+ Pokaż spis treści

Europa i świat w czasie II Wojny

Podboje państw "Osi" w latach 1939-40


"Dziwna wojna"

3 IX 1939 r. Wielka Brytania i Francja realizując zobowiązania sojusznicze wobec Polski wypowiedziały wojnę Niemcom. Nie oznaczało to jednak początku działań wojennych na Zachodzie. Oba mocarstwa nie miały zamiaru pomagać swojej sojuszniczce, której możliwości obronne chyba zresztą przeceniały. W końcu sierpnia 1939 r. francuskie czynniki oficjalne liczyły na to, że zaatakowana przez Niemców Polska utrzyma swoje pozycje do wiosny 1940 r. Jednocześnie ani Francja, ani Wielka Brytania nie były do wojny przygotowane ani militarnie, ani psychologicznie. Ich łączny potencjał militarny i gospodarczy w najlepszym razie równoważył potencjał III Rzeszy, która w latach 1933-1938 wydała na zbrojenia więcej niż Francja, Wielka Brytania oraz Stany Zjednoczone razem wzięte. W tej sytuacji nie może dziwić, że już 12 września na posiedzeniu Najwyższej Rady Sojuszniczej we Francji zapadła decyzja, iż Polsce nie będzie udzielona pomoc militarna, a francuskie lokalne natarcie w Zagłębiu Saary zostanie zatrzymane. O decyzjach tych nie poinformowano jednak władz polskich. Polska walczyła więc dalej w osamotnieniu, a na Zachodzie rozpoczęła się "dziwna wojna".

Żołnierze fińscy nad granicą ZSSROkreśleniem tym zaczęto nazywać sytuację na froncie zachodnim, gdzie przez kilka miesięcy praktycznie w bezruchu naprzeciw siebie w bunkrach, schronach i okopach znajdowały się setki tysięcy żołnierzy niemieckich i alianckich. W zasadzie nie prowadzono działań wojennych ograniczając się do akcji o charakterze propagandowym (np. nad terytorium Niemiec Francuzi rozrzucali z samolotów ulotki wzywające do zakończenia wojny). Jedynym sukcesem aliantów w roku 1939 było anglo-francuskie "polowanie" na Atlantyku na niemiecki okręt wojenny "Admirał Graff Spee", zakończone jego samozatopieniem na redzie Montevideo.

Mocarstwa zachodnie właściwie zupełnie zmarnowały okres pomiędzy upadkiem Polski a niemiecką ofensywą na Zachodzie. Nie wykorzystano tego czasu na przygotowania do nieuniknionego przecież starcia z Wehrmachtem, nie wyciągnięto wniosków z kampanii wrześniowej, nie przygotowano społeczeństw do wojennych wyrzeczeń. Zamiast tego łudzono Francuzów i Brytyjczyków łatwym zwycięstwem. Wielu twierdziło, że Polska przegrała, gdyż była gospodarczo i militarnie zacofana, ale Francja i Wielka Brytania, wspierane potencjałem ekonomicznym i obronnym swoich imperiów, z pewnością odniosą zwycięstwo nad Niemcami. Ponad pół roku oba mocarstwa pozostawały w dziwnym letargu.
 

Wojna zimowa


Ożywiły się właściwie tylko raz, gdy rankiem 30 XI 1939 r. wojska radzieckie zaatakowały Finlandię rozpoczynając tym samym konflikt zbrojny, który do historii przeszedł pod nazwą "wojny zimowej". Była ona konsekwencją zaborczej polityki Związku Radzieckiego, która zyskała niemieckie poparcie w tajnym protokole do paktu Ribbentrop-Mołotow. Jesienią 1939 r. toczyły się w Moskwie radziecko-finlandzkie rozmowy, których tematem była kwestia zmian granicznych (odsunięcie linii granicznej od Leningradu znajdującej się zaledwie 32 km od miasta), przyczyni za 276 l km˛ terytorium fińskiego ZSRR oferował w innym miejscu dwa razy więcej tzn. 5529 km. Rząd Finlandii stał jednak zdecydowanie na gruncie nienaruszalności i integralności terytorialnej i odmówił jakichkolwiek rozmów na ten temat.

