+ Pokaż spis treści

Igrzyska żałobne na cześć Patroklesa


[...]
Ale Achilles ludy zatrzymuje w polu,
Liczne zasiadły widzę w niezmiernym półkolu,
Z naw każe nieść trójnogi i naczynia drogie,
Prowadzą muły, konie, woły krzyworogie,
I kształtnie spiętych dziewic wystawuje wdzięki,
Świeci stal wyrobiona od przemyślnej ręki.
Naprzód dla jeźdźców takie wyznacza nagrody:
Brankę w robotach biegłą prześlicznej urody
I dwójuchy ma trójnóg najpierwszy w przegonie.
Drugi nie ujeżdżoną i noszącą w łonie
Brzemię muła klacz bystrą sześcioletnią zyska.
Jeszcze nie przysunione nigdy do ogniska
Czwórmiarowe naczynie białe weźmie trzeci.
Dwa talenta dla tego, kto czwarty doleci.
Czarę nie używaną dla piątego chowa.
To wystawiwszy, wstaje i mówi w te słowa:
"Królu i wodze, baczcie z Achiwów młodzieżą!
Dla jeźdźców tu nagrody wystawione leżą.
Gdyby inny bohatyr był czczon tym obchodem,
Ja bym otrzymał pierwszość zwycięskim zawodem:
Moim koniom nie zrówna żadnych koni dzielność.
Lecz wiecie, że w podzielę mają nieśmiertelność,
Neptun dał ojcu memu, mnie ojciec na boje;
I ja się więc nie mieszam, i rumaki moje.
Nie biegać im, gdy zginął dozorca troskliwy,
On ich mył, on oliwą namaszczał im grzywy.
Karki taczając w piasku, przejęte rozpaczą,
Stoją nieporuszone i Patrokla płaczą.
Wy więc wnidźcie w ten zawód, wy wszyscy z obozu
Kto tylko z was jest pewny swych koni i wozu."
Rzekł. Jeźdźców kusi chwały i nagród podnieta.
Pierwszy Eumel powstaje, zacny syn Admeta,
Biegły jeździec, i trudno, by drugi był taki.
Śmiały Dyjomed Trosa zaprzęga rumaki:
Zyskał na Eneaszu ten łup znakomity,
Samego Feb ratował, że nie był zabity.
Trzeci wstaje Menelaj, z bratem w wojsku włada:
Najdzielniejsze do wozu bieguny zakłada,
Koń Podarg z bratnią klaczą Etą w jarzmie stoi;
Echepol, aby nie szedł z innymi do Troi
1 żył w rozkoszach, z dala od wojennych trudów,
Ten piękny upominek dał królowi ludów;
Pełen dostatków, siedział w murach Sycyjonu.
2 taką Menelaj klaczą śpieszy do przegonu.
Antyloch, celujący w młodzieży szeregu,
Czwarty do ślachetnego zabiera się biegu,
Szybkość jego rumaków zna Pilów kraina.
Nestor się zbliża, w troskach o miłego syna,
I naucza, choć biegłym zna go do zawodu:
"Synu! Jowisz i Neptun kochali cię z młodu
I mądrego jeżdżenia skazali ci sztukę,
Nie trzeba więc, bym dłuższą dawał ci naukę.
Bystrym kierować biegiem umie twoja ręka,
Ale masz konie cięższe, stąd ojciec się lęka:
Choć drudzy lepiej mety niezdolni okrężyć,
Jednak dzielnością koni mogą cię zwyciężyć.
Więc, by cię nie minęły szacowne zakłady,
Synu, posłuchaj bacznie ojca twego rady.
Skuteczniej cieśli sztuka niż siła pomaga,
I gdy morze gwałtowna zaczyna bić flaga,
Sztuką się żeglarz krzepi w kierowaniu łodzi.
I jeźdźca jeździec sztuką najwięcej przechodzi.
Kto nadto zaufany w dzielności swych koni,
Wolnego na równinie biegu im nie broni
I zamiast by je wstrzymał, zapędza się śmiało.
