+ Pokaż spis treści

Esej: Świat i Polska 1945-2000

 

Wraz z zakończeniem II wojny światowej międzyaliancka współpraca Związku Radzieckiego z jego zachodnimi sojusznikami, zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią z wolna przechodziła do historii. W jej miejsce pojawiała się rywalizacja na różnych polach, która już wkrótce miała zaowocować "zimną wojną" Wokół rzeczywistych zwycięzców wojny, którzy wychodzili z niej dodatkowo wzmocnieni stając się super-mocarstwami: ZSRR i USA, stopniowo zaczęły tworzyć dwa przeciwstawne bloki. Ten dwubiegunowy układ sił w świecie z niewielkimi zmianami miał przetrwać blisko pół wieku. W tym czasie kilkakrotnie świat stawał na krawędzi wojny termojądrowej między Wschodem a Zachodem (np. w latach 1950-1953 w czasie wojny koreańskiej, w sierpniu 1961 r. w związku z kryzysem berlińskim wywołanym wzniesieniem muru, w październiku 1962 r. w czasie kryzysu kubańskiego będącego konsekwencją instalacji na tej wyspie radzieckich rakiet, w czerwcu 1967 i w październiku 1973 r. w efekcie kolejnych wojen między Izraelem a państwami arabskimi - by odwołać się tylko do kilku najgłośniejszych przykładów). Regułą przy tym było, iż w lokalnych konfliktach zbrojnych w najróżniejszych zakątkach naszego globu jedną ze stron wspierali Amerykanie a drugą Sowieci.

 

Józef Stalin mawiał, że władza i wpływy ZSRR sięgają tam dokąd dotarły radzieckie czołgi i Armia Czerwona. Konsekwencją tej filozofii było stworzenie w wyniku II wojny światowej w Europie Środkowo-Wschodniej strefy radzieckich wpływów, która w niedługim czasie została przekształcona w strefę bezwzględnej dominacji. Obejmowała ona te kraje, które jak Polska, Czechosłowacja czy Jugosławia (częściowo !) zostały wyzwolone spod okupacji niemieckiej przez Armię Czerwoną lub tych sojuszników III Rzeszy, których terytoria ona opanowała (Rumunia, Bułgaria i Węgry). W bloku radzieckim znalazły się też Niemcy Wschodnie (od 1949 r. Niemiecka Republika Demokratyczna) oraz Albania. We wszystkich tych państwach niezależnie od stopnia ich zależności i powiązań z ZSRR dykatorską, monopolistyczną władzę aż do końca lat osiemdziesiątych dzierżyli komuniści. Mechanizm zdobywania władzy przez nich we wszystkich tych krajach był podobny do siebie, choć nie brakowało i różnic. Regułą było tworzenie zdominowanych przez komunistów i ich zwolenników Bloków Demokratycznych czy Frontów Narodowych, a następnie przy zastosowaniu nazwanej tak przez przywódcę węgierskich komunistów "metody salami" stopniowe eliminowanie opozycji i wrogów tak, jak skrawa się w cienkie plastry salami. W większości z tych państw główną siłą opozycyjną były partie chłopskie jak np. Polskie Stronnictwo Ludowe, na którego czele stał Stanisław Mikołajczyk. Do 1948 r. we wszystkich krajach regionu zakończono proces rozbijania opozycji oraz jednoczenia partii robotniczych. Regułą było, iż partie komunistyczne wchłaniały partie socjalistyczne lub socjaldemokratyczne za podstawę działania przyjmując "ideologię marksizmu-leninizmu".

 

W 1949 r. Bułgaria, Czechoslowacja, Polska, Rumunia, Węgry i ZSRR powołały do życia Radę Wzajemną Pomocy Gospodarczej, do której później przystąpiły: Albania, Kuba, Mongolia, NRD i Wietnamska Republika Socjalistyczna. Również w roku 1949 Związek Radziecki wszedł w posiadnie broni atomowej, łamiąc w ten sposób amerykański monopol nuklearny. W tym samym czasie komuniści zdobyli władzę w najludniejszym kraju świata proklamując powstanie Chińskiej Republiki Ludowej. W efekcie ponad 30 proc. ludności świata mieszkało w państwach rządząnych przez komunistów.

