DZIEŃ TRZECI: JAK PAN NA TO WPADŁ, PANIE FRIEDRICH!?


„Die Stubbenkammer – tak zwane były widokowe otwarcia ku morzu, swoiste bramy pejzażowe między dwoma malowniczo rzeźbionymi przez wiatr i erozję zboczami nadbrzeżnych kredowych skał u brzegu Rugii. Pięknem tych „Stubbenkammer”, flankowanych ścianami oraz iglicami białej kredy, a także drzewami, które czekały swego kresu na krawędziach urwisk, mając już korzenie odsłonięte erozją (…) zachwycił się dwudziestoczteroletni Caspar David Friedrich, i odtąd stale tęsknił do rugijskich kredowych brzegów, a kiedy mógł wracał tam. Rybaków przerażenie brało, gdy patrzyli, jak łazi po krawędziach skał przy silnym wietrze. Do owych skał wiódł swoją małżonkę podczas ślubnej wycieczki w roku 1818. I kiedy tylko wycieczka się skończyła, złożył tym skałom cudowny hołd płótnem, dzięki któremu nawet amerykańscy inteligenci wiedzą, że Rugia to nie rosyjska wersja ragout, chińska odmiana rugby lub stolica kraju, który wynalazł reggae”.


(Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka)



Iść długo, długo, długo kamienistą, upstrzoną zwalonymi głazami i drzewami, plażą w poszukiwaniu ducha najsłynniejszego niemieckiego romantycznego malarza – bezcenne!!!


Ale grodzisko Słowian z plemienia Ranów na przylądku Arkona oraz sto osiemnastometrowy klif Königsstuhl też nie dały sobie w kaszę dmuchać!