+ Pokaż spis treści

Katalog wojsk greckich


[...]
Taki w dzień ten majestat, tę mu okazałość
I tę wśród bohatyrów dal Jowisz wspaniałość.
Mówcie, Muzy, niebieskie co dzierżycie domy,
Wy boginie, wasz umysł wszystkiego wiadomy;
My nie wiemy, nas ledwie czczy odgłos dosięże.
Mówcie mi wodze Greków i przedniejsze męże,
Bo wszystkich nie wyuczę ni ludzi, ni szyków,
Chociażbym miał ust dziesięć i dziesięć języków,
I głos nieprzełamany, i piersi miedziane.
Chyba Muzy, Jowisza córy ukochane,
Obejmą cały ogrom tej wielkiej wyprawy;
Dla mnie dość wodze same wymienić i nawy.
Penelej, Lek, Kłoni ściśnionymi roty,
Arcesylaj, Protenor prowadzą Beoty:
Z Hyryi, Schenu, Skolu waleczny lud idzie,
W Tespijach mieszkający i twardej Aulidzie;
Ci Greą porzucili, Eteon górzysty,
Owi Harmy, Mikales drudzy rozłożysty;
Ci z Medeonu, miasta pięknego, przybyli,
Ci z Ilezu, z Erytrów, z Eleonu, z Hyli,
Z Eutrezy, Okalei, z Kopów, z Peteony;
Szli i Tysbę gołębną, Halijart zielony,
Koroneą, Piątce dzierżący mieszkance,
I Glisę, i Teb nowych umocnione szańce;
Ci żyli przy Oncheście, Neptunowym gaju,
Insi w Midei, w Amie, winorodnym kraju;
Owi trzymali Misy okolice śliczne,
Ostatni Antedonu miasto pograniczne.
Pięćdziesiąt ich naw było w trojańskiej wyprawie,
A na każdej Beotów sto dwadzieścia nawie.
Którzy się w Aspledonie, w Orchomenie rodzą,
Idą pod Askalafa i Jałmena wodzą;
Astyjocha powiła ich w Aktora domu.
Gdy ją Mars natarczywy zdybał po kryjomu,
Próżno się oprzeć bogu skromne dziewczę sili;
Ci w porządku trzydzieści naw przyprowadzili.
Epistrof, Schedy - wodze Focensów krainy,
Godne Naubola wnuki, a Ifita syny.
Jedni przyszli z Pitonu, co leży na skale,
Z Cyparyssu i z Kryssy, wydatnej wspaniale;
Drudzy z Anemorei, z Dauli, z Hijampolu,
Z Panopy i gdzie Cefiz rzeka płynie w polu,
I z Lilei, która się przy Cefizie mieści;
Z nimi wielkich płynęło okrętów czterdzieści.
Po lewicy Focensy szykują się w rotach
I do zbroi się biorą przy dzielnych Beotach.
Lokrom zaś, Oileja syn, Ajaks przywodzi,
Ajaksa, Telamona syna, nie dochodzi:
Lniany kirys na piersiach miał ten Ajaks mniejszy,
A między Greki dzidą robić najzręczniejszy.
Z nim lud idzie, co Bessę, Cyn i Opont sieje,
I Skarf, i Kallijarę, i miłe Augeje,
I Tarfę, i Tronijum nad Boagru wodą.
Mężni Lokrowie z sobą naw czterdzieści wiodą,
Mieszkający przy świętej Eubei krainie.
Abantowie zaś, których ród odwagą słynie,
Eubeę trzymający, Chalcys znamienitą,
Eretryją i w wino Istyją obfitą,
Cerynt, nadmorskie miasto, i Dyjum wspaniałe,
Wreście Styrę i Karyst, tych zastępy śmiałe
Elefenor szlachetny do boju przywodzi;
Z ojca się Chalkodpna, wyżej z Marsa rodzi.
Włos noszą z tyłu, z bliska ci walczą rycerze,
Na piersiach nieprzyjaciół dzidą rwą pancerze;
Oni z sobą do Troi naw czterdzieści wiedli.
Ci zaś, którzy warowne Ateny osiedli,
Miasto, gdzie nieśmiertelna Erechteja chwała:
Pallas go wykarmiła, ziemia życie dała
I Pallas posadziła w swym świętym kościele,
Gdzie jej owiec i wołów biją bardzo wiele
Pobożne Ateńczyki za pewnym lat biegiem -
Nad tych zacny Menestej przywodził szeregiem,
Syn Peteja. Nikt z ludzi w tym go nie dosięże,
Jak stawiać w polu jezdne i piechotne męże;
Sam tylko stary Nestor tę sławę z nim dzieli.
