+ Pokaż spis treści

Hera podstępem zniewala Zeusa


[...]
Wtedy, na złotym tronie siedząca wysoko,
Z wierzchu Olimpu Juno rzuca na świat oko:
Poznaje brata swego wśród achajskich rzeszy.
Na ten widok jej serce niezmiernie się cieszy.
Ale Jowisz, co z Idy Trojan szczęściem darzył,
Gdy go postrzegła, straszną w sercu złość rozżarzył.
Zaraz, jak by go podejść, w myśli układ czyni.
Ten sposób za najlepszy uznała bogini,
Żeby poszła na Idę, pięknie wystrojona;
Gdy męża swymi wdzięki przyciągnie do łona,
Wtedy go wśród rozkoszy słodkim snem zamroczy,
Uśpi jego myśl boską i przenikłe oczy.
Miała swoje komnatę, dzieło wiekopomne
Wulkana, który zmocnił zamkiem drzwi niezłomne:
Żadnego by ich boga ręka nie otwarła.
Tam wszedłszy Juno świetne podwoje zawarła.
A w sokach ambrozyjskich skąpawszy się cała,
Na śnieżne ciało boskie balsamy rozlała;
Tych woń gdy się rozejdzie po Jowisza gmachu,
Pełno ich w niebie, pełno na ziemi zapachu.
Tak namaszczona, włosy zbiera na grzebienie,
Prześliczne z nich na głowie ukształca pierścienie,
Pyszny ich okrąg lekko na ramiona spada.
Wzięła ozdobną szatę: w niej mądra Pallada
Wydała, co dowcipna umie jej robota,
Na okrągłym ją łonie haftka spina złota.
Cudowną taśmą ciało przedziela dostojne,
Na uszach dyjamenty zawiesza potrójne,
Daleko strzelające jasnością rzęsistą.
Na głowę zaś zasłonę kładzie przeźroczystą,
Której śnieżnej świetności słońce nie jest równe.
Wreście wzuwa na nogi obuwie kosztowne.
A gdy już nic bogini nie brakło do stroju,
Wspaniałym wyszła krokiem ze swego pokoju.
Zaraz piękną Wenerę wzywa na ustronie:
"Będzieszli, córko luba, uczynną Junonie?
Czy do wzajemnych względów ta przeszkoda stoi,
Że ja wspieram Achiwy, a ty sprzyjasz Troi?"
"Córo Saturna - Wenus mówi jej przyjemnie -
Powiedz mi zaraz, proszę, czego chcesz ode mnie.
Rozkaż, co zdolność może, wszystkiego chcę użyć,
Aby ci podług żądań najlepiej usłużyć."
"Daj mi ponętę - rzecze bogini fortelna -
Daj mi ten słodki powab, którego moc dzielna
Poddaje ci i ziemi, i nieba mieszkance.
Idę gdzie lądu dzierżą ostateczne krańce
Tetys matka i bogów ojciec siwobrody.
Gdy Jowisz pchnął Saturna pod ziemię i wody,
Oni mię z łona Rei wzięli na swe ręce,
Oni pielęgnowali me dni niemowlęce.
Pragnę umorzyć przykry spór, który ich dzieli.
Już od dawna słodkiego momentu nie mieli,
Długi czas, jak ich spoinę nie połączą łoże.
Jeśli namowa moja pogodzić ich może,
Jeżeli ich powrócę do pierwszych uścisków,
Jakichże w ich wdzięczności nie będę mieć zysków!"
A Wenus jej z uśmiechem tę odpowiedź czyni:
"Cóż tobie można wielka odmówić bogini,
Która pieścisz na łonie twym Saturna syna?"
To rzekłszy, pas czarowny z piersi swych odpina,
W nim zamknięte powaby wszystkie, wszystkie wdzięki
Miłość, żądza, kochanków rozmowy i jęki,
Słodkie głosy, Wyrazy skrycie ujmujące
Serca tkliwej się nawet czułości strzegące.
"Weź - rzecze - ten pas drogi, w nim wszystko
I co umysł zachwyca, i co serce pieści.
On niezwyciężonymi dokaże to czary,
Że pewnym skutkiem twoje uwieńczysz zamiary."
Uśmiechnęła się Juno, gdy ten pas posiadła,
Uśmiechnęła się jeszcze, gdy go na pierś kładła.
Wenus w złotym Jowisza domu pozostaje.
Juno, spiesznie Olimpu opuściwszy kraje,
Ematyją i Pijer mija szybkim biegiem,
I Traków góry, wiecznym zasypane śniegiem,
A nigdzie lekką stopą ziemi nie zamiata.
Wnet na morze z Atosu wyniosłego zlata.
Przyszła do Lemnu, cnego Toasa siedliska;
Szuka Snu, brata Śmierci, za ręce go ściska
I słodkim go wyrazem głaszcze niebios pani:
"Śnie, któremu bogowie i ludzie poddani!
Jużeś mi raz w mych prośbach dał pomoc skuteczna,
Daj ją teraz, a wdzięczność mam dla ciebie wieczną.
Gdy Jowisz w słodkim znoju napieści się ze mną,
Ty spuść mu ociężałość na oczy przyjemną,
Uśpij go; masz w nagrodę krzesło wiecznie trwałe,
Wulkana, syna mego, dzieło doskonałe.
W nim on okaże wszystkie cuda swej roboty
I jeszcze dla podparcia da podnóżek złoty."
Na to Sen: "O, bogini, pierwsza w bogiń rzędzie!
Wszystkich mi uśpić bogów rzecz nietrudna będzie,
I sam Ocean, groźne miotający wały,
Od którego pochodzi ród niebianów cały.
Ale uśpić Jowisza, jeśli sam nie każe,
A nawet się do niego zbliżyć nie odważę.
Pamiętam, żem przez ciebie już ledwie nie zginął.
Gdy do domu, zburzywszy Troję, Herkul płynął,
Oko Jowisza mymi ująłem ponęty.
Tyś wtedy gniew na syna wywarła zawzięty,
Wiatry, któreś wysłała, srogie burze wzniosły;
Ledwie rycerz słabymi do Kos przybył wiosły,
Oddalon od przyjaciół i ojczystych progów.
Jak ciężko Jowisz za to gniewał się na bogów!
Strasznym gniewem rozżarty, wszystkich niebian gonił.
A mnie szukał najbardziej. Gdybym się nie schronił,
Gdyby mię nie ukryła w cieniach Noc przychylna,
Jaki by mi cios dała jego ręka silna!
Zostałbym z nieba strącon, gdyby mię był złapał;
Przecież na widok Nocy swój uśmierzył zapał.
Chceszli mnie na przypadek narażać tak srogi?"
A Juno: "Porzuć - rzecze - porzuć próżne trwogi.
Możnaż mniemać, że Jowisz losy Trojanina
Kładzie na jednej szali co Herkula, syna?
Skłoń się, a ja ci drogą zawdzięczę nagrodą,
Jedne z Gracyi dam ci, Pazyteę młodą,
Ona cię słodkim nazwie małżonka imieniem;
Wszak dawno lubym do niej gorejesz płomieniem."
Sen ucieszony: "Pani, żądań twych nie zwlekę!
Ale przysiąż na Styksu niezgwałconą rzekę,
Jedną się ręką morza, drugą dotknij ziemi,
Niech Saturn będzie świadkiem z bogi piekielnemi,
Że tę uczynność drogą zawdzięczysz nagrodą:
Jedne z Gracyi dasz mi, Pazyteę młodą,
Która mię słodkim nazwie małżonka imieniem;
Dawnoż ja lubym do niej goreję płomieniem!"