 

Lata powojenne były zresztą okresem niebywałej ekspansji komunizmu, który zyskiwał miliony zwolenników w najróżniejszych częściach świata. Ludzkość po wojennym koszmarze potrzebowała nadziei na lepszą przyszłość i wiary w to, że coś takiego już nigdy nie powtórzy się. Komunizm był odpowiedzią na obydwa te wyzwania; Zwiazek Radziecki przedstawiał się wszak jako główny zwycięzca w wojnie i zarazem obrońca światowego pokoju. Jednocześnie komunizm obiecywał stworzenie sprawiedliwego, bezklasowego, szczęśliwego i zasobnego społeczeństwa - niemal raju tu na ziemi. Miliony ludzi chwytało się tej nadziei, miliony innych wiązało się z ruchem komunistycznym z koniunkturalizmu i oportunizmu. Wystarczy przypomnieć, że w pierwszych latach po wojnie komuniści uczestniczyli w rządach w Austrii, Belgii, Francji i we Włoszech - by ograniczyć się do tych kilku państw Europy Zachodniej. Trzeba też jednak koniecznie dopowiedzieć, że ta ekspansja wywoływała kontrakcję ze strony Stanów Zjednoczonych, które proklamowały doktrynę powstrzymywania komunizmu i w ramach ogłoszonego w 1947 r. Planu Marshalla udzieliły krajom Europy Zachodniej ponad 13 miliardów dolarów pożyczki na odbudowę gospodarki ze zniszczeń wojennych, dwa lata później zaś doprowadziły do powstania NATO. Założycielami tej organizacji były Stany Zjednoczone i Kanada oraz dziesięć państw Europy Zachodniej: Belgia, Dania, Francja, Holandia, Islandia, Luksemburg, Norwegia, Portugalia, Wielka Brytania i Włochy. W 1952 r. do Sojuszu Atlantyckiego przystąpiły Grecja i Turcja, w 1955 r. Republika Federalna Niemiec, w 1982 r. Hiszpania, a wreszcie w 1999 r. trzy pierwsze państwa z dawnego "bloku radzieckiego": Czechy, Polska i Węgry.

Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej umacniał się i utrwalał system stalinowski, przez wielu znawców problemu - obok nazizmu i faszyzmu - uważany za modelowy wręcz dla państwa totalitarnego. Cechowała go wielka represyjność i stosowanie terroru na masową skalę - nikt (nawet członkowie kierownictwa partyjno-państwowego) nie mógł czuć się wtedy bezpieczny, rozbudowa ponad realne potrzeby armii i aparatu bezpieczeństwa, który sam chętnie stawiał się ponad prawem, agresywna, skupiona w jednych rękach propaganda, dla której wsparciem była cenzura prewencyjna skutecznie odcinająca obywateli od alternatywnych źródeł informacji, prowadzona na masową skalę indoktrynacja, której towarzyszyła niebywała ideologizacja życia publicznego, stałe kreowanie kolejnych rzeczywistych oraz urojonych wrogów tak wewnętrznych ("reakcja", "kułacy", "wrogowie ludu", "syjoniści" itd) jak i zewnętrznych ("amerykańscy imperialiści" czy "zachodnioniemieccy rewizjoniści"), wreszcie gwałtowna laicyzacja i ateizacja życia publicznego. Towarzyszyło temu zwykle słownictwo zapożyczone z języka wojskowego (np. "walka o pokój", "front robót" czy "kampania żniwna"), przyspieszona industrializacja, w której zawsze kładziono nacisk na rozwój przemysłu ciężkiego (górnictwo, hutnictwo, kolejnictwo, przemysł metalowy - zwłaszcza związany z obronnością), przeprowadzana pod presją administracyjną, propagandową, a nierzadko i policyjną kolektywizacja rolnictwa, proklamowanie w kulturze i sztuce realizmu socjalistycznego, a w nauce konsekwentne lansowanie materializmu dialektycznego.

 

Reakcją na umacnianie się "bloku radzieckiego" oraz sowietyzację i stalinizację życia publicznego w krajach leżących za "żelazną kurtyną" był na Zachodzie systematyczny wzrost nastrojów antykomunistycznych. Na przykład w początku lat pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych podjęła działalność badająca przykłady działalności komunistycznej i/lub proradzieckiej w USA komisja, na czele której stanął senator Joseph McCarthy. Równocześnie sukcesy i rozprzestrzenianie się i komunizmu w sposób niezamierzony sprzyjały postępującym z wolna procesom integracyjnym w Europie Zachodniej. W maju 1949 r. przedstawiciele Belgii, Danii, Francji, Holandii, Irlandii, Luksemburga, Norwegii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Włoch podpisali konwencję o utworzeniu Rady Europy - organizacji skupiającej państwa demokratyczne na Starym Kontynencie, której członkiem od kilku lat jest też i Polska.

 

W 1952 r. Belgia, Francja, Holandia, Luksemburg, RFN i Włochy powołały do życia Europejską Wspólnotę Węgla i Stali. Pięć lat później te same sześć państw utworzyło dwie kolejne organizacje tworzące dziś Unię Europejską: Europejską Wspólnotę Gospodarczą i Europejską Wspólnotę Energii Atomowej. Procesom integracyjnym sprzyjali tak wybitni mężowie stanu jak prezydent Francji gen. Charles de Gaulle i kanclerz RFN Konrad Adenauer. Postępy integracji sprawiły, że w następnych latach do Wspólnot zaczęły przystępować kolejne kraje. 1 I 1973 r. Dania, Irlandia i Wielka Brytania, 1 I 1981 r. Grecja, 1 I 1986 r. Hiszpania i Portugalia, wreszcie 1 I 1995 r. Austria, Finlandia i Szwecja. Obecnie o członkostwo w Unii Europejskiej, które od wielu już lat jest synonimem dostatku i rozwoju ekonomicznego, zabiega dwanaście państw europejskich a wśród nich i Polska.

