+ Pokaż spis treści

Irydion, część II

Biblioteka
[-]

Irydion, część II


Katakumby - w środku ciemnicy zawieszona lampa. Dwa sarkofagi w głębi - ód każdego rozchodzą się ulice, ginące w oddali. Ściany zasute nadgrobkami, ułożonymi w piętra. Biskup Wiktor. Aleksander Sewerus w żołnierskim płaszczu z zasuniętym kapturem.

WIKTOR. Wieki, co przeszły, były dziecinnymi czasami ludzko-
ści. Im bardziej stworzenie zbliżać się będzie do Stwórcy, tym żarli-
wszą miłością goreć będzie ku Niemu i braciom swoim. Miecza nikt
nie znajdzie na ziemi ani ręki kata, a ten błogosławiony już dzisiaj,
kto uwierzył w przyszłość takową i stał się jej przyśpieszy cielem!
ALEKSANDER. O, gdybym mógł w dniu jednym dzieło spra-
wiedliwości, obietnicę ust twoich, ziemi objawić!
WIKTOR. Synu, nie spodziewaj się tego snu domarzyć, bo każ-
demu dostała się jedna fala w nieskończoności - pęd jej słabszy lub
silniejszy, ale ona płynie dni kilka tylko. Żyj więc i przemiń jak resz-
ta braci twoich, ale działaj według światła zlanego na ciebie. Stań
się pocieszycielem, byś mógł kiedyś stać się wybranym na lewicy
Chrystusa i patrzeć, jak inni natchnieni kończyć będą przez ciąg
wieków, co zaczęłoś w pokorze i miłości ducha.
ALEKSANDER. O! niech błogosławieństwo twoje zleje się na
głowę Aleksandra. Cezar wkrótce nie zaprze się jego. (Schyla się)
Przygotuj ich do zmiany, przyzwyczaj ich do imienia mojego, oj-
cze! - o to cię prosi Mammea.
WIKTOR. Jak ja ciebie w tej chwili, niech cię kiedyś cały lud
twój pobłogosławi i pamięć twoją syny synów ludu twego. Wstań,
pomazańcze Chrystusa!
Błąd! Według tradycji chrześcijańskiej na Sądzie Ostatecznym zbawieni nie
mają znaleźć się na lewicy, ale po prawej ręce Jezusa Chrystusa.
ALEKSANDER. Słyszę kroki czyjeś - ojcze, w godzinie walki
bądź moim dobrym geniuszem! (Wychodzi)
(Przeciwnymi drzwiami wchodzi Irydion w płaszczu pretorianina)
IRYDION. Chwała Panu w.niebiesiech! (Składa miecz, włócznia
i zbroją u wejścia) Broń ziemskich gwałtów niech drzemie u progów
mieszkań Jego!
WIKTOR. Czekałem na ciebie, Hieronimie - sługi twoje dziś
z rana przynieśli ciało brata ściętego pod mauzoleum Cecylii Metel-
li.(przyp.aut.49) Tam zgromadzeni wierni z ich rąk je odebrali - pogrzeb jego
przejdzie tędy za chwilę - dzięki ci, synu!
IRYDION. Uczyniłem powinność moją. Teraz przybywam od
przysionka cezarów - na pobladłych rysach dworzan myśl strachu
się zataczała - pretorianie zamiejscy burzyć się zaczynają przeciw-
ko imperatorowi.
WIKTOR. Powierzchnia ziemi odmienia się w swoich pychach
jak barwy morza za lada powiewem - ale to nie powinno mieszać
spokojności grobów! - módlmy się w cieniu palmy męczeńskiej,
zerwanej przez Atanadora! .
IRYDION. Ojcze, dozwól słów kilka jeszcze. Wszak w twoim
ręku przyszłość nasza, wszak jednym skinieniem możesz tysiące nas
rzucić ria'szalę, a gdzie one zaważą, tam będzie zwycięstwo!
WIKTOR. W niewidzialnym królestwie walczyć mogę przeciw
książęciu świata modłami i ofiarą, a jeśli wszyscy połączycie się ze
mną w obliczu Pana, obiecuję wam zwycięstwo.
IRYDION. Ja mówię teraz o bliższych zapasach, o prędszym
triumfie! Ojcze, cierpimy jak ludzie, spodziewamy się jak ludzie
i posady nam ziemskiej potrzeba. Dotąd potęga nienawistnych ści-
skała nas zewsząd tak, żeśmy woleli umierać niż się kłaniać roz-
puście lub czcić kłamstwo na ziemi. Lecz dzisiaj to, co gubi narody,
stanęło u bram tego miasta - zgrzybiała starość i duma bez granic.
Heliogabal sil nie ma do utrzymania swoich, Aleksander do ustale-
nia nowych rządów, a resztę sil doniszczą w zbliżającym się star-
ciu - pomiędzy nimi oboma czyż każdy, co uwierzył w Chrystusa,
nie rad by krzyż wyrwać z wnętrzności ziemi i zatknąć na^Forum Ro-
manum? Ojcze, widzę chmurę zgrozy na czole twoim. Daruj, że pa-
łam miłością ku braciom uciśnionym - daruj, żem śmiał ci ogłosić,
że nadeszła pora ugodzić w samo serce pogaństwa i Romy!
WIKTOR. Z litością słuchałem stów twoich! Na próżno wodę
chrztu wylałem na głowę twoją! Na próżno tłumaczyłem ci świat du-
cha. Tyś go nie pojął, nie zrzuciłeś starego człowieka. Tyś w żelazie
i ogniu położył nadzieję doczesnego zbawienia. Ciężkie winy twoje!
(Słychać pieśni pogrzebowe) Czy słyszysz te hymny płynące wśród
grobów jak ostatnie szumy burzy, w której Jedyny skronie opuścił
i skonał? Czyż On wzywał na pomoc aniołów, czyż On wołał o pom-
stę do Ojca?
IRYDION. A więc nędza i poniżenie naszym działem na zawsze?
WIKTOR. Mylisz się w hardości twojej, kiedy chwilę czasu nazy-
wasz wiecznością! Zaprawdę ci mówię, że w tych cmentarzach śpią
goście tylko (przyp.aut.50)- że nie tylko na progach niebieskich, ale
i na płaszczyznach bólu Miłość przemoże nareszcie. Zaprawdę, zaprawdę,
ludy pokłon je} oddadzą i nie będzie cezara, który by przed nią nie
uderzył czołem. Czy znasz tę postać? (Wskazuje rzeźbę na sarko-
fagu)
IRYDION. Lutnia helleńska, ojców moich czworodźwięczne
struny. To likaoński Orfeusz.(przyp.aut.51)
WIKTOR. Jako on, podług waszych pamiątek, dzikie rozpieścił .
zwierzęta, tak Jezus dusze milionów spoi brzmieniem żyjącego sło-
wa - patrząc na tę lutnię ziemską, pojmij roje duchów pracujące
nad światem i dźwięk u stóp krzyża poczęty, rozlegający się już po-
między narodami. On żyje sobą samym i sił nie czerpa na ziemi!
