+ Pokaż spis treści

Higiena i zdrowie


Pranie odzieży: praczka pierze na stole przy studni używając kijanki. W XVI wieku w wielu miastach polskich zbudowano sieci wodociągowe. Doprowadzały one wodę zwykle tylko do studni w kilku punktach miasta. Chodziło o zapewnienie wody z dobrego ujęcia, nie zanieczyszczonej ściekami miejskimi. Z takiej studni korzysta praczka na ilustracjiRenesansowy stosunek do ciała zmienił także obyczaje higieniczne. Zaczęto bardziej dbać o wygląd zewnętrzny i estetykę, jednocześnie zaś ogólne wzbogacenie społeczeństwa pozwoliło na lepszy dostęp do wody, środków czyszczących, urządzeń kąpielowych.


W XVI wieku w wielu miastach polskich zbudowano sieci wodociągowe. Oblicza się, że w latach 1500-1650 ponad 60 miast w Rzeczpospolitej korzystało z wodociągów, chociaż przez jakiś czas. Najwięcej było ich w Małopolsce, prawdopodobnie dlatego, że na terenach podgórskich można było wykorzystać w nich naturalne warunki terenowe, podczas gdy na nizinach trzeba było budować kosztowne urządzenia mechaniczne do podnoszenia wody. Dbano również o właściwą lokalizację ujęć wody - np. w Poznaniu w 1521 roku zdecydowano się sprowadzać ją z jeziora odległego o 7,5 km.


Rury wodociągowe wciąż wykonywano głównie z drewna, tylko na łączeniach i łukach stosując fragmenty żelazne lub ołowiane. Wodę doprowadzano do studni ustawionych w miejscach publicznych, czasem na podwórka, a wyjątkowo tylko do mieszkań. Jak wynika ze skarg mieszkańców, ilość dostarczanej wody była często niedostateczna, a konserwacja urządzeń kosztowna.


Niemniej jednak woda stawała się bardziej dostępna i wzrastała liczba łaźni miejskich. Podstawę kąpieli była parówka - na rozpalone kamieni lano wodę i chłostano się rózgami brzozowymi, na koniec zaś oblewano się zimną wodą. Zakres usług w łaźniach miejskich obejmował również masaże, nacieranie gorzałką i maściami, proste zabiegi lekarskie, strzyżenie i golenie. ?aźnie parowe budowano także przy dworach szlacheckich, a nawet na wsi. Natomiast w drugiej połowie XVI wieku w najzamożniejszych domach mieszczańskich i szlacheckich pojawiły się prywatne łazienki wyposażone w miedziane wanny.


Jednak codzienne zabiegi higieniczne ograniczały się zwykle do opłukania dłoni i twarzy, oraz uczesania włosów. Do mycia stosowano głównie ług, rzadziej mydło krajowej produkcji. Warstwy bogatsze mogły pozwolić sobie na importowane mydło oliwkowe, specjalne wody do płukania jamy ustnej (zapewne napary ziołowe) i proszek do zębów.


Pojawiła się moda na używanie kosmetyków - początkowo w kręgach dworskich, później także wśród najzamożniejszych mieszczan i wykształconej zagranicą szlachty. Do upiększania stosowano różnego rodzaju maści, olejki, barwiczki, puder i pachnidła.


Szlachta i zamożni mieszczanie zaczęli zwracać więcej uwagi na czystość odzieży. Co prawda ubrania zewnętrzne prano bardzo rzadko, jednak używano więcej bielizny i starano się zachować schludność przynajmniej widocznych fragmentów koszul.


Potrzeby naturalne załatwiano w ustępach, umieszczanych na zewnątrz zabudowań mieszkalnych, zwykle jednak chadzano w krzaki lub za stodołę. W najbogatszych domach korzystano w nocy z urynałów.


Mycie rąk nad miską, służący polewa wodę z dzbana (Chrystus przed Płatem, fragment tryptyku z Krzywaczki - XVI w.)Problemem w miastach, zwłaszcza większych, było usuwanie nieczystości. Ścieki odprowadzano odkrytymi rynsztokami, a czasem także zbiorczymi kanałami podziemnymi. Uprzątnięcie i wywóz śmieci należało do właścicieli domów i warsztatów, tylko nieliczne miasta organizowały miejskie służby oczyszczania, które zwykle dbały tylko o okolice ratusza. Miasta tonęły zatem w odpadach, śmieciach i błocie. Sprzyjało to roznoszeniu się chorób zakaźnych, które stanowiły wówczas wielkie zagrożenie dla życia. Wybuchające co parę lat epidemie dżumy i innych chorób zakaźnych dziesiątkowały ludność, a ówczesna medycyna była wobec nich bezsilna. Na przełomie XV i XVI wieku pojawiła się także kiła, która wówczas była nieuleczalną chorobą w krótkim czasie zabijającą chorego.


W XVI wieku w większych miastach w Rzeczpospolitej rozpowszechniły się cechy chirurgów, którym przysługiwało prawo operowania schorzeń wewnętrznych, podczas gdy cyrulikom pozostawiono zabiegi powierzchniowe, takie jak złamania lub zwichnięcia. Chirurgia potrafiła już przeprowadzić skutecznie pewne operacje, np. usunąć zaćmę lub kamienie z pęcherza. Wiele jednak było w ówczesnej medycynie szarlatanerii i błędnych teorii, które zastosowane w leczeniu nierzadko szkodziły choremu. Tak ocenić można na przykład rozwijającą się wtedy jatrochemię. Wprowadziła ona do lecznictwa środki chemiczne - nieskuteczne, albo wręcz trujące.


Lepsze rezultaty w terapii zapewniało ziołolecznictwo, uprawiane nie tylko przez medyków obsługujących najbogatsze warstwy społeczne, lecz także znachorki, które leczyły lud wiejski, uboższych mieszczan, a nawet część szlachty.


Szpitale, które w tym okresie zakładano przy niemal wszystkich parafiach miejskich i w wielu wiejskich, były w rzeczywistości przytułkami dla osób starych, niedołężnych i ubogich, a nie zakładami leczniczymi. W większych miastach organizowano czasem szpitale dla chorych zakaźnie (zwykle tymczasowe w okresie epidemii), ale chodziło raczej o ich odizolowanie, niż wyleczenie.