+ Pokaż spis treści

Juliusz Słowacki

Juliusz Słowacki (fot.: wikimedia)Juliusz Słowacki to twórca o wielkim talencie i równie wielkich ambicjach. Jedenaście lat młodszy od Mickiewicza, na początku swej działalności literackiej starał mu się dorównać, później przewyższyć go, a przynajmniej także zyskać miano wieszcza narodowego. Podzielił jednak los wielu wybitnych - często szydzono zeń za życia, doceniono dopiero po śmierci.

Słowacki urodził się i wychował w Krzemieńcu, związany był również z Wilnem. Na Uniwersytecie Wileńskim literaturę polską wykładał jego ojciec, Euzebiusz Słowacki (zm. 1814 roku), a ojczym, August Bécu, był profesorem medycyny. Osobowość młodego poety kształtowała się dzięki salonowi Salomei Słowackiej-Bécu, gdzie spotykała się śmietanka towarzyska Wilna, toczyły się intelektualne dyskusje, ale również dzięki lekturowym upodobaniom (głównie sentymentalnych romansów) pani Salomei. Stworzyła ona synowi cieplarniane warunki, rozpieszczała go, obawiając się predyspozycji do gruźlicy, na którą chorował jego ojciec. Poza matką duży wpływ na twórczość Słowackiego miały jeszcze dwie osoby - Ludwika Śniadecka i Ludwik Spitznagel. Postać pierwszej pojawia się we wczesnych lirykach, ale i w utworach późniejszych, chociażby w "Kordianie" (Laura). Siedemnastoletni Słowacki zakochał się bez wzajemności w starszej od siebie Ludwice, córce profesora Jędrzeja Śniadeckiego. Miłość tę upoetyzował na wzór Byrona. Ludwik Spitznagel zaś, orientalista, poeta i tłumacz, przyjaciel Słowackiego, stanie się prototypem jednego z bohaterów Godziny myśli, poematu zamieszczonego w trzecim tomie dzieł (1833).W 1827 roku popełnił on samobójstwo, co przypomina Słowacki w "Kordianie" (zabił się młody... ).

Początki twórczości


Pierwsze utwory Juliusza Słowackiego to tłumaczenia i parafrazy wierszy Thomasa Moore'a i Alphonse'a de Lamartine'a, drobne liryki, dumki, sonety - wszystko utrzymane w tonacji medytacyjnej, kontemplacyjnej, pesymistycznej. W 1829 roku przenosi się z Wilna, gdzie ukończył studia prawnicze, do Warszawy i znajduje zatrudnienie w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu.

 

Okres warszawski


Juliusz Słowacki (fot.: wikimedia)Stworzył w nim Słowacki kilka powieści poetyckich ("Mnich", "Arab", "Hugo", "Jan Bielecki", nieukończona "Żmija") oraz dwa dramaty ("Mindowe", "Maria Stuart"). Dzieła te łączy czas akcji (dawna przeszłość rycerskich czasów) i typ bohatera, inspirowany wyraźnie bohaterem bajronicznym, a także - "Konradem Wallenrodem" Adama Mickiewicza. W poematach spotykamy ludzi skłóconych ze światem, złoczyńców, zdrajców, renegatów, świadomych swej kondycji i przez to cierpiących samotników. Czytelników i krytyków drażniło nieuzasadnione okrucieństwo, amoralność, łamanie etosu rycerskiego przez Araba, Jana Bieleckiego, Mindowe czy królową Marię, zdradzające buntownicze nastawienie autora do norm i konwencji, podobnie jak miało to miejsce u Byrona. Bohaterowie wczesnych utworów Słowackiego negują możliwość odnalezienia harmonii w świecie i ze światem, który, jak sądzą, stanowi przestrzeń ludziom obcą, wrogą. Sprzeczność tkwi więc już w samej naturze świata, jest jak zakaźna choroba - przenosząc się na człowieka, nakazuje mu niszczyć, dręczyć, zabijać - nawet bez wyraźnego powodu. Tytułowy bohater utworu "Arab" odnajduje rację swego bytu w zadawaniu cierpienia wszystkiemu, co żyje, w niszczeniu wszelkich przejawów szczęścia. Zabija napotkanych na pustyni ludzi, a kiedy tych brakuje, przelewa swą agresję na samotnie rosnącą palmę. Nie ścina jej, ale osusza, chcąc, by umierała powoli. Wizja szczęścia Araba to absolutna samotność, wielka pustka, bezludne, rozpalone piaski pustyni. Właśnie samotność i obcość stanowią podstawowe wątki w pierwszej fazie twórczości Słowackiego.

