzecz jest nieludzka, ale przemóc zupełnie nagłe wzruszenia trudno. Gdy sąsiada twój nóż obraził - niewiadomość natury kruszców, postać niezwyczajna tego narzędzia, blask szklniącego się ostrza, skaleczenie palca, wszystko to w pierwszym wzruszeniu tak dalece nas przeraziło, iż osądziliśmy twój nóż za istność jakowąś żyjącą i szkodliwą.

Przyjście twoje morzem z innego świata najtrudniejsze do pojęcia rzeczy czyniły nam podobnymi; a wreszcie, choć niewiadomi, dobrąśmy rzecz uczynili. Gdym się od ciebie potem dowiedział, na co żelaza u siebie zażywacie, o! jakbym was wielbił, gdybyście ten szkodliwy kruszec ziemi oddali. Wy, których bluźnierska zuchwałość skarży się na Opatrzność, iż wam zbyt krótki wieku termin wyznaczyła, szukacie w kunsztach utraty życia i jakby me dość na tym było, iż niewstrzemięźliwością skracacie dni wasze, domyśliliście się gwałtowniejszych jeszcze sposobów do zginienia.

Żebym cokolwiek oszczędził moich współziomków, zataiłem był przed nim kunszt wojenny. Dociekł tej zdrady Xaoo; naglił mnie więc, żebym mu dokładną w tej mierze dał informacją. Chcąc więc ile możności umniejszyć w nim złą o nas opinią, zacząłem mu przekładać liczbę niezliczoną mieszkańców świata, różnice narodów nie tylko w odzieży i w mowie, ale w obyczajach i skłonnościach. Z tych różnic naturalne niezgody, a przeto potrzebę uzbrojenia, która by ubezpieczała od napaści sąsiedzkiej, broniła słabych od przemocy potężniejszych, czyniła wstręt nieprawej zapalczywości.

Przypadkiem z ziemi wydobyty kruszec, przez długi czasów przeciąg zażyty do rolnictwa i budowli, ułatwiał i skracał udziałanie tego, co przemysł potrzebą przynaglony wynalazł. Jako zaś złe zażycie najlepsze rzeczy skazić może, żelazo w ręku nieprawych stało się narzędziem szkodliwym, instrumentem zguby życia ludzkiego. Stąd poszły zbrojne utarczki człowieka z człowiekiem, towarzystwa z towarzystwem, narodu z narodem.

Trudno było w dalszych czasiech złemu, nadto już wkorzenionemu i powszechnemu, zupełnie zabieżeć. Stąd Ludzie dobrzy i oświeceni przez pisma i rady, prawodawcy przez ustawy urzędowne, określili granice sprawiedliwe wojny, nadali reguły temu nieprawemu kunsztowi, ile możności zapobiegające fatalnym lego skutkom. Wódz na czele wojska broniący ojczyznę stał się szacownym obywatelem, żołnierz umierający na pobojowisku ofiarą dobra publicznego. Ustała nieznacznie odraza od okrutnego z natury swojej rzemiosła, a natychmiast to, co przyrodzenie kazało z początku nazywać gwałtem, dzikością, okrucieństwem, opinia z czasem ochrzciła odwagą, męstwem i heroizmem.

- Nie dziwuję się już temu - rzekł Xaoo - coś mi powiedał przedtem o waszych jurystach, iż najlepiej się ich wymowa w bronieniu złych spraw wydaje. Zostałeś może niechcący dowodem tej prawdy. Usprawiedliwiaj, jak chcesz, kunszt wojenny - bardziej was z tej miary żałować niż chwalić należy.

Z wielości ludzi można wnosić różnice charakterów, z tej różnicy sprzeczki; ale żeby do takowego stopnia przyszły, iżby stąd strata życia nastąpić mogła - sposób takowych konsekwencji u nas nieznajomy jest. Muszą być u was żywsze nierównie pasje, kiedy do tego punktu przyjść mogą Dość sztuczną i dowcipną czyniłeś gradacją nieszczęśliwych kruszcowych broni wynalazków. Dobrzy ludzie, mówisz, pisali i mówili przeciw takowej zdrożności, prawodawcy chcieli ją wykorzenić, ale ich zabiegi, ich starania były daremne. Musi to być u was rzecz bardzo rzadka ci dobrzy ludzie, kiedy nie mogli dobrać tylu podobnych sobie, którzy by jak oni pismem, słowem i przykładem mogli przezwyciężać pierwiastki złego nałogu:

Że prawodawcy zapobieżeć temu nie mogli, dziwuję się niezmiernie. Na cóż, proszę, wystawiacie ludowi na widok te próżne posągi, jeżeli ich moc, od was samych nadana, nie może przeprzeć waszego uporu? Na cóż piszecie prawa, jeżeli ich nie słuchacie? Może się mylę, ale zdaje mi się przynajmniej, iż pisma tych waszych ludzi dobrych, ustawy prawodawców nie musiały być szczere i gruntowne, zrażeni złym skutkiem w pierwszych zapędach, z pierwszego rygoru i zamiast tego, żeby z gruntu zły nałóg wykorzenić, chcieli go mniej złym czynić, a przeto usprawiedliwiać w oczach ludu ich własne przestępstwo. Mężność prawego statku nie zraża się nieskutecznością pierwszych kroków. Niepodobna zaś, żeby trwałe i niewzruszone sprzeciwienie się nie miało kiedyżkolwiek przeprzeć choćby najmocniej wkorzenionego błędu.

Nie jestem i być nie mogę chwalcą takiego stanu, gdzie jeden albo kilku drugimi rządzą; ale w zdarzającej się takowej rządu okoliczności, przeświadczony u siebie jestem, iż ktokolwiek towarzystwem rządzić chce, musi się uzbroić w nieustraszone męstwo. Niech tylko najmniejszy słabość rządzony w rządzącym postrzeże, w dwójnasób sile swojej zaufa, zrzuci jarzmo zbawiennej dla siebie, jak ty powiedasz, subordynacji, a może zbytecznie oświecony, przerwie zasłonę opinii, nie wiem, czy nie pożyteczniejszej temu, co każe, niż temu, co słucha.

Co się tycze kunsztów, pojmuję ja to, iż wynalazek kruszców był nader pożyteczny, aleście zbyt drogo tę korzyść zapłacili. Zbytek potrzeby rodzi; te, które przyrodzenie nadaje i wyznacza, mogą się obejść bez złota, srebra, żelaza i miedzi. Prawda, iż narzędzia z kruszcu sporządzone oszczędzają w robotach i czas, i pracę, Z tym wszystkim, naszym przykładem oświecony, widzisz, iż przemysł z cierpliwością może zastąpić takowe niedostatki. Praca, przyznaję, musi być większa, ale taż sama praca tyle za sobą dobra prowadzi, iż jej oszczędzać jest to krzywdę istotną samemu sobie czynić. Nauczyła nas natura, czego nam koniecznie potrzeba; taż sama dała instynkt, jak tym potrzebom dogadzać mamy.


Rozdział IX


Mając iść w dość daleką podróż wziął mnie Xaoo z sobą. Pierwszy raz natenczas zdarzyło mi się widzieć kraj ten, dość rozległy; i gdym się pytał, jaka jego obszerność, odpowiedział, iż idąc prosto aż do drugiego brzegu od morza, jedenaście dni drogi; szerokość zaś kraju równa była prawie długości. Gdziemykolwiek szli, widać było wszędzie dobrze uprawną ziemię; osady były dość gęste, każda zaś miała tyle lasu, ile jej potrzeba było; i jakem mógł miarkować po równych wydziałach, znać, iż gdzie ich było nadto, tam zbywające części na pola były obrócone, gdzie zaś ich brakło, umyślnie zasiane były.