(Znak krzyża kreśli nad czołem) Uwierz i nie grzesz więcej! Ostrze-
głem cię teraz jak ojciec, rozżalony błędami syna - później, jeśli
winę powtórzysz, napomnę cię jak pasterz trzody, ukaram jako sę-
dzia ludu!
CHÓR. (W pobliżu)
Z głębi przepaści wołamy do Ciebie, Panie!
Duszę zamordowanego weź na łono Twoje!
Daj jej odpoczynek w chwale Twojej!
Ona odlatując przebaczyła katom!

(Wchodzi orszak, męczennik na marach, głowa ścięta na piersiach
spoczywa - męże w czarnych sukniach z pochodniami - za nimi
niewiasty w białych szatach)


WIKTOR. Podajcie mi znak świadectwa i męki, święty na ziemi
i niebie! (Przynoszą mu prochristum (przyp.aut.52)- bierze je
i składa na piersiach umarłego)

Własną krew twoją, wylaną za Syna człowieka, daję ci do trum-
ny, byś z nią kiedyś zmartwychwstał w dzień sądu -
(Przyklękai razem wszyscy) Ty, coś kształt nieszczęśliwych przybrał, by nie-
szczęśliwych ocalić, złóż z nas złości nasze i wrzuć w głębokość mo-
rską wszystkie grzechy nasze - ą temu, który zaczął drugą pielgrzy-
mkę - ostatnią - uiść się w prawdzie Twojej!
GŁOS DZIEWICY. Daj mu ujrzeć święte oblicze Twoje!
INNY GŁOS. Daj mu wiosnę, wiosnę, której nie miał na ziemi!
IRYDION. A nas wybaw od pokusy zemsty.
CHÓR. Zemsty?
WIKTOR. Szczęśliwi, którzy umierają dla Pana. Oni zwyciężyli
przed czasem. (Wznosi ręce nad tłumem) Powstańcie i zanieście zwło-
ki do cmentarza Faustyna. (Staje na czele - przechodzą z wolna -
Irydion jeden tylko zostaje z tyłu - od orszaku niewiast oddziela się
na wyjściu Kornelia Metella)


KORNELIA. Czemu nie łączysz się z nami?
IRYDION. Tej nocy w innym miejscu być muszę.
KORNELIA. Gdzie, Hieronimie?
IRYDION. Tam, gdzie byś drżała o zbawienie duszy, choć stamtąd
wznidzie chwała ludu twego.
KORNELIA. Wiem, że się coś strasznego na cmentarzach gotuje.
Widziałam dzisiaj towarzysza twojego, Symeona z Koryntu -
przechodząc trącił mnie i nie obejrzał się, i szedł dalej z lwią skórą
na barkach, z okiem wbitym w próżnią przestrzeni - w tym oku
bunt się palił i srogie natchnienie. Och! ja nieszczęśliwa!
IRYDION. Czemu, Kornelio? Przecież sam pasterz, ojciec, sędzia ludu,
sam Wiktor co dzień powtarza, żeś pierwsza wśród sióstr
twoich i że znak wybrania już spoczął na twoim czole. Czegóż żądać
więcej na ziemi?
KORNELIA. Niezwykły to glos twój, bracie!
IRYDION. Zdaje się tobie.
KORNELIA. Ach! czy ty ten sam, z którym klęczałam na cmentarzu Eufemii,
którego uczyłam modlitwy mojej - Hieronimie, czy to ty?
IRYDION. Ja, siostro.
KORNELIA. Modliłam się tyle, pokutowałam tak ciężko dni i nocy tyle!
IRYDION. I zasiądziesz w niebiosach. Któż by wątpił, Kornelio?
KORNELIA. O, nie za siebie - nie!
IRYDION. Za kogóż?
KORNELIA. Za jednego z braci moich.
IRYDION. Za jednego z braci - (Zbliża się do niej)
KORNELIA. Jaki ty straszny!
IRYDION. Mów prawdę, mów imię jego! Ktokolwiek jest, twoim będzie. Śpiesz się tylko, niewiasto! Niedługie chwile nam zostały - czasu nie będzie potem na ślub przed krzyżem, a ja was obojgu połączyć chcę, odesłać gdzie daleko, byście żyli razem - szczęśliwie - na Tebaidzie -mówże! Ha! ziemska miłość wstąpiła do duszy wybranej!
KORNELIA. Szalejesz!
IRYDION. Imię jego - tego jednego - tego brata?
KORNELIA. Hieronim! ale ten, co był kiedyś, nie ten co tak
dziko spogląda, co bez zmysłów stoi przede mną. Apage (przyp.aut.53) - Apage!
IRYDION. Cicha, piękna, szczęśliwa, patrz! terazem spokojny jak wprzódy.
KORNELIA. Słodki jak niegdyś?
IRYDION. Pokorny przed tobą.
KORNELIA. Przed Panem.
IRYDION. U stóp twoich klęknę i będę powtarzał imię Chrystusa.
KORNELIA. Obiecaj, że nie wmieszasz się do nich, że nie
wdziejesz zbroi na gwałty świeckie i potępione!
IRYDION. Biedna, ty nie wiesz, co mówisz.
KORNELIA. Nie chcesz?
IRYDION. Ja sam ich powiodę.
KORNELIA. Biada mi!
IRYDION. Czyś nie słyszała od wielu świętych, że bliskie czasy? (przyp.aut.54) Czy nie pamiętasz słów Jedynego, kiedy odchodząc przyrzekł swoim, że powróci i królować będzie? Czyż ulubieniec Jego na dzikiej Patmos (przyp.aut.54) nie powtarzał, że Babilon runie, a sprawiedliwi na gruzach zasiędą?
KORNELIA. Kiedyś, kiedyś, ale nie dzisiaj.
IRYDION. Dziś, siostro, lub nigdy!
KORNELIA. Wiktor wyklął Eugenesa, który tak myślał i mówił.
IRYDION. Rzymianie ukrzyżowali Eudora, który tak myślal- i mówił.
KORNELIA. Pójdź do Biskupa, wyspowiadaj się jemu, zapytaj
się go jak posłuszne dziecię...
IRYDION. Ja dzieckiem tylko być zdołam przy tobie na chwilę
znikomą jak fala, co nie wróci nigdy. Za okręgiem twoich spojrzeń
we krwi ja broczyć będę - trawa nie porośnie, gdzie mój koń przeleci! (przyp.aut.55)
KORNELIA. Bluźnisz!
IRYDION. Nie - ja przeczuwam tryumf Boga twego!