Ci w trojańskiej wyprawie naw pięćdziesiąt mieli.
Z Salaminy dwanaście naw Ajaks prowadził
I zastępy przy rotach ateńskich posadził.
Z Argów, z silnej Tyrynty przybyłej młodzieży
Z Hermijony, z Azyny, co nad wodą leży,
Także, których ojczyzna Trezena, Egina,
Mazet, Ejony, płodny Epidaur w wina -
Tych szykuje Dyjomed, zastępów nadzieja.
Towarzysz jego Stenel, plemię Kapaneja;
Był i Euryjał, bogów mąż idący śladem,
Mecysteja ma ojcem, Talajona dziadem;
Lecz przy wielkim najwyższa władza Dyjomedzie.
Ten za sobą okrętów osimdziesiąt wiedzie.
Których Miceny, Korynt, Kleony stolica
(Tamte moc, ten bogactwa, te zaś kształt zaszczyca),
Męże Aretyrei, rozkosznego miasta,
Sycyjonu, co pierwszym królem miał Adrasta;
Co w Egijum, w Ornijach, w Hiperezie żyli,
Co z wysokiej Gonessy, z Pelleny przybyli,
Co Helikę i morskie nadbrzeże dziedziczą;
Ci pod synem Atreja sto okrętów liczą.
Królem ich Agamemnon, piękny z kształtu ciała,
W miedź świetną przyodziany; lecz największa chwała
Że wpośród bohatyrów tylu był na czele
I że z kraju swojego ściągnął wojsk tak wiele.
Lud, który Lacedemon górzysty posiada,
Farę, Spartę i Messę, gdzie gołębi stada
Bujają, i co Bryzy i Augeją orze,
I Amikle, i Helos, którą tłucze morze,
I których mieści Laas i Etylu strona,
Tych wodzem jest Menelaj, brat Agamemnona.
W sześćdziesiąt nawach przyszli, a na boku stali.
Zapala wódz do boju, nie mniej sam się pali,
Gniewem zjęty o wzięcie Heleny mu z ręki;
Chce się pomścić za długie swojej żony jęki.
Dążą z Pilów i z miłej Areny narody,
Z mocnych Epów i Tryju, gdzie Alfeja brody;
Z Amfigeniji, z Helos, z Ptelei lud staje
I co ma Cyparyssy i Doryi kraje.
Tam spotkała Tamira okrutna niedola,
Gdy z Echaliji wracał od Euryta króla;
Nadęty swoją sztuką, dumnie się wieszcz chlubił,
Że w pieśniach przejdzie Muzy, i przez to się zgubił:
Oślepiły boginie nędznego Tamira,
Głos jego wiecznie zamilkł, oniemiała lira.
Nestor ich stawia, Nestor poważny rozsądkiem;
Za nim naw dziewięćdziesiąt płynęło porządkiem.
Mieszkańcy spod Cylleny, Arkadowie, idą,
Gdzie grobowiec Epita; zręczni robić dzidą;
Z Feneju, z Orchomeny trzodami okrytej,
Z Rypy, Straty, z Enispy szumem wiatrów bitej;
Co miłe Mantynei dzierżą okolice,
Parrazyi, Stymfalu, Tegei dziedzice.
Agapenor w sześćdziesiąt nawach ich prowadził,
A wszystkie Arkadami mężnymi osadził.
Nawy od ludów króla miały te narody,
Na nich się przez obszerne przeprawiły wody;
Wpośrodku bowiem lądu dzierżący osady,
Nie ćwiczyły się w sztuce żeglarskiej Arkady.
Ci, co Bufraz i boską Elidę dziedziczą,
Którzy z Olenu skałą, z Alezem graniczą,
A Hirmina i Mirsyn ostatnie ich krańce -
Czterech wodzów? prowadzi tej ziemi mieszkance;
Każdy wódz ma naw dziesięć, na nich Epejowie:
Talp Euryta, Kteata Amfimak, synowie;
Jedne część stawią w polu, drugą Dyjor żwawy,
Plemię Amarynceja, wiódł do Marsa sprawy;
Tych szykuje Poliksen, człowiek bogom równy;
Ojciec jego - Agasten, dziad - Augej szanowny.
