+ Pokaż spis treści

Irydion, część I

Biblioteka
[-]

Irydion, część I


Sala w pałacu Irydiona w Rzymie. Z obu stron rzędy kolumn, ginące w głębi - pośrodku fontanna i kadzidła palące się w trójnogach - Irydion pod posągiem ojca swego - niewolnik! zapalają światła w lampach z alabastru.


PIERWSZY NIEWOLNIK. "Syn Amfilocha oparł głowę o nogi
umarłego.
DRUGI NIEWOLNIK. O zimne stopy z marmuru i zasnął.
TRZECI NIEWOLNIK. A tymczasem w gineceum (przyp.aut.13)siostra jego,
pani nasza, mdleje i płacze.
CZWARTY NIEWOLNIK. Przez Polluksa?! słyszałem z ust pe-
wnych, że porwą ją dziś wieczorem Murzyny Heliogabala.(przyp.aut.14)
PIERWSZY NIEWOLNIK. Pokój jemu - wychodźmy, bracia,
wychodźmy. (Przechodzą)
IRYDION. Przesunęli się jak cienie, szanując spokój ducha mo-
jego. O ojcze, dla nich i dla wszystkich dotąd we śnie leżę - ty je-
den wiesz, że ja czuwam. (Wstaje i idzie do tarczy brązowej, na któ-
rej puginał zawieszony)Zmierzch zapada - godzina już bliska.
Oni przyjdą zaraz - w podobną godzinę stary Brutus musiał własnych
synów zabijać. (Uderza w tarczę) Elsinoe - Elsinoe!
Ot! idzie ku mnie jak widmo nieszczęścia - wieniec cyprysowy
włożyła na skronie - matka jej niegdyś tak stąpała pod gniewem
Odyna.
ELSINOE. (Wychodząc) Czy już przybyli służalcy? Czy już za-
szedł rydwan przeklętego?
IRYDION. Nie jeszcze - ale chciałem raz ostatni cię natchnąć
duchem ojca mego.
ELSINOE. O bracie...
IRYDION. Wiesz sama, że cezar nalega w szale - że senat prze-
zwał cię już boską (przyp.aut.15)i posągi twoje stawiać rozkazał po świątyniach
miasta - wiesz sama, żeś nie siostra moja, żeś ty nie jasnowłosa El-
sinoe, nadzieja domu rodzinnego, pieszczota serca mego - tyś ofia-
rą naznaczoną za cierpienia wielu i-za hańbę ojców twoich!
ELSINOE. Tak - uczyliście mnie tego od dzieciństwa i gotowa
jestem. Ale jeszcze nie dzisiaj, nie jutro - trochę później, aż sił na-
biorę, aż nasłucham się nauk Masynissy i rozkazów twoich - aż do
dna puchar waszej trucizny wypiję!
IRYDION. Wybrana, gotuj się do losów twoich. Spieszno nam
po drodze, na której stąpamy.
ELSINOE. Przypomnij sobie, kiedyśmy igrali na trawnikach
Chiary, jam cię tak kochała, o bracie, jam zawsze skronie twoje ró-
żami wieńczyła i mirtem. Och! zmiłuj się nade mną!
IRYDION. Niewiasto, ty mnie kusisz do litości - daremne, da-
remno!
ELSINOE. Na co próśb i żalów tyle. Zdarzało się za dawnych
czasów, że można było śmiercią odkupić się ludziom i bogom -
patrz - tam błyszczy twój sztylet, Irydionie - przyśpieszmy sobie
nicość, Irydionie!
IRYDION. Bluźnisz myślom ojca mego. Trza żyć i cierpieć, by
wielki duch Amfilocha rozradował się pośród cieniów. O siostro, da-
wniej dla zbawienia narodów dosyć było życia jednego człowieka -
dziś inne czasy - dziś cześć poświęcić trzeba! (Obejmuje ją ramie-
niem) Dziś w róże się uwieńczysz, w uśmiechy się wystroisz - o bie-
dna, złóż tu głowę skazaną - ostatni raz w domu ojcowskim brat cię
przyciska do łona. Zegnaj mi w całej urodzie świeżości dziewiczej -
już ja ciebie nie ujrzę młodą - nigdy, nigdy już! On cię przepsuje
tchnieniem zatrutym, on... ale on zginie - czy ty rozumiesz, sio-
stro! - on zginie wraz z całym państwem swoim!
ELSINOE. Teraz na twojej piersi, o bracie, a za chwil kilka na
czyjej?
IRYDIQN. Te filary drżą na podstawach swoich, plamy jakieś
czarne biegają między nimi. Bogi, nie dajcie mi upaść u wejścia do
areny! Masynisso, przybywaj!
G?OS ZZA FILARÓW. Kto się waha, ten urodził się do słów,
nie do czynów. Śmiechem go witać i śmiechem go żegnać będę.
(Wchodzi Masynissa) Posłanki cezara już idą ku twojemu pałacowi.
IRYDION. Ty, na którego czole napisane słowo "potęga" - ty,
co stoisz nad grobem tak wyniosły jak za dni twojej młodości, na-
tchnij mnie siłą w tej wyrocznej chwili!
MASYNISSA. Gdzie dziewice wybrane - gdzie wieniec z kwia-
tów dla oblubienicy cezara? (Zrzuca cyprysy z gfowy Elsinoi) Dziś
zaczyna się dzieło nasze!
(Z głębi sali wchodzą służebnice z drogimi szaty)
CHÓR S?UŻEBNIC. Jaką była Afrodyta wstając z błękitnego
oceanu, pośród tęcz piany morskiej, pośród woni zefirów, taką ty
będziesz - niesiemy ci róże, kadzidła i perły!
IRYDION. Weź jej ramię, starcze. (Prowadzi siostrę pod posag
Amfilocha) Słuchaj mnie, niewiasto, jak gdybym umierał, jak gdy-
byś już głosu mego nigdy usłyszeć nie miała. Wejdziesz w progi nie-
nawistne, będziesz żyła wśród przeklętych, ciało twoje oddasz syno-
wi sprośności - ale duch twój niech czystym i wolnym zostanie -
osłoń go tajemnicą, uczyń go niedostępnym, jako niegdyś był przy-
bytek, w którym matka nasza prorokowała!
ELSINOE. Biada, biada sierocie!
IRYDION. Nie daj nigdy cezarowi zasnąć na piersi twojej -
niechaj wszędzie słyszy pretorianów wołających do broni, patrycju-
szów knujących spiski, lud cały walący do bram pałacowych - a to
czynić będziesz powoli, dniem po dniu, kroplą po kropli, aż go sza-
łem otoczysz i wyssiesz cale życie z serca jego. Teraz powstań -
zbliż głowę. {Kładzie ręce na jej włosach) Poczęta w pragnieniu zem-
sty, wzrosła w nadziei zemsty, przeznaczona niesławie i zagubię, po-
święcam cię bogom Manom" Amfilocha Greka.
ELSINOE. Głosy Erebu odzywają się zewsząd - o matko
moja!
CHÓR NIEWIAST. (Otaczając ja) Czemu drżą członki twoje
pod śnieżną zasłoną, pod wstęgami z purpury, którymi obwiązujem
ci piersi? Czemu bledniesz pod wieńcem, który splotłyśmy dla ozdo-
by czoła twojego?
IRYDION. Patrz - mdleje nieszczęśliwa!
MASYNISSA. Nie - ona żyć zaczyna, jako żyć jej trzeba. Czy
widzisz, jak te usta spienione pracują?
ELSINOE. Rzucam próg ojcowski, bogów domowych nie wyno-
szę z sobą, wieniec mój święty, nieskażony cisnęłam między popioły
rodzinnego ogniska. Ojciec mnie skazał, brat mnie skazał. O, ja nie
wrócę nigdy, ja idę na męki i długą żałobę!
Matko! od Odyna w prośby za córą twoją! Śpiesz się, matko -
nie proś o długie życie. Natchnienia, tylko natchnienia! Dzieci
śmiertelnych pierś moja nigdy nie wyda, ale przyszłość poczynać się
będzie w mym łonie.
Roma zaufa miłości mojej - Roma zaśnie w objęciach moich!
(Eutychian wchodzi na czele Etiopów niosących dary) .
EUTYCHIAN. Trzy razy święty, po trzykroć fortunny impera-
tor, Cezar i August, i kapłan najwyższy, i trybun, i konsul, przysy-
la synowi Amfilocha pozdrowienie, a boskiej siostrze jego sto konch
purpurowych - sto kubków ametystowych...
ELSINOE. Natchnienia - natchnienia wśród męczarni!
IRYDION. Stało się! (Chwyta ją za ramię i prowadzi do Euty-
chiana) Masz jasnowłosą.
EUTYCHIAN. Rydwan z kości słoniowej czeka na córę szczę-
ścia!
IRYDION. Pięćdziesięciu gladiatorów moich daruję cezarowi -
ona lubiła patrzeć na ich gonitwy. Idźcie - oni pośpieszą za wami.
(Uderza w tarczą - orszak niewiast i Etiopów wychodzi z Elsinoą
CHÓR GLADIATORÓW. (W głębi) Czy natrzeć na zwierza,
czy wroga obalić, czy twoją siostrę obronić? (Wchodzą)
IRYDION. Bracia Grecy i barbarzyńcy, wykupieni przeze mnie
z paszczy-ludu rzymskiego! Bądźcie mi wiernymi aż do dnia łupów!
CHÓR GLADIATORÓW. Dopóki nie ugrzęzną ciała nasze w
mule z krwi i piasku, sprężyste, nagie, gibkie ciała nasze!
IRYDION. Słyszycie jeszcze ich kroki i głosy - w ślady za ni-
mi - krótkim mieczom waszym powierzam głowę Elsinoi; a kiedy
staniecie w obliczu imperatora, głęboki pokłon oddajcie nowemu
panu!
CHÓR GLADIATORÓW. Niech zginie - niech zginie przed
czasem! (Przechodzą)
IRYDION. Stare-gnębiciele świata - zdziercy Hellady - syny
fałszu i wiarołomstwa, poświęciłem wam nietkniętą dziewicę. Nie-
śmiertelne bogi, gdziekolwiek jesteście, wysłuchajcie prośbę mo-
ją - niech -ona będzie przedostatnią ofiarą wydaną na pastwę Rzy-
mowi, a ja, z tylu nieszczęśliwych, wybranych po wszystkich stro-
nach ziemi, wydartych groźbą i mękami, zapomnianych po mękach
i zgonie, niechaj będę ostatnią!
MASYNISSA. Sygurdzie.
IRYDION. Nie nazywaj mnie takim imieniem - lub daj mi kró-
lów morza - otocz mnie ludem dziada mojego, a z purpury cezarów
nici jednej nie. zostanie! Ale, droga moja wytknięta wśród ciemno-
ści - gdziekolwiek wytężę ramiona, tam zapory twarde jak żelazo,
ruchome jak węże - i wśród nich czołgam się bez bytu, bez życia!
MASYNISSA. W nędzach i miernościach ludzkich niechaj bę-
dzie twoja nadzieja i wiara, bo los postawił cię u bram walącego się
miasta -- otoczył cię wiekiem przesilenia i zgrzybiałości, którego
sam częścią nie jesteś - na skargi będzie czas kiedyś, później kie-
dyś... kiedyś...
IRYDION. Ach! hańba tym nazareńczykom, co wolą ginąć jak
bydło niźli bić się jak męże - oni, oni to mnie wstrzymują!
MASYNISSA. Aleksjan, syn Mammei, co dzień do nich zstę-
puje i naradza się z pierwszymi kapłahy. Jeśli go nie uprzedzisz, on
szalem przeważy, on zmiecie Heliogabala, on swoje państwo nazareń-
skim uczyni i .Rzym trwać będzie w późne wieki wieków!
IRYDION. Nie - przez Thora, ja mu przyrzekam, że nie będzie
cezarem!
MASYNISSA. W katakumbach (przyp.aut.8)los Rzymu się rozstrzygnie.
Idź, znamię ich na twoich piersiach, woda ich na twoim czole, niech
tajemnicę ich w twoich ustach będą. Zaszczepiaj zemstę w imieniu
Boga nie zemszczonego dotąd. Gdzie Jego ołtarze, gdzie Jego chwa-
ła na powierzchni ziemi? A kiedy będziesz ich wiódł i uzbrajał, kie-
dy w ich ręce kłaść będziesz zakazane miecze, o, wtedy, synu mój,
duch mój będzie z tobą! (Zbliża się i opiera się na jego ramieniu)
Czy pamiętasz noc, w której ojciec twój, umierając, wołał: "Ma-
synisso, powierzam ci syna i myśl moją". Ja wtedy, nachyliwszy się
nad nim, jak teraz nachylam się nad tobą: "O Hermesie, tam, wśród
cieniów, do których zstępujesz, zapytaj się o Masynissę, a one ci od-
powiedzą: on nigdy nie opuszcza, komu przyrzekł towarzyszyć do
końca! O Hermesie, duchy nasze trójcą połączone i nic ich rozerwać
nie zdoła".
IRYDION. To się działo o podobnej godzinie - tylko że Elsi-
noe była przy mnie i płakała w moich objęciach!
MASYNISSA. Dziś to samo powtarzam. Wierz i ufaj do koń-
ca - razem na ziemi - razem przed zgonem i po zgonie Rzymu -
o dziecię moje wybrane, nie rozłączym się nigdy, nigdy...
IRYDION. Z twojej wyschłej piersi nurty siły płyną. Daj rękę,
starcze. Tak, razem przed zgonem i po zgonie Rzymu! (Pada na
krzesło przed posągiem)
To się działo o podobnej godzinie. Wzrok umierającego płonął
jak wschodząca gwiazda - wtedy przysiągłem... Czy słyszysz te
wściekłe okrzyki? Cezar rozdał ludowi puginały i sesterce, a lud
się raduje z rozkoszy cezara! (Togę zarzuca na głowę)
Zostaw mnie sam na sam z piekłem serca mego!

Świątynia w lochach pod Kapitelem - olbrzymi posąg Mitry w głę-
bi - słychać oddalającą się muzykę - wychodzą kapłani i wieszcz-
biarze- Heliogabal w szatach arcykapłana i Elsinoe się zostają.