KORNELIA. Czyż On takiego zwycięstwa nauczał? Czyż nie od-
puścił wszystkim? Czyż słabych nie ubłogosławił dla ich słabości?
Czyż niewiniątkom nie obiecał królestwa niebios dlatego, że drobne
i ciche?
IRYDION. Taki był początek - ale dziś, siostro, słabi w siłę
wyrośli, niewiniątka stali się mężami!
KORNELIA. Miłosierdzia, miłosierdzia wołam nad nim, o Pa-
nie! Ty mu nie dasz przepaść w oczach moich. Ach! co ja mówię?
gdzie jestem? Wszak ślubowałam ci, Panie, całe serce moje. Jakże
tu ponuro - pierwszy raz strach umarłych mnie napada - kto tu
jest z nami (Obziera się)
IRYDION. Oprzyj się na mnie!
KORNELIA. Tak, tak, ty się nie odejmiesz mojej potędze. ?aska uwiośni twą duszę. Ja wiem, żem się urodziła, żeby ciebie zbawić!
IRYDION. Ani ty, ani nikt na ziemi nie wydrze z piersi moich
pragnienia, które je rozdziera. Gdyby sam Bóg nie wołał na nas,
gdyby pomoc świętych nam obiecaną nie była, sam jeden jeszcze
bym dzieło rozpoczął.
Ostatni raz może mówię do ciebie. Znasz dzieje matki mojej, ale
ukryte przed tobą wielkie myśli ojca mego. Pij kroplami ze mnie go-
rycz, która mnie pożera. Słuchaj!
KORNELIA. Ty ostatni raz - ty do mnie mówisz?
IRYDION. Słuchaj! (Siada u stóp sarkofagu - ona wyżej opiera
się na tym samym grobie)

W trzynastą rocznicę śmierci Grimhildy on nagle zawołał mnie do siebie z rana. Już od dni kilku bladość złowieszcza kaziła mu lica. "Synu - rzekł - niech zastawią biesiadę w sali Delfickiego Apollina. Ostatni raz dzisiaj położym się u jednego stołu. Bóg matki twojej mnie ściga i nim wejdzie jutrzejsze słońce, opuszczę tę ziemię". Strach mnie ogarnął. Szedłem jego wypełnić rozkazy. On dzień cały strawił ze starcem maurytańskich pustyni. Głosy ich rozchodziły się jak ostatni szczęk dogorywającej bitwy - stało się cicho - wyszli
oba i stąpali ku sali festynów!
KORNELIA. Dreszcz, jak łuska gadu, przesuwa się po mnie!
IRYDION. Siostrę moją przycisnął do łona i odpychał potem
z wolna, i rzekł: "Co brat ci rozkaże, czynić będziesz dla miłości mojej".
Do płaczącej słowa już więcej nie przemówił, ale kilka kropel
wina rozlał w ofierze i legł, i mirtami uwieńczonym pucharem pil
zdrowie wielkich mężów. Wyzwoleniec czytał mu Fedona (przyp.aut.56) - stu niewolnikom wejść kazał i darował im wolność, a kiedy mu dzięko-
wali: "Jako wasze pęta skruszyłem, pamiętajcie drugim, o ile wam
sił stanie, zrywać łańcuchy. Czyńcie kiedyś, co wam mój syn powie".
I wstał pogodny jak wieczór, co z wolna nocą się obwija, a jeszcze
purpury słońca nie zatracił! (Chwila milczenia)
Wtedy w najdalszej komnacie pałacu zaczęła się ta noc ostatnia,
w której zawiązały się losy moje. Wokoło nas jaśniały płomienie
trójnogów - Masynissa rzucał w nie kadzidła - głowa Amfilocha
leżała na łonie przyjaciela i stopniami schodziło z niej życie - ale
powaga zawsze była jedna, niezachwiana. Żal przerwanych zamy-
słów w głębi ducha leżał spętany. Boleść nadaremno się wysilała.
Jedynym jej znakiem była wzgarda na ustach - on umierał tak, jak
żyją bogi!
KORNELIA. Widzę, widzę go - ale gdzie anioł stróż jego
w tej chwili?
IRYDION. W tej chwili on tworzył przyszłość, której niegdyś pragnął dla siebie, którą teraz mnie zapisywał. "Nie uchylisz czoła, nie stracisz wiary w złej godzinie - w dobrej nie przebaczysz, nie zaprzestaniesz, ale przejdziesz po zwłokach, zrzuconego, by stojących obalać. Nie miej smutku ani słabości - bo jako księżyc na niebie, tak dzieje narodów na ziemi wzrastają, by maleć. Dziś Roma u stóp widnokręgu, blisko nizin śmierci". - Tak nauczał, a z milczenia nocy stopniami budziło się życie - a co chwila bóg mściciel bardziej ciężał nad nim!
Wreszcie przysiągłem przed jego świętym obliczem. On dłoń
trzymał na czole moim - przysiągłem rozkoszy nie mieć - przywiązania
nie znać - litości nie słuchać - ale żyć, by niszczyć, dopóki
duch mój się z ojca duchem nie połączy.
KORNELIA. Przebacz mu, Panie, on nie wie, co mówi!
IRYDION. Masynissa krew dymiącą wylał z czary na głowę
moją i na rękę jego - i pierwszy promień zorzy błysnął na łożu
umierającego. "Hellado moja!" - zawołał głosem miłości i spojrzał
jak tryumfator, ubóstwiony zwycięstwem! W tym natchnieniu ustało
jego ziemskie życie. Kornelio! zemsta dobrem moim - w zemście
żyć muszę i skonać!
KORNELIA. Na kim ty ją chcesz wywrzeć? Hieronimie, kto
jemu, tobie kto przewinił?
IRYDION. Ci, którzy was przymusili błądzić, skąd uciekają żyjacy po złożeniu umarłych! Ci, którzy Boga twojego zelżyli razy tysiąc i, co było w sercach ludzi boskim, zdeptali na ziemi! Czy ty nie wiesz przeszłości? Ttumaczyć ci ją będę jak Chrystus, wracając z Emaus, pismo nieświadomym. Stało się pod wieczór światu - zwiędły kwiaty poranku, zgasły ognie młodości na egejskich wybrzeżach. Raz jeszcze na Północy ozwał się głos wolnych - potem wszystko ucichło - wtedy powstał człowiek, który rzekł: "Dawne chwały przywrócę, a zniszczę tych, co wszystko zniszczyli!" Czy ty go potępisz, córo chrześcijan? On chciał, by cierpiący odrzucił więzy - by ślepy w niewoli przejrzał i poznał progi ojczyste - by głuchy i niemy przemówił rodzinną mową. Czyż on nie zwiastował powtórnego przyjścia Boga twego? Jan, niegdyś samotny, bezbronny, wołał na pustyni, że nadchodzi Syn człowieka, ale Ten, który umęczon będzie. Ojciec mój poprzedził Tego, który zwycięży - Tego, co królować będzie - Tego, o którym zwątpiłaś!