 

5 I 1953 r. zmarł Stalin i wydarzenie to - jak już niedługo potem okazało się - zamykało pewien okres w dziejach państw "bloku radzieckiego". Niezależnie bowiem od pełnionych w danym momencie funkcji i piastowanych stanowisk Stalin był niekwestionowanym przywódcą w międzynarodowym ruchu komunistycznym. Dla przywódców państw "demokracji ludowej" był zaś ostatecznym arbitrem we wszystkich sporach. Po jego śmierci najpierw w Związku Radzieckim, a następnie w innych "państwach bloku" rozpoczął się proces z czasem nazwany "odwilżą". Przebiegał on zresztą krętymi drogami i nie bez wstrząsów. Wystarczy przypomnieć, że w początku czerwca 1953 r. w związku z wprowadzoną w Czechosłowacji reformą walutową i towarzyszącym im podwyżkom cen w wielu miastach doszło do strajków i ulicznych demonstracji. Najgwałtowniejszy przebieg miały wydarzenia w Pilźnie, gdzie dla rozproszenia manifestacji użyto broni palnej, w wyniku czego - według nieoficjalnych danych - zginęło sześć osób. Były to pierwsze tego typu zajścia od czasu ustabilizowania się władzy komunistycznej w państwach Europy Środkowo-Wschodniej.

Świat nie zdążył ochłonąć po rewolcie w Czechosłowacji, a już w połowie czerwca doszło do protestów na jeszcze większą skalę w NRD. Również i tam protest miał pierwotnie podłoże ekonomiczne, ale rychło - ze względu na fakt, że do tłumienia buntu obok niemieckiej policji użyto na szeroką skalę radzieckich jednostek pancernych - przekształcił się w narodowe powstanie, które objęło 272 miejscowości, w tym wszystkie większe miasta. Według oficjalnych danych po obu stronach zginęło 25 osób, wedle zaś danych nieoficjalnych zabito 383 osoby.

 

Ważnym wydarzeniem w procesie destalinizacji było w 1955 r. unormowanie stosunków z Jugosławią, siedem lat wcześniej oskarżaną przez Stalina o wszystkie możliwe i niemożliwe grzechy i wykluczoną w 1948 r. z "socjalistycznej rodziny". Jeszcze ważniejszy dla procesu destalinizacji był obradujący w Moskwie w lutym 1956 r. XX Zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. W trakcie Zjazdu I sekretarz KC KPZR Nikita Chruszczow wygłosił swój głośny "tajny referat", w którym w sposób niekonsekwentny i powierzchowny przeprowadził krytykę systemu stalinowskiego, sprowadzając towarzyszące mu zbrodnie do "błędów i wypaczeń". Niemniej sam fakt, że o stalinowskich "nieprawościach" mówił przywódca radzieckiej partii miał swoja wymowę. Chruszczow doprowadził też do odprężenia w stosunkach Związku Radzieckiego z Zachodem. Radziecki przywódca w latach sześćdziesiątych znalazł wymagającego partnera w młodym, niezwykle popularnym prezydencie Stanów Zjednoczonych. John Kennedy, o którym tu mowa, zginął w zamachu w Dallas w listopadzie 1963 r., a Chruszczow w niespełna rok potem został odsunięty od władzy w "pałacowym zamachu stanu" przez swoich dotychczasowych współpracowników, którzy podzielili się jego stanowiskami: Leonid Breżniew został sekretarzem generalnym KC KPZR a Aleksiej Kosygin premierem ZSRR.

 