Ósmego dnia podróży po lewej stronie pokazał mi mój gospodarz pole dość obszerne, pięknymi drzewy naokoło obsadzone; w środku był dom niewielki, nieco jednak ozdobniejszy od innych. Gdyśmy się ku niemu zbliżali, wyszedł z pobliższego domu poważny starzec i pozdrowiwszy nas mile, zaprowadził ku drzwiom. Tam gdy stanął Xaoo, rzekł:

- Pozdrawiam cię, słodka pamięci ojca naszego! Wszedłszy do izby znaleźliśmy zupełną czystość i ochędóstwo, a w pośrodku była szafa dość kunsztownie zrobiona. Otworzył ją ów starzec i gdym się spodziewał obaezyć co osobliwego, z podziwieniem wielkim nic więcej me postrzegłem, tylko starością już prawie zbutwiałe matrumenta rolnicze. Brali je w ręce z uszanowaniem obydwa starcy, Xaoo zaś chcąc uspokoić ciekawość moją rzekł:

- Pole, które tm dom otacza, rękami naszego powszechnego ojca uprawwione i wydobyte było; tych instrumentów, które wdzięczność nasza z uszanowaniem od wieków strzeże, używał Kootes. Ten, podobnym może jako i ty sposobem, z cudzej ziemi z żoną i z dwojgiem dzieci tu, do pustej naówczas wyspy przybywszy, własnymi rękami tego gruntu wydobył. Poszczęściła Najwyższa Istność pracy lego, przyszedł do ostatniej starości i przed śmiercią widział czwarte pokolenie swoje. Tkwią nam w świeżej pamięci jego przykazy. Żeby zaś było cokolwiek takiego, co by nam ustawicznie przypominało jego obcowanie - instrumentu, których do rolnictwa używał, chowamy z pilnością i każdy je raz przynajmniej w życiu oglądać pomnim.

Pole, które wydobył, należy do wszystkich w powszechnośei; kolejno je uprawiają obywatele; a zboże na tyle części, ile osad w wyspie, rozdzielone jest. Gdy cząstka do osady przyniesiona bywa, robi się z niej chleb i ten, na tyle kawałków, ile jest obywatelów w osadzie, podzielony, przy końcu żniwa każdy z wdzięcznością i, uszanowaniem pożywa na pamiątkę, iż jesteśmy wszyscy zarówno jednego ojca dzieci. Przy tej najuroczystszej uczcie opowieda najstarszy każdej osady przyjście pierwszego ojca, jego prace, jego nauki, dzieje ojców naszych, ich przymioty chwalebne, ich rady i napomnienia, wynalazki zbawienne i pożyteczne. Kończyć się zwykły te uczty pieśniami młodzieży obojej płci, w których pamięć dobrodziejstw naszych przodków zawarta jest.

Dzień cały bawiliśmy się na tym miejscu w domu owego starca, od którego wziąwszy Xaoo cząstkę zboża osadzie swojej należącego udał się ku domom. W drodze wziął pochop roztrząsać sposoby rozmaite rządów naszych.

- My nie znamy - mówił - tego, co wy nazywacie monarchią, arystokracją, demokracją, oligarchią etc. W zgromadzeniu naszym nie masz żadnej innej zwierzchności politycznej prócz naturalnej rodziców nad dziećmi. Okoliczności wychodzące nad zamiar szczególnych familii ugodnymi sposoby - radą, nie przemocą - przez starszych uspokojone i rozrządzone bywają. Człowiek jednakowo z drugim człowiekiem rodzący się nie może, a przynajmniej nie powinien by sobie przywłaszczać zwierzchności nad nim.; wszyscy są równi. Skoro zaś są złączeni w towarzystwo, natenczas toż samo towarzystwo, pozwala dla dobra swojego w niektórych okolicznościach niejakiej nad szczególnymi - albo zgromadzeniu, albo niektórym z zgromadzenia - zwierzchności.

Podatków żadnych nie dajemy. Cel towarzystwa jest ubezpieczenie własności. Gdyby tego było potrzeba, jej bronić i ocalać każdemu w szczególności wspołeczność cała poślubiła. Za cóż tedy ta utrata części własności naszej? Za co ten haracz samym sobie?... Nasza ludność powinna by nas trwożyć z tej miary, że nam w czasie braknie ziemi do wyżywienia należytego mieszkańców, ile trzymając tę wyspę zamkniętą do emigracji prawem, uwagą, na koniec niesposobnością; ale my tę troskliwość zostawujemy następcom naszym wraz z przykładami rządu i gospodarstwa, które im podajemy. Opatrzność najwyższa wymierzyła ziemię do liczby stworzenia, które z niej żyje.


Rozdział X


Inszą drogą powracaliśmy, niżeśmy przyszli. O pół dnia drogi od naszej osady postrzegłem stos wielki kamieni na kształt piramidy w pośród pola po lewej ręce. Pytałem się nauczyciela, co to znaczy.

- Uspokoję ciekawość twoją - odpowiedział. - Stos ten niezmierny kamieni okrywa od kilkuset żniw jednego z naszych obywatelów, nazwiskiem Laongo. Ten, czyli przypadkiem, czyli przemysłem porzuciwszy swój kraj, puścił się na morze. Nie było go przez lat kilka, na koniec, niespodziewany i już zupełnie zapomniany, przypłynął.

Spytany, gdzie przez tak długi czas się bawił, powiedał, iż chcąc po wodzie na kilku drzewach razem związanych płynąć, wiatrem nagłym zapędzony był na brzeg nie bardzo od naszego odległy. Znalazł krab pusty, a obieżawszy tę ziemię, gdy się chciał wrócić, drzew owych u brzegu nie zastał i tym sposobem poniewolnie póty, tam siedzieć musiał, póki z tamtejszego drzewa inakszej sobie łódki czyli tratwy nie sporządził. Przestaliśmy na tym; on do domu swego 'powrócił i jął się jak przedtem gospodarstwa. Korzystał tymczasem z nowo nabranych wiadomości, zarażając cudzoziemskimi maksymami współbraci swoich.

Przekupiony od cudzoziemców na zgubę naszą, zaczął w sekrecie młodzieży opowiedać wygody, bogactwa, szczęśliwość życia w zbytkach. Jad skryty zaczął się szerzyć, nowość uderzyła w oczy młodzież nieostrożną. Naganione zwyczaje nasze zdały im się, tak jak i tobie z początku, grubiaństwem i dzikością. Przekładając cudzych narodów wygody - nam nie znane - przez wynalazki kunsztów obrzydził im własną ojczyznę. Wynosił pod niebo ich talenta; ale ubolewał, iż były zakopane bez żadnego względu, bez żadnej dystynkcji, bez żadnej nadgrody, jakie widział w cudzych krajach.

Tu im dopiero przekładać począł stopnie subordynacji w monarchiach, pod jednym wodzem i rządcą całego narodu, a przeto i lepszy rząd, gdy jeden wszystkimi zawiaduje, i nadgrodę przymiotów, gdy pod monarchą pomniejsze urzędy i jurysdykcje stawiają każdego w stanie proporcjonalnym zdatności lego właściwej. Wtenczas usługując jednemu człowiek utalentowany tysiąc innych mieć może usługujących sobie; i jeżeli go martwi podległość jednemu, nadgradza te umartwienie zwierzchność nad wielu.