 

Uznanie wśród czytelników zyskał poeta dzięki odmiennym zupełnie utworom - cyklowi patriotycznych wierszy, publikowanych w prasie w dniach powstania listopadowego. W związku z ich antyrosyjskim charakterem, spodziewając się represji, opuścił Warszawę. Pracował wówczas w Biurze Dyplomatycznym pod kierownictwem Adama Czartoryskiego, uzyskał więc bez większych trudności paszport i w marcu 1831 roku przeniósł się do Drezna. Stamtąd ruszył z listami dyplomatycznymi do Londynu i Paryża, a jesienią osiadł właśnie w Paryżu.

Okres paryski


To w Paryżu w 1832 roku ukazały się dwa pierwsze tomy dzieł Słowackiego. Powstaje też w tym czasie kolejna, wydana w roku 1833 powieść poetycka "Lambro". Wykorzystuje w niej autor motyw bardzo wówczas modny, gdyż jest "Lambro" utworem powstańczym (bohater to powstańca grecki), ale jego ujęcie przeczy ugruntowanym przez Mickiewicza, przyjętym wzorom romantycznego tyrteizmu. "Romantyczność" "Lambra" ujawnia się gdzie indziej, jest on bowiem, jak chce sam Słowacki, obrazem naszego wieku, bezskutecznych jego usiłowań; jest to wcielone szyderstwo losu. W warstwie treści odsłania nam się opowieść o korsarzu, który chce zemścić się na Turkach, a właściwie zabija każdego, kto pojawi się na jego drodze. Zachowuje się tak, jakby świat był otchłanią rozpaczy, a on miał ją wypełnić morzem krwi. Zbudowany został na antypodach romantycznego bohatera czynu. To bohater klęski. Rozdarty wewnętrznie, a więc tragiczny, z żywym jeszcze sumieniem w duszy i szyderczym uśmiechem obnoszonym na zewnątrz, jest świadomy, że wpadł w pułapkę losu, którego zmienić się nie da. Do tego "Lambro" to studium XIX-wiecznego narkomana - bohater ucieka od rzeczywistości w iluzję opiumowych fantasmagorii.


Po literackich debiutach oskarżono Słowackiego o egotyzm, krytykowano brak tematów narodowych. Mickiewicz miał powiedzieć o tej poezji: gmach piękną architekturą stawiony, jak wzniosły kościół - ale w kościele Boga nie ma. Za niechęcią wieszcza szła niechęć i chłodne przyjęcie utworów przez środowisko polskich emigrantów. Od opinii tej nie uwolnił się Słowacki bardzo długo. Nie lubiano go także za styl życia, daleki od szarej, biednej codzienności polskiej emigracji. Pisał do matki: dziś właśnie udała mi się moja rola w ogrodzie Tuilleries: pierwszy raz zwróciłem oczy dam - bo miałem białe szarawarki, kamizelkę białą kaszmirową, ogromne różnokolorowe kwiaty, tak jak dawne suknie damskie, i kołnierz od koszuli odłożony - do tego dodajcie laseczkę z pozłacaną główką i glansowane rękawiczki, a będziecie mieli Julka.Podkreśla też celowość takiego zachowania, pragnie ujść powszechnej nagany, która nasz ród wystawia jako opuszczony i niedbały.i nie chcę, aby mnie tak jak Mickiewicza do domu gry nie wpuszczano - bo go służący wzięli za lokaja. Rozdrażnienie opinii publicznej rośnie. Niedoceniony, pełen żalu do Mickiewicza (również za wprowadzenie do III cz. Dziadów postaci Doktora, wzorowanej na doktorze Bécu) w grudniu 1832 roku Słowacki opuszcza Paryż i osiada w Genewie.