Nad Dulichu i wysep Echinad młodzieżą,
Które na końcu morza przy Ełidzie leżą,
Mężny Meges, podobny do Marsa, przywodził,
Którego Filej, miły Jowiszowi, spłodził;
Ten uszedł do Dulichu, na ojca zawzięty;
Meges przybył pod Troję z czterdziestą okręty.
Ulisses Cefalensów prowadzi orszaki,
Mieszkance lesistego Nerytu, Itaki;
Co Egilip na skale wyniesiony mieli,
W Krocylei, w Zacyncie i w Samie siedzieli
I co przeciw leżącym cieszyli się lądem,
Zostawali pod mądrym Ulissesa rządem.
Z nim dwanaście okrętów z czerwonymi przody
Żeglowało pod Troję przez obszerne wody.
Syn Andremona, Toas, mężne wiódł Etole:
Lud ten dzierżył Pleronę i oleńśkie pole,
Pilenę, Chalcys, morza szturmowaną wały,
I Kalidon, ostrymi nasrożony skały.
Bo ślachetne Oneja już nie żyło plemię,
Umarł sam, Meleager już poszedł pod ziemię;
Tak się Toas na czele Etolów posadził.
Ten za sobą czterdzieści okrętów prowadził.
Idomenej przywodzi Kretom, sławny dzidą,
Za nim Gnossy mieszkańcy w wielkiej liczbie idą,
I z Gortyny, murami warownego miasta,
Z Liktu, z Rycyjum, z Festu, z Miletu, z Likasta
I wielu innych siły niezwalczone wiedli,
Co w Krecie, sto słynącej miastami, osiedli.
Idomenej wódz pierwszy, a Meryjon drugi;
Z nimi naw osimdziesiąt przybył szereg długi.
Tlepolem zaś Heraklid, z męstwa nieśmiertelny,
Na dziewięciu miał nawach lud Rodyjan dzielny,
Lind, Kamir, Jałys, miasta dzierżący zamożne,
Lud jeden podzielony na trzy części różne.
Z siły, z wzrostu ogromny Tlepolem przywodzi.
Astyjochea, matka, z Herkula go rodzi;
Tę przy Selleju, wziętą z Efiry, poślubił,
Gdzie wiele miast i młodzi kwitnącej wygubił.
Gdy wyrósł w domu ojca, otoczon dostatkiem,
Zabił dziada swojego nieszczęsnym przypadkiem,
Licymna podeszłego, zacne Marsa plemię.
Więc zebrawszy lud, rzucił lubą ojców ziemię
I w obcych krajach szukał schronienia swej głowie,
Bo mścić się nad nim chcieli Herkula wnukowie.
Długo i wiele cierpiąc przybyli do Rodu,
Zrobili trzy osady z jednego narodu;
A pan niebios i ziemi z tego się weselił
I obficie im wszelkich dostatków udzielił.
Nirej w trzech nawach z Symy przewodniczy młodzi;
Ślicznych liców Aglaja z Charopa go rodzi.
Najpiękniejszy on z Greków, co przyszli pod Troję;
Jeden wyższy Achilles, bo jako na boje
Najdzielniejszy był rycerz, tak i kształtny v ciele;
A Nirej i niemężny. i wojsk imał niewiele.
Lud, co Nizyr i Krapat, i Kazus posiadał,
Kalidny wyspy i Kos, gdzie Eurypil władał.
Zostaje pod Fidypa i Antyfa wodzą;
Z ojca Tessala, z dziada Herkula się rodzą.
Ci na trzydziestu nawach przepłynęli wody.
Teraz, Muzo, z pelaskich Argów licz narody:
Lud, co w Alos, w Alopie mieszkał i w Trachynie,
W żyznej Ftyi, w Helladzie, gdzie pitce wdziękiem słynie,
W pięćdziesięciu wiódł nawach PeHd niezwalczony;
Ci Achei, Hclleny, ci są Mirmidony.
Ale się już w ich uszach dźwięk Marsa zagładził,
Nie masz wodza, który by w pole ich prowadził.
Siedział bezczynnie Pelid na swoim okręcie,
Zagniewany o pięknej Bryzeidy wzięcie.
Tę pozyskał nagrodę rycerskiego znoju,
Kiedy Limes i Tehy wziął po długim boju,
Kiedy wszystkich celując odważnymi czyny,
Epistrofa, Mineta zbił, Ewena syny.