Tymi i podobnymi dyskursami tyle dokazał, iż mu kilku przyrzekło dopomagać w jego przedsięwzięciu. Że zaś był przekupiony darami od tych ludzi, u których przebywał, na to, ażeby ich do nas sprowadził i pod ich rządy poddał, zaczął w wielkim sekrecie udzielać adherentom swoim teko, co z sobą przyniósł. Były to jakieś osobliwe narzędzia: jedne miały podobieństwo do wody, gdyż się w nich można było przeglądać, a z tym wszystkim taką miały stałość jak kamienie albo drzewo; były nawlekane kamyczki rozmaitych kolorów; były jakieś instrumenta błyszczące się i podobno tak obrażające jak twój nóż; ale najwięcej było okrągłych a płaskich sztuczek z kruszcu żółtego i białego. O tych on powiedał, iż są do wszystkiego przydatne i zgodne i mają taki w sobie szacunek, iż ci nowi ludzie, których przyjście obiecywał, mieli je za rzecz najpotrzebniejszą do życia.

Umówił się już był z adherentami swoimi ów zdrajca i sporządziwszy tajemnie, na model przywiezionej od Laonga, łódź wielką już mieli się puszczać do owych ludzi cudzoziemskich za przewodnictwem swojego herszta. Szczęściem, przechodząc się w nocy ponad brzeg morski jeden z obywatelów wysłuchał ich między krzakami rozmawiających o przyszłej podróży. Zadumiany rzeczą nigdy przedtem nie słychaną, pobiegł do starszych; ci zebrawszy młodzież znaleźli Laonga z czterema innymi na tymże miejscu i gdy się bronić chcieli, gwałtem związanych przywiedli do osady.

Przyznali się wspołecznicy do wszystkiego; sam herszt upornie milczał. Odłożono sąd do kilku dni; każdy z winowajców w osobnym zamknięciu trzymany był z surowym zakazem, żeby żadnej z obywatelmi nie mieli komunikacji. Zeszli się tymczasem najstarsi wszystkich osad gospodarze i za ich wyrokiem rzeczy przywoźne, zamknięte w wielkich naczyniach, wraz z winowajcami na pole pierwszego herszta wyprowadzono. Tam głęboko w ziemię zakopano obmierzłe naczynia, co gdy się skończyło, lud winowajców ukamienował, a na wieczną pamiątkę tyle kamieni na to miejsce zniesiono, iż się stał kopiec wielki, którego widzisz.

Starzy, którzy słuchali inkwizycji tych winowajców, skomponowali dla wiecznej pamięci pieśń, w której to wszystko, com ci powiedział, jest wyrażono, z przydatkiem strasznych przeklęstw na zdrajców ojczyzny.


Rozdział XI


Po kilkodniowej podróży wróciliśmy się do domu. Zaszli nam drogę mieszkańcy i część ową zboża, z której miał być chleb powszechny uczyniony, przyjęli z radością i uszanowaniem. Trzeciego dnia przypadała wielka uczta; na tę wezwany byłem. Gdy przyszło ów chleb ojczysty na części dzielić, najstarszy z zgromadzenia opuścił mnie. To gdy postrzegł mój gospodarz, prosił, ażebym i ja, ile już współobywatel, mógł być onego uczęstnikiem. Trudnił rozdzielający mieniąc, iż nie będąc synem powszechnego ojca, do cząstki strawy powszechnej nie mogłem należeć. Rzekł Xaoo:

- A gdyby nasz pierwszy ojciec ujzrzał był przychodnia łaknącego, czy byłby mu kawałka chleba swojego żałował?

Te zagadnienie skonwinkowało wszystkich; rozdzielił się więc ze mną cząstką swoją własną ów najstarszy gospodarz, a skosztowaniem tego szacownego ułomka stałem się członkiem tej szczęśliwej familii.

Gdy się już. wszyscy nasycili, powstała z miejsc swoich młodzież i otoczyła starszyznę. Najsędziwszy tak mówić począł:

- Wiek wiekowi podaje pamięć, dzień dniowi daje naukę. Jedliśmy chleb naszego ojca, słuchajmy napomnienia jego. Bóg jest źródłem wszystkiej istności; Bóg jest początkiem wszystkiego dobra; Bóg być powinien jednym celem i końcem wszystkich spraw naszych.

Rodzicom należy się miłość, uszanowanie, posłuszeństwo. Chcecie mieć wdzięczne dzieci - bądźcie wdzięcznymi dziećmi.

Jesteśmy wszyscy jednego ojca potomkowie, pamiętajmy o tym nieustannie, żeśmy bracia.

Wychowanie młodzieży niech będzie szkołą cnoty. Nadgroda cnoty w tym życiu największa: wewnętrzne przeświadczenie. Inszych nie szukajcie; gdy zaś karzecie występki, żałujcie występnych a pamiętajcie, że i wy możecie zgrzeszyć.

Zaczął potem opowiedać, jako pierwszy ojciec od morza z dalekiej ziemi przybył; a wzgłąbsz ziemi zaszedłszy uprawiał rolą, dom zbudował, rozkrzewionemu potomstwu dał należyte wychowanie i nauki, a te wspierając świętymi swoimi przykłady, założył pierwsze fundamenta szczęśliwości powszechnej całego kraju. Wyliczał cnoty i dzieła następców, którymi zasłużyli sobie na wieczną pamięć.

- Wspominają z wielkimi pochwałami kroniki nasze wojowników, że wypleniali naród ludzki; monarchów, że karząc małe kradzieże, wielkimi się zaszczycali; mędrców, że sny swoje dowcipne dawali za wyroki; prawodawców, że subtelnymi wynalazki słodzili jarzmo nieznośnej podległości. Słynie Aleksander, że pół świata nieszczęśliwym uczynił; Juliusz, że zgubił swoją ojczyznę. Nie na tej szali ważyli tamtejsi obywatele zasługi przodków swoich.

Wspominali z uszanowaniem jednego, który wydoskonalił instrumenta rolnicze; drugiego, który odkrył dzielność niektórych ziołek zdatnych do uleczenia chorób; tego, którego składania pieśni na uczczenie Najwyższej Istności lud cały śpiewał. Długie byłoby wyliczanie każdego w szczególności, których tam mianowano, dość namienić, iż każdego z nich nieśmiertelna pamięć brała początek z usługi towarzystwu uczynionej, z osobliwego rodziców uszanowania, z dobrego wychowania, z zachowania się przykładnego z innymi współobywatelami.

Upewniony lud ten dobry, iż do szacunku prawych czynów figur krasomówskich nie potrzeba, prostym dzieł wspommeniem wielbił cnotę. Znać było po niespokojnych wzruszeniach słuchającej młodzieży rozrzewnienie serc prawych; spadały po licach poważnych starców szacowne łzy, skutek świętej pociechy nieskażonego sumnienia. Świadek tak przykładnego widowiska, odchodziłem prawie od siebie z radości i zadziwienia.

Nazajutrz, z okazji owej pierwszego ojca maksymy, iż nauka młodzieży powinna być szkołą cnoty, prosiłem Xaoo, aby mi raczył wytłumaczyć, jakimi sposoby ta szkoła do nauki cnót prowadzi.

- Nie uznasz w tym żadnego przemyślnego kunsztu - rzekł Xaoo - nauki rozumu nie są nam znajome, serca sposobiemy do cnoty. Żeby zaś dojść ile możności tego pożądanego skutku, rozdzielamy naukę obyczajności na cztery części.