KORNELIA. Ja?
IRYDION. (Chwytając ją za ramię) Boś sądziła, że On tę ziemię
zostawi na łup Rzymianom - ty myślałaś, że On krwi waszej niesyty
będzie!
KORNELIA. Zgubiony - ach! Panie! A jednak ogień wiekuisty,
ogień cherubów w oczach mu jaśnieje!
IRYDION. Uwierz! Ty się nie domyślasz, co mnie czeka jutro.
Uwierz - ja wodzem ludu twego. Uwierz, a Jowisz "z Kapitelu runie, by nie powstać więcej. (Słychać kroki) To Wiktor, to niewierny!
Zostań! Ja wrócę za chwilę. (Wchodzi w ciemne przejście)
KORNELIA. (Przyklęka) Serce biedne, nie moje, nieznane serce,
ty, co bijesz tak rozdzierająco, módl się do Chrystusa. Panie - Panie, odpowiedz słudze Twojej!
Od krzyża nigdym oczu nie spuściła ku śmiertelnym twarzom -
a teraz, o Panie, dwoje oczu utkwiło mi w pamięci - jego oczy -
jego. Panie! I jako prorok, i jako święty, i jako archanioł on staje przede mną
i mówi, a ja go słucham. Panie! - i chciałabym skonać. (Głową zniża
między ręce)
Zmiłuj się nade mną!
WIKTOR. (Wchodzi z orszakiem) "Ile razy zbierzecie się w
imieniu moim, będę z wami". Czemu nie usłuchałaś słów tych dzisiaj?
Ciebie i Symeona z Koryntu, i innych wielu nie dojrzało oko
moje. Córko, zostaw ścieżki samotne nieprawym i odwróć się od
nich, kiedy za grobami schyleni, naradzają się chytrze.
KORNELIA. Ojcze!
WIKTOR. Czy przynajmniej modliłaś się tutaj w uczestnictwie
nas wszystkich?
KORNELIA. Modlę się, ojcze.
WIKTOR. Czy sama tu byłaś?
KORNELIA. Ojcze! sama jestem.
WIKTOR. Drżysz jak światło gasnące - co tobie się stało, Metello?
KORNELIA. Szukam Boga, Pana mego, i znaleźć Go nie mogę.
WIKTOR. Największym świętym przydarzały się chwile niepew-
ności. Znać wtedy, że nieprzyjaciel w pobliżu. Módl się więc i czu-
waj, bo duch skory, ale ciało słabe. (Wychodzi)
KORNELIA. Ojcze!
WIKTOR. (Odwracając się) Co, dziecię moje?
KORNELIA. Czy już bliski poranek?
WIKTOR. Dopiero noc się zaczęła.
KORNELIA. A dzień sądu czy bliski, ojcze?
WIKTOR. W każdej chwili Syn człowieka może nas powołać
przed swoje oblicze. Czy ty co przeczuwasz?
KORNELIA. Nie - tylko słabo mi bardzo - tylko wiedzieć
chciałam.
WIKTOR. Dziś jeszcze w Eloimie ofiarę świętą odprawię za
ciebie. Schorzała dusza twoja i ciało zmęczone pokutami - wstań,
nie trwóż się, idź zasnąć, córko! (Wychodzi)
KORNELIA. Czemu nie zatrzymałam biskupa! (Irydion wchodzi) Słyszę stopy lekkie, stopy kusiciela. (Odwraca się) Ach! piękny,
piękny jak anioł! Wiktorze, Wiktorze!
IRYDION. Nie usłyszy ciebie.
KORNELIA. (Obejmując sarkofag ramionami) Popioły świętych, strzeżcie mnie tej nocy!
IRYDION. Czego się lękasz?
KORNELIA. Czy nie widzisz, jak ciemno, czy nie czujesz zimna - tak jak gdyby wszyscy umarli, a nas dwoje tylko zostało potępionych dwoje? - Oni, reszta, wszyscy w niebiesiech!
IRYDION. Godzina, którą ci opowiedziałem, za twarda na serce
twoje!
KORNELIA. Mylisz się. Wzdychałam do palmy męczeńskiej,
a miałabym drżeć przed zwycięstwem Pana mojego! Nie -- nie -
tylko coś rozprzęgło się w duszy mojej - coś mi w głowie się usuwa,
coś w sercu pęka, Hieronimie.
IRYDION. Niewiasta czynów nie potrzebuje, jedną cichą modli-
twą zbawiona być może. Jeśli się nie poczuwa do mocy, niechaj idzie
precz ode mnie. Tu rozdzielą się drogi nasze - będziesz spokojna
jak wprzódy - obaczym się kiedyś, ale nie na ziemi.
KORNELIA. Prawdę wyrzekłeś - stopy, unieście duszę daleko,
daleko! (Usiłuje powstać - Irydion rękę jej podaje) Ach! przybiłeś
mnie na nowo - nie mogę.
IRYDION. Biedna!
KORNELIA. Coś nieśmiertelnego opasało mnie, niewidzialnych
ramion dwoje!
IRYDION. Ostatni raz mówię ci: Uciekaj!
KORNELIA. Nie. Dopókiś w błędzie śmiertelnym nie wyzionął
ducha, dopótyś bratem moim w obliczu Ojca niebieskiego.
IRYDION. Świadczę się wami, kości umarłych, i tobą, matko
ziemio - chciałem ją, ją jedną ocalić! (Przechadza się po ciemnicy)
Tak ojciec mój niegdyś zabił duszę niewinną kapłanki. Siła dzikiego Fatum zewsząd mnie opasuje. (Zbliża się do niej) Kornelio, Kornelio!
KORNELIA. Modlę się za ciebie - klęknij tu przy mnie - zbądź pychy, powtarzaj słowa moje...
IRYDION. Jutro, pojutrze, zacznie się moja modlitwa - głośna, siostro, wśród jęków nieprzyjaciół!
G?OS. (W pobliżu) Hieronimie, do broni!
IRYDION. Przybywam.
KORNELIA. To on - to Symeon!
IRYDION. A tam dalej tysiąc-podobnych jemu drży z niecierpli-
wości i czekają na mnie. (Zrywa jej welon) Pryśnij, obsłono duszy
mojej! {Porywa ją w objęcia) Usta, zostawcie na tym bladym czole
obietnicę lepszego losu!
KORNELIA. Ach! wraz z tobą na wieki potępiona jestem!
(Mdleje)
G?OS. Śpieszaj, śpieszaj!
IRYDION. (Biorąc hełm i oręż, potem wraca i nachyla się nad
nią) Nie - ty nie umarłaś! (Przyciska ją do piersi)
Obudź się natwardym pancerzu męża, obudź się, Kornelio! Masynisso!
bądź miprzeklęty, jeśli jej zguby nie odkupisz mi zwycięstwem!