Tam siedział rycerz w ciężkim pogrążony bólu.
Lecz wnet się miał pokazać na Marsowym polu.
Co Filakę i grunta Pirazu kwitnące.
I Itonę, gdzie owiec pasą się tysiące,
I nadmorskiej dzierżyli przestrzenie Antrony,
I Ptelej w swym dziedzictwie rachują ziekmy -
Te, póki żył, przywodził Protezytaj siły,
Lecz teraz go już czarne przygniatają bryły;
A tak niewczcśnic w smutnym pochowany grobie,
Dom bez podpory, żonę zostawił w żałobie.
Gdy, pierwszy z Greków, na brzeg trojański wysiadał,
Wtedy mu jeden z Trojan raz śmiertelny zadał.
Nie brakło wojsku wodza, stai Podarces mężny;.
Ojciec tego rycerza był Itiki potężny,
W Pilące panujący, a w trzody bogaty.
Jednak pierwszego wodza żałowało siraty,
Więcej bowiem brat starszy, Protczylaj, znaczył.
Tak, choć na czele męża dzielnego obaczył,
Z pierwszego straty nic był żołnierz bez boleści.
Za nim przybyło czarnych okrętów czterdzieści.
Lud, co ma Jaolk mocny, co Glafiry orze,
Rycerze z Fery, z Beby, przy Bęben jeziorze,
Ci pod synem Admeta naw dwanaście wiodą;
Matka jego Alcesta, najpierwsza uroda,
Nieśmiertelna z cnót swoich płci pięknej zaleta,
A z Pelijasa córek najmilsza kobieta. Melibea,
Metonę dzierżący lud śmiały,
Taumacyją i ostre Olizonu skały,
Mężny wiedzie Filoktet. On strzelaniem słynie,
Siedm naw liczy, pięćdziesiąt ludzi w każdej płynie,
A wszyscy zręczni strzały wypuszczać z cięciwy.
Ale w Lemnic Filoktet leżał nieszczęśliwy.
Tam wielkiego Achiwi zostawili męża,
Skaleczonego żądłem jadowitym węża.
Tam on leżał strapiony; wszakże w czas niedługi
Wspomnieli o nim Grecy, wezwali usługi.
Choć ma Medona, z Reny Oileja syna,
Pierwszego jednak wodza z żalem lud wspomina.
Których kraj Itom górny i Tryka obfita,
I Echalija, miasto sławnego Euryta,
Tych wiodła biegli w sztuce, sławni Marsa czyny,
Podalir i Machaon, Eskulapa syny,
Lekarze zręczni ludzkie uśmierzać boleści.
Za nimi przypłynęło okrętów trzydzieści.
Lud, co Ormen dziedziczy nad Hypcry brzegiem,
Asteryjon i Tytan obsypany śniegiem,
Temu syn Ewemona mężny przewodniczy,
Eurypil, a czterdzieści naw pod sobą liczy.
Lud w Argissie, w Gyrtonie, w Orcie zamieszkały.
Dziedziczący Elonę i Olosson biały,
Stawia silny Polipet; na nim pyszna zbroja,
Swym dziadem ma Jowisza, ojcem Pirytoja:
Kiedy Centaurów srogie ukarał potwory
I z Pelijonu przegnał na etyckie gon,
Z Hippodamiji tym się synem uweselił.
Lecz nie sam był na czele, bo władzę z nim dzielił
Leontej, Marsa uczeń, sławny syn Korona.
Z nimi przyszła z czterdziestu naw flota złożona.
Dwadzieścia dwie naw Gunej przywiódł do potrzeby.
Za nim szły Enijeny i mężne Pereby,
I ci, co żyłi w zimnej Dodony krainie,
I co dzierżyli niwy, gdzie Tytares płynie,
Który w Peneju rzekę nurtem wpada czystym,
A nie miesza wód z jego potokiem srebrzystym,
Płynąc wierzchem jak olej; ze Styksu wypływa,
Na który samym bogom przysięga straszliwa.
Protoj Magnetów, których grunta Penej rosi,
Gdzie Pelijon zuchwale do nieba podnosi
Ogromny grzbiet, dźwigając na nim dęby wieczne,
W czterdziestu nawach przywiódł zastępy waleczne,
Ci wodzowie z Atrydem pod Ilijon przyśli.