Rok szkolny 2015/16
[-]

DZIEŃ DRUGI – WENECKI


CZEGO NIE ZROBILIŚMY


„Kto przy zdrowych zmysłach zbudowałby coś więcej niż chatę rybacką na malarycznych, cuchnących wyspach i łachach Laguny Weneckiej? Ktoś, kto nie ma innego wyboru.”


(John Julius Norwich)




Podczas naszej poprzedniej podróży do Wenecji przyszło nam na placu św.Marka brodzić po kostki w wodzie. Tym razem duchy dożów były dla nas zdumiewająco łaskawe i wszystko uszło nam na sucho.


Mogliśmy więc robić wszystko to, co poważni ludzie robią w Wenecji, a mianowicie:


  • mogliśmy jak doża Marino Faliero w 1355 zostać ścięci na podeście schodów Pałacu Dożów (ale nie zostaliśmy);
  • mogliśmy, jak Antonio Vivaldi w 1703, podjąć pracę w charakterze nauczyciela gry na skrzypcach w sierocińcu dla dziewcząt Ospedale della Pieta (ale nie podjęliśmy);
  • mogliśmy, jak Giacomo Casanova w 1753, uciec z „ołowianego więzienia”, przebijając dach przemyconym ostrzem (ale nie uciekliśmy);
  • mogliśmy, jak Napoleon Bonaparte w 1797, rozkazać Józefowi Sułkowskiemu zabrać Konie św.Marka z Bazyliki św.Marka (ale nie rozkazaliśmy);
  • mogliśmy, jak Roman Polański w 1993, a Andrzej Wajda w 1998, odebrać Złote Lwy za całokształt twórczości (ale nie odebraliśmy);
  • mogliśmy, jak Luchino Visconti w 1973, nakręcić „film o facecie w łódce” (ale nie nakręciliśmy);
  • mogliśmy, jak – nieznana nam z imienia kaliforniljska turystka w nie wiemy którym roku – zakochać się w gondolierze: Robercie Nardinie i wyjść za niego za mąż (ale nie zakochaliśmy się i nie wyszliśmy).


Zrobiliśmy zatem tylko to, co widać na zdjęciach. Czy to wystarczy? Czy nie zmarnowaliśmy dnia w Wenecji?