KORNELIA. Kto wola?
IRYDION. Ten, o którym powiedziano, że przyjdzie i pokona
dumnych!
KORNELIA. Widzę nareszcie - widzę Ciebie. Ty raczyłeś do-
tknąć się oblubienicy Twojej. Długo czekałam...
IRYDION. Podnieś głowę - rozedrzyj wzrokiem te sklepienia.
Tam wybrani śpiewają hymn tryumfu. Zmartwychwstań!
KORNELIA. O Panie! chwała bitew naokoło twarzy Twojej -
płoniesz cały blaskami żelaza. Panie, gdzie rany Twoje? Niech je
obleję łzami!
IRYDION. (Podnosi ją) Jutro, niewiasto, spełnią się przepowie-
dnie o królestwie Krzyża.
KORNELIA. O, nie rozpraszaj się wśród ciemności! Oni mówi-
li, że przyjdziesz, a teraz Ty mnie'nie weźmiesz z sobą! Ty zapom-
nisz o służebnicy Twojej!
IRYDION. Biedna! - powstań - nie płacz - nie rozpaczaj!
KORNELIA. Daj mi zaginąć w chwale Twojej! - ja już umar-
łam, o Panie!
IRYDION. (Porywa ją z ziemi) Dni kilka jeszcze, niewiasto.
Tymczasem wołaj na braci swoich: "Do broni, do broni!" (Odchodzi)
KORNELIA. Słyszycie ostatnie słowa Jego? On zstąpił drugi raz
na ziemię i tą rażą miecz w Jego prawicy połyska. Do broni! kości
umarłych, żyjący kapłanie, ludu boży, odpowiedzcie! On tak kazat.
Za mną! Do broni, do broni! (Ucieka)
Inna strona katakumb - Symeon z Koryntu - obok krucyfiki
księga i trupia głowa.
SYMEON. W dniu jednym świat posiąść, nie ten nędzny, kędy
błyszczy ztoto i stęka żelazo, ale ten ogromny, ten świat dusz wszyst-
kich, i panować im w imieniu Twoim, o Boże! Ach! gdyby morze
jasności, ta myśl przede mną rozciągnięta - ku niej płynę W poto-
kach cierpienia i poniżenia, coraz olbrzymiej rozpychając zasępione
fale. O Chrystusie! podbiję Ci wszystko, co zowie się ciałem. Tam
w dole będą pustynie, skały, miasta; stamtąd szumią wołania królów
i kupców, a duch mój, odbicie Twego na ziemi, zawieszony w górze,
jednością potęgi ich ściska - każe4m milczeć lub modlić się - drżeć
lub radować się - myśleć lub zasnąć!
IRYDION. (Wchodząc) Witam cię, synu Hellady, po dwakroć
bracie mój!
SYMEON. Wreszcie nadeszleś!
IRYDION. Czas jeszcze.
SYMEON. Czy widziałeś Wiktora?
IRYDION. To dziecię stare, które panuje nad nami. W nim sło-
dycz jest słabością, a słabość - staje się uporem.
SYMEON. Zaprawdę ci mówię, że trzoda nie puści się na nie-
znane pole bez błogosławieństwa pasterza.
IRYDION. Zwlekajmy do ostatniej chwili - wtedy nagle oto-
czym go rozpacznymi prośby. Nie przygotowanego strachu ogarnie
lub duch boży oświeci! .
SYMEON. Do stóp mu się rzucę - iskra, co pryśnie od mojego
serca, duszę mu rozerwie.
IRYDION. Śpi u niego głęboko dusza - twarz wyschła mu od
cnoty - zresztą idźmy zawsze naprzód, nie oglądajmy się nigdy -
w tym nasze zbawienie.
SYMEON. Stanie się, jak mówisz. Czy słyszysz te pomieszane
głosy? Gromadzą się, jak im przykazałem, na pograniczu świętych
grobów, na szerokich cmentarzach starych pogan.
IRYDION. Ukrzyżowanego, nie zemszczonego weź w ręce i nieś
przed ich oblicza!
SYMEON. (Porywając za krucyfiks) O, jakżem był niegdyś ma-
łoduszny i ślepy! Wierzyłem, że niesprawiedliwość znosić trzeba, by
docierpieć się nieba. (Podnosi czaszkę) Patrz na te zapadłe skro-
nie - w tych załomach jaśniało niegdyś życie życia mego!Biskup
miał złączyć ręce nasze. Dnia jednego nie dostawało, lecz nocą
wpadł centurion i porwał niewinną do cyrku Flawiana. Spod paszczy
tygrysa to mi tylko zostało! I jeszcze długo potem walczyłem z żądzą
odporu, jakby z szatanem - a to był duch żywy, święty, co owładał
mną stopniami! (Kładzie czaszkę) Spoczywaj, nieboga! wkrótce
z martwych ty powstaniesz dla mnie!
IRYDION. Zemsta więc - i naprzód tam, gdzie brzęczą pszczoły (Wychodzą)

Przestronne lochy Cenotafty(przyp.aut.57) po ścianach. Mogiły rozsypane tu i ówdzie. Zgromadzenie chrześcijan przy pochodniach.

CHÓR MŁODZIEŃCÓW. Nieszczęśliwy ten, co urodzeń z niewiasty.
Dni jego błahe i znikome - od krzyża ramion odwiązać,
od cierniów skroni odchylić nie zdoła. Ciemności siostrami jego
i grobem!
CHÓR STARCÓW. Święty, Święty, Święty, słuszne sądy Twoje!
Ty przez męki ojców wynosisz przyszłe pokolenia. Na stosach kości naszych zieloność wiosny i szkarłat potęgi rozwiedziesz synom naszym.
CHÓR M?ODZIE?CÓW. Zeszlij nam pecieszyciela - niech
on stanie na wysokościach, niech on karki wyniosłym stopom swoim
podścielę w równiny. (Wchodzą Symeon i Irydion) Witajcie!
SYMEON. W imieniu Ojca, Syna i Ducha, nadzieja niechaj będzie z wami.
CHÓR STARCÓW. Symeonie, Symeonie! dlaczego ten, co idzie
za tobą, co niedawno jeszcze nosił szatę katechumena, dziś przywdział zbroję? Naucz go i oświeć, by puklerzem była mu skrucha,
a szczera modlitwa jedynym orężem.
SYMEON. (Do Irydiona) Wstąp na mogiłę. - odpowiadaj za
siebie. Ja tymczasem wezwę jeszcze ducha - chwil kilka jeszcze,
a stanę się w duchu.
IRYDION. Kto się pyta, niechaj własnej mądrości nie ufa, ale
niech spojrzy wokoło i przypomni sobie przepowiedziane dnie klęski, mające zawisnąć nad ziemią!