Niemiecka marynarka w NorwegiiW tej sytuacji ZSRR zdecydował się na załatwienie tej kwestii po własnej myśli, za sprawą zbrojnej agresji na Finlandię. l grudnia na skrawku terytorium opanowanym przez Armię Czerwoną działający w pełnym porozumieniu ze Stalinem fińscy komuniści utworzyli rząd Finlandzkiej Republiki Ludowej. Następnego dnia podpisał on z Sowietami porozumienie, w którym wyrażał zgodę na postulowane przez Moskwę zmiany graniczne. W tej sytuacji rząd w Helsinkach wysłał apel do Ligi Narodów, aby ta zajęła stanowisko wobec radzieckiej agresji. 14 XII 1939 r. - w dużym stopniu za sprawą Francji i Wielkiej Brytanii - Związek Radziecki uważany w owym czasie za sojusznika III Rzeszy - usunięto z Ligi Narodów.

Tymczasem sztabowcy brytyjscy i francuscy poważnie rozważali kwestię wysłania na pomoc Finlandii alianckiego korpusu ekspedycyjnego. Jednocześnie starano się rozniecić nastroje antyradzieckie w Turcji w celu ewentualnego uderzenia na ZSRR także od południa. Wszystkie te plany uczyniło nieaktualnymi zawarcie w Moskwie 12 III 1940 r. pokoju między Finlandią i ZSRR. "Wojna zimowa" pokazała nieprzygotowanie militarne Związku Radzieckiego, który przez kilka miesięcy nie był w stanie pokonać czteromilionowej Finlandii. Naturalnie w tym starciu Dawida z Goliatem sympatia Europy była po stronie broniących się dzielnie przed agresorami Finów.

 

Niemiecki atak na Danię i Norwegię

W niespełna miesiąc po zakończeniu wojny radziecko-finlandzkiej (9 IV 19-40 r.) Niemcy rozpoczęły agresję na Danię i Norwegię. Tym samym powoli kończyła się "dziwna wojna", gdyż działania wojenne zaczynały przenosić się na Zachód. O ile Danię Niemcy opanowali praktycznie bez walki zaledwie w ciągu kilku godzin (liczni mieszkańcy Kopenhagi widząc obce wojska na ulicach miasta sądzili, że właśnie jest kręcony film), o tyle Norwegia od razu stała się nowym teatrem działań wojennych. Alianci podjęli decyzję o wysłaniu na pomoc wojskom norweskim brytyjsko-francusko-polskiego korpusu ekspedycyjnego. W walkach w Norwegii brali więc udział między innymi polscy żołnierze i marynarze. W przeddzień ataku na Norwegię okręt podwodny "Orzeł" zatopił wyładowany wojskami desantowymi niemiecki statek transportowy "Rio de Janeiro". Kilka tygodni później "Orzeł" wraz z całą załogą zatonął w czasie patrolu. Ponadto w walkach o Narvik uczestniczyły niszczyciele: "Błyskawica", "Burza" i "Grom". Ten ostatni zatonął zresztą u wybrzeży Norwegii trafiony bombami lotniczymi.

Niemieccy spadochroniarze w okolicach NarvikuRównież na lądzie u boku wojsk norweskich, francuskich i brytyjskich walczyła powstała we Francji Brygada Strzelców Podhalańskich, którą dowodził gen. Zygmunt Szyszko-Bohusz.
 

Mimo przejściowych sukcesów aliantów w środkowej i północnej Norwegii już 27 kwietnia podjęto decyzję o wycofaniu wszystkich wojsk sojuszniczych ze środkowej części kraju. W maju w rękach aliantów pozostał już tylko Narvik i odcinek wybrzeża w rejonie Tromso. Wkrótce jednak okazało się, że sukcesy sprzymierzonych w północnej Norwegii były bez znaczenia wobec nowej niemieckiej ofensywy na Zachodzie. 
 