Okres genewski

 

Okres ten zaowocował trzema dramatami. Są to: "Kordian" (1834), "Balladyna" (1839), "Horsztyński" (powstał w 1836, wyd. pośmiertne w 1866).

 

Postać Kordiana wykazuje pewne związki z "Lambrem" - obaj bohaterowie przeżywają wewnętrzny dramat czynu. Dowodzi to odmiennego niż u Mickiewicza spojrzenia na kwestię historii, w tym - klęski narodowej. Mickiewicz patrzy na historię z perspektywy zbiorowości, Słowacki chce ją oceniać z punktu widzenia jednostki. Zresztą cały dramat wydaje się uważnemu czytelnikowi wielką aluzją do III cz. "Dziadów", złośliwi zaś twierdzą, że są to "Dziady" w wersji poprawionej. Słowacki rzeczywiście podąża tropem Mickiewicza - proponuje jako rozwiązanie ideę mesjańską. Neguje jednak mesjanizm o charakterze religijnym. Kordian na iglicy Mont Blanc (odpowiednik Wielkiej Improwizacji) ogłasza Polskę Winkelriedem narodów - to mesjanizm oparty na konkretnym wzorze historycznym. Jeszcze bardziej interesującego materiału porównawczego dostarcza sam Kordian. Przemiana bohatera u Mickiewicza zamyka się w myślniku między imionami Gustaw i Konrad, ewolucja Kordiana rozpisana została na wiele etapów. Pierwszy otwierają słowa Kordiana zabił się młody, kończy okrzyk Grzegorza: Panicz się zastrzelił!, wypełniają zaś dylematy piętnastoletniego chłopca, kontemplacja własnego istnienia, świadomość nieograniczonych możliwości i męki wyboru, hamletyczne pytania o sens, poczucie zagrożenia, zagubienia w kosmosie, niespełnienia w miłości. Jest w nim i Werter, i Gustaw z IV cz. "Dziadów", kochankowie-samobójcy. Drugi etap dojrzewania bohatera zamyka się w serii podróży. Kordian poszukuje idei, która mogłaby uzasadnić jego egzystencję. Czekają go same rozczarowania. W zdawałoby się idealnej pod względem ustrojowym (szczególnie gdy ocenia to przedstawiciel zniewolonego narodu) Anglii prawdziwym władcą okazuje się pieniądz. W Neapolu doświadcza kupionej za pieniądze miłości. Scena w Watykanie, gdzie spodziewać by się mógł duchowego pocieszenia, nosi znamiona groteski.

 

Kolejny rozdział to opowieść o Kordianie-Podchorążym, spiskowcu, ale i Winkelriedzie, gotowym do czynu i ofiary. Motyw spisku posłużył Słowackiemu do przedstawienia dylematu, którego zapis znajdziemy w wypowiedziach Prezesa, pytania o cel i sens spisku, podważającego zasady etosu rycerskiego. Ów dylemat realizuje się w symbolicznej parze: sztylet (atrybut spisku, zdrady) i miecz (atrybut honorowej walki). Wątpliwości ogarną samego Kordiana. Spiskowcy odmawiają wzięcia udziału w zabójstwie cara, teraz już i polskiego króla, Mikołaja I, a kiedy po głosowaniu zdejmują maski, bohater naprawdę zaczyna rozumieć istotę ich wewnętrznego sporu. Widzi szlachetne twarze znajomych i przyjaciół, o których przecież wie, że nie są tchórzami. Niebawem i jego, już po podjęciu decyzji, pod drzwiami sypialni cara dopadną Strach i Imaginacja. Zamordowanie wroga ojczyzny okazuje się niemożliwe - zabraniają tego nie tylko rycerskie zasady, ale i sumienie Człowieka- Serce (łacińskie cor, cordis oznacza właśnie serce).