HELIOGABAL. Widziałaś moją potęgę, jasnowłosa Greczyn-
ko. Rozmawiałem z bogiem światła i geniuszami nocy, a pierwsi ka-
płani Wschodu dziwili się moim słowom i ofierze.
ELSINOE. W pogardzie u córy lodów miękkie, rozwiązłe bogi,
w dymach kadzidł owych tonące, dźwięki fletów obwiane, oblane
krwią trwożliwych jeleni lub niemowląt, i słońce diamentowe, co na
twoich piersiach jedwabnych połyska, nie wyrówna słońcu ponad
śniegami Północy.
HELIOGABAL. Żmijo, którą kocham, czegóż żądasz więcej?
ELSINOE. Gdzie Odyn, pan matki mojej, kuty ze stali i dębu,
na dżdżę, szrony i wichry spokojny, niewzruszony, z czarą, w której
krew bohaterów się pieni? Od południa skały ścielą mu się w porę-
cze tronu i on, oparty o skały, patrzy na morze Północy, które szy-
bami lodu u stóp jego pryska. (Podnosi wieniec hiacyntów i rzuca na
Heliogabald) Zwiędłe kwiaty, idźcie do mdłego kwiecia - ale córa
kapłanki Cymbrów nie dotknie się puchu. (Odchodzi)
HELIOGABAL. Zostań się, przez tajemnice Baala, zostań się,
nimfo. Jam arcykapłan, jam piękny, jam Apollo Delijski - nie-
gdyś legia cała okrzyknęła mnie cezarem dla gładkości liców moich.
Nimfo, zostań, rozkazuję tobie. Jam August, Antonin, Aurelius,(przyp.aut.16)
pan Rzymu, Afryki, Indii. Czego milczysz? Czemu spojrzenia twoje
tak zimne i przebijające? Obsypałem de zausznikami, naramienni-
kami, purpurą, drogimi szafiry, zastawiłem ci biesiady, o jakich nie
marzyło się kochankom Sardanapala. Chodzisz po ogrodach lep-
szych niż Elizejskie Pola. Stu lwów zagryzło się wczoraj przed to-
bą - wygnałem wszystkie nałożnice - a ty zawsze jak marmur nie-
ugięty, połyskujący i mroźny!
ELSINOE. Przeszkadzasz mi, przeszkadzasz, dziecino, karmiona
móżdżkami ptasząt. Byłam wśród Walhalli, wśród naddziadów mo-
ich, siedzących na tronach, każdy z trumną wroga pod stopami -
gwar słów twoich przerwał myśli moje dalekie - niepojęte. Co ty
chcesz? Czego pragniesz ode mnie? Pora już późna. Bogów moich
najlepiej mi wzywać o takiej porze. Żegnam cię, Auguście, Cezarze,
Aureliuszu...
HELIOGABAL. Jasnowłosa, najurodziwsza, najkształtniejsza,
zaklinam cię, błagam ciebie, patrz, jak drżę cały, jak umieram przed
tobą - bogi i boginie! - w całej Azji takiej głowy, takiego łona,
takich oczu lazurowych żaden z was nie stworzył.
ELSINOE. Ciszej - tam głos matki mojej wśród wichrów się
przedziera!
HELIOGABAL. Położę się na stopniach ołtarza i całować będę
palce białych nóg twoich. (Zbliża się do niej)
ELSINOE. Na mnie trza żelaznych ramion i ust brzmiących pie-
śnią straszną, pieśnią bitew. Idź do pretorianów, sługo pretorianów1.
HELIOGABAL. (Padając przed ołtarzem) Przeklęta, ty zginiesz
za wcześnie - przed całym ludem każę cię rozbić na krzyżu! -
o urodziwa! - Słuchaj! - Jeśli ci nie dosyć cezara, dam ci Mitrę -
każę cię ogłosić Mitry kochanką. Ja wszystko mogę.
Chwilę jeszcze bądź przy mnie - lepiej mi, kiedy stoisz choć
z daleka. Ja biedny, ja tak młody, a już otoczony spiskami i śmier-
cią. Nudno mi, nudno i wszystkie strony świata nic mi nie pomogą.
Krew ludzi i zwierząt woń kadzideł i kwiatów nie służy już Helioga-
balowi. Czy słyszysz? Czy chcesz, bym skonał z wściekłości? Nim-
fo - Elsinoe! Tu razem, obok siebie, z dłonią w dłoni, skronie
oparłszy o skronie, zaśnijmy!
ELSINOE. Tak, śpij, dopóki nie przyjdzie centurion i nie za-
morduje cezara. Nieszczęśliwy, powiedz mi, gdzie zbroja twoja?
Nieszczęśliwy, tymi palcami z wosku ty rękojeści miecza utrzymać
nie potrafisz! - Czekaj. - Ja pójdę i bogów moich się zapytam,
czy został jeszcze ratunek dla ciebie. (Wychodzi)
HELIOGABAL. Na pomoc imperatorowi, na pomoc!
(Wchodzą wieszczbiarze, kaplany, Eutychian)
CHÓR KAP?ANÓW. Co się stało synowi Słońca, panu tajem-
nic i ofiary? Usta jego pianą zroszone, gwiazda przepychu pękła na
jego piersiach - a wzrok w obłędach swoich, w kołowaniach swoich
zda się żądać krwi, zda się żądać rozkoszy, to znów słabieje, i zda
się, żąda snu wiecznego.
HELIOGABAL. Furie rozdzierają członki moje. Ja wiem -
ja wiem...
EUTYCHIAN. Evoe, Bacche!(przyp.aut.17) Uczeń mój piany na wzór cie-
bie, kiedyś Indie po pianemu zdobywał.
HELIOGABAL. Aleksjan przytknie mi stal zimną do szyi: "Daj
gardło, cezarze!" - Brońcie mnie - każdemu z was dziesięć talen-
tów
EUTYCHIAN. Sam pierwszy za dziesięć talentów przebiję ce-
zara.
HELIOGABAL. Litości nade mną! Słońce mścić się będzie nad
wami.
CHÓR. Powstań, boski cezarze. Tyś naszym panem i ziemia cała
poddana woli twojej. Bogi nieprzyjazne, zazdroszcząc ci chwały, tra-
pią cię zgubnym widzeniem - ale ta mara się rozpłynie w ogniu wie-
kuistym, w świetle przenaj czystszym Mitry, jak fala mętna w oceanu
lazurach, jak ciało Semeli w potędze Jowisza!
HELIOGABAL. (Podnosząc się) Podajcie mi ręce, niewolni-
ki - kto was tu sprowadził? Ja chcę, by ona weszła do łoża me-
go - czy słyszycie? - by ciało jej drżało w moich ramionach -
inaczej wszyscy, ilu was tu stoi przede mną, zginiecie pod kłami lam-
partów!
EUTYCHIAN. Mehercule! (przyp.aut.18) Jam na lwa zasłużył.
HELIOGABAL. Milcz - dziś żartów nie chcę - gdzie ona?
CHÓR. Jej postać wschodzi spośród ciemności - jej bóg cudzy
walczy z naszym bogiem!
HELIOGABAL. Milczcie - słuchajcie!
ELSINOE. (W gtębi na głazie hieroglifami okrytym) Pytałam
się ich wszystkich. Oni zrazu milczeli siedząc na tronach swoich, każ-
dy, jak zasnął po odbytej biesiadzie.
Pytałam się ich wszystkich. Jednego czarna zbroja chrzęsła. Je-
den tylko się przebudził i wzniósł nie dopitą czarę ku ustom spo-
kojnym.
Pytałam się ich wszystkich - a tam, gdzie czara ust się dotknęła,
kropla krwi się wyśliźnie i lecąc przez niebiosa, spada mi na czoło.
HELIOGABAL. Mów, boska moja! Wszak jeszczem nie potę-
piony - wszak nie zginę przed czasem?
ELSINOE. Wszyscy na kolana! Wyrok bogów grzmi w duszy
mojej.
HELIOGABAL. (Przyklękając) Przebacz, wielki Mitro.
EUTYCHIAN. (Przyklękając) Dobranoc, wielki Mitro.
CHÓR. (Przyklękając) Niech przepadnie cudzoziemka, święty
potrójny, szybkolotny Mitro!
ELSINOE. Wtedy ujrzałam na ziemskich równinach męża zbroj-
nego w żelazo i zgrozę. Czoło jego było spokojne jak powierzchnia
wód głębokich - w prawicy jaśniał miecz zwycięstwa.
Poznałam - me rozumiałam - ale ufałam sobie. Ale imię jego
powtórzyły wichry nocne i głos zleciał od szczytów Walhalli: "On
zbawi cezara".
HELIOGĄfiAL. Imię,imię?
ELSINOE. Sygurd, syn kapłanki. (Schodzi z głazu i zbliża się
do Heliogabala) Nie tarzaj się więcej w prochu - powstań, a wy
oddalcie się wszyscy! (Wychodzą)
Nędzny! Gdyby ci przyszło wsiąść na kark bałwanom i jeździć
po nich jak na koniu bez wędzidła - żebyś musiał leżeć na śniegu,
otoczony stadami kruków, i całą noc patrzeć w lodowate oko księży-
ca - biedny ty z purpurą twoją i bogami twymi! Ale nie drżyj, nie
rozpaczaj, bo cię wyrwie z toni syn Amfilocha Greka!
HELIOGABAL. Kto? - brat twój - Irydion? Prawda! Czarna
jego zrzenica dziwne sieje połyski. O, gdyby ten lud cały nosił jedną
głowę tylko, którą by zwalić można jednym cięciem! Wtedy ja bym
zasnął na twoich piersiach, zasnął spokojnie! Irydion Amfilochides!
On będzie moim dobrym geniuszem - powtórz raz jeszcze!
ELSINOE. Daj rękę, dziecię, i nie lękaj się, dopóki moje bogi
czuwają na tobą. (Wyprowadza go)PIERWSZY NIEWOLNIK. "Syn Amfilocha oparł głowę o nogi
umarłego.
DRUGI NIEWOLNIK. O zimne stopy z marmuru i zasnął.
TRZECI NIEWOLNIK. A tymczasem w gineceum (przyp.aut.13)siostra jego,
pani nasza, mdleje i płacze.
CZWARTY NIEWOLNIK. Przez Polluksa2! słyszałem z ust pe-
wnych, że porwą ją dziś wieczorem Murzyny Heliogabala.(przyp.aut.14)
PIERWSZY NIEWOLNIK. Pokój jemu - wychodźmy, bracia,
wychodźmy. (Przechodzą)
IRYDION. Przesunęli się jak cienie, szanując spokój ducha mo-
jego. O ojcze, dla nich i dla wszystkich dotąd we śnie leżę - ty je-
den wiesz, że ja czuwam. (Wstaje i idzie do tarczy brązowej, na któ-
rej puginał zawieszony)Zmierzch zapada - godzina już bliska.
Oni przyjdą zaraz - w podobną godzinę stary Brutus musiał własnych
synów zabijać. (Uderza w tarczę) Elsinoe - Elsinoe!
Ot! idzie ku mnie jak widmo nieszczęścia - wieniec cyprysowy
włożyła na skronie - matka jej niegdyś tak stąpała pod gniewem
Odyna.
ELSINOE. (Wychodząc) Czy już przybyli służalcy? Czy już za-
szedł rydwan przeklętego?
IRYDION. Nie jeszcze - ale chciałem raz ostatni cię natchnąć
duchem ojca mego.
ELSINOE. O bracie...
IRYDION. Wiesz sama, że cezar nalega w szale - że senat prze-
zwał cię już boską (przyp.aut.15)i posągi twoje stawiać rozkazał po świątyniach
miasta - wiesz sama, żeś nie siostra moja, żeś ty nie jasnowłosa El-
sinoe, nadzieja domu rodzinnego, pieszczota serca mego - tyś ofia-
rą naznaczoną za cierpienia wielu i-za hańbę ojców twoich!