Niemiecka agresja na Zachodzie

Wczesnym rankiem 10 V 1940 r. Niemcy zaatakowali neutralne państwa - Holandię, Belgię i Luksemburg. Zgodnie z zawczasu przygotowanymi planami wojska francuskie i brytyjskie wkroczyły do Belgii i zaczęły posuwać się w stronę granicy z Holandią. Tu jednak wojska alianckie zaskakiwane były nieomal na każdym kroku. Już 10 maja pierwszy w historii wielki desant powietrzny (4000 żołnierzy niemieckich) został zrzucony w rejonie Hagi i Rotterdamu i Niemcy przechwycili nienaruszone przeprawy mostowe na Mozie i Kanale Alberta. Tempo działania wojsk niemieckich było tak ogromne, że Holendrzy nie zdążyli zrealizować planu obronnego zakładającego poprzez uruchomienie systemu śluz wodnych zalanie głównych szlaków komunikacyjnych w tym depresyjnym kraju, Po terrorystycznym zbombardowaniu przez Luftwaffe Rotterdamu i zagrożeniu podjęcia analogicznych kroków przeciwko Hadze i Amsterdamowi 14 maja wieczorem Holandia skapitulowała.

Nie to było jednak najgorsze dla Francji. Najgorszy był fakt, że wbrew zapewnieniom francuskiego dowództwa, iż jest to niewykonalne, Niemcy przeprawili się przez Ardeny i już 12 maja żołnierze dowodzeni przez gen. Guderiana znaleźli się w odległości zaledwie 18 km od Sedanu. Nazajutrz Guderian swoim doborowym jednostkom nakazał forsowanie Mozy niemal z marszu i zadanie to zostało zrealizowane w ciągu zaledwie dwóch godzin! Równocześnie w ciągu pierwszych dwóch dni walk niemiecka Grupa Armii A, osiągnęła wschodni brzeg Mozy na froncie szerokości 120 km. Wobec jej sforsowania przez pododdziały z korpusu Guderiana 13 maja wieczorem wśród francuskich jednostek na zachodnim brzegu rzeki zapanowała panika. Po następnych 24 godzinach bitwa nad Mozą była już przez aliantów praktycznie przegrana. Nazajutrz droga do Paryża stanęła przed Niemcami otworem i poinformowano rząd, że niezwłocznie powinien rozpocząć przygotowania do opuszczenia stolicy.

Niemniej dramatyczna sytuacja była w Belgii, gdzie rodzime wojska były wspierane przez francuską I Grupę Armii oraz Brytyjski Korpus Ekspedycyjny. W pobliżu granicy francusko-belgijskiej na powierzchni około 1700 km˛ znajdowało się około 450 tys. alianckich żołnierzy i ponad półtora miliona ludności cywilnej. Ta masa ludzi, skupiona na niewielkiej powierzchni, była otoczona i stopniowo spychana przez Niemców w stronę Kanału La Manche. Dla rządu brytyjskiego, na czele którego 10 maja stanął Winston Churchill, sprawą najpilniejszą było ratowanie Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego ściśniętego w rejonie Dunkierki. 26 maja Admiralicja dała sygnał do rozpoczęcia operacji "Dynamo". W rejon Dunkierki skierowano wszystkie małe i średnie okręty wojenne, do których ochotniczo dołączyły setki jachtów, kutrów rybackich, statków spacerowych, motorówek, holowników, statków pomocniczo-gospodarczych - praktycznie wszystko co było w stanie przepłynąć tam i z powrotem Kanał La Manche, żeby ocalić jak najwięcej żołnierzy. W czasie ewakuacji wojsk z Dunkierki sprzymierzonych spotkał kolejny niespodziewany cios. 28 maja skapitulowała Belgia. Mimo to w ciągu dziewięciu dni tej bezprzykładnej w historii akcji udało się - cały czas pod bombami - uratować i ewakuować do Wielkiej Brytanii 338.226 alianckich żołnierzy.

Ewakuacja była możliwa dzięki niewątpliwemu błędowi Hitlera, który nakazał zatrzymać dywizje pancerne Guderiana w odległości zaledwie 15 km od Dunkierki. Na tę niezrozumiałą - z niemieckiego punktu widzenia - decyzję Hitlera wpłynęły co najmniej dwa elementy. Po pierwsze przekonanie, w którym utwierdzał go Hermann Göring, że sama Luftwaffe zniszczy alianckie wojska ściśnięte pod Dunkierką. Po drugie, dość niejasne i naiwne politycznie przekonanie, że ewentualne oszczędzenie Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego mogłoby mu ułatwić rokowania pokojowe z Anglią, które Führer spodziewał się podjąć w sześć tygodni po klęsce Francji.