 

Euzebiusz Słowacki - ojciec poety (fot.: wikimedia)Dwie ostatnie odsłony biografii Kordiana to opis pobytu w szpitalu wariatów, zawierający liczne aluzje do III cz. "Dziadów", i w więzieniu, zakończony sceną egzekucji. Dramat pozostaje otwarty - dalsze losy bohatera miały być tematem kolejnych dwóch części . Ważniejszy jest jednak fakt, że choć Kordian staje znów, jak w I akcie, w obliczu śmierci, tym razem ma świadomość, że to już nie tylko jego klęska jednostkowa. Ogarnia go poczucie wspólnoty z polskimi patriotami, których tragiczny los gotów jest podzielić. Brak mu pokory bohatera Mickiewiczowskiego, jego umiejętności cierpliwego i cierpiętniczego oczekiwania na dopełnienie się boskiego planu - Przygotowanie sugeruje, że XIX wiek to wiek diabelski, przeklęty, znane są tylko zamiary szatana (co do powstania listopadowego na przykład). Boskie - pozostają dla człowieka tajemnicą.

"Balladyna" to dzieło, z którego sam Słowacki był bardzo dumny. Tytuł, wywiedziony od nazwy gatunkowej ballady, manifestuje literackość utworu - jest to właściwie literatura o literaturze, a jednocześnie dramat filozoficzny. "Balladyna" miała stanowić pierwszy z cyklu siedmiu dramatów, inspirowanych legendarną przeszłością narodu (opowiada o pradawnych czasach, akcja dotyczy walk o koronę Popiela i władzę królewską). Ludowość i baśniowość dzieła widoczne są w temacie oraz sposobie prezentacji zdarzeń, zwieńczonych morałem - tytułowa bohaterka-morderczyni ginie od zesłanego przez karzącą naturę pioruna. Drugą płaszczyznę, na której odbywa się literacka gra, odkrywamy dzięki związkom z dziełami Szekspira. Ganiono tu "bluszczowatość wyobraźni" Słowackiego, karmiącej się pożywką cudzych utworów, a więc odtwórczej, pasożytniczej. Oryginalność "Balladyny" nie ulega jednak wątpliwości, a żonglowanie motywami szekspirowskimi znalazło w niej konkretną funkcję aluzji literackiej. Dopiero zestawienie wniosków, wynikających z umiejętności kojarzenia przez odbiorcę-uczestnika literackiej gry, pozwala na odczytanie wszystkich znaczeń tekstu. Przywołanie takich dzieł jak "Makbet", "Król Lear", "Sen nocy letniej" czy "Ryszard III" posłużyło Słowackiemu jako przyczynek do wywiedzionej za Szekspirem konstatacji - oto natura rzeczywistości zamyka się w jej sprzecznościach. Stąd swoista kompozycja scen (tragiczne mieszają się z komicznymi), podziały wśród bohaterów (chociażby dobra Alina i zła Balladyna), niedopowiedzenia (na przykład niejednorodność postaci Grabca - wiejskiego wesołka, grubiańskiego chłopa, czasem wierzby, kiedy indziej - króla). Człowiek traci możliwość rozeznania, jego losem rządzi bowiem ironia. Jest to romantycznie przetworzona ironia tragiczna- ludzkie dążenia i oczekiwania gubią się w nieprzewidywalności i przypadkowości egzystencji. "Balladyna" rzecz jasna nie spodobała się krytykom literatury. Głównie dlatego, że ironia artystyczna nie zgadzała się z modelem narodowego poety.

 

"Horsztyński", dramat o konflikcie targowiczanina, hetmana Kossakowskiego, usiłującego zapobiec powstaniu w Wilnie (1794 rok) i starego, niewidomego konfederata barskiego - Horsztyńskiego, nie został ukończony, a wydano go dopiero po śmierci autora. Główny bohater, Szczęsny, syn hetmana-zdrajcy, bierze udział w skomplikowanej grze. Życie wyznacza mu szereg ról, nakłada wiele masek (dobrego syna, narodowego bohatera, kochanka zamężnej kobiety). Brak autentyzmu oraz niepewność losu, o którym decyduje ironiczna konieczność, składają się na niepokojące wnioski. Najważniejszy, podobnie jak w "Balladynie", dotyczy przypadkowości ludzkiego istnienia, świadomości, że jednostka niewiele w świecie znaczy, a doszukiwanie się głębszego uzasadnienia naszej w nim obecności graniczy z naiwnością.