Lecz komu się skazówką doświadczenie stało,
Chociaż ma słabsze konie, na stronę nie zboczy,
Ku mecie zawsze jego obrócone oczy,
W czas lejc ciągnie, najbliżej kołem kres obiega,
A wszystkich przeciwnika poruszeń dostrzega.
Skażę ci kres, mój synu, byś tam prosto pędził.
Jest pień, łokieć nad ziemią, który czas oszczędził,
Dwa go wspierają głazy, gdzie droga się zwęża,
Naokoło zaś gładka przestrzeń go okręża;
Nie wiem, czy to grób jaki, czyli kres odwieczny,
Dziś tam założył metę Achilles waleczny.
Tam staraj się przybliżyć i twój wóz, i konie.
I sam pomnij ku lewej nachylić się stronie:
Konia prawego głosem zachęcaj i biczem,
Puszczaj mu wolne wodze, nie hamuj go w niczem;
Lewego zbliż do mety, ile tylko zdoła,
Tak byś ja prawie otarł osią twego koła,
Leczcz nie uderz i w smutek śmiałości nie zamień:
Złamałbyś wóz lub konie skaleczył o kamień.
Drugim śmiech, a ty ciężkim wstydem byś się zalał,
Bądź więc, synu, ostrożny, ażebyś ocalał.
A kiedy już okrążysz metę, jak należy,
Żaden cię nie doścignie, żaden nie ubieży.
Niechaj Adrasta koniem, Aryjonem, jedzie,
Który od nieśmiertelnych swój początek wiedzie,
Niechaj boskie rumaki ma Laomedona,
I tak ciebie zwycięskim biegiem nie pokona."
Takowa była ojca troskliwego rada.
Skończywszy ją odchodzi, na miejscu usiądą.
Meryjon piąty sprzęga konie świetnogrzywe.
Rzucili w szyszak znaki jeźdźcc chwały chciwe,
Sami wsiedli; wstrząs! Pelid, los miejsca rozdziela:
Pierwsze dla Antylocha, drugie dla Eumela,
Trzeciecię Menelaj, czwarte Meryjon dostaje,
Mężnemu Tydydowi ostatnie los daje.
Już gotowi, porządkiem wszyscy ustawieni,
AchiIles metę z dala skazał na przestrzeni.
Feniksa, giermka ojca, posłał, by tam siedział,
Zważał ich bieg i wiernie o wszystkim powiedział.
Razem podnieśli bicze i lejce srebrzyste
Wstrzęśli, i wykrzyknęli na konie ogniste:
Te od naw wyskakują w chwalebne przegony,
Tuman piasku, wartkimi kopyty wzruszony,
Jak chmura się podnosi, wiatr igra pierzchliwy,
Lekko miotając w biegu rozpuszczone grzywy.
Wozy raz w polu równym, gładkim płyną tokiem.
Znowu się w górę wznoszą gwałtownym podskokiem,
Jeźdźcy stoją; zwycięstwa żądzą piersi dyszą,
Biją serca, nad końmi nachyleni wiszą.
Tu lecą wpośród kurzu. Lecz gdy w bystrym biegu
Na powrót ku morskiemu zwracają się brzegu,
Wzmagają pęd, każdego moc jawnie się znaczy.
Wybiegł Eumel, od lekkich uniesiony klaczy.
Tuż na Trosa ogierach Dyjomed go tyka,
Gorącym tchnieniem grzeją ramię przeciwnika,
Nad nim z wyniesionymi wylatują głowy
l każdym skaczą rzutem na wóz Eumelowy.
Byłby odniósł zwycięstwo lub wątpliwe zrobił.
Lecz nie chcąc, by się chwałą tak piękną ozdobił,
Feb z ręki Dyjomeda wytrącił bicz świetny;
Gniewną łzą lice skropił bohatyr ślachetny,
Gdy na przedzie daleko przeciwnika zoczył,
A jego wóz się w tyle opieszale toczył.
Lecz chytry podstęp Feba Minerwa postrzegła
I zaraz do lubego bohatyra zbiegła:
Tchnie koniom dzielność, bicza powrotem go cieszy.
Sama zaś gniewem tchnąca do Eumela śpieszy,