Zdaniem większości historyków "bitwa o Francję" w praktyce została przez aliantów przegrana już 10 czerwca. Tego dnia, po ogłoszeniu Paryża miastem otwartym (to znaczy miastem, które nie będzie bronione) prezydent, premier, rząd i parlament opuścili stolicę kierując się na południowy zachód. W tym samym dniu Włochy dotychczas "nie uczestniczące w wojnie" zdecydowały się wreszcie wziąć w niej udział i wypowiedziały wojnę Francji, lecz w ciągu następnych dwóch tygodni ich wojska nie odnotowały praktycznie żadnych sukcesów bojowych.

 

W kampanii francuskiej zaznaczyły natomiast wyraźnie swój udział jednostki polskie. Armia Polska liczyła tam 84 tys. żołnierzy i chociaż nie zdążyła wziąć udziału w walkach przebywająca w Norwegii Brygada Strzelców Podhalańskich, to i tak Polacy odegrali niemałą rolę w obronie Francji. W walkach uczestniczyły l. Dywizja Grenadierów dowodzona przez gen. Bronisława Ducha oraz 2 Dywizja Strzelców Pieszych gen. Bolesława Prugara-Ketlinga, która po walkach w obronie Bramy Burgundzkiej przedostała się w zwartym szyku do Szwajcarii, gdzie polskich żołnierzy internowano. W walkach we Francji wzięła też udział 10 Brygada Kawalerii Pancernej, której dowódcą był Stanisław Maczek. Po zakończeniu walk, podobnie jak część jego żołnierzy, gen. Maczek znalazł się w Wielkiej Brytanii. Dotarła tam również większość z około 150 polskich lotników biorących udział w kampanii francuskiej. W sumie w walkach w obronie Francji zginęło około 1400 polskich żołnierzy i oficerów, a prawie 5 tys. odniosło rany, 13 tys. internowano w Szwajcarii, a około 15 tys. dostało się do niewoli niemieckiej. Na mocy zawartego z premierem Churchillem porozumienia ewakuowano do Wielkiej Brytanii blisko 25 tys. polskich żołnierzy. Udało się też uratować przebywającą w Syrii i nie biorącą udziału w walkach Brygadę Strzelców Karpackich, dowodzoną przez Stanisława Kopańskiego.

Klęska Francji i radzieckie zdobycze na Wschodzie


Stukas w jednym z norweskich fiordówOstatecznie 22 czerwca, w tym samym wagonie kolejowym, w którym 11 XI 1918 r. marszałek Ferdinand Foch podyktował Niemcom warunki zawieszenia broni kończącego I wojnę światową, przedstawiciele Francji podpisali z Niemcami rozejm zamykający kampanię na Zachodzie. Bilans "bitwy o Francję" był przerażający: zginęło 84 tys. żołnierzy francuskich i około 80 tys. osób cywilnych. Blisko 200 tys. osób było rannych, a l 900 000 francuskich żołnierzy dostało się do niemieckiej niewoli. Na mocy konwencji o zawieszeniu broni Francja została podzielona na nierówne części: okupowaną przez Niemców strefę północną obejmującą około 2/3 powierzchni kraju wraz z całym atlantyckim wybrzeżem i oczywiście Paryżem oraz południową "strefę wolną" administrowaną z kuracyjnej miejscowości Vichy przez francuski rząd, na czele którego stanął marszałek Philippe Petain. Francuzi proklamowali wkrótce politykę kolaboracji, to znaczy współpracy z niemieckimi władzami okupacyjnymi. W pierwszym okresie po klęsce polityka ta cieszyła się poparciem zdecydowanej większości Francuzów, którzy widzieli określone korzyści zwłaszcza we współpracy gospodarczej. Tylko nieliczni zamierzali walczyć dalej u boku swoich niedawnych sojuszników. Na czele tych wszystkich, którzy - jak potem mówiono - ocalili honor Francji, stanął przebywający w Londynie gen. Charles de Gaulle. On miał reprezentować Francję walczącą z Niemcami, marszałek Petain tę kolaborującą z nimi. W ciągu dziesięciu miesięcy do zaanektowanych wcześniej Austrii i Czechosłowacji Niemcy dołączyli nowe zdobycze terytorialne: Polskę, Danię, Norwegię, Luksemburg, Holandię, Belgię i wreszcie Francję, przez wielu uważaną (jak się jednak okazało bezpodstawnie) za największą potęgę lądową w Europie. Latem 1940 r. imperium Hitlera rozciągało się od Bugu do Zatoki Biskajskiej, a jedynym państwem walczącym w owym czasie z Niemcami i Włochami była Wielka Brytania.