 

Z okresu szwajcarskiego pochodzą też piękne liryki, m.in. "Rozłączenie", inspirowane podobnie jak Mickiewiczowskie "Nad wodą wielką i czystą" widokiem jeziora Leman. Zwraca tu uwagę forma wiersza - listu (stąd dwudzielność kompozycyjna, wyznaczana powtórzeniami wiem - nie wiesz), oraz głęboka metaforyzacja tekstu. Potrafi Słowacki w kilku wersach zawrzeć kilkanaście poetyckich obrazów, przywodzących na myśl sceny starotestamentowego "Genezis".

 

W lutym 1836 roku przenosi się poeta do Włoch (Rzym, Neapol, Sorrento), a później wzorem wielkich romantyków odwiedza Grecję, Egipt, Palestynę i Liban.

Okres podróży


W Rzymie zaprzyjaźnił się Słowacki z Zygmuntem Krasińskim - pierwszym wnikliwym krytykiem jego dzieł, któremu dedykował "Balladynę" i "Lillę Wenedę". Sympatia ta trwała do 1845 roku, kiedy poróżniły ich odmienne koncepcje polityczne. Ruszając w dalszą wędrówkę Słowacki wypełnia swą romantyczną biografię właściwymi jej elementami pielgrzymowania, tułaczki, tęsknoty i poczucia samotności. Materią, wykorzystywaną najczęściej, co ujawnia też liryka okresu szwajcarskiego, staje się pejzaż. Wiadomo, że w romantyzmie zyskał on rangę szczególną - jego poetyckie przedstawienie miało odsłaniać prawdę o tajemniczym, wewnętrznym życiu natury, a także - symbolicznie pokazać bogactwo poetyckich doznań, pejzaż duszy. Piękno przyrody i samotność wrzuconego w nią lirycznego "ja" , oddzielonego od kraju romantycznego wędrowcy, znajdziemy w "Hymnie" (Smutno mi Boże, 1836), "Rozmowie z piramidami" (1836) i nieco późniejszym wierszu "Testament mój" (1840).

Juliusz Słowacki (fot.: wikimedia)"Hymn" jest jednym z piękniejszych liryków doby romantyzmu, utworem reprezentatywnym dla epoki. Podmiot liryczny, wchodząc w dyskurs z Bogiem, podkreśla przede wszystkim swój indywidualizm, wyjątkową pozycję (por. powtórzenia w pierwszej strofie: mi, dla mnie, przede mną, mi, mi). Na oryginalność utworu złożyły się: malarskie przedstawienie zachodu słońca, ogromu wodnej toni (sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem), nasycenie obrazu barwami i emocjami smutku i zniechęcenia, mimo i wbrew pięknu świata, kunsztowna kompozycja i wersyfikacja (sestyny ze złamanym - w czwartym i szóstym wersie - jedenastozgłoskowcem, w czym można wyczuć szloch, westchnienie żalu), potęgująca nastrój melancholii nieobecność punktu kulminacyjnego (krytycy porównują ten wiersz do paciorków różańca). Świadomość alienacji, ale i chęć zjednoczenia się z przyszłymi pokoleniami, próba określenia swojej jednostkowej egzystencji łączą "Hymn o zachodzie słońca" z "Testamentem moim". Zawiera on z jednej strony duchowy protest poety, z drugiej - zadania, przekazane żywym mocą ostatniej woli. Stąd motyw tyrtejski, przesłanie dla potomnych, którym być może przypadnie w udziale rola kamieni przez Boga rzucanych na szaniec. Sięgnięcie po formułę testamentu podkreśla smutną prawdę - Słowacki czuje się opuszczony, pochowany za życia, wiersz zaś ma być arką przymierza, która zostanie otwarta w odległej przyszłości.