Pierwsza nie zatrudnia ucznia, ponieważ natenczas sam nauczyciel uczy się poznać gruntownie, jakie są jego skłonności, jaki grunt serca, jakie sposoby myślenia, jaka konstytucja co do humorów3, krwi i innych przymiotów i skutków temperamentu. Przypomnij sobie owe ode mnie dawniej wspomniane podobieństwo do roli; słyszałeś, iż rolnik najprzód powinien grunt poznać, żeby wiedział, jak go uprawiać w czasie i co na nim siać. Poznanie więc doskonałe dziecięcia jest u nas fundamentem edukacji. Stąd nauczyciel brać miarę powinien, czyli słodkim napomnieniem, czy zabawnym dyskursem, czyli gruntowną umysłu konwikcją, czyli częstym powtórzeniem, obietnicą nadgrody, punktem honoru lub na koniec, gdyby wszystkie inne sposoby były nieskuteczne, bojaźnią kary umysł wzruszać i do dobrego kierować ma.

Drugi stopień edukacji zmierza do wykorzenienia złych skłonności, już poznanych przez nauczyciela. Lubo w pierwszych leciech niemowlęstwa zabiega się temu ile możności, aby nie nabierało dziecię jakowych przywarów i uprzedzeń, trudno jednakże odłączyć niejaką słabość od miłości rodziców. Ta, choć rozumem powściągniona, niekiedy z obrębów wypada. Pieszczoty nieznacznie wprawują w upór i dobre o sobie rozumienie; stąd krnąbrność, stąd odraza od pracy, stąd hardość roście. Stara się więc nauczyciel przełamywać te pierwiastkowe przywary, zawżdy w początkach łatwiejsze do pokonania.

Zasiewa przyzwoitym ziarnem wyczyszczoną już i uprawioną rolę nauczyciel w trzecim stopniu, wielbiąc cnotę w powszechności, w szczególności każdy jej rodzaj opisując. Obowiązki stanów opowieda; przykrość nawet w pełnieniu cnót nie tai się, ażeby przestrzeżona tym sposobem, młodzież nie odrażała się z czasem od pełnienia przykrych i trudnych częstokroć obowiązków.

Czwarty a ostatni stopień gruntuje się na roztropności. Nie dość na tym, że uczeń wie definicją cnót rozmaitych, trzeba, żeby je do skutku przywodził. Trzeba, żeby wiedział, jak i kiedy pełnić je ma. Trzeba, żeby każdej rzeczy przystojną miarę zachował; żeby na przykład zbytek odwagi me stał się zuchwałością, a nadto wielka rozmyślność bojaźnią i lenistwem, etc.

Te są proste, ale doświadczeniem stwierdzone w skuteczności swojej reguły edukacji młodzieży naszej.

Są jeszcze inne, ale lubo wielce potrzebne, że się jednak tylko do zdrowia i mocy ciała ściągają, tylko wyżej wspomnianym. Z pierwszego niemowlęctwa przyzwyczajamy dzieci zostawać bez odzieży, żeby Przyuczać ciała do wytrzymania zimna i ciepła. Do mocy przyuczamy dźwiganiem proporcjonalnych sile ciężarów; do szybkości ubieganiem się w zawody; do przebywania rzek pływaniem po sadzawkach.

Lubo pasowanie się wzajemne do nabierania sił wielce służy, u nas ten rodzaj ćwiczenia zabroniony jest. Nie chcemy nawet podobieństwa bitwy; nie chcemy okazji wynoszenia się zwycięzców, upokorzenia zwyciężonych. Takowe igraszki kończą się częstokroć prawdziwym bojem; zapalić by mogli nienawiść między tymi, których szczęśliwość póty trwać będzie, póki się będą wzajemnie kochać, póty się zaś będą kochać, póki nie będą mieć ani przyczyny, ani sposobu zazdrościć sobie.


Rozdział XII


Z okazji podróży naszej wziąłem wstęp do zachwalenia wniesionego u nas zwyczaju odwiedzenia cudzych krajów.

- Zwyczaj ten - rzekłem - oświeca i uczy młodzież naszą; poznają prawa, zwyczaje narodów, charaktery rozmaite ludzi, a powracając z nabytą korzyścią, stalą się zdatnymi do usłużenia własnemu krajowi.

Słuchał z cierpliwością pochwał i usprawiedliwienia tego u nas zwyczaju, który jest ostatnim stopniem wychowania młodzieży.

Gdym ja skończył, on tak mówić zaczął:

- Nie rozumiej, żebyśmy tego nie pojmowali, iż podróż .do cudzych krajów wielkie za sobą pożytki prowadzić może; nie przeczyłem ani przeczę tym, które wyraziłeś. Ale zapomniałeś mówić o szkodach stąd pochodzących; my zaś nie inaczej zwykliśmy się w takowych okolicznościach determinować, tylko zważywszy wprzód na szali rozsądku przeciwne z obolej strony zarzuty i argumenta. Jeżeli pożytek przewyższa szkodę, gotowiśmy się chwycić rady zbawiennej. Bojaźń nowości przewyższa u nas wszystkie najpożądańszych awantażów perspektywy. Przenosiemy nad wszystko pewność niewzruszonej sytuacji naszej. Przestajemy spokojnie na tym, co mamy. Małość chęci oszczędza potrzeb; tym łatwe dogodzenie czyni szczęśliwość.

Zbytki wasze czynią was niespokojnymi. Niekontenci z tego, co macie i widzicie przed sobą, nie możecie się na jednym miejscu osiedzieć i jakby przed wami szczęście uciekało, gonicie go ustawicznie. Usprawiedliwiajcie, hak chcecie, czynności wasze - stąd jednak poszły wasze podróże do cudzych krajów; podróże, prawda, że usprawiedliwione, jak słyszę, nie tylko wielu dowodami, ale i pospolitym zwyczajem, z wszystkim nie mniej próżne, jeżeli nie szkodliwe.

Nauka obyczajów bywa, jak mówisz, najdzielniejszą przyczyną peregrynacji waszych. gdzież nie odmienia człowieka; pod czapką, turbanem i kapeluszem równie siedzi doskonałość t głupstwo, nieprawość i cnota. Jakiekolwiek bądź jest twoje zgromadzenie i towarzystwo, nie potrzeba daleko jeździć, żeby poznać rozmaitość charakterów. Bylebyś tylko chciał pilnie zapatrywać się na sposoby postępowania ziomków twoich, w małym okręgu postrzeżesz to, co się w całym świecie dzieje. Grunt człowieka zawżdy jednaki: te różnice, które rząd, powietrze, religia czyni, pite są tak znaczne, żeby przyrodzenie odmienić mogły.

Powiedasz, że pielgrzymowaniem rozum się poleruje, i uczyniłeś go w dawniejszych dyskursach podobnym do kruszcu, z którego rdza schodzi częstym tarciem. Trzymaj się ciągle tej komparacji, a musisz przyznać, iż polerowany kruszec im bardziej błyszczy, tym go więcej ubywa.

Wiadomość wielu rzeczy, ja nie wiem, czy jest człowiekowi. Snują się naówczas zbyt obfite myśli i imaginacje; rozsądek ledwo może wystarczyć do obierania, a częstokroć przytłumiony zbyteczną umysłu płodnością, sam nie wie, czego się chwycić.

Jeżeli gorzej u sąsiada niż u mnie, po co się daremnie trudzić ? Jeżeli lepiej, na co się zda takowa podróż, która mnie nauczy, że lepiej u sąsiada niż u mnie? Zmniejszy szacunek tego, co mam; da chęć polepszenia sytuacji mojej, a nie użyczając sposobu, uczyni mnie więcej oświeconym, ale mniej szczęśliwym. Cóż mówić o stracie czasu w takowych włóczęgach? Co mówić o krzywdzie, która się czyni całemu towarzystwu? Twoim albowiem odbieżeniem traci jedną z części swoich, która może w tym samym czasie stałaby się zdatną całemu zgromadzeniu. Nie wspominam wydatków, które pielgrzymujący czyni; im kraj uboższy - szkoda większa, a jeżeli nie ma w sobie takowych ciekawości, które by do podobnych podróży zwabiało cudzoziemców - nienadgrodzona.

