+ Pokaż spis treści

Higiena i zdrowie


Pomimo stopniowego upowszechnienia mydła wciąż nie dotarło ono do chłopów i biedoty miejskiej, którzy do mycia i prania stosowali ług. Na wsi mężczyźni latem kąpali się czasem w rzece lub stawie, kobiety chyba nigdy nie zażywały kąpieli. Ograniczano się do codziennego mycia rąk i twarzy. Okryć zewnętrznych nie prano nigdy, czyszczono jedynie z większych zabrudzeń. Dość dużo uwagi poświęcano natomiast czystości odzieży spodniej. Bieliznę prano w rzece lub stawie przy użyciu kijanek. Schludność odzieży obowiązywała chyba jednak tylko w stroju odświętnym.


W miastach kąpano się chyba częściej. Wprawdzie tylko najbogatsi mieli prywatne łazienki, ale zaczęto zakładać łaźnie publiczne (w połowie XIX wieku w Warszawie było ich 17). Standardy higieniczne mieszczaństwa i ziemian były jednak również dość niskie. Cudzoziemców dziwił często brud panujący we dworach, brak pomieszczeń do mycia, czasem nawet ustępów. Jak wyglądała higiena elit społecznych pokazuje instrukcja Stanisława Zamoyskiego z 1814 roku regulująca wychowanie jego synów. Mieli oni myć co rano twarz i uszy wodą, a ręce także mydłem, zaś nogi i całe ciało tylko w niedzielę. Mieli posiadać własne szczotki do włosów i szczoteczki do zębów, ale proszku do mycia zębów należało używać tylko dwa razy w tygodniu.


Pomimo dość niskiego poziomu higieny zamożniejsze warstwy stosowały różne kosmetyki, takie jak mydła kwiatowe, proszki wybielające zęby, pomady do włosów (przeciwdziałające jakoby ich siwieniu i wypadaniu), pomady do twarzy i rąk, puder, perfumy, woda kolońska.


Zasadniczo nastąpiła pewna poprawa stanu higieny - zarówno osobistej, jak i mieszkań. Świadczą o tym działy porad praktycznych w czasopismach. Przedstawiano w nich różne sposoby na usuwanie plam, doradzano jak sprzątać, prać, jak przygotować pastę do podłóg, kosmetyki, a przede wszystkim jak pozbyć się robactwa domowego.


Nie rozwiązano natomiast kwestii usuwania nieczystości. Ustępy na wsi występowały niemal wyłącznie przy dworach. Tylko w zaborze pruskim w latach czterdziestych XIX w. zobowiązano ludność wiejską do stawiania wygódek. W miastach wciąż nie było kanalizacji. Wykorzystywano kloaki, z których nieczystości trzeba było wywozić. W 1862 roku w Warszawie na 2819 zabudowanych posesji było 397 kloak na beczkach, 1315 na dołach, 747 na gnoju, 188 na kanałach. W niektórych domach nie było ich w ogóle - w pewnych rejonach miasta jedna kloaka przypadała na 700 mieszkańców. Nic dziwnego, że dość powszechnie używano nocników.


Ostatecznie natomiast zerwano z grzebaniem zmarłych w kryptach kościołów i na cmentarzach przykościelnych.


W okresie tym nastąpiła poprawa stanu zdrowotnego ludności. Coraz rzadziej zdarzały się zachorowania na szkorbut i malarię, szerzyła się natomiast gruźlica. Niebezpiecznymi chorobami były wciąż krzywica, odra, szkarlatyna, krup, kiła. Kilkakrotnie panowała epidemia cholery, nie znanej wcześniej w Europie (np. w latach 1838, 1846-1854). Wielkie znaczenie dla zdrowotności miało propagowanie szczepień przeciw ospie, których dokonywały nawet akuszerki i wiejscy proboszczowie. W 1840 roku w Królestwie Polskim szczepiono już połowę rodzących się dzieci, a w 1860 - trzy czwarte.


Mniejszym zagrożeniem dla zdrowia i życia ludzkiego stały się głody. Największa w XIX wieku klęska głodu miała miejsce w połowie lat czterdziestych. Spowodowana była wyjątkowo złymi warunkami atmosferycznymi i wybuchem zarazy ziemniaczanej. Wielkim problemem społecznym i zdrowotnym stał się natomiast alkoholizm, zwłaszcza wśród niższych warstw społecznych.


Opieka medyczna stała na niskim poziomie. Lekarzy było bardzo mało, na przykład w latach 1827/1828 w całym Królestwie Polskim praktykowało 169 lekarzy, z czego 53 w Warszawie. W 1862 roku było ich już 408, z czego 200 w Warszawie. W tymże roku na blisko 6 milionów ludności Królestwa Polskiego przypadało zaledwie 8 dentystów. Oprócz lekarzy pomoc nieśli w pewnym zakresie przedstawiciele innych zawodów medycznych - cyrulicy, felczerzy, przeszkolone akuszerki.


Od lat trzydziestych XIX wieku przystąpiono do budowy szpitali i modernizowania istniejących (które spełniały raczej rolę przytułków). Działalność szpitali jednak przez cały ten okres pozostawiała wiele do życzenia. Skarżono się na ciasnotę, brud, złą opiekę. Do szpitali udawano się tylko w ostateczności. Ludzie zamożni unikali ich w ogóle, także ze względów prestiżowych, i gotowi byli wiele zapłacić za leczenie w domu. Chętnie natomiast jeździli "do wód", czyli do miejscowości sanatoryjnych, zarówno za granicą, jak i nowopowstałych w kraju (takich jak Krynica, Busko, Ciechocinek, Szczawnica). W uzdrowiskach takich można było się poddać kuracji balneologicznej - zakładano w nich specjalne łazienki i pijalnie wód mineralnych.


Nastąpił również znaczny wzrost ilości aptek, które pojawiały się nawet w mniejszych miasteczkach. W 1859 roku w Królestwie Polskim było ich już 211. Leki wyrabiano zwykle na miejscu, choć pojawiły się także składy materiałów aptecznych. Wzrosło zapotrzebowanie na pijawki, które stosowano w kuracji zamiast popularnego wcześniej puszczania krwi. Było ich jednak zbyt mało w naturalnym środowisku, zakładano więc sztuczne pijawkarnie.