ELSINOE. Tak - uczyliście mnie tego od dzieciństwa i gotowa
jestem. Ale jeszcze nie dzisiaj, nie jutro - trochę później, aż sił na-
biorę, aż nasłucham się nauk Masynissy i rozkazów twoich - aż do
dna puchar waszej trucizny wypiję!
IRYDION. Wybrana, gotuj się do losów twoich. Spieszno nam
po drodze, na której stąpamy.
ELSINOE. Przypomnij sobie, kiedyśmy igrali na trawnikach
Chiary, jam cię tak kochała, o bracie, jam zawsze skronie twoje ró-
żami wieńczyła i mirtem. Och! zmiłuj się nade mną!
IRYDION. Niewiasto, ty mnie kusisz do litości - daremne, da-
remno!
ELSINOE. Na co próśb i żalów tyle. Zdarzało się za dawnych
czasów, że można było śmiercią odkupić się ludziom i bogom -
patrz - tam błyszczy twój sztylet, Irydionie - przyśpieszmy sobie
nicość, Irydionie!
IRYDION. Bluźnisz myślom ojca mego. Trza żyć i cierpieć, by
wielki duch Amfilocha rozradował się pośród cieniów. O siostro, da-
wniej dla zbawienia narodów dosyć było życia jednego człowieka -
dziś inne czasy - dziś cześć poświęcić trzeba! (Obejmuje ją ramie-
niem) Dziś w róże się uwieńczysz, w uśmiechy się wystroisz - o bie-
dna, złóż tu głowę skazaną - ostatni raz w domu ojcowskim brat cię
przyciska do łona. Zegnaj mi w całej urodzie świeżości dziewiczej -
już ja ciebie nie ujrzę młodą - nigdy, nigdy już! On cię przepsuje
tchnieniem zatrutym, on... ale on zginie - czy ty rozumiesz, sio-
stro! - on zginie wraz z całym państwem swoim!
ELSINOE. Teraz na twojej piersi, o bracie, a za chwil kilka na
czyjej?
IRYDIQN. Te filary drżą na podstawach swoich, plamy jakieś
czarne biegają między nimi. Bogi, nie dajcie mi upaść u wejścia do
areny! Masynisso, przybywaj!
G?OS ZZA FILARÓW. Kto się waha, ten urodził się do słów,
nie do czynów. Śmiechem go witać i śmiechem go żegnać będę.
(Wchodzi Masynissa) Posłanki cezara już idą ku twojemu pałacowi.
IRYDION. Ty, na którego czole napisane słowo "potęga" - ty,
co stoisz nad grobem tak wyniosły jak za dni twojej młodości, na-
tchnij mnie siłą w tej wyrocznej chwili!
MASYNISSA. Gdzie dziewice wybrane - gdzie wieniec z kwia-
tów dla oblubienicy cezara? (Zrzuca cyprysy z gfowy Elsinoi) Dziś
zaczyna się dzieło nasze!
(Z głębi sali wchodzą służebnice z drogimi szaty)
CHÓR S?UŻEBNIC. Jaką była Afrodyta wstając z błękitnego
oceanu, pośród tęcz piany morskiej, pośród woni zefirów, taką ty
będziesz - niesiemy ci róże, kadzidła i perły!
IRYDION. Weź jej ramię, starcze. (Prowadzi siostrę pod posag
Amfilocha) Słuchaj mnie, niewiasto, jak gdybym umierał, jak gdy-
byś już głosu mego nigdy usłyszeć nie miała. Wejdziesz w progi nie-
nawistne, będziesz żyła wśród przeklętych, ciało twoje oddasz syno-
wi sprośności - ale duch twój niech czystym i wolnym zostanie -
osłoń go tajemnicą, uczyń go niedostępnym, jako niegdyś był przy-
bytek, w którym matka nasza prorokowała!
ELSINOE. Biada, biada sierocie!
IRYDION. Nie daj nigdy cezarowi zasnąć na piersi twojej -
niechaj wszędzie słyszy pretorianów wołających do broni, patrycju-
szów knujących spiski, lud cały walący do bram pałacowych - a to
czynić będziesz powoli, dniem po dniu, kroplą po kropli, aż go sza-
łem otoczysz i wyssiesz cale życie z serca jego. Teraz powstań -
zbliż głowę. {Kładzie ręce na jej włosach) Poczęta w pragnieniu zem-
sty, wzrosła w nadziei zemsty, przeznaczona niesławie i zagubię, po-
święcam cię bogom Manom" Amfilocha Greka.
ELSINOE. Głosy Erebu odzywają się zewsząd - o matko
moja!
CHÓR NIEWIAST. (Otaczając ja) Czemu drżą członki twoje
pod śnieżną zasłoną, pod wstęgami z purpury, którymi obwiązujem
ci piersi? Czemu bledniesz pod wieńcem, który splotłyśmy dla ozdo-
by czoła twojego?
IRYDION. Patrz - mdleje nieszczęśliwa!
MASYNISSA. Nie - ona żyć zaczyna, jako żyć jej trzeba. Czy
widzisz, jak te usta spienione pracują?
ELSINOE. Rzucam próg ojcowski, bogów domowych nie wyno-
szę z sobą, wieniec mój święty, nieskażony cisnęłam między popioły
rodzinnego ogniska. Ojciec mnie skazał, brat mnie skazał. O, ja nie
wrócę nigdy, ja idę na męki i długą żałobę!
Matko! od Odyna w prośby za córą twoją! Śpiesz się, matko -
nie proś o długie życie. Natchnienia, tylko natchnienia! Dzieci
śmiertelnych pierś moja nigdy nie wyda, ale przyszłość poczynać się
będzie w mym łonie.
Roma zaufa miłości mojej - Roma zaśnie w objęciach moich!
(Eutychian wchodzi na czele Etiopów niosących dary) .
EUTYCHIAN. Trzy razy święty, po trzykroć fortunny impera-
tor, Cezar i August, i kapłan najwyższy, i trybun, i konsul, przysy-
la synowi Amfilocha pozdrowienie, a boskiej siostrze jego sto konch
purpurowych - sto kubków ametystowych...
ELSINOE. Natchnienia - natchnienia wśród męczarni!
IRYDION. Stało się! (Chwyta ją za ramię i prowadzi do Euty-
chiana) Masz jasnowłosą.
EUTYCHIAN. Rydwan z kości słoniowej czeka na córę szczę-
ścia!
IRYDION. Pięćdziesięciu gladiatorów moich daruję cezarowi -
ona lubiła patrzeć na ich gonitwy. Idźcie - oni pośpieszą za wami.
(Uderza w tarczą - orszak niewiast i Etiopów wychodzi z Elsinoą
CHÓR GLADIATORÓW. (W głębi) Czy natrzeć na zwierza,
czy wroga obalić, czy twoją siostrę obronić? (Wchodzą)
IRYDION. Bracia Grecy i barbarzyńcy, wykupieni przeze mnie
z paszczy-ludu rzymskiego! Bądźcie mi wiernymi aż do dnia łupów!
CHÓR GLADIATORÓW. Dopóki nie ugrzęzną ciała nasze w
mule z krwi i piasku, sprężyste, nagie, gibkie ciała nasze!
IRYDION. Słyszycie jeszcze ich kroki i głosy - w ślady za ni-
mi - krótkim mieczom waszym powierzam głowę Elsinoi; a kiedy
staniecie w obliczu imperatora, głęboki pokłon oddajcie nowemu
panu!
CHÓR GLADIATORÓW. Niech zginie - niech zginie przed
czasem! (Przechodzą)
IRYDION. Stare-gnębiciele świata - zdziercy Hellady - syny
fałszu i wiarołomstwa, poświęciłem wam nietkniętą dziewicę. Nie-
śmiertelne bogi, gdziekolwiek jesteście, wysłuchajcie prośbę mo-
ją - niech -ona będzie przedostatnią ofiarą wydaną na pastwę Rzy-
mowi, a ja, z tylu nieszczęśliwych, wybranych po wszystkich stro-
nach ziemi, wydartych groźbą i mękami, zapomnianych po mękach
i zgonie, niechaj będę ostatnią!
MASYNISSA. Sygurdzie.
IRYDION. Nie nazywaj mnie takim imieniem - lub daj mi kró-
lów morza - otocz mnie ludem dziada mojego, a z purpury cezarów
nici jednej nie. zostanie! Ale, droga moja wytknięta wśród ciemno-
ści - gdziekolwiek wytężę ramiona, tam zapory twarde jak żelazo,
ruchome jak węże - i wśród nich czołgam się bez bytu, bez życia!
MASYNISSA. W nędzach i miernościach ludzkich niechaj bę-
dzie twoja nadzieja i wiara, bo los postawił cię u bram walącego się
miasta -- otoczył cię wiekiem przesilenia i zgrzybiałości, którego
sam częścią nie jesteś - na skargi będzie czas kiedyś, później kie-
dyś... kiedyś...
IRYDION. Ach! hańba tym nazareńczykom, co wolą ginąć jak
bydło niźli bić się jak męże - oni, oni to mnie wstrzymują!
MASYNISSA. Aleksjan, syn Mammei, co dzień do nich zstę-
puje i naradza się z pierwszymi kapłahy. Jeśli go nie uprzedzisz, on
szalem przeważy, on zmiecie Heliogabala, on swoje państwo nazareń-
skim uczyni i .Rzym trwać będzie w późne wieki wieków!
IRYDION. Nie - przez Thora, ja mu przyrzekam, że nie będzie
cezarem!
MASYNISSA. W katakumbach (przyp.aut.8)los Rzymu się rozstrzygnie.
Idź, znamię ich na twoich piersiach, woda ich na twoim czole, niech
tajemnicę ich w twoich ustach będą. Zaszczepiaj zemstę w imieniu
Boga nie zemszczonego dotąd. Gdzie Jego ołtarze, gdzie Jego chwa-
ła na powierzchni ziemi? A kiedy będziesz ich wiódł i uzbrajał, kie-
dy w ich ręce kłaść będziesz zakazane miecze, o, wtedy, synu mój,
duch mój będzie z tobą! (Zbliża się i opiera się na jego ramieniu)
Czy pamiętasz noc, w której ojciec twój, umierając, wołał: "Ma-
synisso, powierzam ci syna i myśl moją". Ja wtedy, nachyliwszy się
nad nim, jak teraz nachylam się nad tobą: "O Hermesie, tam, wśród
cieniów, do których zstępujesz, zapytaj się o Masynissę, a one ci od-
powiedzą: on nigdy nie opuszcza, komu przyrzekł towarzyszyć do
końca! O Hermesie, duchy nasze trójcą połączone i nic ich rozerwać
nie zdoła".
IRYDION. To się działo o podobnej godzinie - tylko że Elsi-
noe była przy mnie i płakała w moich objęciach!
MASYNISSA. Dziś to samo powtarzam. Wierz i ufaj do koń-
ca - razem na ziemi - razem przed zgonem i po zgonie Rzymu -
o dziecię moje wybrane, nie rozłączym się nigdy, nigdy...
IRYDION. Z twojej wyschłej piersi nurty siły płyną. Daj rękę,
starcze. Tak, razem przed zgonem i po zgonie Rzymu! (Pada na
krzesło przed posągiem)
To się działo o podobnej godzinie. Wzrok umierającego płonął
jak wschodząca gwiazda - wtedy przysiągłem... Czy słyszysz te
wściekłe okrzyki? Cezar rozdał ludowi puginały i sesterce, a lud
się raduje z rozkoszy cezara! (Togę zarzuca na głowę)
Zostaw mnie sam na sam z piekłem serca mego!