Najgruntowniejsze destalinizacja w połowie lat pięćdziesiątych została jednak przeprowadzona nie w ZSRR, lecz w Polsce i na Węgrzech. W obu tych krajach wydarzenia miały zresztą odmienny przebieg. W Polsce w czerwcu 1956 r. doszło do wybuchu robotniczego powstania w Poznaniu krwawo stłumionego przez władze przy użyciu ponad 10 tys. żołnierzy wyposażonych w ciężki sprzęt (m.in. ponad 300 czołgów, z których ok. 10 proc. zostało zniszczonych lub uszkodzonych w czasie kilkudziesięciogodzinnych ulicznych starć). W trakcie walk w mieście zginęły lub zmarły w wyniku odniesionych ran co najmniej 74 osoby, a ponad tysiąc zostało rannych. Niemniej polityczne przesilenie w dramatycznych okolicznościach dopełniło się w Polsce dopiero w październiku. Powrotowi do władzy Władysława Gomułki, który w latach 1943-1948 był sekretarzem generalnym Polskiej Partii Robotniczej, a w latach 1945-1948 dodatkowo wicepremierem i ministrem Ziem Odzyskanych, towarzyszyły ruchy wojsk radzieckich stacjonujących w Polsce i polskich podległych radzieckiemu marszałkowi Konstantemu Rokossowskiemu. VIII plenum KC PZPR, w czasie którego Gomułka został I sekretarzem KC, obradowało w dramatycznych okolicznościach. Z niespodziewaną wizytą przyleciał do Warszawy Chruszczow z grupą radzieckich hierarchów partyjnych i w otoczeniu grona wyższych wojskowych, których obecność miała podkreślać powagę chwili. Temu wszystkiemu towarzyszyły żywiołowe wiece poparcia dla nowego gomułkowskiego kierownictwa partyjnego i bojowa atmosfera wśród wielu robotników i studentów, którzy - jak się wydaje - z bronią w ręku gotowi byli przeciwstawić się wtrącaniu się Sowietów w wewnętrzne sprawy Polski. Udało się jednak uniknąć najgorszego, gdyż Chruszczow ustąpił i zaakceptował zmiany w polskim kierownictwie, a zwłaszcza zgodził się w końcu na powierzenie Gomułce stanowiska I sekretarza KC PZPR.

 

Gomułka był wówczas prawdziwym bohaterem narodowym i cieszył się tak wielkim autorytetem i społecznym poparciem jakim ani nigdy przedtem ani potem nie dysponował w Polsce żaden komunistyczny polityk. W oczach milionów Polaków był przede wszystkim "narodowym komunistą" i więźniem okresu stalinowskiego aresztowanym przez swoich współtowarzyszy pod zarzutem "odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego", działaczem powszechnie łączonym z pojęciem "polskiej drogi do socjalizmu". W gorących dnia "polskiego Października", gdy wolność odzyskał m.in. Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński, gdy inicjowane były zmiany niemal we wszystkich organizacjach politycznych, społecznych, młodzieżowych, kulturalnych Gomułce powszechnie nie pamiętano aktywnego udziału w instalowaniu w Polsce systemu komunistycznego. W oczach milionów ludzi był on wtedy przede wszystkim ofiarą a nie współtwórcą systemu.

Zupełnie innych charakter miały w 1956 r. wydarzenia na Węgrzech, gdzie w okresie stalinowskim - obok Czechosłowacji - doszło do najbardziej drastycznych naruszeń praworządności, a tym samym gdzie system ukazał najbardziej zbrodnicze oblicze. Wydarzenia 1956 r. były tam znacznie bardziej niż w Polsce skondensowane w czasie i przybrały też nieporównanie bardziej tragiczny obrót. Ich bezpośrednim detonatorem były zresztą informacje napływające z Polski mówiące o dramatycznych okolicznościach powrotu Gomułki do władzy. Ostrzelanie przez funkcjonariuszy bezpieczeństwa pokojowej manifestacji 23 X 1956 r. zorganizowanej w centrum Budapesztu i wprowadzenie do miasta następnego dnia oddziałów radzieckich praktycznie od razu nadały wystąpieniu charakter zrywu narodowego, aż po kres lat osiemdziesiątych nazywanego przez komunistyczną propagandę i historiografię "kontrrewolucją". Powstanie Węgierskie miało swoją własną dramaturgię i dynamikę. Ruch ewoluował i pod wpływem presji zbuntowanego społeczeństwa rząd, na czele którego stanął komunistyczny reformator Imre Nagy, ogłosił neutralność Węgier, zadeklarował ich wystąpienie z utworzonego rok wcześniej Układu Warszawskiego i zapowiedział wprowadzenie politycznego pluralizmu. Rząd Nagy'a zwrócił się też do Organizacji Narodów Zjednoczonych z prośbą o ustanowienie miedzynarodowej kontroli nad procesem przywracania nad Dunajem spokoju. Związek Radziecki uznał, że jego interesy w tym regionie są zagrożone i 4 listopada rozpoczął zbrojną inwazję na Węgry. Znaczna część wojska i milicji węgierskiej wystąpiła po stronie zrewoltowanego społeczeństwa, niemniej militarna przewaga była po stronie Sowietów. Ostatecznie w ciągu kilkutygodniowych walk zginęło w sumie ok. 30 tys. ludzi, a następne dwa tysiące - jak się szacuje - zostało straconych w okresie "normalizacji". Jednocześnie ponad dziewięciomilionowe Węgry opuściło ok. 200 tys. głównie młodych i wykształconych ludzi. Krwawe stłumienie Powstania Węgierskiego miało też swoje poważne reperkusje w międzynarodwym ruchu komunistycznym. Zwłaszcza w Europie Zachodniej wielu dotychczasowych sympatyków i członków partii (w tym liczni artyści, naukowcy, pisarze) zerwało definitywnie z komunizmem.

