+ Pokaż spis treści

Hektor na czele Trojan zadaje klęski Grekom


[...]
I okopy greckimi cały był zajęty
I końmi, i mężami; lecz w tej ciasnej stronie
Wszystko do kupy zbite, i męże, i konie.
Hektor ich tam napędził, Hektor ich obsaczył,
Kiedy mu chwałę Jowisz łaskawy przeznaczył.
I byłby zniszczył Greków, zapalił ich nawy,
Gdyby czym prędzej Juno do rycerskiej sprawy
Nie natchnęła Atryda trwożne zagrzać roty.
Obiega więc okręty, obiega namioty;
Płaszcz długi purpurowy w jego ręku pływa.
Wnet na ogromny okręt Ulissa przybywa,
Który panował w środku floty postawiony.
Stamtąd głos mógł na obie słyszanym być strony,
W Ajaksa i Achilla wielkiego namiocie;
Ci dwaj bohatyrowie, w swojej ufni cnocie,
Z obudwu końców obóz zamknęli związkowy.
Tam słyszanymi woła król miceński słowy:
"O hańbo! Grecy, z samej postaci ogromni!
Także przyrzeczeń waszych jesteście niepomni!
W Lemnie, podnosząc dumą nasrożone czoło,
Jedząc woły i wino spijając wesoło,
Chlubiliście się śmiało, że na sto rycerzy
Trojańskich i na dwieście każdy z was uderzy.
Dziś nie możem jednemu zrównać, zniewieściali;
Oto Hektor niedługo nawy nasze spali.
Jowiszu, niebios panie! Któremużeś z królów
Tyle odebrał chwały, tyle zadał bólów?
Przecież gdym złym wyrokiem płynął tu z okręty,
Mogę śmiało powiedzieć, że twój ołtarz święty
Wszędzie był czczon ode mnie: nigdym go nie mijał,
Tyłem ci wołów tłustych w ofierze zabijał,
Mniemając, że to ramię dumną Troję zmoże.
Teraz cię o to tylko proszę, wielki boże,
Abyśmy mogli cali z tych brzegów odpłynąć:
Nie daj Grekom pod Troją do szczętu zaginąć."
Rzekł; tknięty jego płaczem, niebios pan łaskawy
Zezwolił zbawić wojsko i ocalić nawy.
Zsyła orła, którego wieszczby nikt nie zgani;
Ten, w szponach trzymający drobne plemię łani,
Upuszcza je na ołtarz Jowisza wspaniały,
Gdzie Greki ojca wieszczby ofiarą błagały.
Widząc, że od Jowisza do nich ptak zesłany,
Z nowym Grecy wpadają ogniem na Trojany.
Lecz wśród tylu rycerzy żaden nie był taki,
By Tydyda uprzedził: on pierwszy rumaki
Przez rów głęboki pędzi i w pole wybiega.
Wraz syn Fradmona, mężny Agelaj, polega:
Gdy bystre do ucieczki bieguny zacina,
Z tyłu odebrał ranę od Tydeja syna,
Przez piersi wyszedł oszczep, z silnej puszczeń ręki;
Upadł, a zbroi głośne uderzyły szczęki.
Tuż za nim Agamemnon i Menelaj bieży,
I Ajaksowie straszni w rycerskiej odzieży;
Za nimi Idomenej spiesznym dąży krokiem
I Meryjon, mogący stać pod Marsa bokiem,
I Eurypil, wsławiony z bohatyrskiej sztuki;
Teucer dziewiąty idzie, krzywe niosąc łuki.
Ukrywa się pod cieniem bratniego puklerza;
Ajaks go dla młodego uchyla rycerza,
A on strzały na Trojan wypuszcza z cięciwy;
Ten, który został ranny, pada nieszczęśliwy.
Teucer się nazad cofa, gdy kogo zabije,
I przy bracie, jak dziecko przy matce, się kryje.
Kogo pierwszego Teucer w czarne wepchnął cienie?
Orsylocha, Dajtora i ciebie, Ormenie;
Pada Likofont, Chromi od zabójczej strzały,
Hamopaon, Ofelest i Melanip śmiały;
Tych ziemię trupy jedne przy drugich zaległy.