Świątynia w lochach pod Kapitelem - olbrzymi posąg Mitry w głę-
bi - słychać oddalającą się muzykę - wychodzą kapłani i wieszcz-
biarze- Heliogabal w szatach arcykapłana i Elsinoe się zostają.

HELIOGABAL. Widziałaś moją potęgę, jasnowłosa Greczyn-
ko. Rozmawiałem z bogiem światła i geniuszami nocy, a pierwsi ka-
płani Wschodu dziwili się moim słowom i ofierze.
ELSINOE. W pogardzie u córy lodów miękkie, rozwiązłe bogi,
w dymach kadzidł owych tonące, dźwięki fletów obwiane, oblane
krwią trwożliwych jeleni lub niemowląt, i słońce diamentowe, co na
twoich piersiach jedwabnych połyska, nie wyrówna słońcu ponad
śniegami Północy.
HELIOGABAL. Żmijo, którą kocham, czegóż żądasz więcej?
ELSINOE. Gdzie Odyn, pan matki mojej, kuty ze stali i dębu,
na dżdżę, szrony i wichry spokojny, niewzruszony, z czarą, w której
krew bohaterów się pieni? Od południa skały ścielą mu się w porę-
cze tronu i on, oparty o skały, patrzy na morze Północy, które szy-
bami lodu u stóp jego pryska. (Podnosi wieniec hiacyntów i rzuca na
Heliogabald) Zwiędłe kwiaty, idźcie do mdłego kwiecia - ale córa
kapłanki Cymbrów nie dotknie się puchu. (Odchodzi)
HELIOGABAL. Zostań się, przez tajemnice Baala, zostań się,
nimfo. Jam arcykapłan, jam piękny, jam Apollo Delijski - nie-
gdyś legia cała okrzyknęła mnie cezarem dla gładkości liców moich.
Nimfo, zostań, rozkazuję tobie. Jam August, Antonin, Aurelius,(przyp.aut.16)
pan Rzymu, Afryki, Indii. Czego milczysz? Czemu spojrzenia twoje
tak zimne i przebijające? Obsypałem de zausznikami, naramienni-
kami, purpurą, drogimi szafiry, zastawiłem ci biesiady, o jakich nie
marzyło się kochankom Sardanapala. Chodzisz po ogrodach lep-
szych niż Elizejskie Pola. Stu lwów zagryzło się wczoraj przed to-
bą - wygnałem wszystkie nałożnice - a ty zawsze jak marmur nie-
ugięty, połyskujący i mroźny!
ELSINOE. Przeszkadzasz mi, przeszkadzasz, dziecino, karmiona
móżdżkami ptasząt. Byłam wśród Walhalli, wśród naddziadów mo-
ich, siedzących na tronach, każdy z trumną wroga pod stopami -
gwar słów twoich przerwał myśli moje dalekie - niepojęte. Co ty
chcesz? Czego pragniesz ode mnie? Pora już późna. Bogów moich
najlepiej mi wzywać o takiej porze. Żegnam cię, Auguście, Cezarze,
Aureliuszu...
HELIOGABAL. Jasnowłosa, najurodziwsza, najkształtniejsza,
zaklinam cię, błagam ciebie, patrz, jak drżę cały, jak umieram przed
tobą - bogi i boginie! - w całej Azji takiej głowy, takiego łona,
takich oczu lazurowych żaden z was nie stworzył.
ELSINOE. Ciszej - tam głos matki mojej wśród wichrów się
przedziera!
HELIOGABAL. Położę się na stopniach ołtarza i całować będę
palce białych nóg twoich. (Zbliża się do niej)
ELSINOE. Na mnie trza żelaznych ramion i ust brzmiących pie-
śnią straszną, pieśnią bitew. Idź do pretorianów, sługo pretorianów1.
HELIOGABAL. (Padając przed ołtarzem) Przeklęta, ty zginiesz
za wcześnie - przed całym ludem każę cię rozbić na krzyżu! -
o urodziwa! - Słuchaj! - Jeśli ci nie dosyć cezara, dam ci Mitrę -
każę cię ogłosić Mitry kochanką. Ja wszystko mogę.
Chwilę jeszcze bądź przy mnie - lepiej mi, kiedy stoisz choć
z daleka. Ja biedny, ja tak młody, a już otoczony spiskami i śmier-
cią. Nudno mi, nudno i wszystkie strony świata nic mi nie pomogą.
Krew ludzi i zwierząt woń kadzideł i kwiatów nie służy już Helioga-
balowi. Czy słyszysz? Czy chcesz, bym skonał z wściekłości? Nim-
fo - Elsinoe! Tu razem, obok siebie, z dłonią w dłoni, skronie
oparłszy o skronie, zaśnijmy!
ELSINOE. Tak, śpij, dopóki nie przyjdzie centurion i nie za-
morduje cezara. Nieszczęśliwy, powiedz mi, gdzie zbroja twoja?
Nieszczęśliwy, tymi palcami z wosku ty rękojeści miecza utrzymać
nie potrafisz! - Czekaj. - Ja pójdę i bogów moich się zapytam,
czy został jeszcze ratunek dla ciebie. (Wychodzi)
HELIOGABAL. Na pomoc imperatorowi, na pomoc!
(Wchodzą wieszczbiarze, kaplany, Eutychian)
CHÓR KAP?ANÓW. Co się stało synowi Słońca, panu tajem-
nic i ofiary? Usta jego pianą zroszone, gwiazda przepychu pękła na
jego piersiach - a wzrok w obłędach swoich, w kołowaniach swoich
zda się żądać krwi, zda się żądać rozkoszy, to znów słabieje, i zda
się, żąda snu wiecznego.
HELIOGABAL. Furie rozdzierają członki moje. Ja wiem -
ja wiem...
EUTYCHIAN. Evoe, Bacche!(przyp.aut.17) Uczeń mój piany na wzór cie-
bie, kiedyś Indie po pianemu zdobywał.
HELIOGABAL. Aleksjan przytknie mi stal zimną do szyi: "Daj
gardło, cezarze!" - Brońcie mnie - każdemu z was dziesięć talen-
tów
EUTYCHIAN. Sam pierwszy za dziesięć talentów przebiję ce-
zara.
HELIOGABAL. Litości nade mną! Słońce mścić się będzie nad
wami.
CHÓR. Powstań, boski cezarze. Tyś naszym panem i ziemia cała
poddana woli twojej. Bogi nieprzyjazne, zazdroszcząc ci chwały, tra-
pią cię zgubnym widzeniem - ale ta mara się rozpłynie w ogniu wie-
kuistym, w świetle przenaj czystszym Mitry, jak fala mętna w oceanu
lazurach, jak ciało Semeli w potędze Jowisza!
HELIOGABAL. (Podnosząc się) Podajcie mi ręce, niewolni-
ki - kto was tu sprowadził? Ja chcę, by ona weszła do łoża me-
go - czy słyszycie? - by ciało jej drżało w moich ramionach -
inaczej wszyscy, ilu was tu stoi przede mną, zginiecie pod kłami lam-
partów!
EUTYCHIAN. Mehercule! (przyp.aut.18) Jam na lwa zasłużył.
HELIOGABAL. Milcz - dziś żartów nie chcę - gdzie ona?
CHÓR. Jej postać wschodzi spośród ciemności - jej bóg cudzy
walczy z naszym bogiem!
HELIOGABAL. Milczcie - słuchajcie!
ELSINOE. (W gtębi na głazie hieroglifami okrytym) Pytałam
się ich wszystkich. Oni zrazu milczeli siedząc na tronach swoich, każ-
dy, jak zasnął po odbytej biesiadzie.
Pytałam się ich wszystkich. Jednego czarna zbroja chrzęsła. Je-
den tylko się przebudził i wzniósł nie dopitą czarę ku ustom spo-
kojnym.
Pytałam się ich wszystkich - a tam, gdzie czara ust się dotknęła,
kropla krwi się wyśliźnie i lecąc przez niebiosa, spada mi na czoło.
HELIOGABAL. Mów, boska moja! Wszak jeszczem nie potę-
piony - wszak nie zginę przed czasem?
ELSINOE. Wszyscy na kolana! Wyrok bogów grzmi w duszy
mojej.
HELIOGABAL. (Przyklękając) Przebacz, wielki Mitro.
EUTYCHIAN. (Przyklękając) Dobranoc, wielki Mitro.
CHÓR. (Przyklękając) Niech przepadnie cudzoziemka, święty
potrójny, szybkolotny Mitro!
ELSINOE. Wtedy ujrzałam na ziemskich równinach męża zbroj-
nego w żelazo i zgrozę. Czoło jego było spokojne jak powierzchnia
wód głębokich - w prawicy jaśniał miecz zwycięstwa.
Poznałam - me rozumiałam - ale ufałam sobie. Ale imię jego
powtórzyły wichry nocne i głos zleciał od szczytów Walhalli: "On
zbawi cezara".
HELIOGĄfiAL. Imię,imię?
ELSINOE. Sygurd, syn kapłanki. (Schodzi z głazu i zbliża się
do Heliogabala) Nie tarzaj się więcej w prochu - powstań, a wy
oddalcie się wszyscy! (Wychodzą)
Nędzny! Gdyby ci przyszło wsiąść na kark bałwanom i jeździć
po nich jak na koniu bez wędzidła - żebyś musiał leżeć na śniegu,
otoczony stadami kruków, i całą noc patrzeć w lodowate oko księży-
ca - biedny ty z purpurą twoją i bogami twymi! Ale nie drżyj, nie
rozpaczaj, bo cię wyrwie z toni syn Amfilocha Greka!
HELIOGABAL. Kto? - brat twój - Irydion? Prawda! Czarna
jego zrzenica dziwne sieje połyski. O, gdyby ten lud cały nosił jedną
głowę tylko, którą by zwalić można jednym cięciem! Wtedy ja bym
zasnął na twoich piersiach, zasnął spokojnie! Irydion Amfilochides!
On będzie moim dobrym geniuszem - powtórz raz jeszcze!
ELSINOE. Daj rękę, dziecię, i nie lękaj się, dopóki moje bogi
czuwają na tobą. (Wyprowadza go)



