+ Pokaż spis treści

Józef Baka

Biblioteka
[-]

Józef Baka


Uwagi różne rzeczy ostatecznych


Do czytelnika


Jeden grzech setnych bied świata jest przyczyną!
Patrz, czytelniku: jak z wielką dusz ruiną!
Atrament żaden na karcie nie wyrazi,
Nie opisze, jak złość grzechowa nas kazi.
O grzechów złości pisząc, pióro tępieje
Na jedne wzmiankę, serce z ręką martwieje.
Umierać, a nie życie ciągnąć, potrzeba
Feralną widząc w grzechu postać Ereba!
Raróg, straszydło grzech i plemię piekielne,
Jaszczur, jaszczurka tym sroższa, że subtelne
Monstrum, padalec, w płaszczyk dobra uwity
Je, gryzie, rani robak sumnienia skryty.
Nocą i we dnie, w domu, tak też w gościnie
Katuje, szarpie, nie da w wesołej minie
Jadła, napoju użyć przy balach, godach.
Ej! nie przebaczy, by w największych wygodach.
Wędrowny kompan, nigdy cię nie odbieży.
Jedzie i płynie, z tobą siedzi i leży.
Choćbyś onego myślił alijenować,
Zelżyć, znieważyć lub ściśle sekwestrować,
Wiernie trzyma się. Jedna mu straszna skrucha,
Oczu łzy, na słów Boskich ciekawość ucha.
Jemu trucizną spowiedź pokorna, odważna
Trudów i krzyżów dła Boga chęć poważna.
Wraz ginie, niknie z serc, z myśłi jak kamfora,
Jak cień od słońca, ponury zmrok wieczora.
Serca kołatać wraz przestaje, turbować
Idzie precz, ani śmie nas więcej weksować.
Każdyż z nas grzechem nad wszystko niech się brzydzi,
Mając w pomocy Boga niech złość ohydzi.

Uwaga kary niezliczonej grzechów


Jezus Maryja! co się to dzieje?
Na dno piekielne kwapiąc się śmieję
      Śmiechem serdecznym.
Z góry w dół lecąc, lotów nie ściskam.
Na dardy, miecze skwapnie się ciskam,
      Zguba w ochocie!
Haki, tortury i kołowroty
Na kratach, resztach wieczne obroty,
      Ogniste stosy.
Siarki, żywice, żarzyste spiże
Dość mile, gdy mi grzech serce liże,
      Ślepota wieczna!
Śmiechu serdeczny, tyś mi chorobą
Że już po życiu! żywaś jest proba,
      Rana śmiertelna.
Recepty zmyślić nie trafią leki,
Choćby pożarły setne apteki,
      Tu kres nadziei!
Ciężkiś mój grzechu nader w sumnieniu
Nielekka plama z ciebie w imieniu
      Z dawna szlachetnym.
Sto herbów sławy nie kontentuje,
Piątno niecnoty gdy pieczętuje.
      Złość nie do twarzy!
Choćby cię skrucha stłukła, stłoczyła,
Przecie pamiątka: złość w sercu była!
      Skaza na wieki!
Tak są szkodliwe twe brudy, glozy.



Uwagi o śmierci niechybnej


Do czytelnika


Panuj świecie! nim straszna grobów pani
Aktem tragicznym twoje serce zrani.
Nietrudno, wierszów prawda dowieść może,
Kserksesów perskich śmierć zmogła i zmoże
Aleksandrów, by nowych Pompejuszów,
Wielkich Datisów, Belizaryjuszów,
Emilijanów lub Milcyjadesów,
Rzymskich Fabijów, w taż dzielnych Narsesów.
Jej moc, wielmożność bez granic panuje!
Silna potęga śmiało rozkazuje.
Ta szybko płynie za bystre Sekwany,
Elby, Aluty, Sabaudy, Rodany.
Fortuny z życiem wydziera na wschodzie,
Atlantów łamie silnych na zachodzie,
Najdzie każdego w odległej Afryce,
Jedna państwami włada w Ameryce.


Cale widocznie jej rząd despotyczny
Musi podlegać prostak, polityczny
Nie trafi z nią się doktor dysputować,
Ani filozof w kontr argumentować,
Niech się nie schroni w Sardyńskich Turynach.
Ani się skryje Węgrzyn w Waradynach,
Francuz w Paryżu, a Hiszpan w Madrycie,
Wszędy doścignie śmierć jawna, choć skrycie.
Zblednieje orzeł dość czarny, dwugłowny,
Harpokratesem stanie, kto wymowny.
Nie skryjesz się, najmilszy Polaku,
Na wyższych Tatrach, na górnym Krępaku,
Wszędy doleci śmierć bez skrzydeł ptaka,
Chwyci w swe spony Litwina, Polaka.
Ta prawda wierszem tu jest wyrażona,
Na dusz pożytek światu otworzona.
Czytajże chętnie, miły czytelniku,
A śmierć uprzedzaj cnotą, katoliku.