Odpowiesz mi może, iż dlatego chcesz drugich odwiedzać, żeby postrzegłszy, co u cudzoziemców dobrego jest, swoim ziomkom użyczyć tej dobroci? A nie postrzeżesz tam co i złego ? A te złe alboż nie możesz do swoich zanieść?i ?atwiej się chwyta woli człowieczej zdradny powab złego, bo podchlebia, niżeli maksymy cnoty po większej części surowe i ostre.

Wiele by było mówić, żebym chciał wyliczać wszystko złe, które pochodzi z tej niewczesnej ciekawości oglądania rzeczy nowych. Jeśli mniemasz, że się odmiennymi coraz widoki ciekawość twoja nasyci i niespokojność ustanie - błądzisz. Zwyczajny to tryb pasji ludzkich, iż im się im bardziej dogadza, tym się żywiej rozpościerają i krzewią.

Na koniec przyłącz do moich uwag twoje doświadczenie. Oddalony od ojczyzny, od domu, niepodobna, żebyś nie tęsknił. Pozbawiłeś się wszystkiego dla dogodzenia niespokojności twojej, a gdyby nie osobliwa dobroć i opatrzność Istności Najwyższej, byłbyś jak twoi towarzysze życiem przypłacił ciekawość twoją.


Rozdział XIII


Poranku jednego, gdyśmy się wybrali na polową robotę, Zaszedł nam drogę jeden z mieszkańców a położywszy rękę na piersiach, rzekł:

- Ojcze! mam skargę przeciw sąsiadowi... Xaoo przerywając dalszą jego mowę pytał:

- Jestże twój sąsiad przestrzeżony od ciebie, że się myślisz skarżyć ?

Odpowiedział: - Jest...

Rzekł zatem Xaoo - Zawołaj go !

Poszedł ów i po małej chwili stanął oskarżony z oskarżającym. Oskarżający tak mówił:

- Już temu drugie żniwo, jak mi nie przyszło być w zakącie mojego lasku. Ten lasek i rolę moją oddziela strumień od osady tego dobrego sąsiada. Na dniu wczorajszym ułożyłem sobie iść w tamtą stronę lasku dla upatrzenia drzewa na sochę nową. Gdy tam zaszedłem, znalazłem przerwaną grobelkę moją przez niedawną powódź, i tą przerwą strumień się odwrócił od dawnego koryta, zakrążył róg mojego lasku tak dalece, żem obaczył sztukę gruntu i toż samo drzewo, po którem przyszedł, na drugiej stronie strumyka. Przebywszy więc wodę gdym zadął odkopywać i podważać drzewo dla zwalenia go na ziemię, postrzegł to miły sąsiad, zbierający naówczas siano z łąki swojej, i nadszedłszy rzekł: "Prawy sąsiedzie. Naszliście moją własność; użyczyłbym jej wam z ochotą, ale jej całości dla dzieci moich przestrzegać powinienem. Wiecie, że ta rzeczka nas rozgranicza, nie możecie więc niczego z tej strony używać bez naszego zezwolenia." Rzekłem mu na to, iż też same racje są i na moją stronę dla strzeżenia i dochodzenia w plemienia mojego... "Miara twojej i mojej własności równa jest, a to, co ci strumyk zwróceniem biegu przydał, nie nadaje ci prawa do mojego gruntu..." Odpowiedział na to, że przypadek ten stał się interesem nie tylko nas w szczególności, ale całej osady; nie mamy więc mocy rozsądzać go, ale potrzeba, żebyśmy się udali do starszych; a tymczasem póki takowe rozsądzenie nie nastąpi, należy, żebyśmy obydwa gruntu tego nie używali... Zezwoliłem na to, jako rzecz słuszną, i dla rozprawy należytej i urzędowej udałem się do ciebie, jako starszego...

Xaoo wszystkiego cierpliwie wysłuchawszy spytał się obżałowanego, jeżeli obżałujący wszystko, jak należało w tej mierze, opowiedział. Rzekł, że nic nie opuścił. Wtem do obudwu rzecze:

- Jutro wezwę starszych naszej osady, którzy tę spraw roztrząsną i wraz ze mną decydować będą; wy się stawcie porankiem na pagórku sądowym.

Poszli oni, myśmy się zostali w polu.

Dziwiłem się rozważając sobie, że ten, który się uskarżał, nie tylko z skromnością rzec swoją opowiadał, ale też o swoim przeciwniku mówił z niejaką przychylnością i uszanowaniem, nazywając go sąsiadem dobrym, miłym, prawym etc. Dobroć tak wielka przywiodła mi na pamięć indukty nasze, pełne zwyczajnie uszczypliwych ucinków i obmowy. I to mi podziwienie przyniosło, że indukta sprawy była tylko z jednej strony, zamiast żwawej repliki po naszemu. Pozwany wysłuchawszy pozywającego przestał na prawdzie rzetelnego opisu, a sędzia na jednostajnej informacji.

Pytałem się więc mego starca, czyli we wszystkich tamtejszych sprawach ten sposób indukty. Odpowiedział, że nie inaczej i że nie widzi potrzeby gadania o jednej rzeczy stron obydwóch. Mając między sobą kontrowersją powinni rzetelnie opowiedzieć, co za fundament ich sprzeczki. Wyćwiczeni w miłości cnoty i prawdy, poznawają łatwie, z czyjej strony sprawiedliwość, i godzą się; jeżeli się zaś jaki osobliwy przypadek zdarzy, nie dufając natenczas swojemu zdaniu udają się do starszych i ich zdanie staje się dla nich wyrokiem.

- U nas - rzekłem - w sprawach granicznych, gdy z obu stron gruntownych dokumentów nie masz, nakazują przysięgę; która strona na stwierdzenie rzetelności swojej imienia boskiego wezwie, ta sprawa wygra.

- Bezbożni ! - zawołał Xaoo - śmiecież Istność Najwyższą znieważać ?

- Nie tak u nas sądzą - rzekłem - powszechne jest zdanie, że kto sprawiedliwie przysięga, Boga chwali.

Nie mogłem w tym miejscu przed nim zataić , złego używania przysiąg; przysiąg przy udzierżeniu urzędów, prawie ceremonialnych; przysiąg granicznych bez wewnętrznej konwikcji; przysiąg tuzinowych w kryminalnych sprawach; przysiąg usłużnych na poparcie cudzego interesu; przysiąg Rzeczypospolite, mniej deszcze ważnych niż te wszystkie.

Zamknął mi usta, pełen cnotliwej zapalczywości, a wzniósłszy oczy i ręce ku niebu, zawołał:

- Bądźcie błogosławione, święte ręce, któreście stosami kamieni przywaliły Laonga i towarzyszów jego! Takich by nas zbrodni nauczyli wezwani od niego cudzoziemcy. Z tego, com się od ciebie dowiedział, w dwójnasób powięltszam wdzięczność ku Najwyższej Istności, że nas towarzystwa waszego ustrzegła. Ty, jeżeli chcesz nam dać największy dowód przychylności swój, taj przed ludem naszym zwyczaje kraju twego; nie obrażaj uszu niewinnych powieścią rzeczy ledwo podobnych do uwierzenia.