 

Niemniej w dziejach światowego ruchu komunistycznego kryzys wywołany radziecką inwazją na Węgry był niczym w porównaniu z rozłamem jaki dokonał się w latach sześćdziesiątych na tle rywalizacji radziecko-chińskiej. Dopóki żył Stalin blok komunistyczny tworzył w praktyce monolit. Nie ulegało dla nikogo wątpliwości, że centrum międzynarodowego ruchu komunistycznego znajduje się w Moskwie. Sprawa skomplikowała się w następnych latach wraz z zainicjowaną przez Chruszczowa ostrożną polityką destalinizacji i stopniowym odchodzeniem od haseł zimnowojennych. Przywódca ChRL Mao Tse-tung nie chciał wyrzec się myśli o totalnej konfrontacji z "amerykańskim imperializmem". W listopadzie 1957 r. w Moskwie w czasie obchodów czterdziestej rocznicy rewolucji październikowej w wojowniczym przemówieniu wygłoszonym w obecności przywódców "bratnich partii" deklarował gotowość poświęcenia połowy ludności Chin, żeby ta druga po zwycięstwie mogła budować socjalizm w świecie uwolnionym od imperialistów. Z biegiem lat stosunki między Moskwą a Pekinem ulegały systematycznemu pogarszaniu aż w końcu nastąpiło zerwanie "przyjacielskich więzłów". W latach sześćdziesiątych doszło do otwartej rywalizacji radziecko-chińskiej o hegemonię i przywództwo w ruchu komunistycznym. Proces ten uległ dalszemu pogłębieniu po proklamowaniu w ChRL "rewolucji kulturalnej" w 1966 r., kiedy to otwarcie atakowano "liberalny" Związek Radziecki. Apogeum napięcia w stosunkach radziecko-chińskich miało miejsce w marcu 1969 r., gdy wojska ChRL przekroczyły granicę państwową ZSRR i doszło do regularnych walk nad rzeką Ussuri, w których po obu stronach łącznie poległo kilkuset żołnierzy.

 

W początku lat siedemdziesiątych rywalizację radziecko-chińską starały się dla własnych celów wykorzystać Stany Zjednoczone, od blisko dziesięciu lat aktywnie zaangażowane w wojnę w Wietnamie. Nim Richard Nixon jako pierwszy prezydent USA udał się w maju 1972 r. z oficjalną wizytą do Moskwy, najpierw w lutym odwiedził Mao w Pekinie pokazując Rosjanom, że możliwa jest też inna polityka niż proponowane przez niego amerykańsko-radzieckie odprężenie. Wizyta Nixona w Moskwie miała dla Breżniewa podwójne znaczenie. Po pierwsze, odbywała się w niespełna cztery lata po zbrojnej interwencji Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, w wyniku której przerwany został tam eksperyment z "socjalizmem z ludzką twarzą" i zostały pogrzebane ostatecznie nadzieje na zliberalizowanie realnego socjalizmu. Można więc też było odczytywać tę wizytę jako przyjęcie przez USA do wiadomości faktu proklamowania przez Breżniewa doktryny głoszącej ograniczoną suwerenność "państw bloku" i dopuszczającej w przyszłości zbrojną interwencję Układu Warszawskiego w tych krajach, w których "byłyby zagrożone zdobycze socjalizmu". Po drugie, podpisując z Amerykanami układy o ograniczeniu zbrojeń rakietowych (SALT I) i o ograniczeniu antybalistycznych systemów rakietowych, Związek Radziecki zyskiwał większą swobodę w ekspansji komunizmu w trzecim świecie.

Trzeba bowiem pamietać, że lata siedemdziesiąte dla ZSRR były okresem tworzenia globalnego imperium. O ile Stalin stworzył jego euroazjatycki trzon, o tyle Breżniew rozprzestrzenił je na kolejne części świata. Wykorzystując próżnię polityczną jaka często powstawała po uzyskaniu niepodległości w byłych koloniach państw zachodnich, Związek Radziecki "wciskał się" tam na miejsce byłych kolonizatorów, na szeroką skalę szermując hasłem walki narodowowyzwoleńczej i wspierając rozmaite ruchy lewicowe o mniej czy więcej wyraźnej orientacji "marksistowsko-leninowskiej". W ten sposób w ciągu lat siedemdziesiątych uzyskał mocne oparcie na Dalekim (Wietnam, Kambodża), Środkowym (Afganistan) i Bliskim Wschodzie (Irak, Syria, Jemen Południowy z ważną ze strategicznego punktu widzenia bazą w Adenie), w Afryce (m.in. Algieria, Etiopia, Libia, Kongo, Angola, Mozambik), w Ameryce Łacińskiej, gdzie obok Kuby w końcu dekady zdobył silną pozycję w Nikaragui. Radzieckiej ekspansji towarzyszyła raczej pasywna postawa Zachodu bezgranicznie owładniętego w tamtych latach ideą rozbrojenia niemal za wszelką cenę. Ta dość naiwna postawa uległa pewnej zmianie dopiero po radzieckiej agresji na Afganistan w grudniu 1979 r.