Inna część pałacu-cezarów - perystyl - w środku jego przed ołtarzem ofiary siedzi Mammea - Aleksander Sewerus przed nią - w głębi przy sionek oddzielony ciasnym przejściem.

MAMMEA. Kilka razy widzieli łzy w Jego oczach, ale nikt nigdy
nie dostrzegł uśmiechu na Jego twarzy - rysami, mówią, że przypo-
minał Platona, tylko że coś surowszego panowało mu z czoła. Po-
dania najsroższych nawet nieprzyjaciół Jego w tym się zgadzają.
ALEKSANDER. Co dzień bardziej serce moje lgnie do Jego
nauki.
MAMMEA. Wierz słowom moim - w niej jedyna mądrość na
ziemi i jedyna nadzieja po zgonie.
(Ulpianus ukazuje się w przystanku)
(Wstając) Toś ty, Domicjanie?
ALEKSANDER. On sam, mój Domicjanus, najukochańszy z lu-
dzi, mistrz mojego dzieciństwa! (Idzie i rzuca się w jego objęcia)
ULPIANUS. Bądź dobrej myśli - i ty, Augusto, bo fortunne
przynoszę wam wieści,
MAMMEA. Ach! jakże długo milczałeś! Jakich smutnych prze-
czuciów nabawiłeś mnie! Chwała nieśmiertelnym bogom, że się nie
ziściły.
ULPIANUS. Nie odpisywałem z Antiochii, bo lękałem się,
żeby kto moich listów nie przejął. Im dzieło bliższe celu, tym ciszej
pielęgnować je trzeba, a nasze już wkrótce pono dojdzie upragnio-
nego końca!
MAMMEA. Mów - mów!
ULPIANUS. (Obzierając się) Czy te ściany głuche i nieme?
ALEKSANDER. Nuż, śmiało! Patrz - ja głośno wołam, że pod
tym jarzmem krótkie życie już mi obmierzło. Wczoraj jeszcze karzeł
imperatora, ten garbaty Roboam, przyniósł mi kosz pełen zatrutych
owoców, który odepchnąłem nogą!
ULPIANUS. Nie unoś się, Aleksjanie - jeszcze cierpliwość
niech panuje w tobie - skromność niech ci z oczu wyziera lękliwie
i wrogi twoje niech cię nazwą dzieckiem.
Pokojem myśli i powagą ciała dzieją się wielkie czyny. Cóż by z
tego wynikło, gdybym był wpadł do Antiochii, do Laodycei, do Efe-
zu, do Smyrny i zaczął wołać o pomstę, świadcząc się bogami, że
Heliogabal tronu i życia niegodzien? Byłem ja tam wszędzie, ale
milczącym okiem obejrzałem naprzód tłumy ludu i kohorty legio-
nów. Każdego skargi wysłuchałem na pozór obojętnym uchem, a
dopiero kiedym się przekonał, że dojrzewa ziarno nienawiści, że
wszyscy równio pragną zmiany, rzekłem w sobie: "Czas nadszedł.
Iskra rzucona pożar w całej Azji wznieci" - i z trybunami, z kwe-
storami, z pretorami tu i owdzie rozmawiając, tu i owdzie zawiera-
jąc ugody, tym ukazałem zyski, innym wyższe urzęda, każdemu z
twojego wyniesienia poczyniłem cel i nadzieję zgodną z jego własny-
mi chęciami. Wtem nadeszła wiadomość, że cię brat mianował kon-
sulem cezarem - przeczuwając, że w tej łasce czarny podstęp ukry-
ty, natychmiast przybiegłem do Rzymu i w imieniu legionów przyno-
szę ci obietnicę świetniejszego losu. Dozwól tylko czasowi jeszcze
nieco upłynąć a uderzy o brzeg naszego zbawienia!
ALEKSANDER. Czemuż odkładać do jutra?
ULPIANUS. Bo w Rzymie imperator otoczony ludem, który go
za naumachie (przyp.aut.14) kocha, i pretorianami, którzy czczą w nim rozrzutno-
ści boga. Wiem ja wprawdzie, że lud kocha cezara, dopóki go nie
zamorduje - wiem także, że pretorianie, obozujący za miastem, od
dawna sprzyjają naszym zamiarom.
ALEKSANDER. Trybun Arystomachus kazał mi oznajmić dzi-
siaj jeszcze, że w każdej chwili gotów odważyć życie za mnie i Mam-
meę.
ULPIANUS. Arystomachus jedyny w godzinie wybuchu - ale
przedtem niechaj milczy, jeśli może, bo tę jedyną tylko przysługę
nam wyświadczyć zdoła. Są tam inni, rozważniejsi i sprawniejsi od
niego. A straży pałacowej, a żołnierzy rozsypanych w mieście czyż
za nic nie liczysz? Czy nie wiesz, że co dzień kąpią się w łaskach
cezara? Aleksjanie, i Wschód cały jeszcze nie do nas należy. Syryj-
czycy nie zapomnieli, że znali Heliogabala dzieckiem w Emezie -
później arcykapłanem w świątyni Słońca. Zresztą pamiętaj, że ten,
który włada, samym imieniem władcy stoi długo jeszcze, choć podpory
jego mocy spróchniały - u ludzi marne słowo jest także potęgą!
MAMMEA. Nie zaprzeczam prawdy słów twoich, ale śpiesz się,
o ile możesz, bo stoimy nad grobem, otoczeni nasłannikami jego
szaleństwa i złości - w'każdej chwili na tych licach roztoczyć się
mogą znaki trucizny - i biedne to dziecię moje, chwała moja, przy-
szłość moja, przyjdzie głowę pochylić i skonać na łonie matki!
ULPIANUS. Dziś jeszcze będę w namiocie Arystomacha i Lu-
cjusza Tubero. (Zbliża się do Aleksandra) Następco Augusta, nie lę-
kaj się, by Parka dni twoje przecięła, nim dostąpisz władzy nad
ludźmi - nie - bogi zmiłują się nad tym miastem znękanym - ale
kiedy ją osiągniesz, strzeż się jadu ukrytego w tunice Dejaniry -
W purpurze cezarów!
MAMMEA. Czyż nie wiesz, że w synu moim ostatnia nadzieja
i ostatnia chluba Rzymu? Z myśli Platona, z słów Chrystusa uczyłam
go miłości ludzi - on znieważonym i uciśnionym poda rękę brata!
ULPIANUS. Ale niech wie zarazem, że niesfornych wygubić
trzeba. Po wszystkich targach Azji widziałem rzymskich rycerzy po-
bratanych z wyzwoleńcami. Tam w krzesłach kurulnych rządzą
światem, łokieć i szalę trzymając w dłoniach - stamtąd rozsyłają
gońców z udanymi wieści, by się ceny wznosiły lub zniżały - tam
konfiskują dobra, a odwołujących się do senatu wtrącają w czarne
lochy lub przybijają do krzyża - widziałem - i w zgrozie odwróci-
łem oczy.
ALEKSANDER. Potomki wielkich konsulów, dyktatorów!
ULPIANUS. Ich okrucieństwa dziś nam wiernie posłużą. Po
nich, jak po szczeblach, ja cię do tronu powiodę - ale kiedy na nim
zasiądziesz, niech te schody runą w otchłań, nogą twoją zrzucone -
a na to trza więcej niż nauk Chrystusa!
ALEKSANDER. Znam trudy, które mi się dostały w udzielę -
nocy schodzą mi na rozpamiętywaniu czynów Dackiego Trajana -
albo mu wyrównam, albo zginę młody!
ULPIANUS. Aleksjanie, wspomnij także Rzeczpospolitą i tam
przypatrz się mężom, którzy w togach chadzali. Ach! cóż nam zosta-
ło z ich świętych przykładów? Gdzie lud rzymski, którego prawa
brzmią mi dźwięczniej niż pieśni Homera, niż marzenia Platona?
Kto dziś obaczy w tym mieście twarz bez skazy, kto usłyszy śmiech
szczerego wesela? Wszystkie czoła przyprószone siwizną bez czy-
nów- marną starością strachu lub znudzenia! Wróżbiarze, sofisty,
śpiewacy, tancerki zalegają Forum - i wieki już przeszły od dnia,
w którym Julius pchnął konia w bród Rubikonu. Wstecz niepodob-
na się wrócić. Za dni Kasjusza już za późno było. Bogów tylko
prośmy pana, w którego prawicy odmłodnieje państwo, choćby mia-
sto różdżki oliwnej zabłysnąć w niej miało - żelazo liktorów!
MAMMEA. Znałam na Wschodzie ludzi posępnych i świętych
- oni mówili, że nadchodzą czasy i lepsze, i nowe, że po tylu nę-
dzach zjawi się cezar, który uzna ich Boga!
ULPIANUS. Nazareńczycy! Augusto, strawiłem życie na myśle-
niu o rzeczach boskich i ludzkich i nie dbam o te krety nurtujące
starą ziemię naszą!
MAMMEA. Z ślepego przesądu nie otrząsłeś się jeszcze!
ULPIANUS. Jowiszu Kapitoliński, nie słuchaj jej słów bezboż-
nych! Jam stary Rzymianin. Jam wyrósł wśród pamiątek wolności
i chwały.choć ich za dni życia mego już nie było na ziemi. Państwo
chylące się do upadku wydało tych mdłych gorszycieli, ale za napra-
wą jego musi nastąpić ich zguba! (Chwytając Aleksandra za raka)
Tym tylko, czym wzrosło, odbudujesz miasto - nieugiętym mę-
stwem i tajemniczymi obrzędami naddziadów. Wszystko inne niech
przepada, cudze bogi i ludzie cudzy!
ALEKSANDER. Matka moja poważa chrześcijan, bo w ich
przepisach ukryte są skarby stałości i cnoty - patrz, Domicjanie,
na oczy jej, zroszone łzami - ona lubi chrześcijan, bo oni mi sprzy-.
Jaja.
ULPIANUS. Użyj ich więc za narzędzie, które skruszysz potem.
To moje ostatnie słowo o nich. (Słychać muzyką) Flety syryjskie!
Może arcykapłan Mitry przychodzi odwiedzić kochanego brata.
MAMMEA. Nie - na co dzień o tej samej porze schodzi do
ogrodów Palatynu z kochanką.
ULPIANUS. Słyszałem o tej Greczynce wiele zawiłych powieści
na Wschodzie - przybyli z Rzymu twierdzili, że brat długo się przy-
podchlebial, a potem niecnie ją przedał cezarowi.
MAMMEA. I wierzyłeś temu?
ULPIANUS. Włosy moje siwe od dawna przestały dziwić się po-
dłości, choć jej może czarne dotąd nie pojmują.
MAMMEA. Ale pamiętasz Amfilocha, od kiedy przypłynął za
dni jeszcze wielkiego Septyma na italskie brzegi - widziałeś za-
wsze godność niezrównaną w postawie i słowach jego - czy na dwo-
rze, czy w własnym pałacu on zawsze wyglądał gdyby drugi cezar
w Rzymie!
ULPIANUS. Prawda - ale pamiątka jego wyniosłości mało tu
znaczy, bo najczęściej syny wielkich ojców czołgają się< poziomo
w hańbie znikczemnienia. Niech mi lud i senat rzymski odpowiedzą!
ALEKSANDER. I moje też słowo nie stanie na świadectwo
przeciwko Grekowi - choć nigdy nie znać młodzieńczej otwartości
na jego bladych rysach, jednak coś szlachetnego żyje w całej jego
postaci - nie wiem, co drzemie w głębi tego serca - wiem tylko,
że tam ni strachu, ni uniżenia nie masz!
ULPIANUS. Jakże więc wytłumaczyć to, co się stało?
ALEKSANDER. Ślepym zrządzeniem nieubłaganej konieczno-
ści. Kilka razy imperator spotkał Irydiona idącego z Elsinoą - kilka
razy do cyrku Flawiana razem przybyły ich rydwany. Sam wtedy
widziałem, jak zaraz bratu mojemu nabrzmiały żyły po skroniach
i jak złote lejce, którymi lwów swoich kierował, z dłoni wypuścił.
I, przez niebieską Wenus! wszyscy, którzy tam stali, pożerali ją
także wzrokiem, bo piękniejszej nie widzieli nigdy.
ULPIANUS. Dawniej, kiedy u ojca bywałem, ona jeszcze, grec-
kim obyczajem zamknięta w gineceum, niczyj emu oku widzialną nie
była.
ALEKSANDER. Powiadam ci, że w całym Rzymie takiej dru-
giej nie znaleźć! Byłem w sali Narcyssa, kiedy Heliogabal czekał na
nią pierwszej nocy porwania - oparty o mnie, zgrzytał i szczypał mi
ramię, bo wtedy jeszcze dość łaskaw był na mnie. Ja drżałem z obu-
rzenia i litości, zdawało mi się czasem, że słyszę odgłosy walki -
wtem wbiega prefekt pretorium, wiesz, nadworny błazen, Euty-
chian, i do ucha szepnie panu swemu; "Idzie jasnowłosa". Weszły
karty i karlice, czarni rzezańce i lidyjscy fletniarze. "Idzie jasnowło-
sa" - powtórzył imperator i skoczył, ale natomiast wstąpił do sali
orszak gladiatorów w ciemnych tunikach - wszyscy nieznajomi na
dworze. Brat mój, opuściwszy głowę, ugryzł mnie ze strachu, lecz
Eutychian z grubym śmiechem oświadczył, że syn Amfilocha tych lu-
dzi darował siostrze i cezarowi. Za ich rozstępującymi się rzędami
ukazała się dopiero Elsinoe!
ULPIANUS. Na pół zemdlona, niesiona na ręku służebnic?
ALEKSANDER. Nie - owszem, stanęła pośrodku sali i żadne-
go znaku bojaźni, hołdu poszanowania nam nie złożyła. Zrazu miała
schyloną głowę, ale wnet podniosła kibić i czoło, wnet spojrzała
ognistymi oczyma, gdyby pani nas wszystkich. Cezar zawołał ją bli-
żej - ani postąpić, ani odpowiedzieć raczyła - wtedy skinął na nas
i wyszliśmy wszyscy!
ULPIANUS. Stara krew helleńska, w której coś boskiego zosta-
ło - a brat czy bywa u dworu, czy widuje siostrę?
MAMMEA. Słychać, że raz odwiedził cezara i że długo z nim
bawił - zwykle zaś stroni od ludzi, siedzi w pałacu swoim, otoczony
niewolnikami i barbarzyńcami, którym dobrodziejstwa sypie.
ULPIANUS. I ojciec niegdyś to samo zwykł czynić.
MAMMEA. Rozkosz go nie bawi, zbytek nie łudzi - a choć wi-
dno, że myśl zacięta go dręczy, umie panować nad sobą i milczeć.
ULPIANUS. A gdyby ta myśl była żądzą zemsty za krzywdę sio-
stry? Trzeba ufność jego pozyskać - zrazu błędne wskazywać mu
cele - wreszcie prawdę z zasłon obnażyć. Niechaj duma i skarby
jego staną się naszymi sługi! Lecz teraz mówcie, skąd poszło, że
potwór tak zokrutniał, osiągnąwszy, czego pragnął? Ta niewiasta
wpływ na nim wywarła niepojęty dla mnie!
ALEKSANDER. Eutychian głosi, że ona dotąd nie uległa je-
mu - a od chwili porwania zamknął się w perystylu Agrypiny i od-
tąd ustały biesiady pałacowe.
ULPIANUS. Tajemnica niedługo trwać będzie - on ją zamor-
duje, by spalić na stosie arabskich kadzideł, a na wystawienie jego
wydrze pierwszemu lepszemu życie i dobra, oskarżywszy go wprzódy
o zbrodnię zelżonego majestatu. Lecz przedtem sam może -
MAMMEA. Nie, Domicjanie, nie chcę, by zginął śmiercią po-
przedników - panowanie mądrości i dobrego nie zacznie się mor-
dem syna siostry mojej - powtarzam ci, że nadchodzą czasy miło-
sierdzia. Ty go usuniesz od tronu i każesz zanieść, jak śpiące dziecię,
na ziemię wygnania!
ULPIANUS. Na to by trzeba nazareńczyka. Niedaleko od tych
miejsc Brutus zamordował ojca swego - a ta lekka dusza nie mia-
łaby pójść, kędy poszły stroskane, wielkie cienie pierwszego z ce-
zarów?
MAMMEA. Biada mi!
NIEWOLNIK. (Wchodząc) Irydion, syn Amfilocha, przyszedł
powitać Sewera, cezara konsula, i szlachetną matkę jego!
ULPIANUS.
Zdarzyło się w porę.
(Irydion wchodzi)
MAMMEA. Czyż zawsze z posępnym czołem? Czyż boska So-
fia (przyp.aut.22)nie zdoła pogodniejszym oświecić je promieniem?
IRYDION. Niech ci Rzymianin, co zginął pod Filippami, od-
powie, Augusto, ile mu owa boska przyniosła otuchy. Zresztą nie
poczuwam się do wyrazu liców moich. Duch mój wewnątrz spokojny
i zimny, niczego nie żałuje, niczego nie pragnie i niczego się nie spo-
dziewa. Jakże zdrowie twoje, cezarze? Czy bogi modłom twoim
sprzyjają w tych czasach?
ALEKSANDER. Dziś właśnie spełniły się życzenia moje. Naj-
milszy mój Domicjanus'przybył z Antiochii!
IRYDION. Witam cię, mężu konsularny. Jeśli dobrze pamię-
tam, uczęszczałeś niegdyś w progi ojca mego. ,
ULPIANUS. Mowy Amfilocha brzmią dotąd w uszach moich.
Żyjeż starzec, który często siadywał przy jego ognisku?
IRYDION. Masynissa?
ULPIANUS. Podobne imię. Ojciec twój zapoznał się z nim na
Syriach Oetulów, jak sam opowiadał, wśród dnia skwarnego, zbłą-
kany pogonią za tygrysami.
IRYDION. On dotąd, jak za dni ojca mego, siadywa przy ogni-
sku naszym.
ULPIANUS. Pytam się o niego, bo nieraz mnie zastanowił myślą
dziwną i gorzkim słowem; raz utrzymywał, że Tiberius był naj-
większym z cezarów!
ALEKSANDER. Jak to, przez bogi Many Antonina? (przyp.aut.23)
ULPIANUS. Dowody jego wyszły mi już z pamięci; to jedno
przypominam sobie, iż tak sztucznie władał nimi, iż tak dzikie pomy-
sły rozwijał o przeznaczeniu ludzi, żem milczał w przerażeniu.
MAMMEA. Nie życzę sobie widzieć tak okropnego mówcy.
ULPIANUS. Lecz kiedy czarowne wpływy jego rozumu odeszły
ode mnie, uspokoiłem się jak człowiek, co wytrzeźwia się z pijań-
stwa i własne odzyskuje myśli - bo jakżeż nie przeklinać tych, co
miasto sprawiedliwości ucisk ludziom rozdając, obywateli za to, że
nie zwierzęta,'posyłają pod rózgi i topory liktorów? Nieprawdaż,
synu Amrilocha?
IRYDION. Tak lub nie - ile dusz, tyle serc i sądów!
MAMMEA. (Do Aleksandra) na twarzy niewzruszonej uważaj
tę wargę spaloną, to oko w płomieniach!
ALEKSANDER. Matko, ja chcę mu dobre, szczere słowo po-
wiedzieć!
MAMMEA. Czekaj jeszcze! -
ULPIANUS. Jednak sam nie więzisz, ni katujesz niewolników,
choć masz słuszne prawo śmierci na nimi - nie odpychasz ubogich
Swewów, Daków, Markomanów, żebrzących w mieście. Tak wieść
głosi o tobie!
IRYDION. Matka moja barbyzynką była!
ULPIANUS. A syn jej chce wmówić we mnie, że jest epikurej-
czykiem!
IRYDION. Przez Zeusa Olimpijskiego, stoikom nie udaje się
teraz.
MAMMEA. Ja może lepszych kolei nie obaczę nigdy - ale on,
ale ty, Irydionie, wstępujecie w złotą bramę życia - młodość je-
szcze, jak sen, nad wami ulatuje i radzi wam, byście ufali słodszym
przeczuciom - ani tobie, ani jemu jeszcze rozpaczać nie wolno!
ALEKSANDER. Daj rękę, synu Amfilocha. Nieszczęście, jak
miłość, wiąże ludzi z sobą - bądźmy przyjaciółmi, a może kiedyś
razem będziemy się cieszyć!
IRYDION. Dzięki wam, szlachetni Rzymianie! Znać was nade-
wszystko ukochały bogi, kiedy wam zostawiły nadzieję. Lecz wcześ-
niej czy później na was i na mnie przyjdzie koniec jeden - śmierć
i zapomnienie.
ULPIANUS. (Do Mammei) Albo sztuką Danaów (przyp.aut.24)nas zwodzi,
albo go Jowisz odlał z kruchego metalu. (Głośno) A gdyby złudzenie
prawdą się stało- gdyby cień, który miasto zalega, ustąpił jak
chmura przed pomyślnym wiatrem, a światło cnoty samo jedne zo-
stało, cóż byś uczynił?
IRYDION. Uczciłbym nieśmiertelnych ofiarą i dziękczynieniem.
ULPIANUS. A dla przyśpieszenia dnia takiego nic byś nie
przedsięwziął? Czy rozumiesz mnie? Gramy w przypuszczenia jak
inni w koście - rozmawiamy o niepodobieństwach, by prędzej ule-
ciał czas, który nam ciąży.
IRYDION. Rozumiem cię lepiej, niż ty mnie pojmujesz.
ULPIANUS. A więc?
IRYDION. Przez Odyna, powiedz takiemu dniowi, by zawołał
na mnie, a ja mu odpowiem!
ULPIANUS. Pamiętaj!
ALEKSANDER. Pamiętaj!
IRYDION. Nie zapomnę tej chwili, Rzymianie! Zobaczymy się,
mężu konsularny!
ULPIANUS. Gdzie idziesz?
IRYDION. Czeka n/a mnie grono przyjaciół u stóp Awentynu
i zastawiona biesiada, i nowe jakieś pieśni sykulskiego poety. Idę
ich słuchać, by prędzej uleciał czas, który nam ciąży.
ULPIANUS. Młodzieńcze, idziesz ducha własnego zapomnieć
na tonie rozpusty.
IRYDION. Lucius Mummius nic nam nie zostawił prócz rozko-
szy i śmierci. Długiego życia Aleksandrowi i Auguście Mammei!
(Wychodzi)
ULPIANUS. (Patrząc za odchodzącym) Z tego wosku, kto wie,
czy będzie wam można stronnika ulepić.



Inna część pałacu cezarów - podłużne atrium z sadzawką pośrodku - mozaiki, freski wystawujące faunów, satyrów, nimfy - na słupach jaspisowych kamienne żółwie, skorpiony, krokodyle - wzdłuż ścian posągi Wenery Bachusa. Tu i ówdzie grona dworzan - pretorianów - tanecznie -muzykantów - karłów - Eutychian, prefekt pretorium - Rupilius, Eubulus, jego parasyty.