W dni kilka poszedłem na ów sądowy pagórek. Zeszła się starszyzna, a gdy im rzecz całą Xaoo opowiedział, udali się na miejsce kontrowersji i pilnie wszystko oglądawszy rozkazali natychmiast całej gromadzie, żeby rzeczkę do dawnego koryta zwrócić, groblę mocniejszą usypać, brzegi od przerw ubezpieczyć; a według dawnego w podobnych okolicznościach zwyczaju, strony obydwie starszem za pracę podziękowali, a oskarżający oskarżonego na ucztą do siebie zaprosił.


Rozdział XIV


Wiele jeszcze innych zwyczajów i ustaw od lat niepatniętnych było w tej wyspie. Wszystkie wyliczać nadto byy rozszerzyło pisanie moje, niektóre więc tylko w krótkości wyrażę.

Historia kraju nie tylko przez powieści starszych w ucztach obwieszczana bywa; mają ułożone pieśni opowiadające dzieła przodków i ich znaczniejsze przypadki . Poezja ich nie jest tak brzmiąca i wdzięczna jak nasza, ale niedostatek tych ozdób nadgradza prostota tchnąca powagą. Nie znają miłosnych kompozycji ani wolnych wyrazów, obrażających modestią. Wszystkie ich pieśni wiodą do dobrego wychwalaniem dzieł cnotliwych, występków, przeklęstwem występnych.

Roku przedziały są według obrotów słonecznych. Lata rachują żniwami. Żeby zaś mieli jakowe epochy, nie mogłem się o tym dowiedzieć. Przyjście nawet pierwszego ojca kiedy i ,jak dawno nastąpiło, nie więdzą. Xaoo, którego powierzchowność nie okazywała więcej nad lat pięćdziesiąt, liczył wieku swego lat dziewięćdziesiąt dwa. Dojść do stu dwudziestu nie jest u nich rzecz nadzwyczajna.

Nie znając kruszców żadnych zażywają do narzędziów rolniczych ości ryb wielkich, które morze częstokroć na brzeg wyrzuca. Te tak zaostrzają tarciem jednych o drugie, iż i drzewa nimi obrabiać, i zboże żąć mogą.

Pierwszy dzień nowego miesiąca jest powszechnym spoczynkiem. Starsi się naówczas odwiedzalą i użytecznymi dyskursy bawią. Młodzież wychodzi w pole i różne czyni igrzyska, wszystkie służące do nabycia rześkości i mocy. W tych igrzyskach obola płeć równie się ćwiczy, zawżdy jednak w przytomności kilku starców i matron sędziwych, żeby żadnego wykroczenia przeciw modestii i uczciwości nie było.

Żadnego muzycznego instrumentu nie widziałem podobnego do naszych. Gdy tańcują, śpiewają razem pieśni do nut tanecznych akomodowane.

Mają niejakie podobieństwo w śpiewaniu niektórych pieśni do sztuk naszych dramatycznych; gdy albowiem czynią opisanie dzieł przodków, rozdzielają się na osoby w pieśni wymienione i gdy te co mówią, osoba reprezentująca sama śpiewa udając gestami wzruszenia wewnętrzne albo akcją reprezentowanego. Toż czynią kolejno drudzy, reprezentujący inne osoby. Powieść zaś dzieła każdego, refleksje moralne, pochwały cnót, przekleństwa występnych wszyscy razem śpiewają.

Mięsa tak zwierząt, bako i ryb na pokarm nie używają; nawet wierzyć mi Xaoo nie chciał, że my tym żyjemy. Z tej obrzydliwości od mięsa pochodzi, iż myślistwa nie znają, a zwierz tamtejszy bardzo łaskawy; o lwach, tygrysach, wilkach nie wiedzą. Sarn, zajęcy, odmiennych jednak nieco od naszych europejskich - w małej jednak bardzo kwocie-widziałem. Krów i wołów mają dostatek i te chowają w oborach dla pracy rolnej i nabiału. Wełnę owiec, przedziwnie piękną i miętką, dwa razy na rok strzygą; z tej - niewiasty robią materie na odzież, kołdry i materace.

Małżeństwa są dożywotnie; o wielożeństwie, żeby gdzie mogło być, Xaoo tak dalece nie wierzył, iż ledwo mogłem mu wyperswadować, iż jest zaiste. Mniemał więc, iż te pozwolenie jest wzajemne, tak co do wielości żon, jako i mężów; a gdy się dowiedział, iż sami mężczyźni nadali sobie ten przywilej, gniewał się na taką niesprawiedliwość.

Że zawiłości prawne i wykręty jurystów nie mają tam miejsca, pochodzi to z szczęśliwej niewiadomości tej nauki, która na dobro nasze - jak nam wierzyć każą - wymyślona, nadała umiejętność zatłumienia prawdy i usprawiedliwienia największych występków.


Rozdział XV


Przechodząc się raz sam jeden nad tym brzegiem morskim, gdziem po rozbiciu okrętu mojego był wyrzucony, zastanowiłem się myślą nad moim teraźniejszym stanem; począłem dalej rozważać wszystkie życia mojego przypadki, niedoskonale jeszcze u siebie przeświadczony, czylim zyskał, czy stracił na aktualnej mojej sytuacji.

Gdy w zapalonej żywymi obrazy imaginacji coraz się insze myśli snuły, pod brzegiem wiszącej nad lądem skały postrzegłem część znaczną rozbitego okrętu, którą fale unosząc wbiły w piasek brzegowy, a zwyczajny morski od. wrót zostawił naówczas oschłą. Miejsce to było na ustroniu - nie obawiając się więc, żeby mnie postrzeżono, skoczyłem ku temu miejscu i poznałem, iż to była tylna część okrętu, gdzie pospolicie bywa izdebka kapitańska i inne najszacowniejsze składy.

Z ciężkością przedarłem się do tej izdebki i wielem w niej rzeczy znalazł. Te, które wilgoć zepsuć mogła, zupełnie już były zbutwiałe; inne, jako to pistolety, fuzje rdza okryła, zdatne jednak być mogły do użycia. Nie mogłem napaść oczu tak niespodziewaną zdobyczą. Żeby więc ukryć przed obywatelami tamtejszymi korzyść moją, poszedłem pod bliską skałę i znalazłszy w miejscu nieznacznym sporą pieczarę, skrzętnie tam zacząłem znosić łupy moje.

Jużem był prawie wszystkie zgromadził, gdy w jednym kącie izdebki kapitańskiej postrzegłem nieznaczną kryjówkę, której przykrycie odstawało trochę od reszty podłogi; zerwałem ją natychmiast i pierwszy raz od lat trzech blask złota w oczy moje uderzył. Lubo ów kruszec na tamtym miejscu do niczego zdatnym być nie mógł, przecież słodki pamięć tego, do czego przedtem służył, tak dalece rozżarzyła imaginacją moją, iż nie mogłem się wstrzymać od najżywszego radości uczucia. Poznałem z cechy, iż te pieniądze były luidory francuskie; przeniosłem je spiesznie do pieczary; a że już słońce skłaniało się ku zachodowi, żeby mieszkańcy nie domyślili się o przyczynie spóźnienia mojego, udałem się jak najspieszniej do osady.

Przez całą noc oka zmrużyć nie mogłem. Widząc się być posesorem znacznego skarbu żałowałem niezmiernie, iż zostawałem w takim miejscu, w którym mi żadnej korzyści przynieść nie mógł. Stawiałem się myślą w ojczyźnie i natychmiast kupowałem wsie, miasta, budowałem pałace, plantowałem ogrody. Byłem nieszczęśliwym wśród szczęścia mego, mając, a użyć nie mogąc tego, co mi jak na przekorę los, i w pieszczotach swoich fałszywy, i zdradny, użyczył.