Czasy milczenia kończą się dzisiaj, bo przebrały się męki sprawiedliwych
- w grobach już miejsca nie znaleźć! Koście umarłych
gwałtem nas wypychają ku słodkim błękitom.
Kto leżał w prochu, niechaj powstaje - kto się weselił nad naszymi głowy, niechaj zadrży - bo przepaście wejdą w górę, a wzgórza zapadną w otchłanie!
CHÓR MŁODZIEŃCÓW. Synu obietnicy, pokój Pana niechaj
będzie z tobą!
IRYDION. Pioruny gorejące Pana niechaj będą ze mną i z
wami! Z krzywd waszych stało się moje natchnienie - w łasce Jedynego, Potrójnego, wszczęła się otucha moja - a waszą wolą moja
posetniona siła niechaj wre i woła o pomstę do Boga!
Słuchajcie mnie. Miasto rozdzieliło się tej nocy. Syn wszeteczeństwa
zachwiał się na tronie. Pretorianie odwrócili serca od niego.
Lud jak morze, niepewne, któremu wiatru się podda, dotąd kołysze
się i milczy - ale wnet nań spadną ciężkie wichrów skrzydła, runą
weń grady pomieszanych chęci. Patrzcie! widome ciemności gromadzą
się nad stolicą, która morduje proroków i świętych. W całej Azji
powstają legiony. Nad Renem burzą się Allemany. Cezar i Aleksander
zabierają się do ostatniej rozprawy. Ten wzywa Mitrę, tamten
Statora - a któren zwycięży - zwycięży z przekleństwem
Chrystusowi na ustach!
Oto znak wam dany, hasło obiecane. Patrzcie, a ujrzycie -
chciejcie, a będziecie wolnymi!
CHÓR STARCÓW. Kto ci dał władzę i na czole twoim wyrył
słowo boże? Gdzie Wiktor, ojciec wiernych, pasterz namaszczony?
Czy on powie o tobie: ."On jest ten, którego Pan wzbudził?"
SYMEON. (Wstępując na drugą mogile) Ja mu świadczę! (Wznosi krzyż)
Płyńcie, łzy moje, roztwórzcie się, rany piersi moich! Oto
Pan nad wszystkie pychy, Bóg i zwycięzca przybity do progów śmiertelnych!
Wy, którzy nie macie serca, stójcie na miejscu jak głazy porzucone na ścieżce - ja nie dla was mówię. Wy, co nie pragniecie,
by Hierozolima wyszła z toni czasów, starzejcie się i milczcie - ja
nie do was mówię!
Tych tylko wzywam, dla których On hańbę znosił, pośmiewisko
wytrzymał, aż słońce od mąk Jego przesłoniło się nocą! Od nocy tej
straszliwej kto się upomniał o obelgi Syna człowieka? Nikt Go nie
odział, nikt nie, napoił. Wszystkie narody ziemi jedne po drugich
ukrzyżowały Go na nowo!
CHÓR MŁODZIEŃCÓW. Przekleństwo czcicielom Molocha!
IRYDION. Nie wypuszczajcie chwili, która nadlatuje. Nie patrzcie
na nią jak na skrzydła, co mijają i giną w oddali, jak na błyskawicę,
co błyśnie i zamrze w błyśnięciu! Ale wszyscy razem, zgodnie,
wyciągnijcie ramiona - objąć ją, przycisnąć do serc waszych, o bracia! - z niej, drobnej dzisiaj, z niej, co nie powróci nigdy, wydobyć
iskrę życia - bo zaprawdę wam ogłaszam, że w niej długie wieki
drzemią. Jeśli je obudzicie, staną się waszymi!
CHÓR STARCÓW. Ogień modlitwy gaśnie w łonie naszym
mgła tajemnicza zasuwa się nad nami - Panie, od pokus zwodziciela
wybaw nas, Panie!
IRYDION. To słabość - przez kajdany ojców waszych, odrzućcie ją
- przez stosy Nerona, odrzućcie ją - przez ofiary cyrku
zaklinam was, bądźcie silnymi!
CHÓR M?ODZIE?CÓW. Głos twój, jak dźwięk trąby grzmiącej,
pędzi nas ku płaszczyznom ziemi - ale drżą nam piersi, włosy
powstają na głowie! O Symeonie z Koryntu, odezwij się - mów,
czy nie widzisz czego?
SYMEON. Widzę wzrokiem Jana, który przed laty patrzał na
Hierozolimę wybranych. On w grobie śpi Wśród nachylonych aniołów
i powstanie dzisiaj lub jutro - wtedy się usunę - a teraz ja
prorokuję, ja wołam!
CHÓR. Ścisnęły się marszczki czoła jego. Krzyż czarny drży mu
w dłoniach jak gałąź wśród wichrów!
SYMEON. Duch mnie ogarnął, unosi. Stąpam na zwaliskach
miasta. Bożyszcza przewrócone jak kawały darni - orły złote bez
dziobów, bez skrzydeł, na garściach potrzaskanej broni - purpury,
jak płótna na łące, obwite niciami pajęczyn - łuny igrają po trupach. Rozpuszczone warkocze dziewic, długie szaty konsulów, cezarów
porwane wozy znikają w oddali. (Pada na kolana) O Boże umęczony,
natchnij ich dusze, jakeś moją natchnął, i ogień pożerający
bitew roznieć w ich dłoniach! (Wstaje)
Modlitw waszych spienione fale dopłynęły do niebios. Dusze zabitych
złością synów ludzkich stanęły u ołtarza, co wiekuiście pali
się na podnóżach tronu. I ujrzałem Tego, który panuje na tronie -
przeliczył je wszystkie, a liczba ich dopełniona i zawarta księga świadectwa i śmierci. Głos zagrzmiał: "Odtąd mi świadczyć będziecie życiem i zwycięstwem!"
CHÓR. (Przyklękają wszyscy) Chrystusie, Chrystusie, wrą nam
serca, bo zmartwychwstać chcemy! Nie opuszczaj nas w chwili niepewności!
Daj nam objawienie sądów Twoich!
IRYDION. Czy się jeszcze pytacie, ludzie małej wiary? Oto Pan
wasz kona - oto jeszcze rozwarte usta i ostatnie wołanie: "Czemu
opuściłeś mnie, Ojcze!" Bracia, czy my Go jeszcze i dzisiaj opuścim?
CHÓR. Nie - Nie!
IRYDION. Ha! (Odwraca się)
SYMEON. Bledniejesz?
IRYDION. Tam, gdzie zakręcają się sklepienia, tam na samej
granicy świateł i ciemności.
JEDEN Z CHÓRU. Ktoś nas podchodzi lekkimi stopy.
(Wbiega Metella)
SYMEON. Witaj, dziewico, poślubiona wiekuistej Miłości.
CHÓR. Skąd do nas idziesz tak późno, z rozpuszczonym włosem?
(Metella zatrzymuje się przy mogile Irydiona)
Dość niezręczne wyrażenie, które może sugerować istnienie grobu Irydiona.