 

Pamiętać jednak należy, iż nie całą powojenną historię świata można wytłumaczyć przez pryzmat rywalizacji amerykańsko-radzieckiej. Nie wolno także zapominać, że w trakcie ponad półwiecza jakie upłynęło od czasu zakończenia II wojny światowej, przeżyliśmy jedną lub dwie (badacze nie są tu zgodni) rewolucje technologiczne. Pojawiły się zupełnie nowe dziedziny nauki takie jak atomistyka, kosmonautyka czy informatyka. Nastąpiła globalizacja i komercjalizacja kultury - ludzie w różnych częściach świata oglądaja w tym samym mniej więcej czasie te same filmy, słuchają tych samych płyt, czytają te same książki. Sport stał się wielkim widowiskiem przynoszącym bajeczne dochody najbardziej znanym sportowcom i trenerom. Wielkie imprezy sportowe takie jak Igrzyska Olimpijskie czy Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej za pośrednictwem transmisji telewizyjnych oglądane są przez setki milionów, a niekiedy nawet przez miliardy widzów. Dokonała się też daleko idąca unifikacja w zakresie mody i tak np. dżinsy można dziś spotkać we wszystkich praktycznie regionach świata. Procesom tym towarzyszył niebywały wzrost stopy życiowej miliardów ludzi na całym świecie.

 

Niestety daleko nie wszystkim ludziom dane było korzystać z tego awansu cywilizacyjnego. Nadal w różnych częściach naszego globu niemało jest biedy a nawet nędzy; stale głoduje lub regularnie niedojada kilkaset milionów ludzi. Ludzkość też ciągle jeszcze nie potrafi skutecznie chronić się - zwłaszcza w trzecim świecie - przed wielkimi kataklizmami takimi jak susze, powodzie, trzęsienia ziemi, tajfuny, wybuchy wulkanów itd. Nadal też różne zakaźne choroby, w tym i AIDS, zbierają najobfitsze żniwo w najbiedniejszych krajach świata, które na domiar złego są też najczęściej areną wyniszczających, nierzadko bratobójczych wojen.

 

Na poszczególnych kontynentach wydarzenia w okresie powojennym przebiegały odmiennie. I tak np. w przypadku Afryki z pewnością problemem najważniejszym była dekolonizacja i emancypacja spod panowania dawnych kolonizatorów. Zaobserwować więc tam można drogę od podległości kolonialnej poprzez rozmaite formy ekspansji neokolonialnej byłych metropolii, ale także Stanów Zjednoczonych oraz Związku Radzieckiego, po próby tworzenia rodzimych dyktatur (równie często prawicowych, co lewicowych). Czarny Kontynent był też może w największym stopniu areną ideologicznego, a często po prostu militarnego ścierania się Wschodu i Zachodu. Równocześnie to właśnie mieszkańcy Afryki w najmniejszym stopniu korzystali z osiągnięć cywilizacyjnych ludzkości. Nadal znajdują się tam największe obszary biedy czy nierzadko wręcz nędzy; najniższy jest poziom wykształcenia i stan zdrowia mieszkańców. Niewątpliwie najbogatszym państwem kontynentu jest Republika Południowej Afryki. Jej losy potoczyły się odmiennie, gdyż już przed II wojną światową nie była ona kolonią. Dopiero jednak w latach dziewięćdziesiątych rządząca od kilkudziesięciu lat biała mniejszość zrezygnowała z upokarzającej polityki apartheidu (segregacji rasowej) i zdecydowała się dopuścić do demokratycznej wolnej gry sił politycznych, a w konsekwencji do przekazania władzy w kraju w ręce czarnej większości.

 

Z kolei większość krajów Ameryki Łacińskiej przebyła drogę od podległości wobec Stanów Zjednoczonych (w jakimś przynajmniej stopniu w końcu lat czterdziestych usankcjonowanej przez utworzenie Organizacji Państw Amerykańskich), poprzez rodzime - mniej lub bardziej krwawe - znacznie częściej prawicowe niż lewicowe reżimy dyktatorskie, po próby budowania w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych systemów demokratycznych i liberalnych, nawet jeżeli pojęcia te nie zawsze odpowiadają standardom zachodnioeuropejskim. Istotnym wyróżnikiem na tym terenie były stosunkowo silne wpływy skrajnej lewicy oraz komunistyczne eksperymenty na Kubie i w Nikaragui. Trudno byłoby też powiedzieć, iż państwa tego regionu nadrobiły już wieloletnie zacofanie cywilizacyjne w stosunku do krajów wysoko rozwiniętych, choć niewątpliwie przynajmniej niektóre z nich znacznie zmniejszyły dystans dzielący je od najbogatszych.