Skoro tylko nazajutrz słońce zeszło, poszedłem do mego gospodarza, a zmyśliwszy ciężki ból głowy opowiedziałem, iż dzień cały strawię na chodzeniu dla nabycia sił przy diecie i egzercytacji . Chętnie zezwolił; ja zaś wziąwszy z sobą nieco pokarmu, chyżej niż strzała pobiegłem do moich łupów. Nim jednak przyszło egzaminować to, com ukrył w pieczarze, zobaczywszy wprzód, że rzeczy nie były tknięte, puściłem się znowu na nową zdobycz, a szukając po wszystkich kątach owej sztuki okrętu, zdobyłem zostawioną w jednym kącie pakę; tę odbiwszy znalazłem ksiąg wiele, niezupełnie jeszcze przemokłych i zbutwiałych. Dostało mi się jeszcze znaleźć baryłkę prochu i worek kul i śrutu.

Zniosłem te drogie sprzęty do mojej pieczary, a gdym się raz jeszcze zapuścił ponad brzeg, patrząc, jeżeli kogo z mieszkańców mnie szpiegującego nie obaczę, postrzegłem o kilka stajań stojącą przy brzegu łódź, zapewne od owego okrętu. Poszedłem ku niej, nic nie znalazłem prócz dwóch wioseł; zaprowadziłem ją natychmiast w bliskie ujście rzeczki do morza wpadającej. Tam powrozem, którym był z okrętu zdobył, przywiązałem ją do jednego drzewa w takowym miejscu, gdzie gęsta zarośl zupełnie ją od oczu ciekawych zasłonić mogła.

Wróciwszy się nazad do pieczary, dopiero spokojnie zacząłem egzaminować bogactwa moje. Przystąpiłem najsamprzód do szkatuły i worków z pieniędzmi; znalazłem w złocie czerwonych złotych francuskich podwójnych sztuk 4862, pojedynczych 3716; monety niewiele było. Oprócz tego w osobnym szkatuły puzderku diamentów znacznych, jeszcze nie bryliantowanych, kilkadziesiąt, mniejszych kilkaset; kamieni kolorowych, rubinów, szmaragdów, szafirów bardzo wiele.

Że zaś osobliwym szczęściem do owej szkatuły woda nie zaszła, zdobyłem kilka fascykułów papierów; te wziąłem do siebie chcąc je spokojnie w domu przeczytać. Książki, że były po części zamokłe, wydobyłem z Baki i rozłożyłem na piasku, żeby się wysuszyły. Reszta sprzętów takowa:

Dwie fuzje, trzy pary pistoletów, cztery szpady.

Perspektywy dwie przemokłe i niezdatne.

Trąba morska do gadania na dal.

Zegarków złotych trzy, jeden z repetycją.

Waza srebrna, półmisków sześć, talerzy dwanaście.

Klatek drucianych siedm, znać jeszcze było po piórkach, że w nich były papugi.

Pudło, gdzie musiały być peruki, co można było poznać z wielości włosów, zsiadłej pomady i zapachu bergamotte. Do tej obserwacji i to mi niepomału pomogło, gdym znalazł w tymże pudle żelazek dwie do papilotów i jedne do tupetu.

Skrzypców trzy popsutych, lutnia, dwie par i jedna waltornia.

Szkatułka drzewa de mahoni, w mosiądz oprawna; w niej dwanaście flaszek wódki lewandowej.

Tabaki de Marocco funtów czterdzieści dwa; ta zupełnie była zepsuta.

Resztę, jako to: suknie, bielizny, woda morska zżarła. Były jeszcze obrazy, ale z tych farba zeszła i nie można było rozeznać, co mogły reprezentować.


Rozdział XVI


Słabość wczorajsza zasiągnęła dzień następujący. Pod tym więc pretekstem, wziąwszy z sobą prowiant; pospieszyłem do moich skarbów. Dowiedziawszy się z papierów, iż okręt rozbity był armatora francuskiego miasta de S. Malo, znalazłem między nimi weksle: jeden do Amszterdamu na 12 000 czerwonych złotych, drugi do Londynu 22 000 czerwonych złotych; trzy do Genui, każdy na 6500 czerwonych złotych. Nie gardziłem i tą zdobyczą, w nadziei, że może się zda kiedykolwiek; zachowałem ją ze złotem.

Żeby nie popaść jakowej suspicji u Nipuanów z okazji częstych moich przechadzek, umyśliłem za powrotem dać znać mojemu starcowi, iż postrzegłem część okrętu krajów naszych; żeby zaś nie pomiarkował, iż zdobycz w nim znalezioną dla siebie zachowałem, zaniosłem nazad do izby rotmańskiej a fuzją jedną, pistoletów dwa zardzewiałych, instrumenta muzyczne i pakę z wysuszonymi już księgami; te zaś umyślnie dlatego, abym mu je potem tłumacząc dał uczuć, jakeśmy w rozmaitych naukach biegli. Stało się tak, jakem ułożył.

Xaoo, nie tak ciekawy, jak pragnący zabieżeć szkodliwej w skutkach ciekawości współobywatelów, równo z świtem poszedł ze mną do owej reszty rozbitego okrętu. Oglądał każdą część pilnie, pytał się o przyczynę i zdatność każdej. Fuzje i pistolety, gdym mu ich użycie opowiedział, wrzucił w morze, książki pozwolił zanieść z sobą, instrumenta w okręcie zostawił. Nazajutrz zwołał starszych i nimem się obudził, już oni spalili to, co się z owego okrętu zostało. Obudził mnie za powrotem swoim i opowiedział, co starsi wraz z nim uczynili; że zaś w powszechności o łodzi mówił, zląkłem się niezmiernie, czy nie natrafili na ową, którąm w zakryciu drzew nadbrzeżnych zostawił. Prosił mnie za tym, żebym mu tłumaczył, co księgi w sobie zawierały; obiecałem, z tym jednak dokładem, żeby mi pozwolił czasu do rozpatrzenia się w nich należytego.

Zasiadłem nad tą pracą, a że wszystkie były francuskie, łatwe mi były do zrozumienia. Nie kładę ich regestru, ile że od tak dawnego czasu nie mógłbym sobie wszystkich tytułów przypomnieć; to wiem, iż znalazłem komedie Moliera, romansów trzydzieści ośm, o ekonomii politycznej ksiąg cztery, aryj de'l opera comique zbiór wielki, Anakreonta z kopersztychami, Newtona Filozofii tom trzeci, sposób robienia pasztetów i cztery planty Paryża.

Po wyszłych dniach kilku naglił mnie Xaoo, żebym mu opowiedział cokolwiek z tego, co te księgi w sobie zamykały. Tłumaczyć wdzięk pieśni Anakreontowych obywatelowi wyspy Nipu byłaby rzecz trudna i niewczesna, nadto była w nich wielka różność od tamtejszych. Żeby można było grzeczne kłamstwa pisać, naród tamtejszy tego nie pojmował, musiałem więc romanse porzucić. Arie opery nie miałyby szacunku u nie znająch się na muzyce. Filozofii zaś Newtona nie rozumiałem. Udałem się więc do Moliera i z tychże własnych pieśni wziąwszy asumpt zacząłem mu eksplikować naturę komedii, jako być powinna szkołą obyczajności pod pokrywką zabawy, prezentując jak najnaturalniej w wyobrażeniu charakterów ludzkich, jak cnota przeszkody zwycięża, jako występek, kiedyżkolwiek odkryty, na złe wychodzi.