EUTYCHIAN. Evoe, Bacche! Dlatego nic mi nie ubędzie, bo
cóż zdoła cezara oderwać ode mnie? Jednak takich gości wcale mi
nie potrzeba na dworze. I dzisiaj imperator chce go widzieć - dzi-
siaj kazał mi tu czekać na niego.
RUPILIUS. Półbogom podobny Eutychianie -
EUTYCHIAN. Mów: półboski. Imperator jest całym bogiem -
ja zaś po imperatorze pierwszy.
RUPILIUS. A więc, półboski Eutychianie, pozbawmy go
wierzchniego światła. Niechaj "dulces moriens reminiscitur Ar-
gos"! (przyp.aut.26)
EUTYCHIAN. Evoe! - tylko mi nie prżywódź wierszy Maro-
na76. Nasi starzy za Augusta nie pojmowali sztuki. (Zamyśla się)
RUPILIUS. Nie mieli wyobrażenia o sztuce.
EUBULUS. Nic zgoła się nie domyślali, co to poezja!
RUPILIUS. Bez żadnej wyobraźni.
EUBULUS. Mniej jak bez żadnej.
EUTYCHIAN. Zgoda, trza usłać mu drogę do cieniów. Tymcza-
sem posłuchajcie tej pieśni. Boski ją Neron dla swoich karłów na-
pisał.
RUPILIUS. Oto był zaszczyt muzyki i rytmu.
EUBULUS. Prawdziwy brat sióstr dziewięciu.
CHÓR KAR?ÓW. Stoim z ubocza, a na szczycie wieży pan nasz
stroi lirę swoją- u stóp jego wśród nocy czarnej i mglistej pali się
miasto bogów!
On wzniecił te ognie - on chciał widzieć, jak Troja gorzała
przed laty - on żyć nie mógł, jak żyją śmiertelni - płomieńmi więc
się otoczył i stał się panem dramatu z ognia! Dźwiękami jego nęcone, ze wzgórza na wzgórze coraz bliżej
wśród jęków i szumów podskakują ognie. Nad miastem, co przepa-
da, inny Rzym rośnie w powietrzu. On dziko świetnie j e w pirami-
dach z iskier i słupach syczących płomieni!
A my klaszczem w dłonie, krzyczemy z radości. Dzień zniszcze-
nią nadszedł wysokim i pięknym. Na falach Flegetonu pałace
i świątynie nikną - a nam nic nie będzie, nas ocalił mistrz sztuki
i dźwięku!
FILOZOF. (Zbliżając się do Eutychiana) Ty, co niejako wszyst-
ko możesz i jesteś drugim bogiem w Rzymie, racz dozwolić Anaksa-
gorowi neoplatończykowi81 dwa razy na tydzień głośno czytać i mó-
wić w termach Karakalli.(przyp.aut.27)
EUTYCHIAN. Jakie twoje zasady? Jakich bogów wyznajesz?
Czyś trzeźwy, czy piany, kiedy uczysz ludzi?
FILOZOF. Bogiem moim jedność, w jedności jednością poczęta,
wszystkim niejednościom z konieczności przeciwna i zawarta sama
w sobie, wzierająca w siebie samą.
EUTYCHIAN. Satis est - tą nauką nie przewrócisz państwa.
(Do Rupiliusd) Chyba go Tyresjasz (przyp.aut.28)w piekle zrozumie.
RUPILIUS. Chyba Cerber z trojaką paszczęką.
EUBULUS. (Do Rupiliuszd) Znamienity Ripiliuszu, kazałeś mi
wczoraj coś zapisać na tabliczkach.
RUPILIUS. Czytaj, mój miły.
EUBULUS. (Czyta) "Pojutrze gladiator Sporus i tygrys Ernan".
RUPILIUS. O, trzy razy szczęśliwe przypomnienie - wielki Eu-
tychianie!
EUTYCHIAN. Co?
RUPILIUS. Z siebie uczynię ofiarę dla ciebie.
EUTYCHIAN. Przez Isysa, Anubisa lub jakiegokolwiek egip-
skiego bałwana, wdzięczny ci jestem - ale cóż takiego?
RUPILIUS. Z Maurytanii sprowadziłem tygrysa cętkowanego
złotem i hebanem - w nozdrzach gdyby krew świeża ludzka, w ogo-
nie silą dwóch koni. Mam gladiatora dzielniejszego od wszystkich
nadwornych, człowieka, co mi się zaprzedał z głodu, prawdziwego
krotoniatę.(przyp.aut.29) Sprosiłem zatem wszystkich moich na biesiadę i już za-
łożyłem się z Karbonem, cztery przeciwko jednemu, że Sporus za-
męczy Ernana - ale kiedy losy nas zmuszają, trza do innej walki
użyć gladiatora!
EUTYCHIAN. Stój! (Do pretorianów) Zaśpiewajcie waszemu
wodzowi. Evoe! flety i struny w brzęk! (Do Rupiliusa) Teraz mów
dalej.
CHÓR PRETORIANÓW. Niech żyją koście i wino - sesterce
i róże! Dopóki czara się pieni, dopóki Plutus się uśmiecha, stopy
nasze do tańca, ręce gotowe do boju. Daj nam choćby czarne po
Syrtach Murzynki, choćby śniade po lasach Germanki!
Fartów i Getów starym obyczajem nie chodzimy ścigać. Ojce
nasze leżą w grobie - z nimi nużące pochody. Tu, na łożach, tu,
czoło ustroiwszy bluszczem, tu, w Rzymie, czekamy na wrogów -
niech nadejdą, wtedy z objęć czarnowłosych, wśród dźwięku szkla-
nic porwiemy się do tarczy i odporu - do miecza i rzezi! Teraz evoe!
niech żyją koście i wino - sesterce i róże!
EUTYCHIAN. A choćby się nie udało, to krzywoprzysiężesz?
RUPILIUS. Świadcząc się Wszystkimi bogi Chaldei i Syrii -
EUTYCHIAN. lacta est alea - dziś jeszcze -
RUPILIUS. Otóż i nasz Grek bladawy.
(Irydion wchodzi i idzie ku Eutychianowi)
EUTYCHIAN. Aż dreszcz po mnie przeszedł - w oczach jego
coś piekielnego - mówią, że jego ojciec był czarnoksiężnikiem.
(Opiera się na Rupiliuszu)
RUPILIUS. (Usuwając się) Półbogom nie wolno się lękać.
IRYDION. Stawiam się na godzinę naznaczoną. Eutychianie,
prowadź mnie, gdzie przykazano tobie!
kanty chryzolitów, i krwawe onyksy. Dzień jeden i noc całą bruko-
wali ten podwórzec, a ja nie zasnąłem, nie odszedłem, aż "skończy-
li - wtedy ich wszystkich stracić kazałem!
IRYDION. Kogo?
HELIOGABAL. Podłe niewolnik!! - co się pytasz o nich? Oni
poprzedzili pana swego. Czyż w Rzymie kto powinien wiedzieć, że
cezar do śmierci się gotuje? Było ich stu tylko i chłopiąt dwoje! Ach!
ja nie oddam w ręce ludu śnieżnych członków moich - ja tu głowę
moją świętą rozbiję - niech po diamentach krew moja spływa do
Erebu!
IRYDION. Cóż grozi tak nieodzownie?
HELIOGABAL. Aleksjan -przebrzydłe imię - Aleksjan!
Oby zginął przed czasem! Aleksjan - potrójnej Hekacie (przyp.aut.32)głowę
jego poświęcam - on, on, Aleksjan, czarne waży myśli i gotuje
zdradę.
IRYDION. Opatrzne oko moje wytężone nad nim i nad matką
Jego.
HELIOGABAL. Nie przerywaj mi - nie broń go, jeśli miłe ci
powietrze, którym oddychasz - słuchaj - na to, byś słuchał,
przyjść ci kazałem. Szpiegi mi donieśli, że z Ulpianem się naradza,
że od kilku dni bledszym się wydaje, że w zadumieniu to odwija, to
przygłaszcza pukle - a ten Ulpianus, co przyleciał z Antiochii, ha,
czy wiesz, co on zamyśla?
IRYDION. Słyszałem często o nim jako o zawołanym prawniku.
HELIOGABAL. Ty go chwalisz, o bogi nieśmiertelne! A ja ci
mówię, że bez tego człowieka od lat trzydziestu żaden spisek się nie
obszedł. Domicjanus Ulpianus - słodki na pozór w mowie, ale
stoik nieubłagany, zawsze gotów zabić panującego lub, jeśli się nie
uda, samego siebie - istny spisek chodzący, jedzący, pijący - żywe
przekleństwo dla jakiegokolwiek rządu - miecz Damoklesa (przyp.aut.32)nad głową moją - i ty mi chwalić będziesz! Prawnik zawołany!
Jupiter! (przyp.aut.33)nie tylko jego, ja bym same prawo zamordował. Mówże,
co robić?
IRYDION. Nie rozpaczać, kiedy jeszcze cicho i spokojnie -
a jeśli przyjdzie do niebezpieczeństwa, na mnie polegać!
HELIOGABAL. A jeśli już odzywają się wróżby mojego po-
grzebu? Jeśli przeciw bogom siostry twojej inne, silniejsze się pod-
noszą? (List rozwija) patrz- Symmach Niger opisuje mi straszne
znaki co się objawiły nad Dunajem - o wschodzącym słońcu,-oto-
czone świętym orszakiem Bachusa, wśród głów bluszczem umajo-
nych, wśród rąk potrząsających tyrsami, widmo Aleksandra Mace-
dońskiego (przyp.aut.34)stanęło na szerokim błoniu. Zbroja lśniła się na piersiach jego, ta sama, którą nosił, kiedy zmiótłszy Dariusza, szedł
podbijać Indie. Hełm złoty gorzał na pochylonej głowie. Za nim stą-
pali wodzowie, polegli od dawna. Ludy Mezji i Tracji biły prze-
chodzącym głębokie pokłony i cisnąc się za nimi, doszli aż do brze-
gów morza. Tam w powietrzu rozwijały się umarłych cienie! (Opiera
się o kolumną) Podaj mi falernu!(przyp.aut.35) (Bierze puchar) Tak, Aleksander
Sewerus z rąk Macedończyka weźmie państwo i życie moje! Dii,
avertite omen!(przyp.aut.36)
IRYDION. Alboż wyszło ci z pamięci, że syn wielkiego Septy-
miusa (przyp.aut.37)niegdyś ukochał matkę twoją? Alboż zapomniałeś, że du-
sza Macedończyka żyła w boskich piersiach jego? A teraz, kiedy
bohater, co był opiekuńczym duchem ojca twego, z grobu powstaje,
by chwałę ci zwiastować, ty bledniejesz i potrzeba ci wina - po-
ciech - ręki przyjaciela, byś nie zemdlał i na ziemię nie-runął -
hańba ci, synu Karakalli!
HELIOGABAL. Nie - nie - on Aleksandrowi, on wschodzą-
cemu słońcu się uśmiechał bladymi ustami. Mnie twarz każda, głos
każden, lud, senat, pretorianie, Rzym cały śmiercią grozi. Ja czuję,
że mnie razem, zgodnie, -krok za krokiem odrywacie od słodkiej ma-
tki ziemi i wszyscy, ilu was jest, wleczecie do piekła!
IRYDION. Bądź lepszej myśli. Czyż w odwiecznej walce między
człowiekiem a miastem człowiek nigdy Wygrać nie zdoła?
HELIOGABAL. Co mówisz?
IRYDION. O losach waszych! Zginęliście jedni od miecza, dru-
dzy.od trucizny, inni z rąk własnych, wszyscy wśród hańby i przera-
żenia, zdradzeni przez powierników, przeklęci od nieprzyjaciół. Dla-
czegóż jednym trybem zawsze dziać się mają sprawy ludzkie? Rzym
dotychczas knuł spiski, mordował cezarów - niech cezar stanie się
spiskowym, niech cezar uderzy na wroga!
HELIOGABAL. Kto? jak?, Widzę potęgę na czole twoim, ale
jej nie pojmuję!
IRYDION. Czyż te pałace, świątynie, cyrki, czyż ten zamek, trzy
razy spalony, z starym bogiem swoim nigdy upaść nie mają? Czy nie
słyszałeś o miastach Wschodu, piękniejszych i ogromniejszych, co
niegdyś były cudem dla ludzi, pieszczotą dla bogów? A dziś tumany
piasku przechadzają się po nich i na zwalonych arkadach samotne
skowyczą hieny! Czyż Hierozblima z rojami wściekłych obrońców
oparła się wszystko niszczącym losom? A jednak miała boga samot-
nego i silnego jak Fatum! Idź i zapytaj się pustyń, z czego powstały!
A te wzgórza, osadzone marmurami i granitem, czyż to nieśmiertel-
ne bogi? Patrz na nie i zrozumiej słowa moje. Oto prawdziwy Alek-
sjan, oto wróg twój mściwy, rozciągnięty u nóg twoich, ale nadyma-
