+ Pokaż spis treści

Franciszek Józef

Franciszek Józef

  • Franciszek Józef (fot. wikimedia)Cesarz austriacki Franciszek Józef zapraszał na wszystkie uroczystości dworskie organizowane w Budapeszcie jednego z hrabiów węgierskich, swego dobrego znajomego i towarzysza łowów. Zdarzyło się, że ów zaproszony, nie przybył dwukrotnie na uroczystość. Zauważywszy to cesarz posłał doń adiutanta z prośbą, aby się zjawił.
    - Jak się masz, drogi hrabio? - przywitał go cesarz -Dawnośmy się nie widzieli. Gdzież ty się podziewasz?
    - Najjaśniejszy panie - odpowiada hrabia - mam się doskonale, żyję sobie cicho w zamku z dwiema siostrami.
    - Czyż nie nudno ci jednak przebywać wyłącznie w towarzystwie sióstr?
    - O nie. Najjaśniejszy Panie, to nie moje siostry.

     
  • Gdy cesarz austriacki Franciszek Józef przybył kiedyś do Pragi, przedstawiono mu szereg osób, wśród których znajdował się również kupiec Sommerstein, wiceprezes izby handlowej. Podczas prezentacji cesarz zapytał go łaskawie:
    - Sommerstein? Jest pan zapewne ojcem majora Sommersteina z mojej gwardii przybocznej?
    Pan wiceprezes nie słyszał nigdy o tym majorze. Wiedział natomiast, że tak dostojnej osobie nie wypada odpowiedzieć oschle "nie". Nie chciał też wyrzec się zaszczytnego powinowactwa. Odparł więc, wzruszając ramionami:
    - Ja - ojcem majora Sommersteina? Wszystko możliwe...

     
  • Cesarz Franciszek Józef lubił odwiedzać więzienia. Podczas jednej z takich wizyt zwrócił uwagę na jednego z więźniów.
    - Za co skazano tego człowieka? - spytał naczelnika więzienia.
    - Za kradzież bochenka chleba. Wasza Wysokość!
    - Hm, a dlaczego ukradliście ten chleb? - zwrócił się monarcha z kolei do więźnia.
    - Bo byłem głodny. Najjaśniejszy Panie.
    - No, no - odparł cesarz na to - Jak się jest głodnym, to się nie kradnie, tylko siada do stołu i je!

     
  • Cesarz Franciszek Józef przestrzegał ściśle zasad dworskiego ceremoniału. Pewnej nocy dostał nagle ataku. Wezwany lekarz nadworny nadbiegł nieubrany wskutek pośpiechu. Ale Franciszek Józef odprawił go z kwitkiem, mrucząc pod nosem:
    - Niech pan najpierw włoży frak.

     
  • W Austrii istniał swego czasu urząd "radcy handlowego". Ubiegał się o niego fabrykant Nassauer, człowiek bardzo niskiego wzrostu. Gdy go w końcu uzyskał, poprosił o audiencję u cesarza, by mu za to podziękować. Gdy wszedł, Franciszek Józef, będący wysokiego wzrostu, stał akurat odwrócony tyłem. Na odgłos kroków spojrzał i zobaczywszy głowę przybysza nic na tym poziomie, na którym się spodziewał, rzekł:
    - Ależ wstań pan, po co te ceregiele!...

     
  • Znakomity swego czasu chirurg wiedeński Gussenhausen, dokonał operacji na osobie Franciszka Józefa. W kilka dni później zgłosił się do lekarza adiutant cesarza z zapytaniem, jakiej żąda nagrody:
    orderu czy 20 000 koron.
    - Ściśle mówiąc - odpowiedział lekarz - nie pociąga mnie ani jedno ani drugie. Najchętniej wolałbym 40 000 koron.

     
  • Generał Antoni Galgoczy, zarządca okupowanej Bośni i Hercegowiny, a przez jakiś czas także komendant twierdzy Przemyśla, wyliczając się na żądanie ministerstwa wojny z funduszu przekazanego mu na konkretną inwestycję, napisał:
    "Dziesięć milionów koron otrzymano, dziesięć milionów koron wydano"
    Ministerstwo nie chciało się zadowolić tą arcyzwięzłą informacją i zażądało rachunków bardziej szczegółowych, Galgoczy więc odpisał:
    "Dziesięć milionów koron otrzymano, dziesięć milionów koron wydano. Kto nie wierzy ten jest osłem!"
    Obrażony minister wojny przekazał to "rozliczenie" do wglądu cesarzowi w nadziei, że Galgoczy zostanie poskromiony. Ale Franciszek Józef uśmiechnął się i dopisał:
    "Ja wierzę"

     
  • Szambelan Marian Bogdanowicz wspomina w jakich warunkach doszło do zapoznania się Franciszka Józefa z aktorką wiedeńską, Katarzyną Schratt, późniejszą wielką przyjaciółką cesarza. Przybyła ona, jeszcze jako młodziutka panna, na audiencję do cesarza z podaniem w sprawie swojego brata, służącego w wojsku. Ukłoniwszy się przepisowo, rozpłakała się z onieśmielenia i zdołała tylko powiedzieć:
    - O Boże, znowu wszystko zapomniałam! Cesarz wyjął jej z ręki podanie, przeglądnął, opatrzył wielkim "T" i pożegnał słowami:
    - Już dobrze, panienko, pani prośba jest załatwiona.

     
  • W czasie letnich pobytów wakacyjnych w Bad Ischl, cesarz zasiadał do stołu w towarzystwie rodziny lecz czasami zapraszał szersze grono na obiad, na przykład wyróżniających się oficerów jakiejś formacji.
    Jednakże uczestnicy tych obiadów nie wspominali ich najlepiej. Rozpoczynano oczywiście serwowanie potraw od cesarza, a ten miał zwyczaj jeść pospiesznie, kończył wnet i wstawał - to zaś oznaczało koniec obiadu, choćby goście przy końcu stołu jeszcze nawet nie zaczęli...

     
  • Pewien oficer kawalerii, armii Cesarstwa Austro-Węgier przegrał w karty poważną sumę 30 000 koron i zaciągnął dług honorowy. Niezwrócenie go w terminie równało się konieczności samobójstwa. Zrozpaczony ojciec oficera poprosił o audiencję u cesarza, który przyjął go - oczywiście o szóstej rano -wysłuchał prośby i powiedział:
    - A ja ojca pańskiego znałem. Był także starostą, tylko w Grazu. Ależ panie, ja dziadka pańskiego znałem, był
    sekretarzem sądu najwyższego już wtedy, kiedy wstąpiłem na tron... Trzydzieści tysięcy koron. Jakaż to ogromna kwota... Ale to już czwarte pokolenie, które mnie służy. Zobaczę co się da zrobić.
    Następnego dnia starosta otrzymał depeszę od syna, że cesarz polecił zapłacić dług z własnej szkatuły.

     
  • Franciszek Józef znany był z tego, że podanie swej ręki uważał za wysokie wyróżnienie. Baron Margutti, pracując 16 lat w cesarskiej kancelarii, miał raz jedyny to szczęście. Było to na prywatnej audiencji u cesarza z okazji awansu na generała-majora. Nazajutrz hrabia Paar złożył baronowi gratulacje. Gdy zdumiony Margutti zapytał o powód, hrabia odparł:
    - Jego Cesarska Mość raczył mi oświadczyć, że podał panu rękę...