- Prawa u nas - rzekłem - karami występki straszą. Napominania starszych przekładają łagodnymi, niemniej jednak dzielnymi sposoby wszystkie życia towarzyskiego obowiązki; komedia równie dzielnego, a może skuteczniejszego sposobu na ohydzenie występków używa wyśmiewając występnych tak dalece, iż częstokroć, czego poważniejsze środki nie potrafiły, ten sposób dokazał. Wzgarda osobliwym sposobem obraża miłość własną; stąd. żart dzielność swoją bierze, byleby był uczciwy i umiarkowany.

Chcąc to, com mówił, przykładem wesprzeć, udałem się do tłumaczenia jednej komedii Moliera; a chcąc dać mu do zrozumienia, jako jego maksymy, nadto surowe, sadziły nas zbyt ostro, wybrałem Mizantropa.

Jakem po dniach kilku tłumaczenie skończył i jemu przeczytał, rzekł Xaoo:

- Musiał się dobrze znać na ludziach ten, który tę rzecz napisała Namiętności dobrze są wyrażone, zbytek osobliwości doskonale wytknięty. Ale zda mi się, iż autor kilku rzeczy w tym swoim dziele nie postrzegł. Najprzód albowiem, czyniąc swojego odludka cnotliwym, zdał się nieznacznie przestawać na tym, iż cnota ma w sobie jakowąś odrazę. Cnotliwemu mizantropowi odjął największy cnoty zaletę - roztropność, gdy umieścił w ustach jego niedyskretne i niewczesne krytyki. Przydał mu nadto zbyteczną miłość własną, gdy go wystawia idącego wbrew obojętnym nawet zwyczajom towarzystwa.

Nie takie są, mój synu, prawdziwej cnoty znamiona: Czuje prawy człowiek róźnicę postępków swoich, ale go te uczucie w pychę nie podnosi. Ma wstręt naturalny od towarzystwa występnych, ale się go nie chroni, wtenczas osobliwej, gdy poznać może, iż jego przykład może być zdatnym. Nie przywdziewa na siebie postaci osobliwej, żeby nie czynił od siebie wstrętu. Ile możności słodzi przykre czasem przepisy obowiązków, żeby zbyt surowa z pierwszego wejźrzenia powierzchowność nie odraziła umysłów między złem, a dobrem chwiejących się. Możeś chciał uczynić delikatną komparacją dyskursów tego mizantropa z moimi i nie powinienem mieć ci za złe tek myśli, ile jeszcze do naszych zwyczajów niezupełnie wdrożonemu.

Ale racz uważyć, iż z zdań zadziedziczałych, z prewencji niewykorzenionych, nie ja względem ciebie, ale ty względem nas jesteś osobliwym człowiekiem. Ciebie więc do nas przystosować moim jest obowiązkiem, a przeto dzielniejszych używać sposobów muszę, gdy z tobą mówię o narowach ludzi, w pośrodku których urodziłeś się i wychował. Gdyby mi z wami żyć przyszło, nie chciałbym się różnić od ornych najmniejszą powierzchownością; szedłbym ślepo za waszym przykładem w tym wszystkim, co by się nie tykało istotnych obowiązków. Jeżeliby jednak bez uszczerbku cnoty nie można ujść osobliwości, przyznaję się szczerze, iż wolałbym ujść za dziwaka, odludka i mizantropa niż być modnie niepoczciwym.


Rozdział XVII


Prawdę powiedzieli starzy, iż słodki dym ojczyzny. Widoki europejskie wzbudziły we mnie chęć widzenia Europy. Złoto, lubo w tej wyspie do niczego niezdatne, uładziło mnie zupełnie. Stałem się chciwym bez nadziei zysków, trwożnym w zupełnym bezpieczeństwie. Posesor znacznego skarbu, czułem ustawiczną niespokojność, formowałem projekta, rachowałem zyski, roztrząsałem istotę mojego dobrego mienia. Gdy zaś nad tym zastanowić się przyszło, iż na mojej wyspie żadnego z tych projektów do skutku przywieść nie można było, wpadałem w rozpacz, i narzekałem na igrzysko losu mojego, któren mi wtenczas dodawał sposobów, kiedym z nich korzystać nie mógł.

Jużem się był przyzwyczaił do sposobu życia Nipuanów; jużem zaczynał doznawać skutków szacownej spokojności. Kruszec złoty, nie dość że mnie uczynił nieszczęśliwym w Europie, dognał za światem. Pasowałem się nieskończenie sam z sobą. Przywodziłem sobie na myśl niesposobność korzystania z tego złota, niepodobieństwo wydobycia się z wyspy, hazard podawania się na nowe niebezpieczeństwa, niewdzięczność ku dobrodziejom.

Te i inne uwagi konwinkowały zupełnie rozum, serce się jednak temu wszystkiemu statecznie sprzeciwiało. Jużem był przedsięwziął uczynić heroiczną ofiarę, i to złoto wraz ze wszystkimi ornymi Europy zdobyczami w morze wrzucić, ale gdym kilka worków z jaskini wydobył, takim wstręt uczuł od wykonania tego zamysłu, iż widząc, że się żadnym sposobem przezwyciężyć nie mogę, przedsięwziąłem na owej zachowanej z okrętu łodzi puścić się na zgubę oczewistą prawie, byle z tej wyspy wynieść.

Postrzegł nadzwyczajne moje pomieszanie Xaoo, jam wszystko składał na słabość zdrowia, dla tego najbardziej, żebym pod pretekstem przechadzki mógł częściej nawiedzać skarby moje.

Powieść starca o Laongu owym utwierdziła mnie w zdaniu, iż wyspa Nipu nie musiała być, nadto oddalona od ziem innych mieszkalnych. Co zaś powiedał o prezentach jemu danych, to mnie upewniało, iż musiały być tam osady europejskie.

Odwiedziłem więc łódź moją i gdym ją opatrywał, znalazłem, iż w niwczym nie była uszkodzona. Zrobiłem do niej maszt; sporządziłem żagle, wiosła były na pogotowiu.

Rozdzieliłem łódź na trzy części: pierwsza miała w sobie zawierać prowiant, druga wodę w beczkach, trzecia sprzęty i skarby. Miejsce na proch było osobliwe, fuzje i pietolety dobrze opatrzone; tak zaś skrzętnie chodziłem koło tego wszystkiego, iż w dni kilka o już było na pogotowiu.

Żałowała niezmiernie, iż się był zupełnie popsuł kompas morski - byłby służył do dyrekcji żeglugi model. W tej więc niepewności postanowiłem u siebie zmierzać zawżdy ku zachodowi: ile albowiem mogłem miarkować, od wschodu był jednostajny kurs okrętu naszego, a przez dni dwadzieścia sześć żadnej ziemi nie postrzegliśmy. Miarkowałem przeto, iż w przeciwnej stronie znajdą się owe osady od Laonga odkryte.

Jużem był wszystkie moje sprzęty, skarby, prowianty i amunicje upakował, gdy raz według zwyczaju przyszedłszy z rana do mojej łodzi, postrzegłem, iż jej nie było. Żem tego momentu nie umarł albo z rozpaczy nie skoczył w morze, osobliwą w tym Opatrzność boską uznaję dotąd. Stanąłem w miejscu hak wryty i utraciwszy zupełnie przytomność przetrwałem w tym stanie nieczułości czas niemały. Ocknąwszy się niejako, począłem rzewno płakać, a widząc, że próżny żal do niczego nie pomoże, szedłem rzeczką ku morzu. Wtem postrzegłem, jako zwyczajny morski odwrót w toż właśnie miejsce łódkę moją prowadził. Skoczyłem wpław ku niej, a bojąc się podobnych przypadków, mając wiatr po temu, puściłem się na morze.