jący się dniem i nocą, by obalić ciebie. Jeśli go nie ubieżysz, biada
ci, nieszczęśliwe dziecię, w ramionach olbrzyma. (Chwyta go za
rękę) Wznieć silną wolę w sobie - ten świat, który ci wskazuję, wy-
zwij do boju! Stań się, czym kilku było na ziemi - niszczycielem -
a te gmachy, pianę życiem tysiąców, te wille, rozigrane w promie-
niach słońca, te trofea, te wszystkie pamiątki i rozkosze ludzi odda-
my w puściźnie po ludziach skorpionom i wężom!
HELIOGABAL. Teraz przejrzałem. Nieraz to samo czułem,
pragnąłem! Ha! jaka chwała dla Mitry, kiedy Jowisz Kapitoliński
piasek gryźć będzie. Ale czyje ramię podejmie się czynu? Kto po-
wstanie na święty zamek (przyp.aut.38)na wieczne miasto?
IRYDION. Syn kapłanki i Amfilocha Greka.
HELIOGABAL. Czy myślisz, że jaki żołnierz pójdzie za tobą
lub za mną w tak ostatecznej chwili? A senatory, a rycerze, a lud
wreszcie cały? Bój się nieśmiertelnych - co tobie się stało, co ty
zamyślasz, Irydionie?
IRYDION. Z natchnienia bogów cezara ocalić!
HELIOGABAL.Strach mnie ogarnia. Geniusz miasta(przyp.aut.39)zwyciężył wszystkich - jaz bym się miał targnąć na niego!
IRYDION. Żyj więc w trwodze, dopóki nie skonasz w mę-
kach -
HELIOGABAL. Dopełnij zlecenia bogów, potężny śmiertelni-
ku - purpurą cię obtoczę - zdejmę sandały z nóg własnych i do
twoich je przywiążę, jedno bądź mi ku pomocy, nie opuszczaj mnie,
wybaw mnie od śmierci!
IRYDION. Zbawić cię tylko mogę rozpędzeniem senatu, wycię-
ciem pretorianów i przeniesieniem stolicy!
HELIOGABAL. Senat rozegnać, to jeszcze, to jeszcze potra-
fim - ale, reszty dokonać?
IRYDION. Dawniej Katylipie, późniejszymi laty Neronowi nie
brakło na pożarnikach. ?atwiej rozrzucić w perzynę to, co żyje
dzisiaj, niż zbudować w głazy to, co ma żyć jutro. Zresztą ci, co zo-
staną na zgliszczach, zwać się jeszcze będą Rzymianami. Długo jesz-
cze kilka pałaców, rozpadłych na chaty, zwać się będą Rzymem. Zo-
stawia zgrzybiałym dzieciom to imię drogie - ale siły żywotnej, ale
siły pochłaniającej już nie będzie w tych miejscach. Cezarze, w dniu
wielkiego morderstwa ja sam ludzi ci dostawię i stanę przy boku
twoim!
HELIOGABAL. Skąd - jakich - gdzie oni?
IRYDION. Nie tobie jednemu Rzym wszystkie dni życia po-
wlekł śmiertelnymi ciemności. A niewolnicy, a gladiatorowie, a bar-
barzyńcy, a wyznawcy proroka nazareńskiego? Ty na czele, oni
w ostatnich ciągną szeregach, ale ich i ciebie zarówno geniusz Romy
przeznaczył bolesnemu życiu i haniebnej śmierci! Zbijmy więc ich
nędze w jeden podrzut zemsty na jedną chwilę tylko - a panowie
amfiteatru,(przyp.aut.40) a żołnierze pretorium nie dotrzymają kroku tylu zgło-
dniałym, namiętnym i wściekłym.
HELIOGABAL. Dobrze - dobrze - a potem czyż oni nas sa-
mych nie pożrą? Gdzie się podzleć wśród takiego zgiełku? Kto
skróci ich zuchwałość, czym pragnienie krwi zgasiemy w ich pier-
siach?
IRYDION. W pierwszych dniach zemsta .i chciwość upiją się
krwią i złotem wśród pożaru miasta. Następnie ich ramiona i chęci,
związane tylko wspólną nienawiścią Rzymu, rozprzęgną się i każdy
wróci do przesądów wiary swojej lub zwyczajów narodu swojego.
Wtedy, już rozdzielonych i osłabionych, na Wschód pociągniem za
sobą obietnicami lepszej jeszcze rozkoszy. Tam wymrą od skwarów
nieznośnego słońca, wymrą od zbytków, na które się rozpaszą oby-
czyjem zwycięzców i dzikich, a reszta rozpłynie się i wyschnie wśród
ludów, które cię kochają i boga twego wyznają. Naprzód więc bez
trwogi, ale w milczeniu śmierci - inaczej nigdy nie dorwiemy się
życia!
HELIOGABAL. le triomphe! (przyp.aut.41)Tyś z Prometeuszem razem
chodził po ogień do niebieskich progów. (Klaszcze w dtonie) O, gdy-
bym nową świątynię zbudował w Emezie - o, gdybym żyć mógł
wśród wieszczbiarzy moich!
IRYDION. Młode państwo założysz na miejscach, w których
wziąłeś życie - wolny od bezsennych nocy, razem arcykapłan i ce-
zar, podobny starożytnym półbogom Nilu, słodkie dni pędzić bę-
dziesz wśród dymów aloesu i mirry, wśród tonów cytary i fletu.
Gdzie spojrzysz, tam czołgać się będą niewolniki ciche i stopę weg-
niesz w ich karki czarne. Co zażądasz, stanie się twoim - co każesz
ludziom zapomnieć, zapomną - co każesz pamiętać, zapamiętają -
wielkie imiona przeszłości zgasną w obliczu twojego - a nie będzie
już wtedy senatora lub prawnika, co by marząc o Rzeczypospolitej,
śmiał przedrzeźniać twoją mitrę chaldejską, natrząsać się,z obwi-
słych rękawów wschodniej szaty twojej!
HELIOGABAL. Przemierzłe Kwiryty(przyp.aut.42)! - niby ich stara toga,
ich fibule,(przyp.aut.43) ich tuniki piękniejsze! Mitro, słuchaj mojej przysięgi
- obym nigdy do twoich promieni się nie dostał, oby geniusze nocy
członki moje rozerwali, jeśli wszystkich bogów Rzymu, spętanych
w łańcuchy, nie rzucę przed twoje ołtarze. Synu Amfilocha, co ra-
dzisz, uważam za dobre i pożyteczne - przez Baala i Astarota,
zburzymy to miasto - radź dalej tylko!
IRYDION. Każ potajemnie skarby twoje wywieźć do Emezy -
zabawiaj lud igrzyskami - pretorianów hojnymi datkami - a tymcza-
sem ściągaj do miasta z legii windelickich zaciężne Goty, z nadreń-
skich zaciężne Cheruski - w miarę jak będą przybywać, ja zapoz-
nam się z nimi - matka nauczyła mnie dzikiej mowy północnych!
HELIOGABAL. Zapominasz o włoskich legiach stojących
w Efezie, w Tarsus, w Pergamie, w Milecie.
IRYDION. Wyszlij gońca do pretora Wariusa, by je zgromadził
i naj spiesznie j szym pochodem udał się na Fartów. Zajętych nad Ka-
spią przykrymi utarczki dojdzie wieść o tym, co się stało w Rzymie
- wtedy jednych złowi nieprzyjaciel, drudzy się rozsypią, inni przy-
biegną połączyć się z nami i żyć z łask dworu twojego.
HELIOGABAL. Bitne to kohorty - pomyśl jeszcze - może
niebezpiecznie?
IRYDION. Nie lękaj się nikogo po zniszczeniu Romy. Bezkar-
nie deptać można po ciele, z którego wyleciała dusza - a my samą
duszę państwa, duszę świata wydrzem i zabijem.
HELIOGABAL. A gdyby nas Aleksjan uprzedzil tymczasem?
Zamiejskie pretoriany szemrzą coraz bardziej i piosnki nocą o jego
odwadze. Ulpian senat przeciągnie. Obudzą mnie w nocy, przerżną
mi gardło...
IRYDION. Ty wprzódy wyrzeczesz nad nimi: Salve aeternum.(przyp.aut.44)
Tylko Eutychianowi nie zwierzaj się z niczym - przybierz zimną
i spokojną postać - odwiedź Aleksjana i Mammeę - a kiedy z nimi
będziesz rozmawiał, niech słowa słodkimi, niech spojrzenia twoje
łaskawymi będą. Uwierzą li czy nie, zawżdy to ich wstrzyma na czas
jakiś od stanowczego działania.
HELIOGABAL. Uśmiechnijcie się, bogi! Mitro, rozjaśnij zasę-
pione czoło! Wenero, matko lubieżności, połóż się na modrych fa-
lach, lecącymi otoczona syny! Bachusie, pij zdrowie Heliogabala!
Dajcie róż i falernu! Chodź, najmilszy z ludzi - rozciągniem się na
purpurze - pić będżiem i chwalić bogów za to, że wróg nasz zginie!
(Skacze mu na piersi) Ten pocałunek weź od cezara! Nieprawdaż -
wonne usta moje i gładkie czoło wzorem na j ślicznie j szej dziewicy!
Chodź! Ja i Elsinoe panować będziem na syryjskich wybrzeżach, tam
gdzie święte gwiazdy rozmawiają o losach przyszłości. (Wychodzą)
Ogród cezarów na palatyńskim wzgórzu. Pod posagiem Diany
Elsinoe i Irydion.
ELSINOE. Dalej iść nie sposób - za długo by mi wracać było.
Lecz ty nie opuszczaj mnie jeszcze.
IRYDION. Spieszno mi także - ostatnia czerwień słonecznych
promieni już umiera na szczytach amfiteatru, a nim wrócę do siebie,
muszę zamiejskich pretorianów odwiedzić.
ELSINOE. Nie proszę o długie godziny - błagam o jedną chwi-
lę tylko. (Kładzie glowę na podstawie posągu") Spojrzyj na twarz Nie-
pokalanej - patrz -- obwiala ją tunika zmierzchu - o, ja bym mo-
gła była kochać jak ona, kiedy wśród cichej nocy, oparta na łuku
złotym, spuszczała się przez fale błękitu, by marzyć nad sennym En-
dymionem. A teraz pójdź - zapytaj się ludzi, na co wyszła siostra
twoja. "Między Poppeą i Messaliną - odpowiedzą ci - postawio-
no jej ołtarze".
IRYDION. Kto się poświęcił dla dobra ludzi, powinien o ich są-
dzie zapomnieć. Czy wiesz, kto ]est bogiem nazarenów? Ten, co dla
zbawienia braci sam przystał na hańbę krzyża! O Elsinoe, i nam po-
dobne dostały się losy.
ELSINOE. Ty już cudze wiary przejmujesz, szukasz pociechy
u tych, którymi pogardzili ludzie! Ale ty znasz Aleksandra, wiesz,
jak go wychowała Mammea, słyszałeś o nim przepowiednie starców,
że zrówna kiedyś boskiemu Aureliuszowi! Wczoraj w przysionku
Dejaniry napotkałam jego. Zatrzymał się i spojrzał - pierwszy
wzrok był niepewny, drżący - drugi już mocniejszy, wyrazistszy -
wreszcie odwrócił się w milczeniu pogardy.
IRYDION. On i wszyscy żyjący w tym mieście przeznaczeni zgu-
bie.
ELSINOE. Precz, precz! Ja nie żądałam zemsty - odwołaj, od-
wołaj!
IRYDION. Biedna, uspokój się. Nieszczęśliwa, jakże ci teraz -
w nagłej bladości zdałaś się omdlewać przed chwilą?
ELSINOE. Lepiej mi, lepiej - daruj - nie do takich żalów po-
wołały mnie bogi. Idź - ja wrócę, kędy mnie Furie czekają - ja
pójdę stopy wikłać z gadem, co nieustannie pląsa naokoło - tam za
wczesna starość w nagrodę upodlenia i męki - tam konwulsja wstrę-
tu - ale cicho, cicho - ty nie znasz tajemnic dziewiczego łona!
IRYDION. Ach! ty, coś niedawno płonęła życiem tak promien-
nym, nimfo ruchu i piękności, gdzieżeś się podziała? Tę łzę, co spły-
wa po twarzy mojej, wylałem dla ciebie. Lecz teraz oddal się - pa-
miętaj na wyroki Odyna i dotrwaj do końca.
ELSINOE. O bracie!
IRYDION. Pogardzonemu szałów przysparzaj, doniszczaj ro-
zum jego i życie. Vale!(przyp.aut.45)
ELSINOE. Niechaj cienie Amfilocha i Grimhildy będą naokoło
ciebie! Yale!