Gdy tak Trojan obala Teucer, strzelec biegły,
Obejmuje Atryda serce radość żywa,
Zbliża się więc do niego i tak się odzywa:
"Teukrze mój, godnym jesteś Telamona synem.
Postępuj w pięknym dziele, bądź rycerskim czynem
Grekom i ojcu chwałą, jeśli to być może,
Któremu chociaż boczne wydało cię łoże,
W królewskim domu wziąłeś wychów znakomity.
Oddalonego starca pomnażaj zaszczyty.
Ja zaś tobie oświadczam, co w skutku uiszczę:
Gdy za wsparciem Jowisza i Pallady zniszczę
I z ziemią zrównam dumne Ilijonu grody,
Najokazalszej po mnie bądź pewny nagrody:
Trójnóg weźmiesz lub z wozem dwa przepyszne konie,
Lub dziewczynę na śnieżnym pieszczącą cię łonie."
Jemu Teucer: "O wodzu greckiego narodu,
Za co mię do pięknego zachęcasz zawodu,
Gdy ile sił pracuję sam niezmordowany?
Jak tylkośmy ku miastu odparli Dardany,
Nie przestaję bić Trojan i ich sprzymierzeńców.
Już ośmią strzały ośmiu zwaliłem młodzieńców.
Nie lada bohatyry z mego łuku padły,
Ten tylko nie raniony jeszcze pies zajadły."
Mówi i nową strzałę wypuszcza z cięciwy
Przeciwko Hektorowi, obalić go chciwy,
Lecz chybia wodza Trojan, a za to uderza
W piersi Gorgityjona, młodego rycerza;
Piękna Kastyjanira z Pryjama go miała,
Mogąca z boginiami walczyć o kształt ciała.
Jak się makówka chyli w pośrodku ogrodu,
Nabrzmiała rosą wiosny i ciężarem płodu,
Tak on głowę szyszakiem obciążoną skłonił.
Znowu Hektora Teucer inną strzałą gonił,
Uwziąwszy się koniecznie, by mu życie skrócił,
Lecz i ta go zawiodła, bo ją Feb odwrócił. Archeptolem,
Hektora jeździec, rycerz śmiały,
Lecąc do boju, w łono przeszyty od strzały
Padł z wozu, konie nagłym cofnęły się zwrotem.
Nieszczęsny! Cudzą raną rozstał się z żywotem.
Nie mógł Hektor nie uczuć nad tą stratą bólu,
Jednak, choć z umartwieniem, zostawił go w polu.
Cebryjonowi bratu, gdy go blisko zoczył,
Lejc powierzył, ten na wóz nie zwlekając skoczył.
Sam na ziemię się rzuca, strasznym krzyczy głosem;
Porwawszy głaz, Teukrowi zgubnym grozi ciosem.
On bierze nową strzałę, na łuku nakłada,
Już krzywy obwód spina, gdy Hektor przypada
I, gdzie się piersi łączą z szyją, wałi głazem:
Na dwoje pękła żyła pod ogromnym razem.
Od ciosu okrutnego zdrętwiała mu ręka,
Puszcza łuk, sam się chwiejąc na ziemię przyklęka.
Ale w niebezpieczeństwie gdy brata postrzega,
Ajaks, syn Telamona, z pomocą przybiega
I zasłania go swoim puklerzem niezmiernym.
Wtedy zacny Alastor z Mecystejem wiernym,
Najukochańsi Teukra towarzysze młodzi,
Straszliwie jęczącego ponieśli do łodzi.
Znowu Saturnid serca Trojanom dodaje;
Natychmiast aż do rowu odparli Danaje.
Hektor na czele swoich śmiałym stąpa krokiem,
Naokoło rzucając zapalonym okiem.
A jako gdy pies żwawy lwa ściga lub dzika,
Wszystkie zważa obroty swego przeciwnika,
Skąd łatwiej pochwycony być może zwierz srogi,
Czyli go za bok urwać, czyli też za nogi -
Tak Hektor ściga Greki, trupy ziemię kryje
I z pierzchających szyków ostatniego bije.
Kiedy już za okopy przeszli i za rowy,
Lecz pod orężem Trojan wielu dało głowy,
Stają, zachęcają się, ręce w górę wznoszą
I bogów nieśmiertelnych o ratunek proszą.
Hektor konie przy rowie pędzi zapalony,
Błyskając Marsa wzrokiem i strasznej Gorgony.