Uwaga śmierci wszytkim stanom służąca


Rzadki Feniks, rzadsza w świecie
Dobroć rzeczy: jak w komecie
      Umbr szlaki,
      Złe znaki
      W żywiołach
      I ziołach.
Co śmierć wróży jak kometa,
Saturn, silny dość planeta,
      Do sporu
      Odporu
      Nie najdzie,
      Gdy zajdzie.
W życiu jęczym: ach, niestety!
Szczęście, honor, nie bez mety:
      Bez chłosty
      Dzień prosty
      Nie minie,
      Śmierć słynie.
Pożegnał się ten z rozumem,
Kto świat sławił świateł tłumem,
      Kto ceni,
      Lub mieni
      Śmiecisko,
      Świetlisko.
Że tu dobrze, mało wiele,
Chyba świadczy mądre cielę,
      Kto uczył,
      Nie skuczył
      Sam sobie
      W złej dobie.
      Z Pisma wiecie,
      Źle na świecie!
      Życie wojna
      Niespokojna.
      Ciało kat,
      Świat psu brat,
      A zaś bies
      Zły to pies.
      Czy czujemy,
      Nim zaśniemy,
      Czy pijemy,
      Czyli jemy,
      W grach,
      Radach,
      Brygach
      Turbują,
      Katują.
      Ej, do nieba
      Nam potrzeba!
      Tam pokoje,
      Słodkie zdroje,
      Obłoki
      W potoki
      Obfite,
      Zakryte.
Świata okrąg krętna cyga
Nędzna, szczupła jako figa:
      Do nieba
      Potrzeba,
      Ta meta
      Zaleta.
Nie nasyci świat pigułka,
Skruszy zęby twarda bułka
      Kamieni
      Nie mieni
      W bażanty,
      W alkanty.
Bied, plag, płaczów świat jest skrzynia,
Coraz chorób, szkód przyczynia
      Zamczysta,
      Nieczysta;
      Na koniec
      Śmierć goniec!

Starym uwaga


Mości Panie weteranie,
Dość świat szumi, nim ustanie:
      Z tych szumów
      Rozumów
      Nabądźmy,
      Nie błądźmy.
Młody może, stary musi
Bryknąć, bo go kaszel dusi:
      W tym leki
      Z apteki
      Nie radzą,
      Ba! zdradzą.
      Mój staruszku
      Przy garnuszku
      Darmo zgoła
      Warzysz zioła.
      Nic piwko
      Choć z śliwką!
      Na dziady
      Pasz rady.
Wybacz, proszę, że cię bodzę
W pospolitej wszystkim drodze
      Twój łubek,
      Pałubek
      Zawlecze,
      Uciecze.
      Zamiast konia
      Śmierć pogonią.
      Kijek w ręku,
      Ty bez łęku
      I oklep,
      Gdzie twój sklep
      Pospieszysz,
      Ucieszysz
      Sukcesorów
      Nie bez sporów.
      Srebrnej rosy
      Złote włosy
      Poczubią,
      Cię zgubią,
      Jak ścierwo
      Rozerwą.
      Raz zapłaczą,
      Stokroć skaczą,
      Że już trupa
      Cna chałupa
      Nie widzi,
      Bo zbrzydzi,
      "Won gnoju
      Z pokoju!"
      Cała płata,
      Tam do kata!
      Stare grzyby
      Choćby ryby
      Pożarły,
      Potarły.
      Brząk łuska,
      Nie łuska!
      Złota siatka
      Ta im matka
      I ciotulą.
      Precz, babuło!
      Trzos bratem
      Z Eufratem.
      Pieniążek
      To bożek.
      Panie łysy,
      Tyś od misy
      Pierwszy w groby,
      Do żałoby:
      Peruka
      Oszuka,
      Na włosy
      Są kosy.
      W oczach mary,
      Okulary
      Śmiało stawią,
      Nie zabawią,
      Za czasek
      Już w piasek
      Zdrobniejesz,
      Spróchniejesz.
      Starość stęka!
      Bo w niej męka
      Nieustanna:
      Kasza, marana,
      Choć żuje,
      Nie czuje
      Posiłku
      W lat schyłku.
Kwaśna mina i ponura,
Dziad nie stąpi bez kostura:
      Śmierć wita,
      Z lat kwita!
      Motyka'
      Spotyka.
Starzec ślepy oraz głuchy,
Słaby z nosa spędzić muchy
      Wszak zgoła
      Nie zdoła:
      Jak bryknie,
      "Gwałt!" krzyknie.
      Przy swym zysku