Sala Amfilocha w nocy - Irydion wchodzi z Masynissa - za nimi przełożony niewolników.

IRYDION. Czego chciał, Piladzie?
PILADES. Ani słowa nie przemówił - jedno zasiadł i postano-
wił czekać na ciebie. Myśmy zwykłym obyczajem domu twojego dali
mu chleba, mięsa i wina.
IRYDION. Niech wejdzie.
(Wychodzi Pilades)
MASYNISSA. Strzeż się tego człowieka.
IRYDION. Czemu?
MASYNISSA. Ten człowiek przychodzi cię zabić - masz!
(Miecz mu podaje)
IRYDION. Jeśli prawdziwe twoje przeczucie, szkoda tej kartag-
skiej stali. Tym pucharem, z którego pijał Amfiloch, roztrzaskam
mu głowę. (Wchodzi gladiator) Czego chcesz, niewolniku?
GLADIATOR. Przez chwilę być sam na sam z tobą.
IRYDION. To mój powiernik - mów śmiało przed nim.
GLADIATOR. Pan rzekł do mnie: "Miasto darcia się z tygry-
sem zamorduj Greka, a będziesz wolnym". Lecz ten, który mnie
przysłał, sto razy gorszym jest od ciebie. (Rzuca sztylet na posadzkę)
Niechaj przepadnie niewola!
IRYDION. Kto cię przysłał?
GLADIATOR. Człowiek nowy(46), podlec i tchórz, okrutnik i li-
chwiarz.
IRYDION. Ha! to pewno Rzymianin!
GLADIATOR. Zgadłeś - Accius Rupilius.
IRYDION. Nadworny błazen nadwornego błazna. (Kładąc pu-
char) Wiedziałem o tym. Patrz - czaszka twoja rozpaść się miała
na odciski tej rzeźby korynckiej!
GLADIATOR. O synu Amfilocha, nie przeląkłem się ciebie.
Rosiej szym i dzikszym parłem stopą piersi na piasku areny - ale
głodny byłem - jeść mi dali w pałacu twoim - spragniony by-
łem - dali mi wina w pałacu twoim - i czekając na ciebie, słysza-
łem braci gladiatorów, którzy imię twoje błogosławili. Teraz bądź
zdrów, ja zginę jutro pod kłami tygrysa.
IRYDION. Nie - ty żyć będziesz i zemścić się niewoli twojej na
panach twoich. Ho! Pilades,
(Pilades wchodzi)
Sto sesterców wydać temu człowiekowi i tunikę, i pierścień żela-
zny, jaki noszą domownicy moi. Imię twoje?
GLADIATOR. Za dni dzisiejszych zowią mnie Sporusem.
IRYDION. W mowie twojej prostej coś dumnego się odzywa.
Ostatek jakiejś przeszłości żyje w tobie jak promień lampy, wymy-
kający się ze szpary sarkofagu. Jeszcze raz pytam się o imię twoje?
GLADIATOR. Niegdyś przodków moich na wzór Jowisza czcił
lud i senat rzymski - ale co przeszło, przeszło. Imię moje: Lucius
Tiberius Scipio!
IRYDION. Marzysz, niewolniku - ród ten wygasł już od da-
wna.
GLADIATOR. Ale tylko w pamięci ziomków - ostatniemu z
naszych, o którym świat wiedział, Nero zabrał żonę, pałac w Rzy-
mie, imiona127 w Italii, Sycylii i Afryce i posłał go na wygnanie do
Chersonezu - syn jego po latach wielu wrócił do miasta o zebranym
chlebie - odtąd jesteśmy nędzarze, a ojciec mój już był gladia-
torem!
IRYDION. I nikt was nie poratował w Rzymie?
GLADIATOR. Kto miał wspomóc starego patrycjusza? Czy
prawnuki naszych liktorów, dziś bogate pany? Czy imperator, wróg
przeszłości, morderca pamiątek? Ojciec mój, hakami wywleczony
z amfiteatru, skonał w spoliarium,(przyp.aut.47) przeklinając bogów. O! niech
przepadnie miasto, które opuściło wnuki swoich konsulów! (Podnosi
sztylet) Jedno słowo tylko, a pójdę Rupiliusa, tego dzisiejszego Rzy-
mianina, zabić!
IRYDION. Śmierć jednego jest szałem dziecka tam, gdzie trza
śmierci tysiąców. Zachowaj się na szersze pole, do lepszego dzieła.
GLADIATOR. Jeśli dzień taki lub owaki bliski, w którym mo-
gę - wszyscy z dawnych, jako ja, i wszyscy W nędzy!
IRYDION. Każdy z nich znajdzie schronienie pod tymi filary -
na teraz dom mój niechaj będzie waszym. Yale!
MASYNISSA. Idź, żądaj zemsty sercem całym, a losy ci jej nie
odmówią.
(Gladiator wychodzi)
IRYDION. Wygrywam, starcze, wygrywam! Ach! triumf atory
dawne, coście braci moich, spętanych w łańcuchy, wiedli obok kró-
lów w kajdanach, zburzyciele Kartagi, Koryntu, Syrakuzy, patrzcie
- ostatni Scypio stał się sługą i Greka narzędziem - przyszedł że-
brać z niego u jadła, i mordów! Ach! doczekałem się upadku prze-
klętych i dumnych. Masynisso, tym kielichem pij zdrowie Scypio-
nów! (Nalewa mu i daje).
MASYNISSA. Długiego powodzenia rodowi Scypionów! (Odda-
je w ręce Irydiona) .
IRYDION. (Pije i rzuca puchar) A jako ten kamień drogi, nie-
chaj pryśnie pycha Romy!
MASYNISSA. Pochłaniamy stopniami cudze wole i siły - roś-
niemy, Sygurdzie; ale dopóki Nazaret nie wrócony na naszą wiarę,
dopóty nie zdołamy walczyć wstępnym i zwycięskim bojem!
IRYDION. Starzec-bóg, przed którym oni zginają kolana
i myśli, ku czarnym sklepieniom długo trzymał wzniesione ramiona,
wzywał ducha i wpoił tego ducha w skronie moje rękoma drżącymi,
z których sączyła się woda tajemnicy - grono bladych, wynędznia-
łych braci śpiewało powtarzając imię moje nowe: "Hieronim, Hiero-
nim", a ich głos ciągnął się jak pogrzeb nadpowietrzny, niewido-
my - w tej pieśni jednak były słowa nadziei!
MASYNISSA. I znamię ich zawiesiłeś na piersiach?
IRYDION. Zawiesiłem.
MASYNISSA. Przycisnąłeś do ust w pokorze?
IRYDION. Przycisnąłem.
MASYNISSA. Dobrze - teraz ich serca się rozdzielą!
IRYDION. Już zaczęły się mieszać. W starych, w tych, którzy
odbyli męczeństwo i niebo, jak twierdzą, rozwarte nad sobą widzie-j
li, na próżno chciałem rozniecić iskrę zapału - odpowiadali mi za-
wsze te same słowa, jak strumień, co zawsze o jedne rozbija się żwi-
ry: "Przebaczenie - Zapomnienie - Miłość zabójcom". Ale, młod-
si, świeżo namaszczone żołnierze, niewolnik!, barbarzyńcy, pielgrzy-
my, co odwiedzili pustynię Egiptu, coś dzielniejszego czują. Ich
wzrok się płomieni na wzmiankę obelg i męczarni. Ich serca przynaj-
mniej czegoś pragną na świecie. Zrazu błogosławią złemu, co ich
gniecie, ale wreszcie, kiedy krew zagra im po żyłach, chcącym nie
chcącym wyrywam przekleństwo.
MASYNISSA. Na to, byś wcielił królestwo nie tej ziemi w na-
miętności ziemi, trza ci niewiasty. Oni ubóstwiali córę dzieciństwa
i wczesnej starości; z łupów cielesnych rozkoszy wydumali parę taje-
mniczą - oni przed niewolnicą męża schylili czoła. Z tylu dziewic,
które tam więdnieją w modlitwach i postach, jedną wybierz i rzuć
im ponad dusze. Uczyń ją zwierciadłem myśli twoich - niech je od-
bija i ciska naokół bez pojęcia, bez czucia - ale siłą, co w piersiach
męża góruje, porwana i zniszczoną!
IRYDION. Znam jedną - wszyscy darzą ją imieniem błogosła-
wionej i świętej przed czasem, a ona lubi mi rozpowiadać niebiosa...
MASYNISSA. Tknąłem i obrzękła mi struna - nieprawdaż,
oko jej czarne jak węgiel, błyszczące jak żary - ród Metellów koń-
czy się na niej?
IRYDION. Wiesz - po co się pytasz?
MASYNISSA. Pamiętaj chwalić jej Boga, każdą ranę Jego
chwalić, z każdym gwoździem, co przebił Jego, żałośnie się pie-
ścić. Ona się kocha w tym ciele rozkrzyżowanym, w tych rysach,
które sobie wymarzyła pięknymi, gasnącymi w zwycięstwie mi-
łości. Ona ich nie widziała, kiedy konały ze wtrętem bólu, w mil-
czeniu osłabienia, zmazane krwią, z wichrem gwiżdżącym wśród
włosów! Słuchaj, przeprowadź jej myśl od Niego do siebie. On
daleki, On był kiedyś na ziemi, On nie wróci nigdy. Ty żyjesz i je-
steś przy niej. Ty będziesz jej bogiem! Alma Venus (przyp.aut.48) i Eros, sprzyjajcie!
IRYDION. Ach! kto zbada tajnie jej bytu, kto schwyci źródła
i-jej życia? Ona żyje ciemnościami w tych puszczach podziemnych,
widoma i niepojęta, nacechowana boleścią i z niej wyłudzająca uro-
de. Sam Fidiasz by jej kształtów wszechmocnym' nie zatrzymał
dłutem - ona całą piękność swoją uniesie z sobą razem w ostatnim
westchnieniu! Przeciwko niej ja słaby jestem!
MASYNISSA. Czego się wahasz i wątpisz? Ona twoją być mu-
si - nie dla marnej rozkoszy, ale że rozum mój, że dzieło nasze
żąda jej zguby jak zapytanie odpowiedzi i dźwięk dźwięku następne-
go. Kiedy jej głową opadnie na łono twoje, kiedy pierś jej zadrży
jak pierś każdej niewolnicy i dusza niebieska zapomni siebie samej
w ciała pożarach - wtedy w katakumbach znajdziesz wiernychSłu-
żalców, o synu! wtedy duch mój będzie z tobą i zemsta stanie się
ciałem. (Odchodzi)
IRYDION. Masynisso!
MASYNISSA. Czego żądasz?
IRYDION. Błagam cię - powiedz mi jak przyjaciel - nie -
Daj wyrok jak sędzia -od czasu, w którym śmiałem się dziecinnie,
w którym nieświadomie, wesoło trącałem o krzywdy i hańby pokole-
nia mego, aż po dziś dzień każde słowo, sprawę, wszystkie chęci
moje odwołaj, przelicz - rozumiesz?
MASYNISSA. Czemu wzrok twój tak zmętniał i głos twój taki
rozdarty, zbłąkany?
IRYDION. Wszak co świętym i lubym dla drugich, było zawsze
świętokradztwem dla mnie? Wszak dzikiej cnoty, ślubowanej Fu-
riom, dochowałem wiernie? Dotąd nie ma na mnie ani skazy litości,
ani plamy żalu?
MASYNISSA. Ale też nie ma czynu, syna ręki twojej. Dopóki
to dziecię w powiciu nicości, dopótyś sam jeszcze nieznany i sła-
by - w tym samym dniu, o tej samej chwili staniesz się ty przez
dzieło twoje i dzieło twe przez ciebie samego!
IRYDION. Ach! w tych piersiach coś niepotrzebnego zostawiły
bogi - czuję jad, co podchodzi mi skronie i do ócz się tłoczy. Nie-
wiasty ten jad nazywają łzami! Powiedz! wszak ja kiedyś miałem być
człowiekiem?
MASYNISSA. I jesteś nim właśnie w tej chwili nikczemności. Ty
nie wiesz, że każden z was zdołałby zostać wszechmocnym myślą
własną, nieubłaganą, zażartą -ale wróg przewidział i zawiesił w ło-
nie waszym serce - bojaźń, ułudę, podłość, którą tulicie jak nie-
wolniki, którzy przystali na hańbę. Tym on was rozdwoił i rozrzucił
nisko i daleko. Tym on panuje na długo i żaden go nie strąci, choć
każden mógł go strącić!
IRYDION. O kim mówisz? Kto mnie nędznym i nieszczęśliwym
uczynił? Jednego tylko znam zabójcę wszystkich chwil moich -
Rzym się nazywa.
MASYNISSA. Jest inny Rzym, który zaginąć nie może! On
nie na siedmiu wzgórzach, on na gwiazd milionach oparł stopy swo-
je! On nie ród ludzki, marny, jeden, ale plemion anielskich wielkich
i urodziwych krocie znękał. Z was wszystkich on ma tylko błaznów,
z nich męczenników i w każdej chwili, jako wy w omamieniu chwali-
cie, tak oni w mądrości i piękności swojej o pomstę wołają!
IRYDION. Co ty mi zwiastujesz, ty straszny, niezgłębiony?
MASYNISSA. Walkę!
IRYDION. Gdzie? Kiedy?
MASYNISSA. Po zgonie Rzymu! Wszędzie, kędy twój duch
zdoła czuć i myśleć!
IRYDION. Bez końca, bez końca więc?...
MASYNISSA. Ja sam cię do niej powiodę - na padole obłąka-
nych wygrywaj tymczasem dzieje swoje, zatrute przez wroga! Prze-
ciw niemu i jego służalcom obrócisz kiedyś czoło w pełności rozumu!
IRYDION. A zwycięstwo, czy będzie zwycięstwo? Czy kiedy
zdejmę tu, czy na jakiej gwieździe, ciężką zbroję moją? Czy kiedy
opuszczę głowę bez oczekiwania, bez niebezpieczeństwa, wolny,
ukochany, kochający, szczęśliwy?
MASYNISSA. Nie pytaj się przed czasem! Idź naprzód, panuj
zwierzęciu w sobie, naucz się być samotnym na ziemi, jako on jest
na szczytach świata; naucz się cierpieć, jak cierpią duchy potężniej-
sze od ciebie! Bo nim dojdziesz tego, na co wyróść możesz, ogień
cię przetrawi razy tysiąc, konanie cię przetworzy razy tysiąc - gniew
jego cię odepchnie razy tysiąc. Będziesz jak fala rzucana pod obło-
ki i strącona w przepaście - tylko że ona martwa, ślepa, głucha,
a w tobie nieśmiertelne czucie!
IRYDION. Jaki bądź nieprzyjaciel mój, przed nim nie uniżę du-
li 'tha. Noc późna - wrócisz jutro rano - jutro pomówimy jeszcze.
Idź teraz! Prawda, prawda: nie miałem litości nad siostrą, miałże-
bym jej, nieznanej, żałować?
MASYNISSA. Pamiętaj na słowa moje! Bo miną kiedyś narody
tej ziemi, ale mój rozum nie przeminie. (Odchodzi)
IRYDION. (Zrzucając chlamidę) Idź - ty mi ciężysz - (Rzu-
ca pierścień) precz - ty mnie palisz - chciałbym włosy zmieść ze
skroni - one mną nie są - one dolegają mi. Gdzie ja? - Irydionie,
pokaż mi się! Męczarnio, co żyjesz w głębi łona tego, wynijdź -
kto ty jesteś, niech ujrzę, raz niech się dowiem! (Zdejmuje sztylet
znad tarczy) Powiedz mi, ogniku nocny, modra klingo, czy ty zdo-
łasz wyssać mnie z piersi moich? - ale słyszysz? - na zawsze!
Nie - nie, tyś także złudzeniem! Katon gdzieś się obudził i tam
już inny Cezar stał nad nim, trząsając mieczem i kajdany! (Rzu-
ca sztylet i depce) Kłamco, coś zwiódł tyle dusz cierpiących marną
obietnicą nicości, ja urągam się tobie - ja, czy tu, czy tam, nie-
wolnik! - ja nie spocznę nigdzie -leż w kurzawie, żmijo fałszu!
(Obciera czoło) Nieznośnie temu, który zaginąć nie zdoła - który
kona wiecznie, a nie skona nigdy! (Stąpa po sali) Jaka pustynia mil-
czenia i spoczynku! Jeden ją zalegam nieuśpioną myślą - noc mi
wieniec z gorączek i trosków na czole złożyła. Dzięki wam za taką
purpurę, bogi piekielne! (Staje przy posagu) Ojcze! kiedy spojrzę na
rysy twoje, zda mi się, że słyszę obietnicę świętą. Nieszczęśliwa Hel-
lado! ty mnie przyciśniesz do łona - triumfator pędzi - u kół ryd-
wanu jego skrępowane Rzymiany - ich czoła pękają za osi goreją-
cym obrotem! Ha! nie dbam o męki nieskończone, byleby dzień ten,
jeden dzień taki czoło mi w laury okwiecił! (Klęka) Ale czyż i ją
mam zgładzić także? Ojcze, daruj jej - ona nie cierpi jak my wszy-
scy, bo ma swoją wiarę i przyszłość nieskończoną. Dumnych mordo-
wać - nędznych tysiące zepchnąć do Erebu - skazaną dobić -
Ach! to w losach moich wyrytym było - ale szczęśliwą znieważyć,
ale ufającą oderwać od nadziei, ale promienną zniszczyć! (Porywa
się) Syn Amfilocha gnany jędzami jak niegdyś Orestes - (Lampę
bierze) Idźmy zasnąć - błogosławieństwo Larów nad tym domem
spoczywa. To miasto, to ojczyzna - błogo w nim i lubo - gwiazda
pomyślności, znać, świeciła na kolebką naszą! (Wychodzi).