+ Pokaż spis treści

Higiena i zdrowie


Standardy higieny osobistej odbiegały znacznie od współczesnych. Nastąpiło nawet pewne cofnięcie się w stosunku do XVI wieku. Większość publicznych łaźni miejskich zlikwidowano w pierwszej połowie XVII wieku jako przybytki rozpusty i ogniska chorób wenerycznych. Wkrótce potem w większych miastach podupadły sieci wodociągowe. Zniszczone w okresie Potopu nie zostały już nigdy odremontowane. Do XVIII wieku przetrwały tylko wodociągi w Warszawie, Poznaniu i Kaliszu. W XVII wieku zanika też zwyczaj urządzania przy dworach szlacheckich łaźni parowych. Urządzenia do kąpieli zakładano tylko w pałacach magnackich i domach patrycjatu najbogatszych miast. Potępienie kąpieli jako niemoralnych i niezdrowych nie dotarło jednak do warstwy chłopskiej. Na wsi od czasu do czasu zażywano kąpieli w rzekach lub jeziorach, a na wschodnich terenach Rzeczpospolitej korzystano również z łaźni parowych.


Nawet ci, którzy mogli się wykąpać, czynili to bardzo rzadko - maksymalnie parę razy do roku. Codzienna higiena polegała na opłukaniu dłoni i twarzy, uczesaniu włosów. Do mycia służył ług, rzadziej mydło. Najbogatsi mogli także stosować specjalne wody do płukania jamy ustnej (zapewne napary ziołowe) i proszek do zębów.


Dla załatwienia potrzeb naturalnych udawano się do ustępów, umieszczanych na zewnątrz zabudowań mieszkalnych, częściej jednak chadzano w krzaki lub za stodołę. Tylko w najbogatszych domach korzystano w nocy z urynałów.


Ubrania zewnętrzne prano bardzo rzadko. Częściej zmieniano i prano bieliznę - starano się bowiem zachować czystość chociaż widocznych fragmentów koszul. Dlatego najwięcej wysiłku wkładano w pranie kołnierzyków i mankietów. Czasem nawet używano żelazek do ich prasowania.


Wciąż jeszcze największym zagrożeniem dla zdrowia były epidemie chorób zakaźnych. Określano je na ogół jako "zarazy" lub "powietrze" (sądzono bowiem, że ich bezpośrednim powodem jest zakażona atmosfera). W istocie były to epidemie różnych chorób, takich jak dżuma, dur plamisty, tyfus plamisty, malaria, czerwonka, ospa. Przy ówczesnym stanie wiedzy medycznej nie istniały żadne możliwości ich leczenia i w większości wypadków kończyły się śmiercią chorego. Wzmożone zachorowania zdarzały się co parę lat, szczególnie w okresach nieurodzaju lub zniszczeń wojennych. Dotykały one przede wszystkim miasta, w których jednorazowo wymierała czasem nawet większość mieszkańców. Od początków XVIII wieku epidemie zdarzały się coraz rzadziej i zmniejszał się ich zasięg geograficzny.


Kiła, która w XVI wieku była nieuleczalną chorobą w krótkim czasie zabijającą chorego, stała się długotrwałym, dokuczliwym schorzeniem. Można było jednak żyć z nią długie lata. Większym problemem stały się natomiast deformujące organizm przypadki kiły wrodzonej.


Szerzyły się choroby spowodowane niedożywieniem. Szkorbut, wywoływany brakiem witaminy C, dotykał głównie najuboższych oraz marynarzy, ale atakował i tych magnatów, którzy mogli pozwolić sobie na luksusową dietę niemal wyłącznie mięsną z pominięciem tanich i popularnych warzyw takich jak kapusta czy rzodkiew. Niedobór tłuszczów zwierzęcych w pożywieniu większości chłopów i ubogich mieszczan powodował natomiast krzywicę, która nasiliła się od drugiej połowy XVII w.


Chorobą ludzi bogatych była natomiast dna moczanowa zwana wówczas podagrą. Ma ona podłoże genetyczne, ale przejadanie się i nadużywanie alkoholu znacznie zaostrzało jej przebieg. Powodowała ona silne zapalenia stawów unieruchamiające chorych. Na tle podagry dochodziło do niewydolności nerek, udarów mózgu i zawałów.


Współcześni uważali za typowo polską chorobę tak zwany kołtun. Nadano mu nawet łacińską nazwę "plica polonica". Za objaw chorobowy uważano formy powstałe na głowie ze skręconych i zbitych w jedną masę włosów, tworzących jakby wisiory lub kołki. Główną przyczyną powstawania kołtuna był oczywiście brak higieny - nie myte i nie czesane włosy stopniowo sklejały się w nierozrywalne twory, w czym swój udział miała także grzybica i inne schorzenia skóry. Powszechnie wierzono jednak, że jest to groźna choroba powodowana przez czary, a odcięcie kołtuna może doprowadzić do ślepoty, konwulsji, a nawet śmierci.


Medycyna w tym okresie nie była jeszcze w stanie skutecznie zwalczać choroby. Lekarze wręcz dobijali czasem chorego stosując silne środki chemiczne uznawane wówczas za najbardziej skuteczne leki. Podejrzewa się, że śmierć króla Władysława IV przyspieszył medyk aplikując mu antymon. Środek ten spowodował u króla straszną biegunkę, którego schorowany organizm nie wytrzymał. Jana Sobieskiego dobić miała natomiast popularna wówczas kuracja rtęcią.

Na usługi lekarzy pozwolić sobie mogli tylko najbogatsi. Większość szlachty i mieszkańców miast oraz chłopi korzystali co najwyżej z pomocy cyrulików, którzy dokonywali prostych zabiegów medycznych. W chorobie udawano się zwykle do znachorek i czarownic. Ich metody leczenia mogły być czasem nawet skuteczniejsze niż zawodowych medyków, a to dzięki stosowaniu ziołolecznictwa. Najpopularniejsze były jednak domowe sposoby walki z chorobą: począwszy od wódki z pieprzem - tradycyjnego chłopskiego panaceum, po obszerne, przekazywane z pokolenia na pokolenie zbiory receptur tworzone w szlacheckich dworach.