Jednym z wielkich fenomenów ostatnich dwudziestu lat jest niebywały renesans islamu i powstanie wzorcowego państwa teokratycznego w Iranie. Co więcej, model ten znalazł naśladowców w wielu krajach muzułmańskich. Bogate państwa Zachodu patrzą na fundamentalistów islamskich nie tylko ze zdziwieniem, ale i z obawą o własną przyszłość. Wszak w niektórych z nich (Francja, Wielka Brytania) mieszka znaczny odsetek muzułmanów. Fundamentalizm islamski zyskał też wielu zwolenników w azjatyckich republikach Związku Radzieckiego i był jednym z czynników, choć z pewnością nie najważniejszym, rozpadu tego państwa.

 

Wydaje się, że owo "przebudzenie" muzułmanów zepchnęło na drugi plan rewolucyjne zmiany, jakie w ciągu ostatnich czterdziestu lat - po zainicjowanym przez Jana XXIII Soborze Watykańskim II - dokonały się w Kościele katolickim. W tym czasie Stolica Apostolska wydobyła się z pewnej izolacji politycznej, w jakiej znajdowała się od 150 lat. Począwszy od pontyfikatu Pawła VI papieże zaczęli znów podróżować po świecie, po raz pierwszy używając do tego celu nowoczesnych środków transportu, a Jan Paweł II doczekał się nawet przydomka papieża-pielgrzyma.

 

W Azji być może jeszcze większym fenomenem niż niezwykły renesans islamu był niebywały rozwój gospodarczy kilku państw Dalekiego Wschodu. Za życia jednego pokolenia dokonały one prawdziwego skoku cywilizacyjnego, przebojem wdzierając się do grona krajów najwyżej rozwiniętych. Najpierw mocarstwem ekonomicznym stała się pokonana w II wojnie światowej Japonia, a następnie tzw. małe tygrysy: Hongkong, Korea Południowa, Malezja, Singapur i Tajwan. Kraje te pod względem tempa rozwoju gospodarczego zdecydowanie wysunęły się na czoło, choć pod adresem niektórych z nich bywa wysuwany zarzut, że dynamicznemu rozwojowi ekonomicznemu nie towarzyszyła równie radykalna liberalizacja życia politycznego.

 

Do czasu wielkich strajków z lata 1980 r. i powstania NSZZ "Solidarność" Polska rzadko trafiała na pierwsze strony światowych gazet. Zrozumiałe zainteresowanie mediów wzbudziły właściwie tylko wydarzenia z lat 1956, 1966, 1968, 1970, 1976 i wybór Karola Wojtyły na papieża w 1978 r. oraz jego podróż do ojczyzny w czerwcu następnego roku. Sytuacja ta uległa radykalnej zmianie w latach osiemdziesiątych. Szczególnie wiele miejsca poświęcano Polsce po wprowadzeniu przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego. Nie wolno bowiem zapominać, że powstanie "Solidarności" zostało powitane z radością zarówno przez organizacje lewicowe, które widziały w niej głównie siłę występującą w obronie ludzi pracy, jak i przez prawicowe, nie bez pewnej racji upatrujące w niej przede wszystkim ruch o charakterze antykomunistycznym. Zarówno przy tym prawica jak i lewica uznawały "Solidarność" za ruch dążący do demokratyzacji i liberalizacji zycia w Polsce. Nie bez znaczenia dla popularności Związku w świecie była charyzmatyczna postać jego przywódcy. Dla milionów ludzi Lech Wałęsa, który stał sie najpopularniejszym obok Jana Pawła II współczesnym Polakiem, był uosobieniem mitu prostego robotnika robiącego zawrotną karierę: od elektryka w Stoczni Gdańskiej, przez związkowego przywódcę, laureata Pokojowej Nagrody Nobla, po prezydenta Rzeczpospoltej Polskiej. Wałęsa symbolizował w świecie "Solidarność", ta zaś była jedną z sił sprawczych, które doprowadziły do upadku systemu nie tylko zresztą w polskim wymiarze. Wszelako najprawdopodobniej - niezależnie od papieskiego poparcia - "Solidarności" nie udałaby się walka o przebudowę Polski, gdyby nie sprzyjający jej układ sił w świecie w latach osiemdziesiątych.