Szansę na porozumienie z czytelnikami mu współczesnymi Słowacki ostatecznie zaprzepaścił dwa lata wcześniej, pisząc "Grób Agamemnona" (1838). Jest to najsurowszy sąd o polskim narodzie, wydany po powstaniu listopadowym. Kompozycyjnie trójdzielny, zawiera trzy płaszczyzny tematyczne - poetycką autorefleksję, nawiązanie do historii starożytnej Grecji i bezpośredni zwrot do Polski. Pierwsza odnosi się do sytuacji sprzyjającej rozmyślaniom - oto podmiot liryczny kontempluje w grobowcu Agamemnona przeszłość potężnej niegdyś dynastii. W drugiej - występuje paralela między dwoma ważnymi wydarzeniami, bitwami-symbolami (Termopile, Cheronea) a powstaniem listopadowym. Słowacko porównuje je z ostatecznym upadkiem Grecji, klęską pod Cheroneą. Część trzecia nasycona jest inwektywami pod adresem Polski. Nazywa ją duszą anielską, uwięzioną w czerepie rubasznym, pawiem i papugą narodów, wcześniej - krajem ilotów (niewolników), powstańców określa zaś jako rycerzy pół-śpiących. W ten sposób poemat "Grób Agamemnona" współbrzmi ze scenami Kordiana, gdzie pojawiają się podobne obrazy i oskarżenia.

Zasługującym na szczególną uwagę utworem Słowackiego jest poemat dygresyjny "Beniowski". Fabuła, koncentrująca się na burzliwych przygodach polskiego szlachcica pochodzenia węgierskiego, Maurycego Beniowskiego i czasach konfederacji barskiej, schodzi na drugi plan. Żywiołem podstawowym utworu są dygresje - bezustanne zwroty do czytelnika, innych twórców, krytyków, aluzje do różnych spraw, ludzi, dzieł, w tym - utworów samego autora ("Balladyna", "Anhelli"). Polemika z kręgiem krytyków, skupionych wokół czasopisma "Młoda Polska", a także niewyrobionym czytelnikiem, ciągłe ironizowanie (nawet na temat romantycznego stylu i modelowych bohaterów epoki) odbywa się także w płaszczyźnie formalnej. Słowacki, posługując się wyrafinowaną formą oktawy, z jej jedenastozgłoskowcem i specyficznym, trudnym układem rymów (a b a b a b c c) demonstruje w ten sposób swój poetycki kunszt. Nawiązuje też do technik Ariosta oraz satyrycznych i parodystycznych elementów poematu heroikomicznego, a także do swobody kompozycyjnej dzieł Sterne'a.

Okres genezyjski


Polską emigrację na początku lat czterdziestych ogarniało coraz większe zniechęcenie. O ile tuż po roku 1831 obiecywano sobie szybki powrót do kraju w celu wywalczenia niepodległości, o tyle po dziesięciu latach carskich represji nad Wisłą i trudnej egzystencji na emigracji, nadzieje na szczęśliwą odmianę losu Polaków mogły opierać się jedynie na wierze w cud. Stanowiło to wodę na młyn dla przeróżnego rodzaju mistyków i wizjonerów.

Początek lat czterdziestych charakteryzował się atmosferą beznadziejności i frustracji. Tym odczuciom nie oparł się też, wydawałoby się, dość zdroworozsądkowo spoglądający na życie, Juliusz Słowacki. Podobnie jak wcześniej Adam Mickiewicz Słowacki został zauroczony przez Andrzeja Towiańskiego wizją szybkiej odmiany losu Polski oraz całej ludzkości i w roku 1842 przystąpił do słynnego Koła Sprawy Bożej. Nie wytrzymał tam długo (zaledwie około roku). Nie mógł znieść ani tego, że jego wcześniejszy antagonista - Mickiewicz stoi w wewnętrznej hierarchii wyżej od niego, ani tego, że w zgromadzeniu niezbyt przychylnym okiem spoglądano na twórczość literacką. Najważniejszymi prawdopodobnie jednak przyczynami wystąpienia Słowackiego z Koła były motywy ideologiczne: Koło Sprawy Bożej miało charakter prorosyjski (najdobitniej wyrażony w słynnym czołobitnym liście do cara). Ponadto Towiańczycy zalecali raczej pasywne oczekiwanie na mający nastąpić rychło wielki moment dziejowy, a właśnie pasywność przecież od dawna zarzucał Polakom Słowacki.