Korzystając z zamieszania wywołanego sukcesami Niemiec na froncie zachodnim Związek Radziecki zrealizował swoje imperialne plany - na mocy wcześniejszego porozumienia z Hitlerem - zajmując niepodległe republiki nadbałtyckie: Litwę, Łotwę i Estonię. W czerwcu Stalin wymusił na Rumunii przekazanie ZSRR Bukowiny i Besarabi, co także było wcześniej uzgodnione w tajnej klauzuli paktu Ribbentrop-Mołotow.

 


 

Proponowane pozycje literatury przedmiotu:

 

  • Biegański Witold, Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie 1939-1945, Warszawa 1990.
  • Czapliński Władysław, Ruch oporu w Danii 1940-1945, Wrocław 1973.
  • Duraczyński Eugeniusz, Terej Jerzy Janusz, Europa podziemna 1939-1945, Warszawa l 974.
  • Eisler Jerzy, Kolaboracja we Francji 1940-1944, Warszawa 1989.
  • Madajczyk Czesław, Faszyzm i okupacje 1938-1945. Wykonywanie okupacji przez państwa Osi w Europie, t. l - Ukształtowanie się zarządów okupacyjnych, Poznań 1983, t. 2 - Mechanizmy realizowania okupacji, Poznań 1984.
  • Piotrowski Bernard, Wojna radziecko-fińska (zimowa) 1939-1940. Legendy, niedomówienia, realia, Poznań 1997.

 

Teksty źródłowe:

 

Radiowe przemówienie marszałka Petaina z 17 VI 1940 r. (fragmenty)

Francuzi! Na apel prezydenta Republiki objąłem, począwszy od dnia dzisiejszego, kierownictwo rządu Francji. (...) Ze ściśniętym sercem mówię wam dzisiaj, że trzeba zaprzestać walki. Tej nocy zatem zwróciłem się do przeciwnika z zapytaniem, czy zgadza się z honorem, po żołniersku, podać nam warunki zaprzestania działań wojennych. Niech w tym czasie ciężkiej próby wszyscy Francuzi skupią się wokół rządu, któremu przewodniczę, i przezwyciężą niepokój tak, aby słuchać jedynie głosu wiary w przeznaczenie Ojczyzny.


Apel wygłoszony 18 VI 1940 r. przed mikrofonami BBC w Londynie przez gen. de GauIle'a (fragmenty)

Dowódcy od wielu lat stojący na czele armii francuskiej utworzyli rząd. Powołując się na klęskę naszych armii rząd ten wszczął rokowania z przeciwnikiem w celu zaprzestania walki. (...) Ale czy ostatnie słowo zostało już powiedziane? Czyż nie ma już żadnej nadziei? Czyż klęska jest ostateczna? Nie! Wierzajcie mi, albowiem wiem, co mówię. A mówię wam: dla Francji nic nie jest stracone. (...) Francja bowiem nie jest osamotniona! Nie jest sama! Za nią stoi rozległe imperium. Może połączyć się z Imperium Brytyjskim, które panuje na morzu i kontynuuje walkę. Może tak jak Anglia - korzystać z nieograniczonej pomocy ogromnego przemysłu Stanów Zjednoczonych. Ta wojna nie ogranicza się do nieszczęsnych terytoriów naszego kraju. Ta wojna nie została rozstrzygnięta bitwą o Francję. Ta wojna jest wojną światową. (...) Ja, generał de Gaulle, znajdując się obecnie w Londynie, wzywam francuskich oficerów i żołnierzy, którzy przebywają lub przybędą na terytorium brytyjskie z bronią lub bez broni, oraz inżynierów i robotników, specjalistów w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego, którzy znajdują się lub w przyszłości znajdą się na terytorium brytyjskim, do nawiązania kontaktu ze mną. Cokolwiek się stanie, płomień francuskiego oporu nie powinien zgasnąć i nie zgaśnie.