 

W początku dekady w kilku państwach zachodnich dał się zaobserwować polityczny zwrot w prawo. Jesienią 1980 r. na stanowisku prezydenta USA idealistycznie nastawionego do świata i po prostu chyba naiwnego oraz niezdecydowanego demokratę Jimmy'ego Cartera zastąpił republikanin Ronald Reagan, który nie zamierzał kontynuować polityki ustępstw wobec ZSRR. Prezydent Reagan silnego sojusznika znalazł w sprawującej władzę nieprzerwanie przez ponad jedenaście lat (1979-1990) "żelaznej damie", jak przezwano Margaret Thatcher, która była pierwszą kobietą-premierem w historii Wielkiej Brytanii. Z kolei jesienią 1982 r. w RFN rozpadła się rządząca nieprzerwanie od trzynastu koalicja socjaldemokratów i liberałów. Ci ostatni utworzyli koalicję z chrześcijańskimi demokratami. Nowym kanclerzem został Helmut Kohl, który - jak miało się okazać - pozostał na tym stanowisku aż do jesieni 1998 r. Inaczej wyglądała sytuacja we Francji, gdzie w wyniku wyborów z maja 1981 r. prezydentem został socjalista Francois Mitterand, który miał na tym stanowisku pozostać przez pełne dwie kadencje do maja 1995 r. Mitterand w wielu kwestiach prowadził nie mniej zdecydowaną i twardą wobec ZSRR politykę niż prawicowi przywódcy USA, Wielkiej Brytanii i RFN.

W pełni popierane w tym zakresie przez swoich sojuszników Stany Zjednoczone narzuciły Związkowi Radzieckiemu wyścig zbrojeń na niespotykanym dotychczas poziomie. Waszyngton coraz pełniejszym głosem mówił o programie tzw. wojen gwiezdnych, któremu sprzyjały postępy w astronautyce oraz prawdziwa rewolucja informatyczna, a któremu ZSRR w żaden sposób nie był w stanie sprostać. Dopóki na Kremlu rządził Breżniew i jego starzy, schorowani następcy, trudno było liczyć na wznowienie przerwanego po radzieckiej agresji na Afganistan dialogu rozbrojeniowego. Sytuacja uległa zmianie, gdy w 1985 r. sekretarzem generalnym KC KPZR został Michaił Gorbaczow. Był on tak inny od wszystkich swoich poprzedników, że nie sposób było tego nie zauważyć. Gorbaczow w niedługim czasie proklamował politykę "pierestrojki" czyli dość gruntownej przebudowy Związku Radzieckim. Podjął też poważny dialog z Reaganem rychło doprowadzając do zdecydowanej poprawy stosunków dwustronnych, które od czasu II wojny światowej nie były tak dobre jak wtedy. Gorbaczow, choć bez entuzjazmu przystał też na zmiany w Europie Środkowo-Wschodniej czyli w praktyce zaakceptował rozpad radzieckiego "imperium zewnętrznego" i zgodzil się na zjednoczenie Niemiec. Ten pierwszy i jak się niedługo okazało zarazem ostatni prezydent ZSRR został za to wszystko uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla, chociaż złośliwi mówili, iż po raz pierwszy przyznano ją nie za to co laureat zrobił, ale właśnie za to czego nie zrobił! Gorbaczow nie był też w stanie zapobiec rozpadowi w końcu 1991 r. Związku Radzieckiego. Głównym beneficjentem tego procesu był prezydent Rosji Borys Jelcyn, który niezależnie od trapiących go chorób i niedyspozycji do końca 1999 r. trzymał w swych rękach władzę w państwie.

 

Wraz z rozpadem ZSRR skończył się też w zasadzie dwubiegunowy układ sił w świecie. Z trwającej pół wieku zimnej wojny zwycięsko wyszły Stany Zjednoczone, które są obecnie jedynym na świecie supermocarstwem. To one w 1991 r. zorganizowały antyiracką koalicję i w znacznym stopniu przeprowadziły operację "Pustynna Burza", one też pomagały rozwiązywać konflikt arabsko-izraelski, zaprowadzić pokój w Bośni, doprowadzić do historycznego kompromisu w Irlandii Północnej, wreszcie gdy zawiodły inne środki poprowadziły akcję militarną NATO przeciwko Jugosławii w 1999 r.

 

Polska podobnie jak inne kraje regionu w latach dziewięćdziesiątych kroczyła wymagającą wielu wyrzeczeń drogą reform politycznych i gospodarczych. Bardzo wiele zostało już zrobione na tej drodze, ale bodaj jeszcze więcej jest przed nami. Niełatwo jest bowiem nadrabiać wieloletnie zaniedbania - efekt "księżycowej gospodarki" z lat PRL.

 

Na zakończenie tych rozważań wypada podkreślić, że w powojennych dziejach świata trudno byłoby wskazać jeden ogólny trend rozwojowy dotyczący wszystkich państw czy choćby tylko wszystkich części świata. Niestety, nie można nawet powiedzieć, że w okresie powojennym świat odchodził od krwawych utopii w stronę jakiegoś porządku opartego na racjonalnych zasadach. Wszak zbrodniczy reżim Czerwonych Khmerów w Kambodży realizował swoje upiorne wizje w latach siedemdziesiątych, a nie w czterdziestych.