Chodzi tu o mogiłę, na której stojąc przemawiał Irydion jakby z podwyższenia.
SYMEON. (Do Irydiona) Przemawiaj dalej!
IRYDION. (Obracając się do Kornelii) Czy mnie poznajesz, czy
moje słowa pamiętasz?
JEDEN Z T?UMU. Słyszeliście ten krzyk świętej?
DRUDZY. Straszno, straszno stało się o tej godzinie sercom naszym.
INNY. Milczenie, teraz ona mówić zaczyna!
KORNELIA. Objawiłeś się i wyrzekłeś straszne słowo. Odtąd
biegnę i wołam - dni i noce mijają, ja biegnę i wołam -- (Odwraca-
jąc się do ludu)
Do broni, do broni!
IRYDION. Przez ciebie, Masynisso, zwyciężam! (Do ludu) Du-
sza niewiasty prędzej od was wszystkich zrozumiała tajemnice niebios.
Zmyjcie hańbę waszą w krwi bałwochwalców! (Kładzie dłonie
na włosach Kornelii)
Stan się żywym głosem chwały przyobiecanej!
Rozedrzyj zasłonę czasów przed oczyma ludu!
KORNELIA. W gromy zbrojnego widziałam. Szedł zdobywając.
by zdobywać dalej - i nieśmiertelną stałam się w obliczu Jego!
CHÓR STARCÓW. Czyś miała widzenie i dotąd spoglądasz na
jego mdlejące ostatki? Odpowiedz nam, odpowiedz!
KORNELIA. W gromy zbrojnego widzę. Idzie i zdobywa. Nic
mu się nie oprze. Strzała Jego cięciwy ziemię odmierzy w przelocie.
Strachem otoczył się jak zwojami królewskiego płaszcza i śmierć blada posuwa się za Nim! (Ucieka)
JEDEN Z CHÓRU. Wśród głów i pochodni jej włosy podskakują
i toną jak fala.
CHÓR. Gdzie lecisz?
KORNELIA. Gdzie światło nie dojdzie, niech mój głos doleci:
do broni!
WSZYSCY. Do broni - do broni!
GŁOS KORNELII. Rozstąpcie się, ciemności - martwe skały,
zadrżyjcie na świadectwo Panu!
SYMEON. Zniknęła, porwana natchnieniem. Teraz słuchajcie
brata mojego, zważajcie na słowa młodzieńca!
IRYDION. Kto przyjdzie do pałacu Amfilocha, kto wymówi,
stanąwszy na progu: "Sygurd, syn Grimhildy", ten dostanie miecz
pocisk i szyszak miedziany. Pamiętajcie: "Sygurd, syn Grimhildy".
PIERWSZY BARBARZYNIEC Niegdyś w Ćhersonezie słynękapłanka.
DRUGI. Imię to ojcowie nasi powtarzali z drżeniem.
TRZECI. W borach saksońskich przybyli bracia od morza północnego
śpiewali o niej żałobne wspomnienia.
IRYDION. To matka moja, a wy bracia moi! (Schodzi i staje
wśród nich)
Dajcie ręce wasze - ż błędów wyszliśmy, ale błędy
ojców ogniwami synom. Dziś w imieniu Chrystusa bądźcie mi wiernymi.
CHÓR BARBARZY?CÓW. Synu Grimhildy, synu ziemi srebrnej,
od wolnych ludzi wolne przyrzeczenie i wiara niezłomna!
Błękitnooki, długowłosy nie zdradzi ciebie. Ślubujem tobie ciało nasze,
jakeśmy dusze poślubili nowemu Bogu!
IRYDION. Wnuk króla mężów dziękuje braciom swoim.
CHÓR BARBARZY?CÓW. Przed laty Herman (przyp.aut.58) zaczął walkę
z południowym Słońcem. Święte kości jego spoczywają w czarnych
Irminsulu gajach - naprzód, naprzód! Tameśmy, nim duch bezdrożów ujął nas za ramię i wygnał na obszary świata, słyszeli pieśni
zwiastujące zgon strasznego Rzymu - naprzód, naprzód! Ty będziesz Hermanem - pod wodzą twoją zdradzieckich Italów zburzymy pałace!
(Słychać podziemne huki)
SYMEON. Czemu odzywasz się, ziemio, matko ciał umarłych,
a nie żyjącego ducha?
IRYDION. Wyrok zapada nad miastem.
CHÓR STARCÓW. Symeonie, Symeonie! czy poznajesz gniewu
Pańskiego straszliwe odgłosy?
SYMEON. Zaprawdę, gniew Pański wam ogłaszam i błogosławię jemu!
Patrzcie, podniósł się Wszechmocny i otchłań woła o miłosierdzie do Niego! Patrzcie, dreszcz bieży po skałach, zrywają się."
wichry jak syczące węże - Hosanna - Hosanna! mogiły bałwochwalców
pękają na dwoje. Dzień zemsty zstępuje wśród burzy!
CHÓR MŁODZIEŃCÓW. Hieronimie, dotrzymaj obietnicy!
Wola Jedynego objawia się nam.
IRYDION. Skarby moje waszymi. Krew moja waszą do ostatniej kropli - przysięgnijcie tylko krzyż ten zatknąć na szczytach Kapitelu.
CHÓR STARCÓW. Biada wam - biada!
CHÓR M?ODZIE?CÓW. W imieniu Chrystusa przysięgamy.
IRYDION. I wprzódy nie odpoczniecie, nie pomodlicie się Jemu
ani ciało Jego pożywać będziecie!
CHÓR. Nie - nie - nie!
CHÓR STARCÓW. Uciekajcie, bezbożni - łamią się filary -
ziemia się rozstępuje.
IRYDION. Pod nami! tak Rzym padać będzie.
INNI. Strzeżcie waszych pochodni
SYMEON. Idźcie za mną. Ten, którego niosę, na rozhuzda-
nych falach stąpał bezpiecznie.
INNI. Ognia - ognia!
CHÓR BARBARZY?CÓW. Rwijmy się za pasy z tłumem.
Syny lodów nie zginą tu martwe wśród podrzutów siarczystej, niecierpiahej ziemi!
INNI. W tył - nazad! Tu ognie buchnęły!
IRYDION. W tę stronę, ku naszym cmentarzom ku Eloimowi!
Ach, trwoga pomieszała rozumy wasze!
SYMEON. Odparła mnie opoka i jednym rzutem runąłem do
stóp twoich.
IRYDION. Oprzyj się na mnie - ten głaz dotąd nie zadrżał ni
razu.
SYMEON. Gdzie ci, którzy szli za mną?
IRYDION. Zniknęli. Nocy takiej nie widziałem nigdy - z tysiąca
pochodni ledwo gdzie jeszcze tli się gwiazda jaka.
