+ Pokaż spis treści

Eola worek z wiatrami


Junona i Eol, mal. Francois Boucher (fot. wikimedia)"Przybywamy do wyspy Eolii, zagnani
Wiatrem. Syn Hippotasa, Eol, mieszkał na niej.
Był to przyjaciel bogów i od nich kochany.
Pływającą tę wyspę strzegą w okręż ściany
Spiżowych wałów, nie mniej i pobrzeżne skały.
Dzieci miał on dwanaście, które się chowały:
Sześć ślicznych cór i synów też sześciu. Z synami
Pożenił swoje córy, braci ze siostrami.
Więc przy ojcu i matce siedziały te stadła
W wonnych gmachach, gdzie stoły gięły się od jadła
I napitku, a fletni odgłos brzmiał w przysionkach.
Tak we dnie; a zaś w nocy męże przy małżonkach
Śpią w łożach, zaścielonych pięknymi makaty.
Wszedłem tedy w to miasto, potem w ich komnaty,
Gdzie przez miesiąc gościłem. Eol rozpytywał
O Ilion, nasze nawy, czym przygody miewał
W podróży; jam wyprawy opowiadał dzieje,
Wszystkie na lądzie, morzu przebyte koleje.
Wreszcie, gdym o odprawę prosił do podróży,
Nie odmówił i zapas dał na drogę duży,
Toż z dziewięcioletniego byka miech skórzany,
W którym prąd wściekłych wiatrów leżał jak spętany;
Zews bowiem wszystkie wiatry dał pod jego straże,
Że, gdy chce, je ucisza albo dąć im każe.
Miech ten on sam zawiązał taśmą srebrnolitą,
By wiatr nie mógł się wymknąć szczelinką ukrytą.
Mnie zaś w drogę wiać kazał tylko Zefirowi,
Nieść nawy i podróżnych prosto ku domowi.
Lecz inaczej się stało, gdyż niebezpieczeństwo
Ściągnęliśmy na siebie przez własne szaleństwo.

Dziewięć dni, dziewięć nocy gdy tak fale prujem,
W dziesiątym już i ziemię ojców odgadujem.
Już i ogień strażniczy widać, miga w dali...
Gdy wtem mnie znużonego mocny sen powali,
Sam bowiem ster trzymałem, nie dając nikomu
Wyręczyć się, by pewniej zapłynąć do domu.
Aż tu między drużyną ten, ów podejrzywa,
Że w tym miechu skarb jakiś wielki się ukrywa
Dany mi od Eola, że w dom wiozę zbiory.
I takie między nimi były rozhowory:
"Dziwna rzecz, jak on lubion, jak uczczony wszędzie,
W każdym kraju i miejscu, gdziekolwiek przybędzie.
Już z Ilionu on wywiózł wielkie kosztowności,
A my cierpiąc z nim równe trudy i przykrości,
Wracamy do dom z niczym - taka nasza dola!
Teraz znów upominek dostał od Eola, Dar przyjaźni.
Więc pokąd trwa jego drzemota,
Zobaczym, ile w miechu ma srebra i złota."
Tak prawili i zgubna zwyciężyła rada:
Skoro miech rozwiązali, srogi wichr wypada,
Rwie okręty, zapędza precz na pełne morze,
Daleko od ojczyzny. Wtem oczy otworzę,
Cucę się i, niezłomny sercem, myślę sobie:
Czy mam skoczyć z okrętu, zginąć w mokrym grobie,
Czy cios ten znieść spokojnie i żyć? Więc zważywszy,
Zniosłem go i na pokład padłem, twarz zakrywszy,
A tak orkanem gnane wróciły okręta
Znów do Eolii. Nuż w płacz moje niebożęta!
Wysiedliśmy na brzegi i wody nabrano,
Potem tuż przy okrętach obiad zgotowano,
A gdy strawą, napitkiem duch się w nas rozbudzi,
Wziąwszy z sobą keryksa i jednego z ludzi,
Ruszyłem wprost do zamku. Tam widzę Eola,
Jak siedzi przy biesiadzie i jak go okolą
Grono dzieci i żona. Więc w zamkowe progi
Sunę i w progu siadam. Oni pełni trwogi
Pytają: "Co tu robisz? Jakież cię demony
Trapią? Wszak przez nas hojnie byłeś opatrzony
Na podróż, byś do swojej mógł wrócić rodziny!"

Tak prawią, a jam na to: "Nie z mojej to winy,
Lecz z druhów: jam był usnął, oni mię zgubili!
W was nadzieja - ratujcie, przyjaciele mili!"

Myślałem, że ich ujmę przez pochlebne słowo,
Lecz milczeli; li Eol zgromił mię surowo:
"Precz stąd, precz mi z tej wyspy, poczwaro obrzydła!
Nie godzi się ugaszczać ni brać pod me skrzydła
Takiego, co ścigany zemstą wielkich bogów!
Tyś ich gniewem obciążeń, wynoś się z mych progów!"

Rzekł i wzdychającego precz wypędził z domu.
Cóż robić? Płyniem dalej, smutni, pełni sromu.
Wioślarzom dłoń opada, serce im omdlewa,
Widzą błąd swój, pomocy nikt się nie spodziewa.