Salomea Słowacka - matka poety (fot.: wikimedia)Szybko jednak stworzył swój własny system mistyczny (dużo bardziej spójny i konkretny niż tajemnicze wynurzenia mistrza Andrzeja zawarte w "Biesiadzie"), który przeszedł do historii myśli pod nazwą "genezyjska filozofia" Słowackiego. Termin ten wziął się z dzieła "Genezis z Ducha", gdzie zresztą najdokładniej wyłożone zostały zasady tego systemu. Według wieszcza dobry i wszechmogący Bóg stworzył w swej nieprzebranej miłości szereg idealnych duchów, które uznały, iż nie będą bezczynnie wielbić Boga, nie okazując mu swojej wdzięczności. Jedyną szansą było programowe "zdeklasowanie się", tzn. wejście w najniższe formy materii i pokonanie uciążliwej i heroicznej drogi w celu świadomego powrotu do Stwórcy. Myśl genezyjska opiera się na teorii reinkarnacji - każdy duch po zniszczeniu formy starej przechodzi automatycznie w nową - wyższą. Nie ma drogi odwrotnej. Natomiast duch może się w swej formie "zaleniwić", tzn. zaakceptować stan, w którym jest i odrzucić aktywną pracę nad sobą. Dobry Bóg nie zostawia jednak takiej zbłąkanej duszy samej sobie, stosując tak zwane "dociski", stawiając przed nią wyzwania, mające ją zaktywizować, w ostateczności niszcząc formę, w której dusza się zasklepia. Konsekwencje praktyczne są z jednej strony optymistyczne, bo skłaniają każdego człowieka do aktywności, a z drugiej przerażające, bo tłumaczą wszystko, nawet najdrastyczniejsze rzezie, wspaniałymi Bożymi zamysłami.

Filozofią genezyjska w wielu dziełach tłumaczy Słowacki sens rozmaitych wydarzeń historycznych. Na przykład w "Śnie srebrnym Salomei" jedno z najbardziej bolesnych przeżyć Polaków w XVIII w. - krwawe walki polsko-ukraińskie w 1768 r. - są wpisane w Boży porządek dziejów, który można odczytać analizując sny i inne tajemnicze znaki. Jeden z bohaterów - polski szlachcic Górczyński - nie posłuchał subtelnego wezwania Chrystusa, pukającego do jego drzwi i nie przystąpił do konfederacji barskiej (a więc miał w sobie ducha "zaleniwiałego") i niedługo potem Ukraińcy w bestialski sposób wymordowali jego rodzinę (a więc zastosowany został "docisk Boży"), co skłoniło bohatera do aktywnej walki i spowodowało jego śmierć (wypuszczenie ze starej zbędnej formy). Najbardziej kompletną wykładnię polskich dziejów usiłował dać Słowacki w nieukończonym niestety poemacie "Król Duch". Tłumaczył tam, iż w każdym pokoleniu Polaków dwa najważniejsze narodowe duchy (pasywny i aktywny) wstępują w sławne historyczne postaci, aby przez konfrontację dynamizować nasze dzieje. W czasach legendarnych byli to słowiański lirnik Zorian i król Popiel, w średniowieczu biskup Stanisław ze Szczepanowa i Bolesław Śmiały, a współcześnie Adam Mickiewicz oraz on sam - Juliusz Słowacki.

W życiu prywatnym lata czterdzieste dla naszego wieszcza to okres z jednej strony pogłębiającej się gruźlicy, a z drugiej gigantycznych uniesień patriotyczno-religijnych. W roku 1848 podczas Wiosny Ludów schorowany udał się do Poznania, by wspierać szykujących się do powstania Polaków swoimi patetycznymi, mistycznymi przemowami. Zmuszony przez policję wycofał się do Wrocławia ( tam udało mu się po latach rozłąki spotkać z matką - niewiele zresztą rozumiejącą z filozofii syna).

Zmarł w Paryżu w kwietniu 1849 roku. Pogrzeb na Montmartre (na który nota bene nie pofatygował się Mickiewicz) był nadzwyczaj skromny. Dopiero w 1927 roku z wielką pompą szczątki poety przewieziono do niepodległego kraju i złożono w krypcie wieszczów na Wawelu.