SYMEON. Zgasła ta, na którąś patrzał. Ach! i tamta, i tamta!
POMIESZANE G?OSY. Odpuść nam winy nasze - w godzinę
śmierci błagamy cię, Panie!
SYMEON. Wyciągnij ramię - zawieś pochodnię nad tym morzem cieniów.
IRYDION. Daremno.
SYMEON. Słyszałeś łoskot, co przydusił głos starców?
IRYDION. Tam odzywają się żyjący do mnie!
SYMEON. Ale ci, którzy Pana tu błagali przed chwilą?
IRYDION. Pan już o nich pamięta teraz - do mnie, do mnie!
CHÓR BARBARZY?CÓW. Błądziliśmy na przemian w ciemnościach
i w ogniu - zewsząd odegnały nas pioruny, ale serca nasze
biją tak zimno, jak biły przed burzą!
IRYDION. Przytknijcie wasze pochodnie! Ja was wyprowadzę.
Ja pamiętam drogę.
SYMEON. Ot, głuche gwary się ozwały. To bracia nasi, co się
przedarli ku Eloimowi - za nimi!
GŁOS. (W oddaleniu) Pal się, ziemio, na dzień ostatni świata!
IRYDION. Słyszeliście?
CHÓR. Nie traćmy czasu - naprzód!
IRYDION. Uciekajcie!
GŁOS. (Bliżej) Do broni, do broni!
CHÓR. To ojciec złudzeń, który cię woła na zgubę twoją!
IRYDION. To ona!
SYMEON. Nie puszczę ciebie.
IRYDION. (Odpychając go) A kto ich wywiedzie, jeśli ja nie
wrócę? (Idzie naprzód) Ojcze! wzywam ciebie - niech się płomienie
Erebu ukorzą przede mną!
G?OS. (W pobliżu) I wieniec mój będzie z gwiazd nieśmiertelnych
przy boku Twoim.
IRYDION. Chrystusie, Boże jej niebios, ocal nieszczęśliwą!
(Rozwidnia się - ognie spod ziemi buchają, wśród nich Kornelia)
CHÓR BARBARZY?CÓW. Zajaśniał hełm nieustraszonego!
I utonął w ciemnościach!
SYMEON. Hieronimie!
CHÓR. Sygurdzie -Sygurdzie!
GŁOS IRYDIONA. Śpieszę do was - (Wraca trzymając Kornelię w objęciach) Odwróćcie twarze - na dół schylcie pochodnie - tędy, tędy, za mną!
CHÓR. (W oddaleniu) Zbaw nas, o Synu człowieka, a trzykroć
tak zniszczony, trzykroć tak spalony Rzym będzie, wróg ludzi świętych
Południa i ludzi wolnych Północy!
GŁOS. (Wśród ciemności) Śpijcie, wichry, z popiołami starych
czcicieli.
(Nadchodzą słupy ognia, wśród nich Masynissa)
CHÓR PODZIEMNYCH G?OSÓW. Patrz! staliśmy się jak
lampy cichej świątyni, o my gorejący, o my nieszczęśliwi, ofiary mak
tylu, od wieków tylu!
MASYNISSA. Przyjdzie chwila, w której cala ziemia na pastwę
oddana wam będzie - ale na dzisiaj tu koniec drogi waszej - nie
pójdziecie dalej!
CHÓR. Zwycięstwo! Do czasu, do czasu tylko żyjem rozpaczą
i nocą. I zapytają się duchy niebieskie; "Gdzie ziemia, siostra na-
sza?", i zapyta się Ten, który ją zbawił: "Gdzie oblubienica moja?",
a my wytrząśniem pod ich gwiazdy jej umarłe popioły!
MASYNISSA. Z wolna, z cicha,,dzieci moje! ta chwila w nie-
śmiertelności waszej, ale tysiąc tysięcy ludzkich pokoleń od niej
przegradza was jeszcze!
Wprzódy muszą siły swoje styrać - każdą wiarę krwią popierać
i ogłosić ją fałszem - każde zaprzeczenie błotem zarzucić i ubóstwić
je wreszcie! - aż doważy się szala ich mierności i dumy, aż siwizna
głupstwem się stanie, a siła szaleństwem!
CHÓR. I zginą!
MASYNISSA. Myśl ich osiądziem - w niej światy tworzyć będziem
coraz dalsze od prawdy - tak iskrę, którą wzięli z górnych
przestrzeni, zamęczym w ich duszach. Uwieńczym ich skronie ognikami wiedzy. Znikome berła powierzym ich dłoniom. Wyniesieni
ich na samodzierżców ziemi!
CHÓR. I zginą!
MASYNISSA. (Przechadzając się wśród ogniów) Wiaro, nadziejo,
miłości! Trójco, która miałaś trwać na wieki, rozerwałem cię dzisiaj w sercach dzieci najukochańszych błogosławieństwa Twego!
Nie - Ty nimi nie zaludnisz spustoszałych przestrzeni, kędy wrzały
niegdyś roje szczęśliwych i pięknych. Ty już nigdy takich nie dostaniesz synów! Sama zgasiłaś słońca, które były chwałą Twoją!
CHÓR. Niechaj trony nasze wiecznie sterczą próżne i martwe -
niechaj pieśni pochwalne u ich stóp konają!
MASYNISSA. Tej nocy naszych następców poczęła się zguba.
Jako my niegdyś, tak i oni odpadną od Niego!
CHÓR. I przyjdą jeść chleb nasz i mieszkać w ciemnym domu
naszym!
MASYNISSA. Wrogu! Ty wiesz, że ich duch obłąkany od pierwszej wiosny ziemi! Odtąd dnia nie będzie, żeby się nie kłócili o przymioty i imiona Twoje!
W imieniu Twoim będą zabijać i palić - w imieniu Twoim gnić
i milczeć - w imieniu Twoim uciskać - w imieniu Twoim powstawać i burzyć!
Ukrzyżowan będziesz zarówno w ich mądrości i niewiadomstwie,
w ich rachubach i szałach, zarówno w sennej pokorze ich modlitw
i w bluźnierstwach ich dumy!
Na szczytach niebios ten .puchar goryczy pić będziesz, dopóki ich
nie przeklniesz na wieki. Na szczytach niebios, wśród potęg Twoich,
doznasz, co to piekło nasze!
CHÓR. Chwała nam i temu, co dotąd jaśnieje w ogniu odrzucenia,
jak pałał niegdyś tęczami siły! Chwała nam - chwała nam!
MASYNISSA. On skazę piorunów zakrył dłonią na czole. Na
dnie przepaści on myśl krzepi na dzień ostatni świata! Chwała jemu.
A teraz owiońcie mnie, ciemności - teraz w milczeniu skonajcie,
bracia moi!
Mowa o Lucyferze, który za bunt podniesiony przeciw Bogu strącony został
z niebios wraz z innymi zbuntowanymi aniołami.